Reklama

Niech skończy się gra

Niech skończy się gra

15.03.2021
Czyta się kilka minut
C

Co musi się stać, żeby doszło do przesilenia?”, pyta mnie Czytelniczka. Pytanie dotyczy obecnego kryzysu moralnego w Kościele. Przychodzi mi do głowy tylko jedna odpowiedź.

Po moim poprzednim felietonie, zatytułowanym „Reset”, odezwało się wiele osób. Część z nich dzieliła się swoim podziwem dla tego, co robi Zbyszek Nosowski i ludzie mu podobni, część – chyba nawet większość – swoim rozgoryczeniem, związanym z działalnością naszego sąsiada (już niedługo, już się pakujemy, ale wciąż jeszcze...). Jakiś czas temu postanowiłem, że nie będę w moich felietonach podejmował tematyki kościelnej, ale widzę, że dla wielu z Was jest ona ważna i czekacie na moje zdanie w różnych kwestiach. No więc raz jeszcze zrobię wyjątek.

Rozmowy i korespondencje, jakie prowadziłem w ostatnich tygodniach, uświadomiły mi przede wszystkim, jak wiele emocji budzi nasz sąsiad. Co ciekawe, nie tylko...

3988

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

przesilenie nastąpi kiedy Czytelniczka i jej podobni zdecydują się wreszcie na bojkot tej instytucji, przez tych biskupów i księży prowadzonej i zarządzanej - pusta taca, puste ławki, albo sczezną albo sami zrobią porządek i pozbędą się smrodliwego balastu ze swoich szeregów

Nic specjalnego nie wymyślę, ale kiedyś jakiś gość powiedział, na okoliczność rzucania palenia papierosów. Sto razy już rzucałem i zawsze się udawało. Bardzo mnie to ubawiło, bo miałem tak samo. Rzucałem na różne sposoby i zawsze udawało się na jakiś czas. A potem przy piwku, w miłej atmosferze, może jednego, no i z górki. Najśmieszniejsze jest to, jak potrafiłem sam siebie oszukiwać. Nastąpił w końcu taki moment, gdy papierosy paskudnie zdrożały, a mnie zaczął męczyć kaszel. powiedziałem sobie koniec z tym, wziąłem do ręki ostatnią fajkę z paczki, mędliłem go aż się rozsypał i już się nie dałem podpuścić na jednego. To nie bolało, ani nie było czymś strasznym, poza zapaleniem opłucnej. Druga historia dotyczy jeżdżenia samochodem, Już jako nastolatek zacząłem od motorynki "Komar" się nazywał, potem WSK, no i maluch Fiat 125. Potem żeniaczka, dzieci, moje autko się zestarzało i musiałem się go pozbyć. Na inne stać mnie było dopiero po 15 latach. Oj strasznie przeżyłem przesiadkę na komunikację publiczną. Rzucanie palenia to przy tym pestka. Jednak się dało, wszystko to dlatego, że byłem młody, elastyczny, dostrzegający to co istotne w danym momencie. Są rzeczy ważne i ważniejsze, dostrzec je można z perspektywy młodości, bo starość ogłupia niestety. Gdyby nasz umiłowany Papież zdawał sobie z tego sprawę, na biskupów nie powoływałby starszych jak 40 latków. On jednak też jest przygnieciony starością i niemocą, dlatego nic z resetu nie będzie, na razie.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]