Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Od Béjarta do Acosty

Od Béjarta do Acosty

23.04.2017
Czyta się kilka minut
Dzięki Łódzkim Spotkaniom Baletowym, organizowanym od 1968 r. w trybie biennale, można było oglądać zespoły i artystów, którzy być może nigdy nie odwiedziliby Polski.
Crystal Costa i Barry Drummond w „In the Middle, Somewhat Elevated” (English National Ballet, 2015 r.) Fot. Arnaud Stephenson
P

Pojawiali się nie tylko w Łodzi, bo zapobiegliwi dyrektorzy innych ośrodków kultury starali się skorzystać z okazji i zaprosić przyjeżdżających do naszego kraju gości również do siebie – przed lub po Łódzkich Spotkaniach. Tak to inicjatywa Teatru Wielkiego z fabrycznej Łodzi wpływała na kulturę całego kraju. Szkoda, że dziś zapobiegliwych menedżerów o podobnym sposobie myślenia jakby mniej.

Dla Łódzkich Spotkań Baletowych to na pewno dobrze. Tylko tam można było zobaczyć wiele najznakomitszych zespołów, wybitnych choreografii i światowych gwiazd. To w Łodzi można było oglądać Balet XX wieku Maurice’a Béjarta, Nederlands Dans Theater, Sadler’s Wells, Ballet Rambert, Cullberg Ballet, Batsheva Dance Company, Balet Teatru Bolszoj z Moskwy, Ballet Nacional de Cuba, Stuttgarter Ballett, Elisa Monte Dance Company, Kibbutz Contemporary Dance Company, Ballet Nancy czy zespół baletowy mediolańskiej La Scali – i wiele innych. To na łódzkich spotkaniach zobaczyliśmy pierwszy raz w Polsce arcybalerinę naszych czasów Sylvie Guillem – niestety przyjechała ze swym pożegnalnym występem. To Łódź także gościła Michaiła Barysznikowa czy Alicię Alonso, choć ich można było podziwiać także na innych polskich scenach.

Niewiele mamy festiwali o tak długiej i wspaniałej tradycji, a już w świecie tańca to zjawisko unikatowe. Na coraz mniejszej liczbie scen, również światowych, można oglądać wielkie widowiska baletowe, bo sztuka ta, wymagająca wyjątkowej perfekcji i, co tu kryć – kosztowna – ma silną konkurencję w postaci całej gamy innych rodzajów tańca scenicznego. Jeśli więc chcemy zobaczyć coś spoza niezbyt rozległej oferty rodzimych scen, trzeba na maj zaplanować kilka wieczorów spędzonych w łódzkim Teatrze Wielkim. Z pewnością warto.

English National Ballet

Po raz pierwszy w Polsce pojawi się English National Ballet, i to z dwiema propozycjami repertuarowymi: wieczorem choreograficznym i pełnospektaklowym baletem „Korsarz”. Zespół wywodzi swoją tradycję od Festival Ballet, który w 1950 r. założyła w Londynie para wybitnych tancerzy brytyjskich, Alicia Markova i Anton Dolin. Niech czytelnika nie zmylą te słowiańsko brzmiące nazwiska. Było to pierwsze pokolenie zawodowych tancerzy angielskich, którzy jednak starali się podpiąć pod popularność rosyjskich artystów baletu, będących pierwszymi, którzy zainteresowali sztuką baletową Wyspiarzy. Zawodowy balet klasyczny stawiał wówczas w Wielkiej Brytanii pierwsze kroki, zespoły prywatne tworzyły wielkie „matki” baletu brytyjskiego: Ninette de Valois (Irlandka) i Marie Rambert (Polka), obie po doświadczeniach scenicznych w Baletach Rosyjskich Siergieja Diagilewa. Ich wychowankami byli właśnie założyciele dzisiejszego English National Ballet, który jednak tę zaszczytną nazwę otrzymał dopiero w 1989 r. W zespole tym tworzyli najwybitniejsi choreografowie brytyjscy, którzy wznieśli angielski balet na wyżyny, tak że zaczął być ceniony na całym świecie, również w krajach z własną, czasem dłuższą tradycją baletową. Ich dzieła na stałe wpisały się do żelaznego światowego repertuaru baletowego i wiele zespołów zabiega o to, aby móc je wystawiać. Własne wersje klasycznych baletów Fredericka Ashtona, fabularne i symboliczne balety Kennetha McMillana to skarby XX-wiecznej choreografii w dorobku English National Ballet. W wykonaniu londyńskiego zespołu zobaczymy w Łodzi wieczór baletowy „Ballet Bold” (3 maja), złożony z trzech takich znakomitych choreografii XX wieku, choć ostatni z elementów wieczoru trzeba traktować bardziej w kategorii baletowego popisu. Tym elementem będzie fragment, a dokładnie III akt baletu „Śpiąca królewna”, w opracowaniu choreograficznym wspomnianego już Kennetha McMillana na podstawie Mariusa Petipy (twórcy klasycznych baletów rosyjskich). Dziś wystawianie jednego aktu z baletu fabularnego może się wydawać dziwne, ale na przełomie XIX i XX wieku była to praktyka stosowana m.in. przez Diagilewa, aby pokazać zachodniej publiczności balet klasyczny, nie przytłaczając jej od razu ponad trzygodzinnym widowiskiem. Zwłaszcza „Śpiąca królewna” doczekała się takich właśnie wyjątków z całości prezentowanych na Wyspach Brytyjskich jako „Wesele Aurory”, a nawet „Taniec ptaków” (chodziło o pas de deux Błękitnego Ptaka i księżniczki Floriny właśnie z III aktu).

Podczas tego samego wieczoru będziemy mogli podziwiać londyńskich tancerzy w nowszym repertuarze: „In the Middle, Somewhat Elevated” Williama Forsythe’a i „Adagio Hammerklavier” Hansa Van Manena. Obie choreografie można określić modnym mianem kultowych w XX-wiecznej twórczości baletowej. Forsythe stworzył zadziwiającą, niekończącą się wariację na sześć kobiet i trzech mężczyzn, z kolei Van Manen interpretuje fortepianową muzykę Beethovena (metafizyczną część wielkiej Sonaty op. 106), zapraszając do tańca trzy pary i tworząc niezwykle przejrzystą wizualną strukturę.

Brytyjczycy przywożą także do Łodzi klasyczne baletowe widowisko z akcją, czyli „Korsarza”. Ten XIX-wieczny balet jest luźno oparty na poemacie Lorda Byrona, ale bardziej odzwierciedla ówczesne zamiłowanie do egzotyki ubarwiającej scenę. Opowieść o piracie Konradzie ratującym z targu niewolników swą ukochaną Medorę to jedna wielka feeria taneczna, która w dodatku w ciągu dziesięcioleci od swego powstania (1856) obrosła mnóstwem wtrąceń i naleciałości. Nawet sama partytura baletu składa się z muzyki kilku kompozytorów, bo do pierwotnej, autorstwa Adolphe’a Adama, kolejni choreografowie dodawali „kawałki” Cesarego Pugniego, Léa Delibes’a, Riccarda Drigo, Piotra van Oldenburga, Ludwiga Minkusa i innych. Londyński spektakl jest dziełem kanadyjskiej choreografki Anny-Marie Holmes, która otrzymała za niego nagrodę Emmy.

Akram Khan Company

Akram Khan to także Brytyjczyk z urodzenia, ale zdecydowanie obywatel świata z wyboru. W swojej twórczości zderzył technikę tańca współczesnego z techniką i filozofią hinduskiego tańca kathak. Tradycyjnie kathak to taniec opowiadający za pomocą znaczących gestów i charakterystycznych szybkich uderzeń stóp o podłoże przerywanych momentami bezruchu tancerza. W Akram Khan Company ta tradycja przybrała zupełnie nowe i inspirujące oblicze, bliskie i czytelne zarówno dla miłośników tańca współczesnego, jak i przeciętnego odbiorcy kultury. Zespół swój rozwój i oblicze zawdzięcza także otwartości na inne twórcze osobowości, które Akram Khan zaprasza do współpracy, i przez które sam jest zapraszany. Są to np. pisarka Karthika Naïr, projektant wizualny Tim Yip, reżyser oświetlenia Michael Hulls i dramatopisarka Ruth Little. Warto przypomnieć, że niezwykłym uhonorowaniem jego dokonań było powierzenie mu przygotowania w 2012 r. jednej z choreografii otwierających Igrzyska Olimpijskie w Londynie.

Przedstawienie „Until the Lions”, które zobaczymy w Łodzi (11, 12, 13 maja), to historia wyjęta z hinduskiego eposu „Mahabharata” – opowieść o porwanej księżniczce Ambie, ale ukazana oczyma bohaterki. Khan włącza się tym samym w dyskusję o problemach płci, o przemocy wobec kobiet i prawach kobiet, których życiem, a czasem i śmiercią oraz honorem chcą rządzić mężczyźni. Co ciekawe, Akram Khan z „Mahabharatą” jest związany przez całe swoje twórcze życie. Już jako nastolatek występował w tym eposie w sławnej inscenizacji Petera Brooka, a później w innych swoich choreografiach – „Ronin”, „Third Catalogue” i „Gnosis” – przedstawiał historie wybranych bohaterów tego wielowątkowego poematu.

Acosta Danza

Kolejnym gościem Łódzkich Spotkań Baletowych będzie zespół o krótkim żywocie, ale stworzony przez bardzo interesującą osobistość świata baletu. Acosta Danza został założony przez Carlosa Acostę, wybitnego tancerza kubańskiego, w 2015 r. Swoją działalność zainaugurował w kwietniu 2016 r. w Gran Teatro de La Habana na Kubie. Zespół ma być reprezentantem kubańskiej sztuki tańca w nowym, współczesnym wymiarze, inaczej niż całkowicie klasyczny Ballet Nacional de Cuba, założony w 1955 r. przez sławną Alicię Alonso. Członkowie zespołu Acosty to najlepsi tancerze kubańscy, którzy kształcili się w tańcu klasycznym, ale i w najróżniejszych technikach tańca współczesnego, i którzy starają się łączyć je z elementami kultury kubańskiej. Dzięki nazwisku swego dyrektora zespół ma szansę zaprezentować na międzynarodowej scenie choreografów kubańskich, mało dotychczas znanych poza krajem, oraz współpracować z wybitnymi artystami tańca z całego świata. Sam Carlos Acosta to niezwykła postać. Urodził się w 1973 r. jako jedenaste dziecko w ubogiej rodzinie mieszkającej w dzielnicy biedoty w Hawanie. Udało mu się jednak trafić do Narodowej Szkoły Baletowej Kuby, gdzie szybko okazało się, że chłopiec to wspaniały talent wart oszlifowania. Już w latach 1989-91 występował na całym świecie, gościnnie tańcząc w najlepszych zespołach. Drzwi do wielkiej kariery otworzyło mu zwycięstwo i Złoty Medal konkursu baletowego Prix de Lausanne w 1990 r. Wtedy też został zaproszony przez Ivana Nagya, ówczesnego dyrektora English National Ballet, na stanowisko solisty.

Zadebiutował tam w sezonie 1991/92. Następnie był czołowym solistą londyńskiego Royal Ballet (od 2003 r. Principal Guest Artist). Dla tego zespołu przygotował jako choreograf swoją wersję „Don Kichota”, a ostatnio „Carmen”. Nadal zachowuje też tytuł Lead Principal English National Ballet, gdzie ostatnio karierę robi jego siostrzeniec, Yonah Acosta. Kompania zaprezentuje wieczór złożony z choreografii twórców kubańskich i europejskich: Marianeli Boán, Sidi Larbi Cherkaoui, Russella Maliphanta, Macareli i samego Acosty (20, 21 maja).

RUBBERBANDance Group

Świat współczesnego baletu prezentowany podczas tegorocznych Spotkań Baletowych mieni się wszystkimi kolorami tanecznej tęczy. RUBBERBANDance Group jest jej kolejnym odcieniem, tym razem połączeniem techniki tańca klasycznego z hip-hopem i innymi technikami ulicznymi. Twórca zespołu Victor Quijada stworzył i rozwinął metodę RUBBERBAND, która ma być mostem łączącym różne style taneczne. W czasie zajęć uczy tancerzy, jak płynnie przechodzić między odmiennymi światami tanecznymi i jak z powodzeniem łączyć linie tańca klasycznego, deformację charakterystyczną dla tańca współczesnego, płynność i akrobatykę typową dla capoeiry z hiphopową dynamiką. Sam wychował się w Los Angeles, gdzie taniec uliczny był pierwszym wyborem, z czasem jednak porzucił i miasto, i hip-hop, aby zostać świetnym tancerzem zespołów baletowych, jak Ballet Tech czy Les Grands Ballets Canadiens w Montrealu. Kluczowe dla niego jest włączenie do spektaklu tanecznego elementu spontaniczności, który jest tak naturalny w technikach ulicznych, często improwizowanych na bazie znanego warsztatu, a tak obcy baletowi klasycznemu. W swoich spektaklach Quijada stara się też usunąć barierę między spektaklem a widzem, tak by i widzowie brali, choćby częściowo, czynny udział w widowisku. W Łodzi zobaczymy spektakl „Vic’s Mix”, najnowsze dzieło zespołu (27, 28 maja).

BeijingDance/LDTX

Nieczęsto odwiedzają nas taneczni goście z Chin, a z chińskim tańcem współczesnym niemal nie mieliśmy jeszcze do czynienia. Zespół BeijingDance/LDTX na szczęście podjął współpracę z polskim choreografem Jackiem Przybyłowiczem w ramach projektu „Made in China – Dance on the Edge of Continents”. Owoc tej współpracy pod tytułem „Made in China” oraz choreografię „Cold Arrow – Game of Go” Li Han-zhong i Ma Bo zobaczymy w Łodzi (pod zbiorczym tytułem „Beyond the Hoziron” – 3, 4 czerwca). Zespół powstał w 2005 r., jako platforma twórczej wymiany między chińskimi choreografami tańca współczesnego. Gościł już w Warszawie i tam można było ocenić, jaką kondycję i specyfikę ma taniec współczesny za Wielkim Murem. Wrażenie robi niezwykła sprawność i wyszkolenie tancerzy, a także ich zupełnie wyjątkowa, nieludzka niemal wytrzymałość. Ze specyficznym językiem tańca Przybyłowicza, który dobrze znają polscy widzowie, Chińczycy radzą sobie bardzo dobrze. „Made in China” to podróż sentymentalna (a może marzenie lub tęsknota) do czasów dzieciństwa, do wspólnoty, przynależności, prostych radości, ale i małych dramatów. W drugiej części zobaczymy bogatą w elementy chińskiej symboliki choreografię „Cold Arrow – Game of Go”, która była jednocześnie debiutem zespołu dziesięć lat temu.

Gospodarze

Zespołu baletu łódzkiego Teatru Wielkiego polskim widzom przedstawiać nie trzeba. Ustaliła się tradycja, że gospodarze podczas Łódzkich Spotkań Baletowych prezentują premierę lub najnowszą inscenizację. W tym roku zobaczymy premierę „Spartakusa” (17, 18, 20 czerwca), którą przygotować miał Emil Wesołowski. W ostatnim momencie odwołał niestety swój udział – ze względu na stan zdrowia i nakład pracy. Choreografem spektaklu został Kirill Simonov.

Muzyka Arama Chaczaturiana do „Spartakusa” jest powszechnie znana i często wykonywana w formie suit, jednak samo dzieło znacznie rzadziej gości na światowych scenach. Balet w pierwszej wersji choreograficznej miał premierę w 1956 r. w realizacji Leonida Jakobsona, jednak wkrótce został zdjęty z afisza teatru w Leningradzie. Najbardziej znana i popularna, wystawiana nie tylko w moskiewskim Teatrze Bolszoj, gdzie została pokazana po raz pierwszy, jest wersja Jurija Grigorowicza z 1968 r. To ona zdominowała wyobraźnię baletowej widowni i kolejnych choreografów, którzy usiłowali się mierzyć z tym monumentalnym dziełem. Jak przedstawi je rosyjski tancerz (wykonawca szeregu pierwszoplanowych ról w Teatrze Maryjskim) i choreograf, znany ze spektakli w Rosji, Anglii, Słowacji? ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]