Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Klęska urodzaju

Klęska urodzaju

15.05.2016
Czyta się kilka minut
Jak zawsze w przededniu warszawskich Targów Książki – zatrzęsienie premier. Kolejna klęska urodzaju nastąpi jesienią, bowiem targi krakowskie elektryzują wydawców w nie mniejszym stopniu, co stołeczne.
Ilustracja z książki „Kot ty jesteś?”, autorstwa Elżbiety Wasiuczyńskiej
W

WIEK: KAŻDY

Kim Heekyoung, Iwona Chmielewska „Maum, dom duszy”
Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2016 W roku 2011 książka „Maum”, opublikowana w Korei Południowej, otrzymała nagrodę Bologna Ragazzi Award – jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w dziedzinie twórczości dla dzieci. Cieszyliśmy się bardzo tą nagrodą, jako że jej współtwórczynią jest Polka, torunianka Iwona Chmielewska. Znana z licznych autorskich picture booków, tym razem osiągnęła sukces w duecie z koreańską partnerką. Dwa lata później Iwona ponownie odebrała statuetkę w Bolonii – solo, za książkę „Oczy”, wydaną w Seulu. Trochę trwało, zanim oba tytuły ukazały się na polskim rynku, ale oto mamy je! O „Oczach” pisałam już na tych łamach w styczniu, pora na „Maum”. Nie znajdziemy tu wielu słów, wstęp na wyklejce należy do najdłuższych: „Ta książka jest wymyślona tak, by ją szeroko otwierać / lub tylko lekko uchylać, jak drzwi i okna domu. / Poruszając książką, możesz ożywić obrazy. / Możesz machać jej stronami jak skrzydłami, / możesz kołysać nowo narodzone dziecko. / Możesz ugniatać ciasto, rozbić jajko. / Możesz złapać lub wypuścić na wolność motyla. / Możesz uścisnąć ciepłą dłoń. / Możesz przejrzeć się w tej książce jak w lustrze”. Dalej następują obrazy, których sens się zmienia, w miarę jak uchylamy książkę odrobinę... szerzej... szeroko.

Tekst mówi o duszy. Nie wchodzę w lingwistyczne spory, ale z kontekstu wynika, że można to słowo rozumieć także szerzej – jako „wnętrze”. Zresztą specyfika picture booków na tym się zasadza, że są zadaniem do przemyślenia, grą wyobraźni i metafor. Im bardziej enigmatyczny tekst, tym szersze pole dla domysłów, większa przestrzeń dla interpretacji. Symetrycznie narysowane dłonie spotykają się, kiedy zamykamy książkę, zamykając w uścisku motyla. Zegarek „cebula” zatrzaskuje się, ale czas nadal płynie. Chłopiec klęka. Stara kobieta unosi zawiniątko z noworodkiem. Kochankowie przytulają się w łóżku... Wreszcie – powierzchnia lusterka podwaja dwie połówki napisu, który – połowiczny i niezrozumiały – dopiero przez lustrzane odbicie tworzy sens. Dziwna książka – wyrafinowana, warta namysłu, dla czytelnika w każdym wieku.

WIEK: 3+

Marcin Brykczyński „KOT ty jesteś?”, Ilustracje Elżbieta Wasiuczyńska, Media Rodzina, Poznań 2016

Wśród wielkiej liczby rymowanek dla najmłodszych, zdominowanych przez popszmirę i marne rymy, tę książkę wyróżnia wdzięk języka i uroda ilustracji. Marcin Brykczyński napisał proste, rytmiczne wierszyki o kotach, opatrzone dowcipną puentą, a Elżbieta Wasiuczyńska wyszyła i wyhaftowała zachwycające kocie wizerunki. Każdy z miauczących bohaterów ma inną osobowość i temperament: są wśród nich utracjusze, obłudnicy, marzyciele, indywidualiści i megalomani... Para autorów najwyraźniej zna na wylot kocią naturę, bo razem stworzyli galerię wiarygodnych typów i charakterów: jedne koci-łapci, łagodne jak trusia, inne pazurzaste i zadufane w sobie. Rzecz wydana wzorowo: dobry papier i oprawa, profesjonalny, staranny layout. Każdy szczegół – od wyklejki po paginację – wysmakowany. Trzylatek dostaje do łapek edytorską perełkę.

WIEK: 8+

Jon Scieszka „Franek Einstein i silnik antymaterialny”, Ilustracje Brian Biggs, przeł. Michał Zacharzewski, Wilga, Warszawa 2016

Jon Scieszka jest prawdziwą gwiazdą amerykańskiej literatury dziecięcej. Wraz z ilustratorem Lane’em Smithem stworzyli przed laty mistrzowski tandem i opublikowali kilka rewelacyjnych picture booków, które wyróżniają się inteligentnym dowcipem i wyrafinowaną grafiką. W Polsce jak dotąd ukazał się jeden zaledwie tytuł tego duetu: „Prawdziwa bajka o trzech małych świnkach” – groteskowa, przewrotna interpretacja tradycyjnej baśni. Jon Scieszka od lat angażuje się w propagowanie czytania wśród chłopców, którzy – jak wykazują statystyki – rzadziej od dziewcząt sięgają po książki. Nowa, trzytomowa seria Scieszki – „Franek Einstein” – jest taką właśnie lekturą w chłopięcym guście. Tym razem pisarzowi partneruje inny rysownik – Brian Biggs.

Bohaterem serii jest Franek – bystrzak i natchniony wynalazca. Pod nieobecność rodziców chłopak buduje w garażu dziadka coś w rodzaju blaszanego golema ze złomu i sprzętów kuchennych. Uderzenie pioruna ma ożywić konstrukcję i tchnąć w nią życie, ale plan zawodzi z powodu awarii prądu. Porzucony i zdekompletowany robot okazuje się jednak „autokonstruktem”, czyli tworem zdolnym do samoregeneracji. Jedna iskra uruchomia proces i wkrótce przed Frankiem staje Klink – rozumny humanoid, urodą podobny do odkurzacza. Towarzyszy mu drugi robot – Klank – sentymentalny i niezbyt rozgarnięty, bo wyposażony w mózg pochodzący od małpki-zabawki „Przytul mnie”.

Klink i Klank poznają najnowszy wynalazek Franka – silnik zasilany antymaterią, przygotowany na doroczny Festiwal Nauki. Chłopak zamierza zgarnąć pierwszą nagrodę w konkursie i dzięki niej spłacić długi dziadka. Niestety, do rywalizacji nie dojdzie, za sprawą szachrajstwa Tobiasza Edisona – przebiegłego i bezwzględnego rywala...

Książka jest zabawna, zawiera wiele rysunkowych diagramów i przekrojów, przemyca porcję informacji dotyczących budowy atomu, zderzania hadronów, antymaterii itp... Zawiera też słowniczek trudnych naukowych terminów. Autor mimochodem zaznajamia czytelników z alfabetem migowym, którym posługuje się jeden z (szwarc)bohaterów. Ilustracje są świetne, a dowcip Jona Scieszki szczęśliwie ocalał, pomimo wysiłków (marnego) tłumacza. Niebawem tomy kolejne.

WIEK: 9+

Anna Weltman „To nie jest książka do matmy”, przeł. Marcel Adams, Dwie Siostry, Warszawa 2016

Podtytuł brzmi: „Rysunkowe wyzwania dla bystrzaków”, i tak jest w istocie – każda strona to zabawa geometryczna z linijką, cyrklem i ołówkiem. Podążając za podpowiedzią autorki, mały czytelnik łączy kropki, zakreśla kółka, mnoży kwadraty i trójkąty... i nieoczekiwanie kreuje parabole, grafy i fraktale, kreśli kardioidy i odkrywa uroki tessalacji (cokolwiek to oznacza). Proste rysunkowe zadania nabierają wagi, kolorowanie kwadratów w sugerowanej kolejności daje zaskakujące, spektakularne efekty, a zwielokrotnione kafelki Eschera układają się w ciekawy deseń. Jest w tym zagadkowy ład i logika – błaha zabawa okazuje się matematyką w czystej postaci. Autorka jest Amerykanką i nauczycielką. Z pasją odsłania przed swoimi uczniami intrygujący świat liczb i geometrii. Zazdroszczę tym dzieciakom. Dobrze byłoby, gdyby ta książka trafiła do rąk dzieci wcześnie, zanim pojawi się szkolny przymus i mitręga, które zohydzają uczniom matematykę.

WIEK: 13+

Justyna Drzewicka „Niepowszedni. Porwanie”, Jaguar, Warszawa 2016

Branża wydawnictw dziecięcych nigdy nie miała się lepiej – oferta jest bardzo zróżnicowana, a książki coraz piękniejsze. Jedyny mankament to niewielka liczba polskich debiutów w kategorii książek 12+. Nadal czekamy na nowego Niziurskiego, Bahdaja, Siesicką... Odnotujmy więc nowe nazwisko na tym rynku. Debiut obiecujący, przy kilku zastrzeżeniach, o których poniżej.

Fabuła opowiada o wyimaginowanej krainie Gospar, w której pośród zwykłych śmiertelników przychodzą na świat dzieci wyposażone w szczególne talenty. To właśnie Niepowszedni – dziesięć kategorii niezwykłych magów, a wśród nich: uzdrowiciele, obłaskawiacze zwierząt, niezmordowani wojownicy, genialni pływacy i widzący na znaczne odległości. Podobny pomysł pojawił się przed paroma laty w bestsellerowej serii Alexandry Bracken, tutaj ubrany został w średniowieczny kostium.

Niepowszedni z racji swoich umiejętności są łakomym kąskiem dla przestępców, którzy polują na cudowne dzieci, aby posłużyć się nimi w złej sprawie. I tak ofiarą bezwzględnego Welesa pada piątka nastolatków: siostry Nila (uzdrowicielka) i Alla (bestiarka), Flawia (wodniczka), Dalko (źrenicznik) i Sambor (wojownik). Uprowadzeni z rodzinnych wiosek, pod eskortą Welesa i jego zbirów zmierzają do miasta występku, gdzie mają zostać sprzedani na targu niewolników. Początkowo wystraszeni i niechętni, więźniowie w drodze nabierają do siebie zaufania i razem podejmują próbę ucieczki. Jednakże porywacz Weles nie zamierza łatwo zrezygnować ze swojego łupu i niezmordowanie ściga uciekinierów. Trasa ucieczki prowadzi przez niebezpieczne bezludzia i siedziby wrogich plemion, toteż piątka Niepowszednich wielokrotnie cudem unika śmierci. Bezwarunkowa przyjaźń i wzajemna lojalność są warunkiem przetrwania. Fabuła prowadzi nas od jednej przygody do kolejnej i pozostaje niedomknięta – w przygotowaniu dwa kolejne tomy. Jest i wątek miłosny, ma się rozumieć.

Książka wpisuje się w popularny nurt kostiumowej powieści fantasy – archaizowany język i średniowieczny sztafaż to atrybuty tej literackiej mody. Jakkolwiek z aprobatą witamy każdy kolejny debiut przeznaczony dla młodzieży, to wadą trylogii Justyny Drzewickiej jest kwiecisty i afektowany język. Dobry redaktor mógłby temu zaradzić powściągając pióro autorki; zwłaszcza wyrwanie pierwszej strony mogłoby się okazać pomocne. Oto próbka stylu: „Łodygi olbrzymich miskantów (...) pojękiwały chrzęstliwie. Nila stała nieruchomo wpatrzona w dal, a wiatr swawolnie łopotał szerokimi fałdami szarej sukni. Owiewał chłodnym oddechem twarz i każdym tchnieniem burzył starannie zaplecione w warkocz włosy. Nie zwracała uwagi na te wichrowe harce. Jej oczy o barwie gryczanego miodu widziały tylko kłębowisko chmur”... Na szczęście im dalej, tym lepiej. A byłoby jeszcze lepiej, gdyby wydawca nie skrzywdził autorki straszną, kiczowatą okładką. Graficzka nadała bohaterom rysy znanych aktorów – zdumiewający tupet! ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]