Niepewne filary tronu Putina

Dla obozu władzy w Rosji najważniejsze jest uspokojenie nastrojów i zapewnienie prezydentowi przekonującej reelekcji w 2018 r. Atak w Petersburgu pokazuje, że nie będzie to oczywiste.
Czyta się kilka minut
Stacja metra Technologiczeskij Institut w Petersburgu, gdzie doszło do zamachu, 4 kwietnia 2017 r. / Fot. Grigory Dukor / REUTERS / FORUM
Stacja metra Technologiczeskij Institut w Petersburgu, gdzie doszło do zamachu, 4 kwietnia 2017 r. / Fot. Grigory Dukor / REUTERS / FORUM

W wagonie petersburskiego metra w środku dnia wybucha bomba. Ginie 14 osób, 49 odnosi rany. Tyle wiadomo na pewno. Za wcześnie bowiem, aby mówić, kto był sprawcą – według głównej wersji rosyjskiego Komitetu Śledczego zamachu dokonał samobójca.

Daleka od stabilności, sytuacja w Rosji teraz może zdestabilizować się jeszcze bardziej. Tymczasem na rok przed wyborami prezydenckimi władze potrzebują spokoju, by przeprowadzić bez zbędnego ryzyka ponowny wybór Putina. Zapewne będą przykręcać śrubę, aby uzyskać maksimum kontroli nad społeczeństwem. Tylko czy to się powiedzie?

Pytania, mnóstwo pytań

W poniedziałek, 3 kwietnia, Putin gościł w rodzinnym mieście. Spotkał się z prezydentem Białorusi. Wiadomość o bombie nie przerwała rozmów. Dopiero wieczorem Putin przybył na stację, w pobliżu której doszło do wybuchu, by złożyć kwiaty.
Bomba wybuchła około godziny 14.30 w wagonie pociągu metra, który dojeżdżał do stacji Instytut Technologiczny. Komitet Śledczy wszczął dochodzenie z artykułu 205 kk („zamach terrorystyczny”). Jako podejrzanego wskazano młodego człowieka pochodzącego z Kirgizji, który niedawno otrzymał obywatelstwo rosyjskie. Gazety piszą, że był pewnie związany z radykalnym islamem. Władze ogłosiły, że na stacji Plac Powstania unieszkodliwiono drugi ładunek, o sile jeszcze większej. Kto go podłożył? Nie wiadomo. W Petersburgu zatrzymano osiem osób pochodzących z Azji Centralnej, które podejrzewa się o pomoc w przygotowaniu zamachu, a może też kolejnych. Czy podejrzenia są uzasadnione? Pytania, mnóstwo pytań...

W komentarzach do kolejnych wersji wydarzeń, podawanych przez oficjalne czynniki, powtarza się motyw nieufności. Ludzie są przerażeni, nie wierzą w zapewnienia władz, że wszystko jest w porządku. „Nie wydaje mi się, że władze mogą nas obronić, oni dbają tylko o swoje bezpieczeństwo – pisze ktoś. – To, że Federalna Służba Bezpieczeństwa jest do niczego, wiemy doskonale, podejrzewamy, że jej działalność polega na pracy przeciw społeczeństwu. Teraz też FSB zajmowała się od tygodnia ganianiem uczniów, którzy protestowali na ulicach przeciw korupcji, a tymczasem terroryści hulali sobie po metrze”. Wielu Rosjan pisze także w internetowych komentarzach: „Przypomina mi się rok 1999, gdy w Moskwie i innych miastach wybuchały domy mieszkalne, a Putin szedł do władzy”.

Natomiast etatowi komentatorzy prokremlowscy powtarzają, że protesty antykorupcyjne [patrz „TP” nr 15 oraz na powszech.net/rozumienie-rosji – red.] i zamach w metrze mogą być powiązane: i tu wrogowie, i tu wrogowie, a „opozycji chodzi tylko o to, aby rozbujać łódkę”. Dziennikarze i eksperci obsługujący Kreml podrzucili jeszcze wątek ukraiński (zamachu mieliby dokonać sabotażyści nasłani przez „kijowską juntę”) i wątek knowań Zachodu, który rzekomo mści się za to, że Putin nie chce się mu kłaniać. Nie trzyma się kupy? Nie szkodzi.

Stare metody, nowe problemy

Co teraz? Reakcją władz na zamach może być kolejne zaostrzenie przepisów, wzmacniających kontrolę nad społeczeństwem. „Rosyjskie władze niemal zawsze uzasadniają nowe zakazy i ograniczenia prowadzeniem walki z terroryzmem – pisze Andriej Piercew na portalu Carnegie.ru. – Kolejne obostrzenia, a nawet interwencja w Syrii miały służyć wzmocnieniu bezpieczeństwa Rosji. Mówili: »W Europie, gdzie swobody i tolerancję postawiono na pierwszym planie, są zamachy. Czy chcecie tego samego? Nie? No to siedźcie cicho«. Tak wyglądał dialog Kremla ze społeczeństwem. Walka z terroryzmem była dla rosyjskich władz bazą umowy społecznej”.

Mówiąc inaczej: my, władza, zapewnimy wam bezpieczeństwo, ale wy, społeczeństwo, musicie zrezygnować z części swobód. I tak to działało, choć kryzysy się zdarzały. Zaklęcia Putina nie uchroniły przecież Rosji przed atakami terrorystycznymi. Mechanizm był wtedy za każdym razem podobny: Kreml uzasadniał zaostrzanie przepisów tym, aby zamach się nie powtórzył. Pole swobody zawężano, ale zamachy się powtarzały.

Teraz dla obozu władzy najważniejsze jest uspokojenie rozkołysanych nastrojów i zapewnienie Putinowi zwycięstwa w wyborach, i to przekonującego. Tylko czy tym razem zadziałają stare metody i wezwania, aby w obliczu niebezpieczeństwa skonsolidować się wokół przywódcy? Bo poziom zaufania społeczeństwa do władz spada. A we władzach pomysłów na kolejny lifting „umiłowanego przywódcy” nie przybywa. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2017