Obama i Brexit

Kiedy amerykański prezydent grozi gospodarczymi konsekwencjami wystąpienia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, w Londynie wrze.
Czyta się kilka minut
Marcin Żyła / / Fot. Grażyna Makara
Marcin Żyła / / Fot. Grażyna Makara

Swoją pozycję finansową Wielka Brytania zawdzięcza handlowi. Pozycję w świecie – m.in. specjalnym stosunkom z USA. Kiedy zatem amerykański prezydent grozi gospodarczymi konsekwencjami wystąpienia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, w Londynie wrze. Tak było w minionym tygodniu: słowa Baracka Obamy o tym, że po „Brexicie” Brytyjczycy staną „na końcu kolejki” w kwestii negocjowania preferencyjnych porozumień handlowych ze Stanami, zaś cały proces może zająć nawet dekadę, komentowali na Wyspach nawet prezenterzy telewizji śniadaniowych.

Nic dziwnego: ubiegłotygodniowa wizyta prezydenta USA była dla premiera Davida Camerona, który przed zaplanowanym w tej sprawie na 23 czerwca referendum stoi na czele obozu zwolenników pozostania w Unii, wsparciem najmocniejszym z możliwych. Choć obcesowość słów Obamy może nieco drażnić Brytyjczyków, z Waszyngtonem wszyscy się tu liczą – a dla tych, którzy wahają się, jak zagłosować za dwa miesiące, mógł to być moment decydujący. Tym bardziej że np. wśród młodych (których wysoka frekwencja przy urnach zagwarantowałaby Cameronowi zwycięstwo) amerykański prezydent jest bardziej popularny niż w samych Stanach.

Tymczasem w sondażach zwolennicy Unii utrzymują około 10-procentową przewagę nad orędownikami „Brexitu”. Tym ostatnim od kilku dni już oficjalnie przewodzi kampania Vote Leave, która – w odróżnieniu od bardziej nacjonalistycznej Leave.eu (dotąd za opuszczeniem Unii lobbowały oba te obozy) – w ostatnich tygodniach kampanii skupi się właśnie na aspektach gospodarczych i strategicznych. Choć jej liderzy – m.in. wpływowy burmistrz Londynu Boris Johnson – skrytykowali Obamę za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Zjednoczonego Królestwa, w swoim poparciu dla Camerona amerykański prezydent wydaje się zdeterminowany. Do tego stopnia, że zignorował nawet obchodzoną na Wyspach w miniony weekend 400. rocznicę śmierci Williama Szekspira – i zamiast niego zacytował w swoim przemówieniu fragment wiersza znacznie mniej znanego autora Johna Donne’a, poety epoki baroku: o tym, że „żaden człowiek [w domyśle: także Brytyjczyk] nie jest samoistną wyspą”.  ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2016