Co ja mogę

Skupianie się na słomkach i foliówkach może być największym błędem w walce z katastrofą klimatyczną. Ale to nie znaczy, że jednostki są bezsilne.

Reklama

Co ja mogę

Co ja mogę

05.07.2021
Czyta się kilka minut
Skupianie się na słomkach i foliówkach może być największym błędem w walce z katastrofą klimatyczną. Ale to nie znaczy, że jednostki są bezsilne.
JOANNA RUSINEK
G

Gdy przed trzema laty CBOS pytał Polaków o największe zagrożenia wynikające z rozwoju cywilizacji, 75 proc. osób wskazało na „zanieczyszczenie środowiska”. Na „zmiany klimatu” – 37 proc. Zuzanna Legan byłaby w tych trzydziestu siedmiu. Ma 25 lat, pochodzi ze Szczecina, studiuje na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze wiersze i fotografuje. Chciałaby podróżować, a kiedyś zamieszkać w domu za miastem i mieć psa.

A jednak rzadko myśli o przyszłości. Daty takie jak 2030 czy 2050 przestały się jej kojarzyć z dorosłością i planami. Stały się progami wyczerpania, limitami wytrzymałości.

– O zmianach klimatycznych zaczęłam na poważnie myśleć trzy lata temu, kiedy powszechny stał się komunikat: „sytuacja jest poważna” – mówi. – Na początku szukałam prostych rozwiązań. Ze wstrętem patrzyłam na plastik, torebki w sklepach, słomki. Ze łzami w oczach śledziłam kampanie o uduszonych ich...

21511

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

też jest mocno naciągane - więcej zapłacę za kefir i mleko i co z tego wyniknie?? Mam przejść na piwo bo jest sprzedawane w butelce wielorazowego użytku?? Trochę nam się myli sprawca tego bałaganu z ofiarą. Żyłam w czasach kiedy mleko, śmietana i kefir były sprzedawane w szklanych butelkach i nagle bardziej opłacany stał się transport opakowań plastikowych - nie dość że czuję się truta całym tym plastikiem to jeszcze mam za to opakowanie zapłacić? Jak już mamy działać globalnie o wymuśmy na poziomie międzynarodowym redukcję plastiku poprzez wprowadzenie szklanych wielorazowych opakowań. Obciążenie klienta opłatą śmieciową- kiedy na rynku nie ma alternatywnych opakowań to zwykła terrorystyczna ekościema bo o ile nowego polaru, dywanu czy mebla kupować nie muszę to ilości podstawowych produktów już nie ograniczę, chyba że wyjdziemy z założenia że jedzenie nie jest obligatoryjne.

"też jest mocno naciągane - więcej zapłacę za kefir i mleko i co z tego wyniknie?? Mam przejść na piwo bo jest sprzedawane w butelce wielorazowego użytku??" Wystarczy WYMAGAĆ żeby ten kefirek był z powrotem sprzedawany w szklanych buteleczkach, śmietanka też. Co do jedzenia to pamiętam czasy gdzie nie było lodówek, mięso jadło się 2 razy w roku (okolice nowego roku i Wielkanocy. Polska kuchnia słynie z zup wszelakich. Wystarczy odkopać stare a będzie zdrowiej dla wszystkich, i dla ludzi i dla planety. Niestety wygląda że człowiek to taka wiecznie głodna bestia. Dlaczego mój całkiem świetny smartfon będzie musiał być wyrzucony za rok do dwóch? Bo nie ma wymiennej baterii i nieaktualny system. Mogę zrobić to sam, ale producent sztucznie to blokuje. Za takie praktyki prezesi powinni siedzieć w obozach i ekologicznie, młoteczkiem robić mniejsze kamyki z większych.

, bo teoretyzowanie niezbyt się przekłada na codzienną praktykę. Co to znaczy wymagać?? Wchodzę do sklepu i nie znajduję kefiru, mleka, śmietany w innym opakowaniu niż plastikowe? Obrazić się na nabiał i wyjść z piwem (do wyboru są jeszcze inne alkohole i czasem ocet w szklanym opakowaniu)? A jak Pan wymaga wymiennej baterii do smartfona?? Oplakatował się Pan, głoduje w geście protestu, czy może planuje obrazić na nowy smartfon i zamiast niego kupić gołębia? Nie przeceniajmy naszej roli jako konsumentów bo nic nie zdziałaliśmy przez dekady w kwestii zalewu plastikowych opakowań/ celowego skracania długości życia sprzętów agd/ tworzenia jednorazówek w każdej dziedzinie życia - gdybyśmy mieli jakikolwiek wybór, można by twierdzić, że ten nasz wybór kształtuje rynek ale najczęściej żadnego wyboru nie ma - może Pan wybrać kefir w plastikowym kubku albo plastikowej butelce, kupić sprzęt agd, który celowo zaprojektowano na max 5 lat trwałości albo go nie kupować i o ile można rozważać życie bez smartfona to bez nabiału czy bez podstawowego agd już nie. Bez regulacji globalnej nie zdziałamy absolutnie niczego, bo podstawowe narzędzie jakim jest ekonomia nie jest już w naszych rękach.

Po to, żeby można było go udostępnić na Facebooku i Twitterze, razem z komentarzami. Tak BTW: czy zdajecie sobie Państwo sprawę, że państwo polskie na naszych oczach zaczyna już wymagać od obywateli posiadania smartfonów? Pusty śmiech mnie ogarnia, ale może on rychło przeobrazić się w rzewny płacz, jeżeli się okaże, że bez tego gadżetu nie wpuszczą mnie do sklepu (brak aplikacji antycovidowej), nie obsłużą w urzędzie, albo nie wpuszczą z powrotem do kraju? O ile w ogóle się z niego wydostanę...

Super że pani Zuzanna zamartwia się planetą, ktoś to musi robić, wszak większość z nas ma na to wylane, jak to teraz mówi młodzież. To, że po 60 człowiek uświadamia sobie, że coś tu nie gra, nie jest jakimś fenomenem. Coraz częściej mamy na cmentarzu więcej znajomych jak w realu, gorąc jakby bardziej doskwiera, zimno zresztą też. Na wszystko są pigułki, ale my już wiemy, że to sciema. Już nas tak mocno nie jara nowy samochód, dobrze przespana noc, dzień bez strzykania w kościach, staja się prawdziwą wartością. Nam wiele nie potrzeba i chętnie byśmy młodych przymusili do umiarkowania. Aby coś konkretnie zmienić, wrócić musielibyśmy do zdobyczy komunizmu, gospodarki centralnie sterowanej, do ekonomii politycznej socjalizmu. W teorii może by i to poskutkowało, ale jaka jest praktyka ludzkiego działania , już wiemy. Teraz wsadzę kij w mrowisko. To nie korporacje przemysł ani politycy są winni zanieczyszczeniu, ale my sami, konkretniej to głownie kobiety. Popatrz i policz co w domu kupowane jest przez kobietę. Ile ciuchów, butów, kosmetyków dupereli ma ona, a ile on. Ile Chemii używa do sprzątania, wody, do kogo dedykowane są reklamy w przeważającej wielkości. Jak szybko nudzą jej się meble, do czego używa telefonu. Ktoś powie, ale facet musi mieć wypasioną brykę, tylko komu chce nią zaimponować, kogo nią wozi. Tak by można w nieskończoność, jest zapotrzebowanie jest podarz. Proszę nie robić anonsów do umęczonej matki polki, zarobionej gotowaniem , praniem i sprzątaniem i dziećmi. W sklepie musi być fajnie, elegancko zapakowane największe gówno się sprzeda. Potem się wyrzuci i po kłopocie. BP specjalnie nie wylał tej ropy do morza, wolałby to przerobić i sprzedać. Wiele super gadżetów z tego by dało. Tak czy siak wróciło by to do środowiska, im bardziej przetworzone tym w paskudniejszej formie. Pomysł płacenia z śmieci przy ich produkcji, miałby sens tylko wtedy gdy po zakończeniu ich żywota nadal byłyby atrakcyjnym handlowo towarem. Tak jak dzisiaj są aluminiowe puszki po napojach. Myślę jednak, że i to u nas w kraju, przekracza wyobraźnię i możliwości polityków. Czy mamy wybór, czy go nie mamy. Oczywiście że mamy, zawsze jest wybór. Polecam robić domowe winko, jak się nie uda to przedestylować. Ostatnio modne jest robienie domowego piwa, super polecam. Moje butelki są w ciągłym cyklicznym użyciu. po nalaniu aromatycznego napitku do szklanki, wystarczy opłukać butelki pod bieżącą wodą i odstawić do kolejnego użycia. Detergenty są zbędne, a życie nabiera lepszego smaku. Żona namawia do użycia zmywarki, ale mnie się nie chce. Z tekstu jako żyw wyziera Marks i Engels, że o tym trzecim nie wspomnę. Oni bez dopingu niczego by nie stworzyli, jak większość mądrali tego świata. Mnie moja ekologiczna produkcja i jej konsumpcja, specjalnie nie nastraja do naprawiania tego świata, choć czyni go nieco piękniejszym niż jest w rzeczywistości.

«Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi» – to cytat z Księgi Rodzaju za Biblią Tysiąclecia. Namawiam redakcję "Tygodnika Powszechnego" do częstego publikowania interpretacji tego fragmentu o czynieniu sobie ziemi poddaną przez człowieka – ale w duchu poszanowania tej ziemi. Kilka razy w moich niezobowiązujących rozmowach ze znajomymi i nieznajomymi ten biblijny cytat słyszałam jako koronny argument stanowiący usprawiedliwienie rabunkowej gospodarki zasobami naturalnymi. Odnoszę wrażenie, że w Polsce panuje dość powszechne przekonanie, że mamy biblijne przyzwolenie na nieograniczoną eksploatację Ziemi i jej zasobów.

To bardzo ciekawy pomysł. Częściowo go podchwycę. Ten cytat zestawiłbym z przypowieścią o talentach. Zasoby tej planety zatem nie byłyby naszą własnością, a raczej pewnego rodzaju depozytem, którym możemy dysponować. Kiedyś przyjdzie czas rozliczeń. Czy pomnożyliśmy majątek? Czy go wręcz roztrwoniliśmy? O ile dobrze pamiętam w przypowieści o talentach najgorszym był ten który majątek pozostawił takim jaki był i niczego nie dodał. Cóż, my póki co roztrwaniamy majątek, rozliczenie może być niezwykle brutalne.

Mimo wszystko zachęcałbym do niepodpierania się cytatami z świętych pism. Po pierwsze dlatego, że pisali je ludzie, z pewnością nawiedzeni, tworzyli jednak z punktu widzenia, swego siedzenia. Pisali o rozmnażaniu się, bo było nas stosunkowo niewielu, a technologia jaką dysponowaliśmy przypominała próby zmieniania biegu rzek przy pomocy kijaszka. Z tego co wiem Biblia Tysiąclecia nie jest zbyt starannie przełożona na nasz język, zawiera sporo niedomówień i przeinaczeń. Zgadzają się z tym kościelni bibliści i podejmują próby ponownego jej tłumaczenia, jednak efektów nie możemy się szybko spodziewać z wiadomych względów. Cytowany fragment przez panią Katarzynę, w formie jakiej jest, nie da się, nawet przy najlepszej woli, zinterpretować bez katastrofy ekologicznej w finale. Przy założeniu, że będziemy się rozmnażać bez umiaru, naturalne staje się napełnianie coraz to nowych brzuszków. Nawet stosowanie drakońskich ograniczeń i tak doprowadzi do pożarcia wszystkiego co się da. Ktoś zasugerował w komentarzu, że dzisiejsza technika i wiedza pozwala majstrować przy genach. Stąd już krok, aby ktoś na własną rękę postanowił zbawić świat, przykładowo majstrując przy wirusach. Jak już jesteśmy przy nawiedzonych pismach, to nie sposób nie wspomnieć o Księdze Apokalipsy i końcu świata. Przecież w to wierzymy prawda. Ileż to razy słyszałem o nim z ambon, o sądzie ostatecznym o jeźdźcach apokalipsy, o nieugaszonym ogniu piekielnym. Bozia będzie nam ten ogień podkładała? Sami damy radę!

Da się. Ziemia ma być nie tyle przeludniona, co zaludniona. A człowiek ma nauczyć się nie tylko współistnienia z ekosystemem, ale ma nauczyć się nim sterować. Ma poznać wszystkie jego niuanse i mechanizmy. Ma potrafić panować nawet nad własną naturą. Czy to oznacza, że ma "bawić się w Boga"? Ależ oczywiście, że tak, tym cytatem mamy właśnie od Najwyższego na to pozwolenie. Wtedy skrzynkę z talentami oddamy pełniejszą niż zastaliśmy. Ekolodzy chcą skrzynkę z talentami zakopać i zostawić nie ruszoną, problem w tym, że w skrzynce brakuje już połowy kasy, a jak ją zakopiemy to zaczniemy zdychać z głodu (co już gdzieniegdzie czynimy) a potem się wzajemnie wytłuczemy. Zatem nie ma wyboru, trzeba boże wyzwanie zrealizować do końca, po zwycięstwo lub śmierć. Teraz pytanie czy to boże wyzwanie? Według mnie nie do końca, raczej anielskie/kosmitów (niepotrzebne skreślić). ps. ekoterroryzm przy użyciu wirusów jest bardzo prawdopodobny, zatem proponuję ekologów traktować jako potencjalnych terrorystów.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]