Reklama

Odczyt noblowski Olgi Tokarczuk

Odczyt noblowski Olgi Tokarczuk

07.12.2019
Czyta się kilka minut
Oglądaj na żywo
Olga Tokarczuk, czerwiec 2018 r. FOT. PIOTR KAMIONKA/REPORTER
J

Jej powieści, nie obrażając naszej inteligencji, wiedzy i doświadczenia, pozwalają odczuć jedność świata. Sztuka opowiadania ma w jej powieściach antropologiczne uzasadnienie. Jest to dyspozycja człowieka wypracowana na drodze ewolucji, której funkcją jest dostarczanie jednostce sensownych wyobrażeń pojedynczego życia. Tak, jej powieści są terapeutyczne i pocieszające. Tak, Olga Tokarczuk jest pisarką dobra, ale w tym rozumieniu, w jakim w ogóle ludzkie opowieści są lekarstwem na metafizyczny horror istnienia - pisał Ryszard Koziołek po ogłoszeniu Olgi Tokarczuk literacką Noblistką. 

W sobotę 7 grudnia pisarka wygłosi odczyt noblowski, który na żywo będą Państwo mogli zobaczyć poniżej:

Polecamy również:

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

nad przemówieniem noblowskim pani Olgi - są dużo krótsze... O nie! A teraz coś o skandynawskich polderach i dorszach:) Wow! Było o komunikacji międzyludzkiej zbliżonej do budowy liścia. Zaczynam się ożywiać. Chcę więcej:) No, Biblia to naprawdę długi serial Pani Olgo, jeśliby tak na to spojrzeć:) Chyba zaczynam łapać, o co tu chodzi. Ona chce ich tam zmęczyć na sali, żeby zabrakło im sił na Handkego.

...w temacie Tokarczuk?... te żałosne egzorcyzmy przeciętniaka nad sukcesem noblistki? Pan odczuwa satysfakcję z tego rodzaju t f u r c z o ś c i?... tak z ciekawości pytam, bo niby zawiść i głupota to pojęcia wszystkim doskonale znane, ale w tak krystalicznie czystej postaci warte przyglądnięcia się im

Owszem, jak najbardziej, nie zaprzeczam. Powiem jak na spowiedzi jak to było. Zacząłem słuchać, od początku, i tak słucham i słucham i powoli zaczyna się wtaczać nuda niczym kula śniegowa. Toczy się, toczy i rośnie, a im większa, tym więcej przykleja się do niej moich rozbawień, aż w końcu stacza się z górki i żadne hamulce nie mogą jej powstrzymać (sorry że wpadam w literacką narrację:) Tak opisałbym mój proces dochodzenia do szczerego rozbawienia. Schlebia mi to, że mój komentarz wywołał komuś w głowie wizję krystalicznej zawiści, bo nieczęsto się zdarza zobaczyć taką rzecz i wzbogacić się nią intelektualnie (choć zaręczam, że Panu do ujrzenia krystalicznej zawiści jeszcze daleko, bardzo daleko...)

Panie Robercie, pewnie jest Pan humanistą -ja może dużo gorszym ale słuchałem z zachwytem . Pewnie pozostaniemy przy swoich zdaniach. Pozdrawiam.Andrzej Mierzejewski.

Kiedyś mój syn (ścisły umysł) przyniósł książkę "Piękno wszechświata". Powiedział: "Świetna książka, spróbuj przeczytać". Gdzieś w okolicach setnej strony poczułam, że tyle się wszystkiego nagromadziło, że już niczego "nie ogarniam". Po prostu moje kompetencje do rozumienia treści skończyły się na teorii względności. Dalej nawet nie mam ochoty wysilać się, bo już zaczęła się dla mnie nuda. Tak też Panie Robercie, to żaden wstyd, że pewnych rzeczy nie rozumiemy.

Jak wziąłem się za lekturę "O obrotach sfer niebieskich" Kopernika zrozumiałem tylko jej dedykację, po następnych dwóch stronach zrezygnowałem. W przypadku literatury pięknej liczę się z niezrozumieniem, gdy czytam "Trudny las" Karpowicza. Lubię się wtedy wstydzić, naprawdę warto...

I po co kłócić się przy takiej okazji, kiedy wszyscy powinni być dla siebie mili i grzeczni? Tak jak towarzystwo zgromadzone na obu literacko-noblowskich odczytach i sami laureaci, którzy przemawiali pięknie, unikając kontrowersji. Olga ponad dwa razy dłużej od Petera, ale baby są z natury gadatliwe. Ona nie mówiła o strasznej Polsce, on o skrzywdzonych Serbach, a publiczność oklaskiwała ich uprzejmie. Jak to mają w zwyczaju biali ludzie (dosłownie; na sali nie widać innych). Za to oboje znaczące miejsce w przemówieniach poświęcili swoim matkom - Peter nawet cytował w jej języku (słoweńskim) litanię loretańską - i to wydaje mi się interesujące. Kontrowersje pojawiły się dopiero na konferencji prasowej, którą z powodu laureata przerwano. A jego samego nie zaproszono (w przeciwieństwie do laureatki) na spotkanie z czytelnikami w imigranckiej dzielnicy w obawie o bezpieczeństwo. Zabawne, że to właśnie Handke twierdzi, że "kobiety są mniej nudne niż mężczyźni, bo są bardziej niebezpieczne". Cóż, nie należy bezgranicznie wierzyć literaturze... ;)

@dorciag33 sobota, 07.12.2019, 21:45. Nie obwiniaj się, Dorciu, o coś, co prawdopodobnie jest winą autora. Jeśli ktoś tytułuje książkę "Piękno wszechświata", to niech nie wymaga, żeby do jej lektury potrzebne były inne kwalifikacje niż zdolność estetycznego odczuwania, a tego ci chyba jako miłośniczce literatury nie brakuje. Czy góry zachwycają tylko geologów, a cuda techniki tylko inżynierów? Przynudzał to i zanudził, ot co!

Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca...utyskiwał gombrowiczowski Gałkiewicz. No bo nie zachwyca Olga Tokarczuk Gałkiewiczów, których jest w Polsce multum. Konsekwencje tego multum sa poważne - Gałkiewicze słuchają Zenka Martyniuka, oglądają "Big Brother", a potem głosują na PiS i prostaka-Dude. Niemniej nie zmienimy tego w pięć minut, wiec musimy się z tym pogodzić, że sa ludzie, którzy nie ogarniają Olgi Tokarczuk, podobnie jak pani Dorcia piękna Wschechświata (czy ono istnieje na pewno?), a ja nie ogarniam "Krótkiej historii czasu" Stevena Hawkinga i już chyba nie ogarnę:))) Tyle ze to mój problem, a nie Hawkinga, natomiast rozmaici Gałkiewicze za swoją niekumatość obarczają winą Olgę Tokarczuk:)))

@kalina16 niedziela, 08.12.2019, 14:52. Droga Kalino, krytykujesz Gałkiewicza z pozycji zgorzkniałego albo raczej skwaśniałego nauczyciela, "zwanego pospolicie Bladaczką od szczególnie niezdrowej i ziemistej cery", czy stada baranów, które posłusznie odpowiada na pytanie, dlaczego w poezjach wielkiego poety, Juliusza Słowackiego, mieszka nieśmiertelne piękno, które zachwyt wzbudza? Ja jestem po stronie Gałkiewicza, a i ty sama w kwestii piękna Wszechświata mówisz po gałkiewiczowsku (albo po gombrowiczowsku). Może kiedyś nadarzy się okazja o tym podyskutować, ale raczej nie na marginesie prozy Olgi Tokarczuk. W każdym razie nie na tej uroczystej akademii ku czci.

Skala Olgi Tokarczuk Nic tak literata nie nobilituje, jak przyznanie Nagrody (nomen-omen) Nobla. A nikt dotąd w tym wręcz dramaturgicznym akcie nie błysnął tak, jak nasza Olga Tokarczuk. Wmaszerowała na scenę światowej literatury popisowo, w stylu zdobywczo-triumfalnym. Jakby nienasycona dotychczasowymi sukcesami – 5 razy Nike, Booker, Laure-Bataillon, Nobel – napisała i wygłosiła przed publicznością zebraną w Akademii Szwedzkiej w Sztokholmie wykład na miarę jeszcze jednej Nagrody Nobla. Z dwiema nagrodami nie byłaby odosobniona. Przypominam: Maria Skłodowska-Curie, nagroda z fizyki w 1903 r. i z chemii w 1911 r.; oraz: John Bardeen (fizyka), Frederick Sanger (chemia), Linus Pauling (chemia i pokój). Wykład traktuje o ideałach literatury, a bliżej: o współczesnym kryzysie narracji. Minęło już trochę czasu od wystąpienia, a podziw dla tekstu Olgi Tokarczuk stale rośnie; padła już nawet propozycja uczynienia jego treści lekturą obowiązkową albo nawet całym przedmiotem nauczania w liceum. Odnajdywane są tam coraz to nowe ważne myśli. W mediach wysypał się worek publikacji, które bywają rozwinięciami zaledwie paru linijek tekstu – tak wielka jest jego inspirująca siła! Nie da się nie reagować. Dla tych, którzy wolą moderować swoje doznania, pozostaje rada jedyna: nie czytać. Moją uwagę przykuł ten fragment: ...Odkrycie „efektu motyla” kończy według mnie epokę niezachwianej ludzkiej wiary we własną swoją sprawczość, zdolność kontroli, a tym samym poczucie supremacji w świecie. Nie odbiera to człowiekowi jego mocy jako budowniczego, zdobywcy i wynalazcy, uzmysławia jednak, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana niż kiedykolwiek mogło się człowiekowi wydawać. I że jest on zaledwie małą cząstką tych procesów… Złożoność mechanizmów wywołanych umownym “motylem” autorka obrazuje wydarzeniami historycznymi zapoczątkowanymi decyzją Izabeli Katolickiej (królowej Aragonii) wsparcia zamiarów Krzysztofa Kolumba – aż do współczesnych dalekosiężnych cywilizacyjno-globalnych rozgałęzień skutków tej decyzji. Skutki poczynań pojedynczego człowieka, niezależnie od tego czy jest on menelem, czy cesarzem, nie są możliwe do przewidzenia. Dzieje się tak dlatego, że logikę ciągu zdarzeń zauważamy jedynie post-factum, spoglądając wstecz. Kolejne wydarzenia wyłaniają się z nieskończonego chaosu możliwości pod wpływem bardzo wielu czynników działających naraz. A co najważniejsze, jesteśmy zdolni dostrzec tylko niewielką część czynników – tylko te, które występują na poziomie wymiarów wielkości fizycznych w skalach odpowiednich dla ludzkich zmysłów (metry, sekundy, stopnie K). Mocą sprawczą dysponujemy jedynie w tych przestrzeniach, a więc znacznie ograniczoną. Do wychodzenia wyobraźnią poza ludzkie skale zdolne są jedynie umysły otwarte i nieprzeciętne, po prostu “noblowskie”. A robią to one dlatego, ponieważ domniemują, że tam rzeczy mają się o wiele ciekawiej. Wynalezieniu szeregu bardzo sprytnych wzmacniających narzędzi, no i matematyki, zawdzięczamy miłe złudzenie o własnym geniuszu i ogromie naszej siły sprawczej. A wystarczy tylko wziąć linijkę do badania przestrzeni kosmicznej albo mikrokosmosu, a natychmiast zauważymy (z przerażeniem!), że w innych skalach nas po prostu – nie ma! Nie widać nas wśród atomów ani nawet w o wiele większym świecie bakterii; nie ma nas na Księżycu (choć chwilę tam byliśmy, by zostawić trochę śmieci) ani w żadnej czarnej dziurze. Wcale Ziemi nie jesteśmy potrzebni. Ktoś niegłupi napisał, że bez człowieka naszą planetę wyobraża sobie jako miejsce ładu i spokoju. Biblijny Raj właśnie istniał tylko do momentu, w którym pojawił się człowiek, zaraz potem Raj ten przemienił się w realną codzienność: zwykłą, nudną i często tragiczną. Bardzo podoba nam się myśl, że jesteśmy w jakiś sposób ważni, więc wymyślamy te sposoby. Widzimy siebie jako pionierów, przywódców, budowniczych, zdobywców i wynalazców, ale to objaw czystej megalomanii i arogancji. Wydaje nam się, że mamy prawo do uczynienia Ziemi sobie poddanej – nawet (dlaczego by nie!) całego Kosmosu – bez zastanawiania się nawet nad tym, czy jest to w ogóle możliwe. Tak naprawdę jesteśmy nic nie znaczącymi drobinami, a za to obciążonymi ogromnym szowinizmem gatunkowym. A pies i kot wcale nie dostrzegają w swoich właścicielach żadnej niezwykłości; widzą w nas tylko żywe stworzenia, a kochają za to, że wyjątkowo łatwo dajemy się wykorzystywać. Jeśli nie podzielasz ze mną tej opinii, to spróbuj pogłaskać tygrysa... Na tych ogromnych skalach czasu i przestrzeni, mamy teraz własne “pięć sekund”, tak jak niegdyś wielkie gady. Potężne żywioły zdążyły już stworzyć i unicestwić miliony gatunków, i dalej to robią bez przerwy. Jak przyjdzie czas, poradzą sobie i z nami, niezależnie od starań ekologów. Nie jesteśmy też w stanie w żaden sposób Ziemi zaszkodzić. Cokolwiek byśmy nie zrobili, dla trzeciej planety od Słońca będą to zmiany lokalne i krótkotrwałe. Dla Układu Słonecznego i dalej: żadne, jeszcze bardzo, bardzo długo. Jednakże dzielnych obrońców naszej przyrody i klimatu będę wszelkimi siłami szczerze wspierał. Lecz głównie dlatego, że egoistycznie cenię sobie własny komfort i porządek wokół mnie. Będę zaś ich krytykował za obłudę, za zapewnianie, jakoby chodziło im akurat o coś więcej. Chętnie zaproponowałbym im, co następuje: miast rozsiewać katastrofobiczne urojenia, nakłaniając tym sposobem do bardzo niebezpiecznego majstrowania w ekosystemie, przyłączcie się raczej do intensywnych przygotowań mających na celu jak najszersze czerpanie korzyści z nadchodzących zmian klimatu. Dla większości krajów oznaczają one bowiem lepszą koniunkturę, dla wielu gatunków biologicznych większe szanse przetrwania. Tych kilka stopni więcej to dodatkowa i darmowa porcja energii dla nas wszystkich; środki techniczne do jej przejmowania bez wytwarzania zanieczyszczeń, niedrogie, już od dawna czekają (pompy cieplne, panele słoneczne, turbiny, itp.). Taki pogląd nie jest ani demonizowanym anty-ekologizmem, ani poprawnym politycznie ekologizmem, to moim zdaniem byłby najwłaściwszy na dzisiejsze czasy – twórczy (produktywny) pro-ekologizm. Nie śmiem nawet przypuszczać, iż taka myśl przegrywa dlatego, że na strachu zarabia się więcej. Wiele jeszcze felietonów zaczynać się będzie Olgą Tokarczuk, a kończyć zupełnie w innych przestrzeniach. Będą wybrzmiewać niezliczonymi interpretacjami jej myśli – jak motyw B-A-C-H (Kunst der Fuge, J.S. Bach). Byłoby bardzo nie fair, gdybym nie oddał głos oceniającym to wystąpienie odmiennie. Na przykład osobom wymagającym od laureatki czegoś więcej – dla Polski. Autorytety z resortu kultury zwracają trafną uwagę na przykład na to, czego w jej wykładzie zabrakło (...rozumienia polskiego społeczeństwa…, ...pojęcia instytucji…), a metaforę “czułego narratora” nazywają płytką naiwnością (minister kultury, prof. Piotr Gliński). Arkadiusz Mularczyk, poseł do Polskiego Sejmu, powiedział: ...Szkoda, że przedstawiciel Akademii Szwedzkiej, Per Waesterberg, wspominając w laudacji dla Olgi Tokarczuk o polskiej „historii kolonializmu i antysemityzmu”, nie wykorzystał szansy, aby przeprosić za potop szwedzki… Zdaniem tych osób bardziej sprawiedliwe byłoby uhonorowanie innych znanych pisarzy: wielką postać polskiej poezji, dinozaura prawie, Jarosława Marka Rymkiewicza – głównie za podnoszenie wartości ducha narodowego w czasach braku motywacji do zrywów heroicznych, albo Bronisława Wildsteina za budujące, ważne dla Europy powieści, choć wielu rodakom stał się bardziej znany niestety dopiero po wygraniu pamiętnego wyścigu po korytarzach Instytutu Pamięci Narodowej 15 lat temu. Bo pomyślcie sami: który z Polaków dotychczas tak naprawdę sprawiedliwie zasłużył sobie na Nobla? Wałęsa – za skuteczne unikanie przemocy w walce politycznej; wszak werdykt byłby zupełnie inny, gdyby Komitet Noblowski został poinformowany o tej innej przyczynie unikania. Miłosz – ten litewski szowinista? Szymborska – pod każdym względem: autorka cienkiej poezji, kierująca swoje twórcze emocje na jakąś marynarkę w szafie albo na kota i to w takich trudnych dla Polaków czasach (versus Rymkiewicz); wysunięta do Nagrody przez niewyraźnie określone “towarzystwo”. Sienkiewicz to co innego, przynajmniej pokrzepił polskie serca. Reymont – akurat był nieurodzaj w Europie na dobrych pisarzy. No, może Skłodowska jednak tak, choć niestety dla Francuzów, no ale przecież zdradzała męża... Zaprawdę, powiadam wam: nie ma się czym radować. Henryk Jurewicz
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]