Reklama

Dorosłe dzieci

Dorosłe dzieci

25.09.2019
Czyta się kilka minut
Niewykluczone, że planeta Ziemia zmierza ku zagładzie. Ale nie dlatego, że wśród jej przywódców na forum ONZ pojawiła się – i przemówiła – szesnastolatka.
Greta Thunberg podczas szczytu klimatycznego ONZ, Nowy Jork, 23 września 2019 r. / Fot. TIMOTHY A. CLARY / AFP / EAST NEWS
G

Gdyby Greta Thunberg nie istniała, właściwie należałoby ją wymyślić. W świecie, w którym od dawna nikt nie słucha ekspertów, w którym nie wierzy się politykom i w którym zaufania nie budzą także działacze ekologiczni, fakt, że przesłanie na temat złowrogich konsekwencji kryzysu klimatycznego niesie kilkunastoletnia dziewczyna, wydaje się tak zrozumiały, że w zasadzie nie wymaga tłumaczenia. Rządzący dziś państwami pięćdziesięcio- i sześćdziesięciolatkowie mają szansę nie doświadczyć na własnej skórze tego, co czeka planetę, jeśli tempo wzrostu średniej temperatury czy podnoszenia się poziomu wód choć trochę nie wyhamuje. Ona zobaczy już inny świat; świat, w którym – jak mówi – „będziemy musieli pozbyć się miliardów ton waszego dwutlenku węgla za pomocą technologii, które nawet nie istnieją”. Kiedy wiarygodność osobistości życia publicznego – nie tylko polityków, także ludzi mediów – wydaje się zerowa, potrzeba głosu dziecka, żeby wypowiedzieć rzeczy, no właśnie: dla dziecka oczywiste.

Kto jest niezrównoważony

Z drugiej jednak strony głos dziecka najłatwiej unieważnić – i strategii unieważniania tego, co mówiła w ciagu minionych dni czy miesięcy Greta Thunberg, poznaliśmy sporo. Jedna z nich wiąże się zresztą z pierwszym zdaniem niniejszego tekstu: że ktoś ją wymyślił, że musi za nią stać sztab jakichś spryciarzy, dążących do wywrócenia światowego porządku, że „ta panienka”, jak zechciał się wyrazić jeden z publicystów naszej prawicy, musi iść na czyimś pasku i słuchać czyichś poleceń, a jeśli jest symbolem, to tego, co „rewolucyjne lewactwo jest gotowe wyrządzić dzieciom, byle tylko osiągnąć cel”. Skoro jest niepełnoletnia, nie może przecież myśleć samodzielnie, nieprawdaż?


Czytaj także: Bo jestem dorosły! - Anna Golus o adultyzmie


To druga strategia unieważniania słów szesnastoletniej Szwedki: adultyzm, lekceważenie z powodu wieku, odwieczne „dzieci i ryby głosu nie mają” albo „milcz, szczeniaku, kiedy starsi mówią”, tu dla niepoznaki przebrane w szaty troski o niewinność jej dzieciństwa. „Większość krytyki [spadającej na Gretę – MO] wynika z dziwacznej kreacji 16-latki na kogoś w rodzaju sumienia świata. Sztuczne to i budzące obawy, jak kształtująca się dopiero psychika dorastającej dziewczyny zniesie taką rolę. Dominuje poczucie gry dzieckiem” – pisze np. na Twitterze Piotr Semka, a jego uwaga i tak jest elegancka, bo inny z tutejszych, przepraszam za wyrażenie, liderów opinii mówi o „niewiarygodnym obrzydlistwie”, jakim jest „niezrównoważone dziecko jako narzędzie eko-faszystowskiej propagandy”.

Zostawmy na boku konstrukcję pojęcia „eko-faszyzm”: robienie argumentu z faktu, że Greta Thunberg ma zespół Aspergera i ADHD, to kolejna ze strategii unieważniania jej wystąpień. Trzeba doprawdy nic nie wiedzieć o tych zaburzeniach, związanych raczej z trudnościami w nawiązywaniu relacji społecznych i swego rodzaju hiperaktywnością, by odbierać dotkniętym przez nie osobom prawo głosu. „Mam zespół Aspergera, co oznacza, że czasem moje zachowanie odbiega od przyjętych norm” – mówi o tym sama Greta Thunberg, ale dodaje, że dla niej to rodzaj supermocy. Trudno się dziwić: osoby z zespołem Aspergera obdarzone są zwykle ponadprzeciętną inteligencją, a jeśli zainteresują się jakimś tematem, zgłębiają go konsekwentnie i do końca.


Czytaj także: Pytania o naszą przyszłość - specjalny serwis "TP" o kryzysie klimatycznym


„Kiedy byłam w jej wieku, miałam już w szufladzie parę tłumaczeń Eddy poetyckiej. Rok później zdałam na studia z najwyższym trudem, bo... połowę podstawówki spędziłam w łóżku albo na lewym zwolnieniu, bo starzy byli co chwila wzywani do szkoły na dywanik dyrektorski. A ja naprawdę nie rozumiałam, dlaczego nie mogę się odłączyć od klasy w trakcie wycieczki i pójść sama do księgarni, dlaczego nie mogę powiedzieć pani od przyrody, że nie ma pojęcia, o czym mówi, i dlaczego nie wolno mi rzucić kurwą w trzeciej klasie wobec niesprawiedliwego nauczyciela” – pisze na Facebooku pewna zaprzyjaźniona z „Tygodnikiem” wybitna tłumaczka. Mówiąc wprost: osoby z Aspergerem niekiedy stają się geniuszami, choć nauczycielom w szkole niewątpliwie pracuje się z nimi trudniej niż z tzw. grzecznymi dziećmi.

À propos szkół. Czwartą strategię unieważniania przesłania Grety Thunberg zaprezentowała właśnie małopolska kurator oświaty, Barbara Nowak. Jej zdaniem Szwedce chodzi po prostu o sławę. „Zadanie dla myślących nastolatków. Wymyśl sobie problem. Wyjdź na ulicę i zacznij protestować. Zafunduj sobie tourne [pisownia oryginalna – MO] po Europie i umów na wizytę z kanclerz Niemiec. Niech o tobie piszą wszystkie znane tytuły i portale. To takie proste. Prawda?”.

Kto jest emocjonalny

Przecież to ona sama mówiła w ONZ, że nie powinno jej tam być – że powinna być w szkole po drugiej stronie oceanu. A potem oskarżała słuchających ją polityków, że swoimi pustymi słowami ukradli jej dzieciństwo i marzenia. „Ludzie cierpią, ludzie umierają, walą się ekosystemy. Stoimy u progu wielkiego wymierania, a wy potraficie mówić tylko o pieniądzach i opowiadać bajki o wiecznym wzroście gospodarczym – mówiła w Nowym Jorku. – Oszukaliście nas! Młodzi ludzie zaczynają rozumieć waszą zdradę. Oczy przyszłych generacji są skierowane na was i jeśli zawiedziecie nas, nigdy wam tego nie wybaczymy”.

Emocjonalne słowa, zgoda. Równie emocjonalne wypowiadała wiosną w Parlamencie Europejskim. „Nazywam się Greta Thunberg. Mam 16 lat, przyjechałam tu ze Szwecji i chcę, żebyście wpadli w panikę. Chcę, żebyście panikowali, jakby wasz dom się palił. Kiedy to mówię, zawsze ktoś mi tłumaczy, że to zły pomysł. Słyszałam od wielu polityków, że panika nie prowadzi do niczego dobrego. Zgadzam się z tym. Panika bez powodu to nic dobrego. Ale kiedy wasz dom płonie i musicie go ratować, żeby nie spłonął doszczętnie, wtedy pewien stopień paniki jest potrzebny”.

Tyle że równie emocjonalnymi sformułowaniami posługuje się nieraz jedyny chyba z wiarygodnych w kwestii kryzysu klimatycznego lider współczesnego świata, czyli papież Franciszek. A kiedy przestaje walić pięścią w stół, przypomina, że „na katastroficzne prognozy nie można dłużej patrzeć z pogardą i ironią”. „Młodzież domaga się zmian – i ma rację”, dodaje autor proroczej z perspektywy jesieni 2019 roku encykliki „Laudato si”. Chciałbym napisać, że woła na puszczy – tyle że puszcze płoną albo są wycinane. Pozbawione emocji ekspertyzy i raporty (czytelnicy „Tygodnika” znają je, bo piszemy o nich regularnie) pojawiały się na biurkach światowych przywódców od lat. Chowali je do szuflad, co papież i dziewczyna zgodnie im wypominają.

Kto jest dojrzały

Nie lubię określenia „zdziecinnienie”, którym szermują dziś ci, którzy mówią, że mają już przesyt oglądania w mediach Grety Thunberg, ale ona – biorąc serio znane od dawna ustalenia nauki – wydaje się dużo bardziej dojrzała od nich. Czy w końcu wzruszanie ramionami w obliczu katastrofy jest wyrazem dojrzałości? Jeżeli źle powiedziała, udowodnijcie, co było złego, jeżeli dobrze, dlaczego w nią uderzacie?


Czytaj także: Zgoda na rzeczy niemożliwe - Paweł Bravo o młodzieżowych strajkach klimatycznych


Ostatnie zdanie nie jest oczywiście próbą porównywania szwedzkiej uczennicy do żydowskiego nauczyciela – chodzi mi raczej o pokazanie mechanizmu, pozwalającego nie mówić o tym, co jest prawdziwym powodem światowej kariery Thunberg: kryzysu klimatycznego. O jej życiu wiemy tak niewiele (choć przecież zarówno media, jak i służby specjalne światowych mocarstw zrobiły z pewnością niejedno, by znaleźć w tym życiorysie jakąś dziurę) i jest ono faktycznie na tak wczesnym etapie, że ostrożność nie zawadzi. Fakt, że stała się symbolem – zrozumiały z punktu widzenia logiki mediów, stale szukających świeżych nazwisk i nowych historii – jest niebezpieczny przede wszystkim dla niej samej. Niewykluczone, że twarz Grety się „opatrzy”, „znudzi”, a w końcu zostanie zapomniana – jak jeden z bohaterów „Magnolii” Paula Thomasa Andersona, kiedyś wygrywający telewizyjne turnieje dla genialnych dzieci, albo jak niezliczone wirale przelatujące przez ekrany naszych smartfonów. „Karierę” Szwedki skądinąd łatwiej wyjaśnić właśnie logiką wiralu niż spisku, jeżeli nie chce się wyjaśniać jej prościej, np. faktem, że pewne rzeczy wyniosła z domu, a jeden z jej przodków, noblista Svante Arhenius, sformułował hipotezę o globalnym ociepleniu. Bardziej prawdopodobne jednak, że (i będzie to piąta ze strategii unieważniania tego, co mówi) dla świętego spokoju otrzyma Pokojową Nagrodę Nobla – ale w kwestii tego, o czym mówi, nic się nie zmieni.

Kto jest niestosowny

Jeśli do kogoś chciałbym ją porównać, to raczej do króla Maciusia, którego historia zresztą kończy się smutno. Mój egzemplarz książki Korczaka otwiera zdjęcie autora i słowa, że kiedy był taki, jak na tej fotografii, sam chciał zrobić wszystko, co w niej napisane. „Fotografię taką dałem, bo ważne jest, kiedy naprawdę chciałem być królem, a nie – kiedy o królu Maciusiu piszę. I myślę, że lepiej dawać fotografie królów, podróżników i pisarzy, kiedy nie byli jeszcze dorośli i starzy, bo tak, to się zdaje, że oni od razu byli mądrzy i nigdy nie byli mali. I dzieci myślą, że nie mogą być ministrami, podróżnikami, pisarzami, a to nieprawda”.

Zasadnicza myśl Korczaka sprowadza się do tego, że dzieci mają już wszystko to, co dorośli. Pisząc o ich prawie do szacunku, autor „Bankructwa małego Dżeka” domaga się takiego uporządkowania świata, w którym perspektywa dzieci byłaby równoprawna z perspektywą dorosłych. Dzieci ulegają modom? Dają się manipulować? A my się nie dajemy? Pamiętajmy: Greta Thunberg, jak bohater Korczaka, znalazła się na tak eksponowanym miejscu z powodu działań (głównie zaniedbań) dorosłych. Znalazła się tam i jak Maciuś wzięła za to odpowiedzialność. Jak Maciuś, dodajmy, jest za to krytykowana.


Czytaj także: Korczak czarodziej - Agata Okońska o autorze "Króla Maciusia pierwszego"


Janusza Korczaka też unieważniano na mnóstwo sposobów, mówił więc, że dorośli nie powinni czytać jego powieści, bo są w niej rozdziały niestosowne, więc nie zrozumieją i będą się wyśmiewali – ale jak chcą koniecznie, to niech spróbują. „Przecież dorosłym nie można zabronić, bo nie posłuchają – i co im kto zrobi?”.

Dorosłym nie można zabronić, dorosłych kiedyś można było wychować. Wychowanie jednak mogło przybierać różne kierunki. „Ona wygląda na bardzo szczęśliwą młodą dziewczynę, z nadzieją spoglądającą w jasną i wspaniałą przyszłość. Jak miło to widzieć” – napisał ironicznie Donald Trump na Twitterze, zamieszczając zdjęcie Grety Thunberg wykrzywionej akurat w jednym z gniewnych grymasów. Nie napiszę, na kogo wygląda obecny prezydent Stanów Zjednoczonych, bo jestem już dojrzały, a wychowano mnie tak, że słucham starszych i mam szacunek dla urzędu.

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich, a także w...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]