Odwaga

Jest środa, piątego listopada rano. Wszystkie stacje mówią o miażdżącym zwycięstwie Baracka Obamy. Przewidywała je większość politologów, publicystów, komentatorów, zapowiadały je od miesięcy niemal wszystkie sondaże. A ja do ostatniej chwili nie wierzyłam. Może dlatego, że pamiętałam wszystkie pobyty w Ameryce i rozmowy z ludźmi, krótkie i wielogodzinne, spokojne i bardzo namiętne. W metropoliach i malutkich miasteczkach, w parkach narodowych, na campingach, w lokalikach z fast foodem, w pędzących drogami greyhoundach, w prywatnych domach i ogrodach ze strzyżonymi kunsztownie trawnikami... Nie wierzyłam, że ciemny zygzakowaty ślad biegnący w poprzek tych rozmów - mógłby ulec zmianie w ciągu najbliższych lat. A jednak.
Czyta się kilka minut

Amerykanie zdobyli się na akt wielkiej odwagi. Muszą teraz zrozumieć, że te wybory to nie był oszałamiający, wspaniały, trochę nierealny show, ale rzeczywistość, wymagająca wielu trudnych decyzji. Muszą usunąć ze swojego myślenia różne mroczne zaułki i korytarze, w których łatwo zabłądzić. Muszą wziąć odpowiedzialność za tę drugą Amerykę, która głosowała inaczej, przewidzieć, co mogłaby uczynić i spróbować spokojnie ją przekonać.

Myślę, że Ameryka powinna teraz dorosnąć do swojej własnej odwagi.

Barwy

Tegoroczne dwa dni Zmarłych - tych znanych i tych nieznanych - były bardzo piękne. Bezwietrzna, słoneczna pogoda, złociste powietrze, luźne, pustawe miasto, nieprawdopodobne zagęszczenie barw na cmentarzach, utkany z kwiatów, gęsty, fantastyczny dywan.

Ale już nań wpełzały dwie plamy cienia. Pierwsza to rozpasane złodziejstwo, zmarli okradani z kwiatów i zniczy, po to, żeby je przenieść na rodzinny grób i zaoszczędzić, albo na improwizowane stoisko i zarobić. Druga plama na drogach. Jeden przysnął za kierownicą, bo za długa trasa, drugi wypił przed wyjazdem u rodziny, bo namawiali, trzeci przycisnął gaz do deski, bo lubi. Wieczorem podano zastraszającą liczbę zabitych i okaleczonych.

Co roku przybywa kwietnych barw na cmentarzach. Co roku powiększają się plamy cienia.

Wymykanie

Czy jadąc pociągiem (autobusem, tramwajem) na huczne wesele, turniej bokserski czy koncert ulubionego zespołu rockowego - demoluje się ten pociąg (autobus, tramwaj)? Skądże znowu! Ale jeśli jedzie się na mecz piłki nożnej, to się często demoluje.

Piłka nożna jest osobna. Nie jest ani sektą, ani masowym ruchem społecznym, ani tajnym bractwem, ani przedsiębiorstwem, ani przedmiotem kultu, ani zrywem wolontariuszy, ani krucjatą, ani mafią. Wymyka się wszelkim określeniom, zaszeregowaniom, ocenom, opisom i kryteriom.

A może, żeby przestała wreszcie się wymykać, to trzeba zacząć przymykać?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2008