Nowi barbarzyńcy

Dzięki temu filmowi przypominamy sobie, jak mało trzeba, by ocknęły się w nas archaiczne podziały: rodzice ofiary przeciw rodzicom oprawcy, bogatsi i bardziej oświeceni przeciwko biedniejszym i głupszym, mężczyźni przeciw kobietom...
Czyta się kilka minut

Najnowszy film Polańskiego przypomina trochę „Anioła zagłady” z 1962 r. W filmie Luisa Buñuela oglądaliśmy strasznych mieszczan, którzy przybyli na wykwintne przyjęcie, ale nie byli w stanie z niego wyjść. Zamknięci na długi czas w czterech ścianach, opuszczeni przez służących, coraz bardziej głodni, zmarznięci, skazani na siebie nawzajem, pozbywali się stopniowo cywilizacyjnej glazury i zdrowego rozsądku, rozpoczynając bezwzględną walkę o byt. Sztuka Yasminy Rezy, którą sfilmował Polański, obywa się bez tego rodzaju surrealistycznych chwytów. Wystarczy incydent na placu zabaw, w którym jeden chłopiec uderza drugiego kijem, by świat powrócił do czasów plemiennych. Czwórka rodziców spotykających się w celu wyjaśnienia sprawy to ludzie dobrze sytuowani, wykształceni, zatroskani sprawami współczesnego świata. Jak to możliwe, że nowojorskiemu salonowi, ozdobionemu albumami ze sztuką, tak blisko do przywoływanej w rozmowie „dzikiej Afryki”? Wystarczy trochę whisky i nieświeżego placka, by ten dystans jeszcze bardziej się skrócił.

Zaczęło się od tego, że jedenastoletni Zachary Cowan wybił zęby Ethanowi Longstreetowi, wkrótce jednak okazało się, że dorośli również potrafią bawić się brzydko. Dwa małżeństwa z klasy średniej: Penelope i Michael oraz Nancy i Alan spotykają się, by sformułować wspólne oświadczenie w sprawie pobicia, po czym pożegnać się w zgodzie i doprowadzić do pojednania zwaśnionych pociech. Jednakże rozstać się wcale nie będzie tak łatwo. Bohaterowie ugrzęzną w salonie zaplątani w grę o lepszość: o wyższość swoich racji, o moralną przewagę, o poczucie winy. Przypomną się więzy na poły plemienne: rodzice ofiary przeciw rodzicom oprawcy, lepiej sytuowani i bardziej oświeceni przeciwko biedniejszym i głupszym, mężczyźni przeciw kobietom... Im gęstsza atmosfera, tym bardziej zawodzi dyplomacja, tym szybciej wietrzeją frazesy, którymi przerzucają się nawzajem strony. Odpowiedzialność, wspólnota, sprawiedliwość – cóż to wszystko znaczy w obliczu partykularnej krzywdy? Choć przecież i krzywdę zakwestionować bardzo łatwo – w imię spójnej wizji świata rządzonego przez prawa natury, w którym rację zawsze mają silniejsi.

Polański od samych początków swojej twórczości zajmuje się problemem międzyludzkiej dominacji. Tytuły jego wczesnych krótkometrażówek, realizowanych na początku lat 60. – „Ssaki”, „Gruby i chudy” – wywołują temat, który powracał będzie w „Nożu w wodzie”, „Gorzkich godach”, „Śmierci i dziewczynie”... Bohaterowie tych filmów uwielbiają wzajemnie się poniżać, wykorzystywać swoją przewagę. Dotychczasowe ofiary biorą odwet, kiedy tylko pojawi się ku temu okazja. Źródeł nieustającego siłowania się doszukiwano się nieraz w biografii reżysera: w doświadczeniu Holokaustu, komunistycznego reżimu, w osobistych tragediach i grzechach, w medialnym zaszczuciu jego osoby. Ale w dramacie Rezy znalazł Polański coś znacznie więcej niźli tylko wyraz własnych obsesji. Tragikomiczna rozgrywka między dwoma małżeństwami jest bowiem równie dobrze oskarżeniem dumnej i butnej cywilizacji zachodniej, a więc nas wszystkich: i patrzących z góry konsumentów wysokiej kultury, i wyznawców politycznej poprawności, i tych wymachujących tradycyjnymi wartościami na sztandarach. Wszyscy są uczestnikami plemiennego wyścigu o lepszość. Nie przypadkiem piątym bohaterem sztuki i filmu jest telefon komórkowy Alana – szczwanego korporacyjnego prawnika, który podczas całego spotkania prowadzi równoległe życie ze słuchawką przy uchu i nie mamy wątpliwości, że jest to dlań życie o wiele bardziej wartościowe i prawdziwsze niż przepychanki wokół syna. Zresztą nie on jeden obnosi się tu z pogardą wobec innych.

Filmowa „Rzeź” grzeszy z pewnością teatralnym rodowodem. Akcja prawie nie wychodzi poza mury mieszkania, trwa zaledwie 79 minut, a buduje ją przede wszystkim wyśmienity aktorski pojedynek: Kate Winslet, Jodie Foster, Johna C. Reilly’ego i Christopha Waltza. Z dużym wdziękiem i lekkością udaje się im zamienić kurtuazyjne spotkanie w brutalny seans nienawiści. Czy jednak owa erupcja agresji, która staje się w końcu także eksplozją bezwzględnej szczerości, przyniesie minimalne choćby oczyszczenie atmosfery? Czy bohaterowie cokolwiek z tego zrozumieją? Zarówno Reza, jak i Polański są w tym względzie dość przewidywalnymi pesymistami. Wiadomo od początku, że z całego spotkania pozostanie „chaos i przemoc”, jak głosi tytuł książki o Baconie leżący na stoliku do kawy. Pozostają tulipany spryskane wodą kolońską i unikalny album Kokoshki ze zwróconymi resztkami jedzenia.  

„RZEŹ” („Carnage”) – reż. Roman Polański, scen. Yasmina Reza na podst. własnej sztuki pt. „Bóg mordu” oraz Roman Polański, zdj. Paweł Edelman, muz. Alexandre Desplat, wyst. Kate Winslet, Jodie Foster, John C. Reilly, Christoph Waltz. Prod. Francja/Niemcy/Polska/Hiszpania 2011. W kinach od 20 stycznia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 04/2012