Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Od mowy do ekonomii

Od mowy do ekonomii

23.10.2016
Czyta się kilka minut
Ross Collins, ilustracja z książki „Kostek. Pies nie z tego świata”
W

WIEK: 1+
Marta Galewska-Kustra „Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych”, Ilustracje Joanna Kłos, Nasza Księgarnia, Warszawa 2016

Czwarta książka z serii „Uczę się mówić”. Pomysł arcyprosty: w tomie zgromadzono dziesiątki dźwiękonaśladowczych słów, tych wszystkich „hau, hau!”, „chrup, chrup!”, „a psik!”, „kap, kap”... Na dużych kartonowych stronach znajdziemy kilkuwersowe historyjki, nafaszerowane onomatopejami. Pastelowe obrazki wspomagają tekst: „Pucio siedzi na koniku! / Babcia robi zdjęcie: CYK, CYK. / Nad konikiem lata mucha: BZZZ. / Konik chce ją dogonić / i głośno rży: IHA! / Uciekaj, mucho! / FIU-FIU, FIU-FIU / – kto tak śpiewa?”... Kto niańczył dwulatka, ten wie, jak bardzo dzieciaki lubią powtarzać rytmiczne, proste dźwięki i jak ten zabieg bywa pomocny przy nauce mówienia. Specjaliści zapewniają na okładce, że „Pucio” jest także przydatnym narzędziem do ćwiczeń języka u dziecka z problemem logopedycznym.

WIEK: 6+
Barbara Kosmowska „Tru”, Ilustracje Emilia Dziubak, Media Rodzina, Poznań 2016

Zając Tru jest zwykłym szarakiem i mieszka w Koniczynach Dolnych. Niegdyś nazywał się Truś, ale doszedł do wniosku, że to „imię dla galaretki z owocami albo dla tchórza”, toteż urwał ostatnią literę. Ma siostrę Okromkę i brata o imieniu Zajęczy Szczawik. Od kiedy ich tata przepadł na polowaniu, mama wychowuje dzieci samotnie. Osiedle szaraków sąsiaduje z luksusową enklawą zajęcy Kolorowych. Z dostatku przewróciło im się w łebkach: przedkładają sztuczne, kolorowe futra nad własne – naturalne. Tru durzy się w Słodkiej Dzidzi z osiedla Kolorowych. O jej względy rywalizuje z Hopsem Juniorem – „właścicielem fioletowego futrzyska na zamek”. Zając Tru nie ma game boya ani żadnego z kosztownych gadżetów. Ma za to talent do wynalazków. Z byle czego potrafi skonstruować pomysłowe urządzenia, które wzbudzają zachwyt zajęczych bogaczy: wieloczynnościową szczotkę do masażu, maszynkę do mydlinek, hula-sus – skuter przyszłości... Zawsze skory do pomocy, rozwiązuje problemy Koniczyn Dolnych i dostarcza radości sąsiadom. Nietrudno zgadnąć, że Słodka Dzidzia ulegnie urokowi Tru. I nawet Hops Junior przyzna, że rywal jest łebskim gościem.
Śmieszne, wdzięczne opowiadania, zręcznie zilustrowane w manierze Michaela Sowy (patrz: „Esterhazy”). Dla dzieci zabawna fabuła, dla dorosłych czytelników – liczne społeczne podteksty.

WIEK: 7+
Katarzyna Piętka „Gry i zabawy z dawnych lat”, Ilustracje Agata Raczyńska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2016

Książka, której wróżę wielką poczytność, bo odwołuje się do sentymentalnych wspomnień kilku pokoleń byłych dzieci. Ładnie wydany album w twardej oprawie zawiera opis kilkudziesięciu zabaw podwórkowych od Króla Lula poczynając, przez Berka, Ciuciubabkę, Pikuty, „Gąski, gąski do domu”, na grze w gumę, Widoczkach i Bitwie morskiej kończąc. Niektóre towarzyszące zabawom rymowanki, naszpikowane archaizmami, zdradzają stuletnią metrykę. Mamroczę: „Anse kabanse flore/ O ma de, o ma de/ O ma deo, deo, riki tiki/ Deo, deo, riki tiki/ Raz, dwa, trzy”, a zagadkowy niby-język tej piosenki intryguje tak samo jak przed półwieczem. Książka ma jasny, logiczny układ. Zasady wyłożone są prosto i przystępnie, niekiedy pomocne bywają rysunkowe diagramy. Znakomite ilustracje Agaty Raczyńskiej, utrzymane w oldskulowej manierze lat 60., świetnie tłumaczą to, co podczas czytania mogłoby ujść uwadze. Młoda autorka pisze o tym, że zapraszając dzieci z pokolenia tabletu do prostych gier podwórkowych, jak Chłopek czy Ziemniak, nieoczekiwanie zyskuje ich szacun i uznanie. A zatem nie wszystko stracone: Głuchy telefon i Pomidor mogą jeszcze powrócić do łask.

WIEK: 8+
Bernard Friot „Historyjki na raz”; „Nowe historyjki na raz”, Ilustracje Adam Wójcicki, przeł. Dorota Hartwich, Wydawnictwo Format, Wrocław 2015

Dwa z czterech zbiorów mikroopowiadań, które we Francji mają status bestsellera i doczekały się wielu przekładów. Jedno-, dwu-, trzyminutowe porcje czytania: zwykle jest to absurdalna intryga, opatrzona puentą-niespodzianką. Coś jakby Mrożek dla dzieci. Książki w sam raz dla młodych czytelników, którym przejadła się ckliwa słodycz „bajeczek dla dzieciaczków” i którzy gotowi są na bardziej wytrawne smaki: nonsens, ironię, groteskę, sarkazm. Z banalnego, domowego lub szkolnego epizodu autor wywodzi mrożącą krew w żyłach historię, komiczny paradoks, karykaturę. Jakby ziściły się niebezpieczne dziecięce fantazje o odwecie na nudnym nauczycielu czy surowych rodzicach. Na dentyście, na siostrze, na mamusi zbyt tkliwej i wylewnej... Lęki i małe dramaty kilkulatka zostają spacyfikowane za pomocą wyobrażonej odsieczy – baśniowej, fantastycznej bujdy na resorach. Jest tu wszystko: pierwsze zauroczenia, niechęć do brukselki, tyrania rodziców (domniemana), strach przed ciemnością, rywalizacja z rodzeństwem, rozwód, bezlitośni nauczyciele, a wszystko w groteskowym, komicznym kostiumie.
Opowiadania są pomysłowe i napisane bez belferskiego marsa na czole; niektóre wątki wprawią w popłoch tradycjonalistów, daremnie wypatrujących happy endu. Czytający dziecku rodzic nie zaśnie przy lekturze – może odnajdywać złośliwe prztyczki wymierzane popkulturze, ukryte między wierszami. Najkrótsza bajka ma postać telegramu i zawiera jedynie 39 słów, a kończy się taką oto frazą: „SMOK EKSPLODUJE – KSIĘŻNICZKA ŚLUB LISTONOSZ – SZCZĘŚLIWI – RODZINA WIELODZIETNA – ZNIŻKA – PKP – KONIEC”.
Niestety konwencjonalne ilustracje Adama Wójcickiego nie oddają charakteru tej inteligentnej prozy dla bystrych dzieciaków. Czekamy na dwa kolejne tomy.

WIEK: 9+
Claire Barker „Kostek. Pies nie z tego świata”, Ilustracje Ross Collins, przeł. Piotr Budkiewicz, Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Media Rodzina, Poznań 2016

Pierwszy rozdział tej (zabawnej, serio) książki nosi tytuł „Zdechł pies” i zaczyna się tak: „Tuż po śmierci Kostek doszedł do wniosku, że Niebo wcale nie jest nadzwyczajne. Nie widział żadnych wiewiórek ani kanapek z kiełbasą, ani pysznych kości, ani nawet piszczącej piłeczki...”. Kudłaty pies Kostek zmarł i ocknął się pod postacią ducha w szafie Dusi Pepper – do niedawna nierozłącznej przyjaciółki. Niestety, psie duchy okazują się być niematerialne, o żadnym białym prześcieradle nie ma mowy, toteż Dusia nie dostrzega „powrotu” Kostka z zaświatów. Początkowo pies-duch tęskni i poddaje się melancholii, ale wkrótce otrzymuje zaproszenie tajemniczego klubu S.O.S. (Stacjonarnych Opiekunów Spirytualnych). Stawia się na spotkanie w pobliskiej stodole i spotyka tam piątkę takich jak on „pupili”, czyli zmarłych zwierzęcych mieszkańców obejścia: gąsiora, zająca, małpkę i chomika. Niewidzialny klub S.O.S. towarzyszy ekscentrycznej rodzinie Pepperów w ich codziennych zajęciach, co łagodzi Kostkowi smutek rozłąki z Dusią. Pewnego dnia pies odkrywa intrygę, uknutą przez przebiegłe rodzeństwo, która ma na celu przejęcie domu Pepperów. Rodzinny dom Dusi jest w posiadaniu rodziny od 900 lat, ale jej niezaradni rodzice, biedni jak myszy, nie mają siły, aby obronić się przed wrednymi „czyścicielami kamienic”. Klub S.O.S. postanawia działać i nie dopuścić do licytacji domu. Dzięki determinacji ogoniastych duchów plan się powiedzie.
Książka zabawna, inteligentna i bogato ilustrowana. Złożona dużą czcionką, o równie dużych interliniach, co znakomicie ułatwia dziecku samodzielną lekturę. Zwierzęcy bohaterowie obdarzeni są różnymi temperamentami – od bezczelnej, sepleniącej małpki Orlando, kolekcjonującej łyżki z szuflad Pepperów, po łakomego i walecznego chomika Marcina. Wszystkich ich spaja przyjaźń i lojalność. Przygody duchów z ogonami będą kontynuowane – w przygotowaniu kolejny tom: „Kostek i ostatni cyrkowy tygrys”.

WIEK: 11+
Boguś Janiszewski Ekonomia. To, o czym dorośli ci nie mówią (bo często sami nie wiedzą), Ilustracje Max Skorwider, Publicat, Poznań 2016

Niezwykle pożyteczna książka, przystępnie objaśniająca mechanizmy ekonomii i obrotu pieniędzmi. Żart zawarty w podtytule to szczera prawda – także niejeden dorosły skorzysta na lekturze. Autor pokrótce opisuje drogę od wymiany towarowej po wynalezienie pieniądza i dalej tłumaczy, za pomocą „naiwnych” pytań i prostych odpowiedzi, co to jest budżet, a co płynność finansowa, inflacja, deflacja, podaż, popyt, czarny rynek... Fachowa wiedza podzielona jest na małe porcje i aplikowana pod postacią krótkich akapitów z wytłuszczonymi trudnymi terminami. Dużo rysunków i przestronny layout czyni ten posiłek lekkostrawnym. Aktualne dane statystyczne dają czytelnikowi wyobrażenie o kondycji polskiego budżetu i dystansie, jaki dzieli nas od największych gospodarek. Argumenty za i przeciw wstąpieniu do strefy euro wyłożone są prosto i bezstronnie. Książka obrazowo opisuje niebezpieczeństwa rosnącego deficytu budżetowego. Opisany jest tutaj także ciekawy eksperyment: oto autorzy powierzyli czworgu nastolatkom tę samą sumę pieniędzy do zainwestowania. Po czterech latach opisali, jaki zysk/stratę ponieśli poszczególni inwestorzy.
Chętnie widziałabym tę książkę jako pomoc dydaktyczną w szkołach, gdyby nie głupia wpadka wydawcy. Otóż świetny tekst okraszony jest słabej jakości ilustracjami, fatalną typografią i czerstwymi, seksistowskimi żartami rysunkowymi. Na ilustracjach widzimy niemal wyłącznie MĘŻCZYZN. A jeśli pojawiają się (nieliczne) kobiety, to w roli dilerek narkotyków (sic!), strasznych babonów w szlafroku i z wałkami na głowie albo nieodpowiedzialnych żon, trwoniących pieniądze.
Zwłaszcza jedna ilustracja – obrazująca system emerytalny – jest kuriozalna. Oto do ZUS pieniądze przynoszą wyłącznie krzepcy mężczyźni o wyglądzie biznesmenów, a po latach wyjmują je straszne baby-jagi wywijające lagą. Grafik skrewił, zabrakło redaktora, a ucierpiał autor tekstu, który potrafi ekonomię uczynić przystępną. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]