Niebo

Liturgia Słowa na święto św. Andrzeja Boboli przyniosła nam końcowy fragment Modlitwy Arcykapłańskiej Jezusa, zapisanej przez św. Jana (J 17, 20-26).
Czyta się kilka minut

Jej ostatni akapit otwiera prośba: „Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata”.

To piękne i poruszające słyszeć, że na progu swojej agonii Jezus modli się o niebo dla mnie. Że życie wieczne musi być naszym życiem z Nim, „byciem tam, gdzie On jest”. Że bez Niego, i bez naszej komunii z Nim, życie wieczne jest niemożliwe. Najpiękniejsze jednak, choć napełniające największą radością dopiero przy dłuższej medytacji, jest stwierdzenie, że wiecznym szczęściem w niebie jest oglądanie chwały Jezusa, a nie... swojej. „Aby widzieli chwałę Moją”!

Niebo ma być ostatecznie nieustanną radością z wywyższenia Jezusa, a nie kontemplacją otrzymanej przez siebie nagrody; nie szczęściem płynącym z usłyszanej od Boga pochwały: „Dobrze, sługo dobry i wierny”; nie zachwytem nad katalogiem własnych cnót, które znalazły ostateczne uznanie i potwierdzenie ze strony Najwyższego Sędziego.

Nie: niebo ma być w swej najgłębszej istotnej treści oglądaniem Chwały Jezusa. Nareszcie bez zajmowania się sobą. W pełnej wolności od szukania siebie. W pełnej bezinteresowności. Bez najmniejszego pragnienia ugrania czegoś dla siebie. W całkowitym odwróceniu się od siebie i w pełnej koncentracji na Nim i na Jego Chwale. Właśnie z tego szczęścia jesteśmy najczęściej okradani tu na ziemi.

Owszem, zwykle podejmujemy jakieś dzieła czy zmagania, pracę czy zaangażowanie, kierowani najczystszą intencją: chcemy czynić coś dla Pana lub z miłości do bliźnich. Potem jednak, jak w przypowieści o pszenicy i chwaście, Nieprzyjaciel sieje w nas inne motywacje: pretensje do bycia zauważonym i docenionym, oczekiwanie gratyfikacji i uznania, aż po grubą i bezwstydną interesowność. Jedno i drugie „rośnie w nas aż do żniwa”. W końcu „otrzymujemy już tutaj swoją nagrodę” (zob. Mt 6, 2. 5 i 16), która po jakimś czasie odbiera nam całą radość z wykonanego dzieła i sprawia, że ciężko nam bez wstydu popatrzeć w lustro.

Jak dobrze wiedzieć, że ta udręka kiedyś się skończy. To rozdarcie między miłością do Boga i ludzi a nieuporządkowaną miłością własną. Zmaganie między bezinteresownym byciem dla innych a przybierającym się za taką postawę szukaniem samego siebie. Kiedyś się skończy. I już nie wróci na wieki wieków. Właśnie tak musi wyglądać niebo.

PS. Chcę się jeszcze podzielić emocją z procesji św. Stanisława. Myślę, że nie ja jeden wędrowałem z Wawelu na Skałkę, wracając w duchu do pierwszego wymiaru tej drogi. Wszyscy wiemy, że u swego początku procesja skałeczna była pielgrzymką pokutną, ekspiacją za grzech króla Bolesława. Pewnie, że łatwiej jest wzywać do pokuty królów niż samemu, w pełnej prawdzie, nie na pokaz, ruszyć w pokutną drogę, uznając swoje winy; i współwiny. Jestem pewien, że wielu z nas szło w niedzielnej procesji w tym właśnie kluczu. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2019