Ze świąt Bożego Narodzenia wyszedłem z uzasadnionym poczuciem ekologicznej klęski. Wszystko za sprawą słodkich prezentów. Zakupiłem np. chrześniaczce "Alpejskie Mleczko" firmy Milka. Piękne, kolorowe opakowanie, twardy karton z mikołajami itd. W domu okazało się, że pod jednym pudełkiem kryje się kolejne, równie jaskrawe, tyle że bez świątecznego sztafażu. To tak, jakby producent pasty do zębów sprzedawał ją w dwóch kartonach. Rodzice chrześniaczki dostali bombonierkę opakowaną następująco (wyliczam od zewnątrz): folia, kolorowa tektura, druga folia, druga tektura, dwie plastikowe formy i na koniec - uwaga - meritum: czekoladki owinięte w celofan.
Kolorowe opakowania cieszą oczy, ale są poważnym obciążeniem dla środowiska. Oznaczają farby i lakiery, odpady, toksyczne resztki, które z wysypisk śmieci będą przedostawać się do wód gruntowych. Koncerny zajęte wymyślaniem kolejnych sposobów na przyciągnięcie klienta popadają w obłęd, opakowując towary w kolejne warstwy kolorów i plastiku.
Czy święta zwalniają od myślenia o ochronie środowiska i furach zbędnych opakowań, przed którymi trudno się obronić? Nie, po stokroć nie.
Tym razem przegrałem. Za rok na pewno będę ostrożniejszy.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















