Niebezpieczne prowincje

Powieść Cristiana Teodorescu składa się z blisko setki krótkich rozdziałów, które można potraktować jako scenki rodzajowe z życia małego miasteczka na głębokiej rumuńskiej prowincji.
Czyta się kilka minut

Ta niezwykła mozaika, którą da się ułożyć w kilkanaście różnych wątków, to propozycja spojrzenia na dramatyczną historię Rumunii lat 30. i 40. XX w. z zupełnie innej perspektywy. Autor świetnie pokazuje, że niewielka i senna miejscowość, znajdująca się na uboczu Europy, może być znakomitym punktem do obserwacji brutalnych wydarzeń w tej części świata. Historii uczymy się zazwyczaj poprzez obrazy-symbole: polityków wprowadzających w życie swoje szalone wizje czy dowódców toczących krwawe kampanie. Czasem ta perspektywa zostaje odwrócona – wtedy mamy szansę poczuć ogrom cierpienia, jakiego doświadczyły miliony ofiar krwawej historii XX w. Ale istnieje jeszcze trzecia droga – można pokazać losy pewnego restauratora, który wbrew przeciwnościom dba o swój lokal i klientów, właściciela sklepu z kawą zmagającego się z problemami aprowizacyjnymi albo staroświeckiego oficera, który, choć wspiera faszyzujący rząd, kocha bez granic żydowską lekarkę.

Ktoś może powiedzieć, że taka perspektywa nie ma w sobie należytego patosu, bo nie oddaje sprawiedliwości cierpieniu milionów ludzi. Teodorescu pokazuje, że te punkty widzenia nie tylko się nie wykluczają, ale są wręcz sobie nawzajem niezbędne. Wielkie dramaty historii doczekały się już tysięcy kronikarzy – ich praca jest oczywiście nie do przecenienia, jednakże czasem warto, choćby na chwilę, porzucić wielkie kwantyfikatory i pochylić się nad pozornie banalnymi losami pojedynczych ludzi. Dzięki temu możemy zobaczyć zupełnie nowe rzeczy – np. to, jak rodzi się nazizm (czy jakikolwiek system polityczno-ideologiczny usprawiedliwiający przemoc wobec innych ludzi). Wbrew powszechnemu wyobrażeniu ci, którzy w czasie wojny z zimną krwią mordowali setki cywilów, nie byli „złem wcielonym”, demonicznymi oficerami SS o blond włosach i lodowatych, błękitnych oczach. Rekrutowali się w większości właśnie z mieszkańców takich miejscowości, jak opisywana przez Teodorescu rumuńska Medgidia. Byli to prości ludzie, których horyzont myślenia nie wykraczał poza kilkanaście ulic, gdzie żyli na co dzień. Ich problemy ograniczały się do sporów z sąsiadami, drobnych frustracji, niewielkich upokorzeń. Paradoksalnie to właśnie oni okazują się najbardziej niebezpieczni, gdy tylko zawieje odpowiedni wiatr historii. Dlatego wszyscy powinniśmy przeczytać „Medgidię” bardzo uważnie. ©


Cristian Teodorescu „Medgidia, miasto u kresu”, przeł. Radosława Janowska-Lascar Amaltea Wrocław 2015

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2016

Artykuł pochodzi z dodatku Angelus 2016