Niecierpliwość wyznawców Jezusa

Choć ekumenizm nie przezwyciężył jeszcze trawiącego go ostatnio kryzysu, żyjemy w czasach wielkich uzgodnień. Warto zobaczyć, jaki w nich tkwi potencjał.

18.02.2019

Czyta się kilka minut

 / GETTY IMAGES
/ GETTY IMAGES

W chwili, gdy ruch ekumeniczny przeżywa poważne trudności, istne lata chude, łatwo zapomnieć o nie tak dawnych przecież jego tłustych latach, kiedy wydawało się, że pojednanie podzielonego chrześcijaństwa jest na wyciągnięcie ręki. A chociaż dzień wspólnej Eucharystii anglikanów, katolików, ortodoksów, prawosławnych i protestantów wciąż przed nami, to jednak wydaje się dużo bliższy niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

Lawina dialogów ekumenicznych doprowadziła do wypracowania licznych uzgodnień, które nie tylko wykazały, jak wiele już łączy Kościoły, ale także otworzyły zaskakujące perspektywy możliwego pojednania. Problem w tym, że sporo z nich wciąż czeka na swój lepszy czas, zdjęcie z półek bibliotek teologicznych i włączenie w codzienne życie Kościołów, tymczasem skupionych na sobie samych w obliczu własnych problemów, które wybuchły w nich na początku XXI wieku. Wypada przypomnieć tu kilka z najważniejszych osiągnięć ekumenii XX wieku.

Dialogi z Ortodoksyjnymi Kościołami Wschodnimi (tzw. przedchalcedońskimi), które przez wieki oskarżano o herezję monofizytyzmu (Chrystus miał jedną naturę, boską, a nie dwie, boską i ludzką) wykazały, że są one jak najbardziej prawowierne. Trwające piętnaście stuleci oskarżenie okazało się wynikiem nieporozumień językowych! W 1965 r. Konstantynopol i Rzym odwołały wzajemne ekskomuniki rzucone na siebie dziesięć wieków wcześniej. W 1973 r. w Leuenbergu (Szwajcaria) ponad 80 europejskich Kościołów tradycji luterańskiej, reformowanej i ewangelicko-unijnej podpisało tzw. Konkordię Leuenberską, w której wzajemnie uznały ordynację do stanu duchownego i wspólnotę Ołtarza. W 1978 r. amerykańscy bibliści – anglikanie, katolicy, luteranie, reformowani – opublikowali studium-uzgodnienie, w którym przedstawili zgodną egzegezę wszystkich maryjnych tekstów Nowego Testamentu. W 1992 r. skandynawskie i nadbałtyckie Kościoły luterańskie oraz Kościół anglikański z Wysp Brytyjskich podpisały Deklarację z Porvoo (Finlandia), w której zgodzono się na wzajemne sprawowanie posługi duszpasterskiej i sakramentu Wieczerzy Pańskiej. W 1999 r. Kościół katolicki i Światowa Federacja Luterańska podpisały epokową „Wspólną deklarację w sprawie nauki o usprawiedliwieniu”, a zatem o doktrynie, o którą spór stał się zarzewiem podziału chrześcijaństwa w XVI w.

Wśród tych uzgodnień jedno wydaje się wysuwać na czoło: Deklaracja z Porvoo, w której Kościoły przyjęły wspólne rozumienie sukcesji apostolskiej. Sukcesja ta jawi się jako kluczowy problem na drodze do wspólnego sprawowania Eucharystii, co dla katolików, ortodoksów i prawosławnych stanowi cel ekumenizmu. Prezentację tej deklaracji zacznijmy od przypomnienia pewnych faktów i jednocześnie problemów kościelnych.

„Nielegalna” gościnność

W ostatnich latach często słyszy się, że niektórzy chrześcijanie różnych wyznań – wbrew zaleceniom władz kościelnych – praktykują przyjmowanie komunii w Kościołach, do których nie należą. Zjawisko to niezbyt szczęśliwie i myląco określa się mianem „interkomunii”, gdy tymczasem „nie może być »inter« sakramentów: sakramenty są zawsze sakramentami Kościoła lub są udzielane w jakimś Kościele” (kard. Walter Kasper, były przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan). Różne są motywy, dla których wierni decydują się na ten krok. Niektórych „na pokuszenie” zapewne wiedzie ignorancja historyczno-teologiczna. Innych w tę samą stronę prowadzi zasada „wszystko mi jedno” – w oczach takich chrześcijan ich własny Kościół w jakiejś mierze jest bezkształtną mgławicą bez wyraźnych granic i zobowiązań, gdzie „wszystko wolno”.


Czytaj także: Piotr Sikora: Boska różnorodność


Część wyznawczyń i wyznawców Chrystusa do „innej” komunii niewątpliwie popycha ich autentyczna a zdesperowana miłość do współmałżonka, który/która należy do innego Kościoła. A jest to miłość, która wiąże ich związek małżeński sakramentalnie i która sprawia, że oboje nie są w stanie dostrzec sensu czy racji w zakazie uczestniczenia w tym, co dla nich razem najbardziej drogie – w spotkaniu z Jezusem eucharystycznym.

Jeszcze inni chrześcijanie mają głębokie przekonanie, że do przyjmowania komunii w innych Kościołach wiedzie ich ekumeniczna niecierpliwość, może nawet taka, o której ongiś mówił Jan Paweł II: „Postęp na drodze ku jedności [Kościołów] będzie zależał od naszych wysiłków, od naszych prac teologicznych, od naszych ponawianych inicjatyw, a specjalnie od naszej miłości, ale będzie zarazem łaską Pana. (…) Błagajmy Go, aby wszystkim współpracującym w dziele zbliżenia dał swego Ducha Świętego, który wprowadzi ich w pełną prawdę, poszerzy ich miłość, wznieci w nich świętą niecierpliwość wobec sprawy jedności”. Można przypuszczać, że to właśnie taka święta niecierpliwość dała o sobie znać np. w marcu 1998 r. w austriackiej miejscowości Gmunden, gdzie podczas ekumenicznego spotkania młodzi katolicy i luteranie, pod okiem swoich księży duszpasterzy, odważyli się wspólnie przyjąć komunię podczas nabożeństwa luterańskiego. Młodzi ludzie – jak głosiło oficjalne oświadczenie – pragnęli w ten sposób skłonić biskupów obu Kościołów do „odważniejszego podejmowania problemów ekumenizmu”.

Warto przypomnieć, że pod koniec XX w. do najbardziej spektakularnych przypadków „nielegalnej” gościnności eucharystycznej doszło na Wyspach Brytyjskich i w USA. Najpierw katolicka prezydent Irlandii Mary McAleese wraz ze swoją rodziną przyjęła komunię świętą w anglikańskiej katedrze w Dublinie. Niedługo potem źródła bliskie prezydent McAleese poinformowały, że zdarza się, iż przystępuje ona do komunii również w innych Kościołach tradycji protestanckiej. Po tych wydarzeniach media ujawniły, że podobny zwyczaj miał ówczesny anglikański premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, przy czym przystępował on do komunii w Kościele rzymskokatolickim, do którego zresztą przeszedł w 2007 r. Jakby tego było mało, kilka lat wcześniej dziennikarze przyłapali episkopalnego, czyli anglikańskiego biskupa Franka T. Griswolda na tym, że incognito przyjął komunię w rzymskokatolickim kościele św. Agnieszki w Nowym Jorku. Ten ostatni przypadek był o tyle niecodzienny i wymowny, że hierarcha pełnił rolę zwierzchnika Kościoła episkopalnego w USA, a nawet został współprzewodniczącym oficjalnego dialogu katolicko-anglikańskiego na forum światowym.

W końcu wobec powtarzającej się na Wyspach Brytyjskich praktyki przystępowania do komunii w nieswoim Kościele stanowisko zajęli biskupi tamtejszego Kościoła katolickiego, publikując dokument „Jeden Chleb – Jedno Ciało”. Przypomnieli w nim, że Eucharystia jest sercem i szczytem życia Kościoła i dlatego w normalnych warunkach może do niej przystąpić tylko ta osoba, która znajduje się w pełnej wspólnocie wiary z Kościołem katolickim, a właśnie „akt przyjęcia Komunii świętej jest najwyższym wyrazem żywej i widzialnej jedności tej wiary”. I tłumaczyli: „Według katolickiego nauczania »tylko ważnie wyświęcony ksiądz może być szafarzem, który – w osobie Chrystusa – sprawuje sakrament Eucharystii«. Dlatego istotne jest, aby ten, kto przewodniczy Eucharystii, pozostawał w niewątpliwej sakramentalnej relacji do Chrystusa, Najwyższego Kapłana, dzięki sakramentowi święceń udzielonych przez biskupa pozostającego w uznanej sukcesji apostolskiej. Kościół katolicki nie jest w stanie przyjąć tego w wypadku Wspólnot wywodzących się z Reformacji. Nie możemy także przyjąć, że zachowały one »autentyczną i pełną rzeczywistość misterium Eucharystii«”. Wynika z tego jasno – podkreślili biskupi – że katolicy nie mogą przyjmować komunii w Kościołach i Wspólnotach protestanckich.

Sprawa rozbija się zatem o pojmowanie sukcesji apostolskiej, którą w katolicyzmie zasadniczo sprowadza się do historycznego nieprzerwanego – począwszy od czasów apostolskich – łańcucha nakładania rąk, czyli święceń biskupich, przez kolejnych biskupów.

Nowa sukcesja apostolska

Doktryna zawarta w dokumencie „Jeden Chleb – Jedno Ciało” znamienna jest nie tylko dla Kościoła katolickiego, ale także dla Kościołów prawosławnych. Jak do tej pory obie te tradycje oficjalnie nie uznają kapłaństwa/biskupstwa w Kościołach poreformacyjnych, utrzymując, że nie zachowały one ciągłości sukcesji apostolskiej. Od wielu też lat problem tej sukcesji zajmuje zasadnicze miejsce w dialogach ekumenicznych i wciąż nie został rozwiązany. Nie oznacza to jednak, że Kościoły nie uczyniły w tym kierunku kilku doniosłych kroków, które dają nadzieję, że także w tej kwestii Kościoły zdołają w końcu się porozumieć. Najważniejsze ustalenia w tym względzie zapadły – jak do tej pory – w ekumenicznych dialogach anglikańsko-katolickim, katolicko-luterańskim oraz anglikańsko-luterańskim.


Czytaj także: Józef Majewski: Dawniej domena diabła, dziś Ducha Świętego


W dialogach tych – jak pisze franciszkański teolog ekumenista o. Stanisław C. Napiórkowski – mocno podkreślono, że szkolne katolickie pojmowanie sukcesji apostolskiej „zostało rażąco zawężone” do materialnego następstwa w kościelnym urzędzie, czemu odpowiada „dowód” z nieprzerwanego historycznego nakładania rąk biskupich. Dialogujące strony uważają jednak, że sukcesję apostolską można i trzeba pojmować szerzej, uwzględniając także sukcesję życia, świadectwa apostolskiego i wiary. W luteranizmie – pisze luterański ksiądz Jan Gross – najważniejsza jest sukcesja wiary apostolskiej, czystego zwiastowania Słowa Bożego, a jej potwierdzeniem może być sukcesja urzędu. W tym kontekście o. Napiórkowski wyjaśnia: „Jakiś biskup posiadający »ważną« sukcesję nakładania rąk może nie posiadać sukcesji wiary i świadectwa apostolskiego, jeśli np. głoszeniem błędów burzy wiarę apostolską, a gorszącym postępowaniem sam stawia się poza sukcesją Apostołów”. Cóż w tym kontekście powiedzieć np. o katolickich biskupach, którzy pozostają w ważnym „łańcuchu rąk”, a którzy kryją pedofilów-księży? „Inny natomiast duchowny może nie mieć swojego miejsca w łańcuchu nakładania rąk biskupich, czyli w sukcesji (…) urzędu, a mimo tego Słowem buduje wspólnotę ludu Bożego, przekazując jej apostolską wiarę i apostolski sposób chrześcijańskiego życia. W jednym i drugim przypadku trzeba uznać sukcesję apostolską, chociaż tam i tu – niepełną”.

Teologowie biorący udział w dialogach ekumenicznych sugerują, że istnieje więcej niż jeden sposób trwania Kościoła w ciągu wieków w świadectwie wiary apostołów i przekazywania jej z pokolenia na pokolenie. Takie – powiedzielibyśmy – poszerzone rozumienie trwania i przekazywania sukcesji apostolskiej, zdaniem wielu ekumenistów, powinno ułatwić Kościołowi katolickiemu i Kościołom prawosławnym zaakceptować duchowne urzędy w protestantyzmie. Do tej pory ani katolicyzm, ani prawosławie nie przyjęły oficjalnie takiego poszerzonego rozumienia sukcesji. Uczyniło to natomiast dwanaście krajowych Kościołów anglikańskich z Wysp Brytyjskich, czyli Kościoły Anglii, Irlandii, Szkocji i Walii, oraz Kościołów luterańskich z Europy Północnej, tzn. Kościoły Danii, Estonii, Finlandii, Islandii, Litwy, Łotwy na obczyźnie, Norwegii i Szwecji, we Wspólnej Deklaracji z Porvoo. Z czasem sygnatariuszami tego dokumentu zostały: Luzytański Kościół Portugalii (anglikański), Hiszpański Reformowany Kościół Episkopalny i Kościół Luterański w Wielkiej Brytanii, z kolei status obserwatora ma Ewangelicko-Luterański Kościół Łotwy. Spośród tych Kościołów dwa: Kościół anglikański i Kościół Szwecji – nigdy nie utraciły sukcesji apostolskiej, oba od swoich początków zachowały strukturę episkopalną, a ich biskupi są ordynowani/wyświęcani w nieprzerwanym łańcuchu rąk. Sukcesję apostolską szwedzkiego luteranizmu zasadniczo uznaje zarówno katolicyzm, jak i prawosławie.

George Carey, w czasie podpisywania Deklaracji z Porvoo anglikański arcybiskup Canterbury i honorowy zwierzchnik światowej Wspólnoty Anglikańskiej, nie bez racji porozumienie to uznał za najważniejsze w ruchu ekumenicznym XX w.

Powrót łańcucha rąk

W Porvoo po raz pierwszy w dziejach Kościoły różnych tradycji chrześcijaństwa zaakceptowały w pełni poszerzone rozumienie sukcesji apostolskiej. Czytamy w tym uzgodnieniu: „Wierność apostolskiemu powołaniu całego Kościoła jest podtrzymywana przez więcej niż jeden środek ciągłości. Dlatego Kościół, który przechował znak historycznej sukcesji biskupiej, jest wolny w uznaniu autentyczności biskupiej posługi w Kościele, który zachował ciągłość biskupiego urzędu przez okolicznościową ordynację kapłańską/prezbiterską w czasach Reformacji. Podobnie Kościół, który zachował ciągłość w ramach tego drugiego rodzaju sukcesji, jest wolny w wejściu w relację wzajemnego udziału w biskupich ordynacjach z Kościołem, który przechował historyczną biskupią sukcesję, oraz w przejęciu tego znaku [nieprzerwanej historycznej sukcesji nakładania rąk] bez odrzucania swojej apostolskiej ciągłości w przeszłości”.

Z punktu widzenia dialogu ekumenicznego z Kościołem katolickim i prawosławiem istotne okazuje się stwierdzenie Deklaracji z Porvoo, że przywrócenie znaku nakładania rąk podczas biskupiej ordynacji w Kościołach, które historycznie nim się nie posługiwały, „służy większej widzialnej jedności i ciągłości Kościoła wszystkich czasów i wszystkich miejsc”. W efekcie porozumienia w Porvoo ukształtowała się praktyka, że w konsekracji biskupiej w Kościołach, w których historycznie doszło do „przerwania łańcucha rąk”, uczestniczą biskupi z „nieprzerwanym łańcuchem rąk”, czyli pozostający w „wąskiej” sukcesji apostolskiej. W ten sposób we wszystkich Kościołach należących do Wspólnoty z Porvoo doszło do przywrócenia czy ponownego połączenia tego łańcucha.

Kościół luterański w Polsce nie został sygnatariuszem Wspólnej Deklaracji z Porvoo. Co do tego trwa w nim dyskusja – powiedział w rozmowie ze mną bp Marcin Hintz z luterańskiej diecezji pomorsko-wielkopolskiej, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej Gdańsk-Gdynia-Sopot. Dodał jednak, że obecnie wszyscy biskupi luterańscy nad Wisłą pozostają w nieprzerwanej historycznej sukcesji apostolskiej. W Kościele tym „wąska” sukcesja została odnowiona w XX w. dzięki udziałowi zagranicznych biskupów – szczególnie ze Skandynawii, tych z ważnym „łańcuchem rąk” – w konsekracjach polskich biskupów.

Wszystko to oczywiście nie oznacza, że w sprawie sukcesji apostolskiej rozwiązane zostały wszelkie problemy na drodze do jedności Kościołów. Co począć np. z faktem, że Kościoły poreformacyjne nie przyjmują sakramentu kapłaństwa/biskupstwa? Jak działa i czy może działać sukcesja apostolska bez akceptacji tego sakramentu? Jakiekolwiek pozostają wciąż problemy w tej materii, jedno wydaje się na obecne czasy pewne: możliwość szerokiej sukcesji apostolskiej i jednocześnie powrót do Kościołów poreformacyjnych wąskiej sukcesji sugerują konieczność (przynajmniej) pokory i skromności po stronie ludzi Kościołów, które zachowały sakrament kapłaństwa, w ocenie autentyczności misterium Eucharystii i biskupstwa w Kościołach poreformacyjnych. Nie do przyjęcia, a nawet skandaliczne jest negowanie tej autentyczności i biskupstwa.

Dla rzymskich katolików imperatyw skromności i pokory nabiera mocy także w perspektywie nauczania Soboru Watykańskiego II, który – jak pisze o. Napiórkowski – „uznał Kościoły protestanckie, przynajmniej niektóre, za rzeczywiste Kościoły; o innych mówił jako Wspólnotach kościelnych, przyznając im jakiś kościelny charakter (Dekret o ekumenizmie, nr 19). Czy może istnieć Kościół bez »ważnych« urzędów duchownych? Jeśli uznaje się jakiś Kościół za Kościół, czy nie uznaje się tym samym (…) jego kościelnych posługiwań?”. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru Nr 8/2019