Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Niepogodzony

Niepogodzony

18.02.2008
Czyta się kilka minut
Czytając artykuły Michnika w nastawieniu politycznym, możemy nie dostrzec, że ich autor usiłuje dokonać jednocześnie wielkiego rachunku społecznego sumienia.
Z

Zaczynam od cytatów. "We wszystkich gwałtownych wal­kach interesy podążają w ślad za głoszonymi opiniami jak sępy za gotowymi do boju wojskami. Nienawiść, mściwość, chciwość, niewdzięczność bezczelnie parodiują najszlachetniejsze wzory, ponieważ nieudolnie zalecano ich naśladowanie. Perfidny przyjaciel, nieuczciwy dłużnik, ciemny donosiciel, sprzeniewierzający się sędzia z góry znajdą swą apologię w konwencjonalnym języku. Patriotyzm stał się banalnym usprawiedliwieniem wszelkich zbrodni" - pisał Benjamin Constant.

I jeszcze inny cytat: "Co pozostało nam świętego? W powszechnej klęsce wierzeń, jakich okruchów mogą się uchwycić szlachetne ręce? Prócz miłości dobrobytu i jednodniowego zbytku nic nie widać na powierzchni przepaści. Można by pomyśleć, że egoizm zatopił wszystko (...). Przywódcy partii politycznych biorą dziś katolicyzm za hasło i sztandar, ale jakąż wiarę mają w jego cuda i jak przestrzegają jego praw we własnym życiu?" - to cytat z Alfreda de Vigny.

Oba przytoczył Adam Michnik w swej ostatniej książce noszącej tytuł "W poszukiwaniu utraconego sensu". Takich cytatów jest tu wiele. Wiele tu również podobnych, gorzkich stwierdzeń sformułowanych przez samego autora.

To już kolejny zbiór artykułów Adama Michnika (poprzedni, pod tytułem "Wściekłość i wstyd", ukazał się w 2005 r.). Większość zawartych w nim artykułów także z tej daty pochodzi. Drukowane wcześniej w "Gazecie Wyborczej". wyrażają gorycz autora i nieustający gniew. Jest więc ten tom dalszym ciągiem krytycznej diagnozy rzeczywistości i zmagań autora z kłopotami, które dzień dzisiejszy nam przynosi, a które są sprzeczne z nadziejami kiedyś przez niego, i nie tylko przez niego żywionymi. Zdaniem Michnika biorą się one ze złej przeszłości, warcholskiej i autorytarnej, bo i taka niestety była, a dziś gotowa jest się odrodzić. Ze smutkiem i niepokojem pyta więc: "Jak znaleźć złoty środek między zbiorową amnezją, wyrozumowaną sklerozą, amputacją przeszłości pełnej łajdactw i krzywd a zbiorowymi seansami nienawiści, mściwości i zakłamywania historii w myśl receptury nowych populistów i nowych absolutystów? Jak uniknąć tworzenia nowego legionu pokrzywdzonych - tym razem przez instytucje wolnej Polski?".

Jak oto być może, aby polskie społeczeństwo, zdolne do czynów mądrych, racjonalnych i pełnych odwagi, czemu niejednokrotnie dawało świadectwo, mogło pozwolić na taki zamęt w głowach, na błoto oblepiające nasze współżycie, na niesprawiedliwości i język nienawiści? Jak ludzie, którzy kiedyś dzięki swej mądrości potrafili uniknąć przelewu bratniej krwi i zbudowali fundamenty demokracji, mogli ulec tak łatwo bezsensownym kłótniom i coraz silniejszej wzajemnej wrogości? Jako stary opozycjonista, wieloletni więzień PRL, który całe życie podporządkował walce o wolną Polskę, Michnik nie potrafi pogodzić swych marzeń z prozaiczną i tak ponurą rzeczywistością. Czuje zawód i rozgoryczenie, podobnie jak wszyscy, którzy żywili się nadzieją i z bólem stwierdzali niemożliwość jej realizacji.

Michnik nigdy jednak nie był utopistą. Jest politykiem, zawsze czynnym, dobrze zatem wie, że marzenia nigdy nie spełniają się dosłownie, a społeczne życie pełne jest powikłań i niespodziewanych obrotów rzeczy. Wie także, że rozumienie tego stanu rzeczy domaga się nieustającego napominania ulegającej złym wpływom społeczności, i że nic nie powinno paraliżować ostrzegającego głosu.

Nie tylko jednak o politykę w tych artykułach chodzi. Pisane językiem niekiedy gwałtownym, nie zostały bynajmniej podyktowane wyłącznie przez chęć rozprawienia się z politycznymi przeciwnikami. Czytając je w nastawieniu politycznym, możemy nie dostrzec, że ich autor usiłuje dokonać jednocześnie wielkiego rachunku społecznego sumienia, może zaostrzonego, może zbyt bezkompromisowego, ale sięgającego gdzieś do głębi różnych polskich grzechów, jakich niemało i dziś, i w naszej przeszłości. To, co mogło się wydawać w poszczególnym artykule drugorzędną uwagą, tylko tłem wywodu, a więc cała jego warstwa etyczna, w zbiorze występuje wyraziście.

Michnik ze smutkiem stwierdza: "nie jest prawdą, że Polak z natury swej nie jest zdolny do czynów nieszlachetnych, że jeśli zgrzeszył, to z nadmiaru idealizmu i naiwnej dobroci wobec obcych. Ci, którzy usiłują nam tę rzekomą szlachetność wmówić, mogą poprowadzić nas na manowce. Samooszukiwanie się jest nie tylko grzechem, lecz przede wszystkim głupotą, wyrazem bezpodstawnej megalomanii, która niszczy zdrowe widzenie rzeczy i skazuje na bezsensowne opinie i działania. Rozsądek nakazuje bowiem samokrytycyzm".

Piętnuje więc Michnik różne wady narodowe, słabości. Nie tworzy jednak katechizmu etycznego ani etycznego traktatu. Chce tylko uprzytomnić ludziom, do czego te wady prowadzić mogą. Kładzie więc nacisk na możliwość tragicznych konsekwencji. Jako historyk swój wywód udokumentował bogato, sięgając do historycznych przykładów. Przykładów zaś - niestety - miał dość. Historia dostarczyła ich w nadmiarze i to rozmaitych.

Z przykrością więc przypomina, że nie tylko my dziś w politycznych swarach gotowi jesteśmy posługiwać się językiem "rynsztoków", czyli językiem przemocy

i  okrucieństwa, "który zawsze brudzi, zohydza i odczłowiecza, a niekiedy zabija". Tego języka używali już bowiem nasi ojcowie. Wystarczy przypomnieć o obelgach, jakimi obrzucano prezydenta Narutowicza, czy o kłamliwych oskarżeniach wysuwanych nawet wobec Piłsudskiego. Ten język służył nie tylko polityce. Pełnił z powodzeniem swoją rolę w różnych skonfliktowanych kręgach społecznych i rodził nieprawdopodobne inwektywy, jakie wytaczano na przykład w stosunku do Mickiewicza, Żeromskiego czy współcześnie także do Miłosza.

Narzuca się więc nieustannie pytanie. Skąd się rodziła ta złość, skąd ta piekielna zawiść, która mogła doprowadzić nawet do zbrodni? Skąd ci "naganiacze" i ich pragnienie spotwarzenia godnych postaci uciekające się w swym niskim działaniu do pomocy "wielkiego lustratora"? Skąd ten brak zrozumienia, niezdolność do dialogu i brak szacunku dla innego, inaczej myślącego, o innych przekonaniach? Takie oto pytania nie dają spokoju autorowi i powtarza je, powinny bowiem bulwersować każdego obywatela. Wszakże "człowiek szanujący własną godność broni swych przekonań w polemice, sięga po argumenty; taki człowiek pogardza nagonkami i błotem kalumnii". Dlaczego więc wciąż ulegamy tak niskim nawykom?

Obecność aspektu moralnego w tej książce nie jest bynajmniej przypadkowa. Wystarczy przypomnieć prace Michnika na temat honoru, na temat Kościoła i dialogu lub o poruszanych przez niego innych moralnych tematach w  rozmowach z ks. Józefem Tischnerem. Etyka społeczna zawsze była dla niego przedmiotem wielu przemyśleń, wielu trosk obywatelskich. Stale do niej wracał, wraca i dziś, czując potrzebę, by jej zasady przypominać. Zwłaszcza dziś dostrzega ich aktualność po latach walki i pierwszych dniach wolności, gdy wydawało się, że społeczeństwo w tej kiedyś wyśnionej, a dziś realizowanej rzeczywistości nie będzie już w taki sposób grzeszyło.

Można się z Michnikiem kłócić co do różnych konkretnych politycznych spraw, można nie podzielać jego poglądów, ale nie można mu odmówić szczerości w jego trosce o godne życie obywatelskie i nie podzielać jego lęków budzonych przez orientacje płaskiego populizmu, a przede wszystkim odradzającego się nacjonalizmu. Przed tym ostatnim nieustannie przestrzega. Jego książki są świadectwem naszej epoki i tak łatwo zdobywających w niej znaczenie miernych i nienawistnych sobie ludzi. Wzywają do społecznej odpowiedzialności i samokrytyki. Zmuszają do myślenia.

Adam Michnik, "W poszukiwaniu utraconego sensu", Fundacja Zeszytów Literackich 2007.

BARBARA SKARGA (ur. 1919) jest profesorem filozofii PAN. Studiowała filozofię na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Była łączniczką AK; w 1944 roku aresztowana przez Sowietów i skazana na 11 lat obozu pracy. Do Polski wróciła w 1955 r. W 1995 r. została odznaczona Orderem Orła Białego. Autorka wielu książek. Właśnie ukazał się wywiad rzeka z Panią Profesor pt. "Innego końca świata nie będzie".

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]