Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Occupy Maciuś

Occupy Maciuś

09.12.2012
Czyta się kilka minut
„Król Maciuś” ukazał się w 1923 r. Moja babcia miała wtedy dwanaście lat.
P

Pięć lat później została po raz pierwszy aresztowana za komunistyczną agitację i przerażony pradziadek odbierał ją z celi na Ratuszu. „To jakaś pomyłka. Przecież ona tak dobrze się uczy” – zapewniał. „Tu są sami dobrzy uczniowie!” – warknął żandarm.

Z dziećmi trzeba rozmawiać o polityce, tak samo jak o seksie. W obu tych dziedzinach inicjacje bywają wczesne i niebezpieczne. Bajka o polityce może brzmieć tak: po śmierci starego króla władzę obejmuje jego kilkuletni syn. Ucieka z pałacu i dokonuje bohaterskich czynów podczas wojny. Ujęty za linią wroga, zostaje skazany na śmierć. Uchodzi z życiem i zawiera pokój.

Później też nie chce się podporządkować woli dorosłych ministrów. Na krótko wysyła ich nawet do więzienia. Dzięki hojnym dotacjom od murzyńskiego króla Bum-Druma wprowadza reformy, z których najważniejszą jest przyznanie dzieciom praw obywatelskich i powołanie dziecięcego sejmu („Dlaczego nie ma dziewczynek w waszym sejmie? – Są, ale nic nie mówią” – brzmi jeden z nokautujących dialogów Korczaka). Wkrótce, mimo najlepszych chęci, Maciuś doprowadza kraj do chaosu i kolejnej wojny. Obalony, trafia na bezludną wyspę.

Z okazji roku Korczakowskiego ukazało się kolejne wydanie tej klasycznej pozycji. Ilustratorka Marianna Oklejak wykonała dobrą robotę – mimo to wyciągnąłem z półki swój stary egzemplarz. Jest szary, ciężki i ozdobiony posępnymi obrazkami Jerzego Srokowskiego, które prześladują mnie od dzieciństwa. Na obwolucie główny bohater: mizerny chłopiec z groteskowo wielkimi oczami opiera głowę na dłoni, jakby przytłoczony brzemieniem władzy. Trudno ukryć – „Król Maciuś” jest książką niewesołą. Być może dobra opowieść o władzy musi być pesymistyczna? Pomyślcie o drugiej części „Ojca chrzestnego”...

Mamy w „Maciusiu” wojnę i zdradę, szpiegostwo, chciwość i głupotę. Do tego jeszcze pychę i konflikt lojalności. A także: tabloidowe dziennikarstwo, populizm i nepotyzm. Sporo jak na dwunastolatków.

„Nie ma dzieci, są ludzie” – to nadużywane motto jest w gruncie rzeczy dość przygnębiające. Jak to, więc dzieci nie są lepsze? Korczak zakręca kran z łatwymi pochlebstwami, unieważnia kiczowate zachwyty nad dziecięcą wrażliwością i mądrością. Nie przymila się małoletniej publiczności (coś takiego nie przyszłoby mu do głowy).

Dzieci bywają szlachetne i bardziej wrażliwe. Nie zdążyły się jeszcze przyzwyczaić do niesprawiedliwości, nie są wystarczająco cyniczne. Jednak potrafią błyskawicznie uzupełniać te braki. Oto Felek – najbliższy przyjaciel – zostaje mianowany premierem. Każe się tytułować baronem, żąda wyższej pensji i szybko nabiera pogardy dla idealistycznego Maciusia.

Korczak traktuje swoich czytelników poważnie, to znaczy uczy ich pesymizmu. Albo inaczej: nieufności wobec optymizmu. Każda, nawet najsłuszniejsza, decyzja wlecze za sobą łańcuch niechcianych następstw. Możecie dostać nieograniczoną władzę i skrzynie złota od murzyńskiego króla (swoją drogą to jakiś osobliwy soft-kolonializm!), a i tak nie zrealizujecie Wielkiego Planu – ostrzega.

Mimo to trzeba próbować. Najbardziej ujmujące postaci tej książki są smutne i pozbawione złudzeń. Taki jest doktor, doradca i opiekun Maciusia. I jeszcze Smutny Król z ościennego kraju. To on mówi o trudzie reform, które nic nie zmienią. Skarży się, że wszystko „dalej jest tak samo”, a jednak tworzy parlament, buduje szpitale, wysyła dzieci na kolonie. Rozczarowanie bez cynizmu – na nic więcej nie możemy liczyć. Nawet nasze zwycięstwa będą gorzkie i wymęczone jak druga kadencja Obamy.

Być może „Maciuś” nie jest książką na dziś. Nie tylko przez staroświeckie rekwizyty, aeroplany i automobile. Być może zawsze był anachroniczny. Bo ludzie zawsze szukali prostszych recept. Nawet dobrzy uczniowie, niestety.

MARCIN WICHA (1972) jest grafikiem, współzałożyciel firmy projektowej FRYCZ I WICHA, twórca rysunkowej rubryki Wichajster w „TP” oraz autorem książek dla dzieci „Klara. Proszę tego nie czytać” i „Klara. Słowo na Szy” (wyróżnienie w konkursie na Książkę Roku 2012 polskiej sekcji IBBY).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]