Drodzy Czytelnicy "Tygodnika Powszechnego",
Z pewnością wielu z Państwa przyjmie z zaskoczeniem wiadomość pojawiającą się w najnowszym numerze "Przekroju", jakobym rzekomo odchodził z "Tygodnika". Ja też byłem zaskoczony, że wywiad ze mną w ogóle się teraz w "Przekroju" ukazuje. Nagrana zawczasu rozmowa, która dotyczy m.in. mojego przejścia na emeryturę, rzeczywiście miała miejsce, ale jestem zaskoczony, bo moja Rozmówczyni zapewniła mnie, że ta rozmowa (która miała dotyczyć przede wszystkim duchowych aspektów emerytury) ukaże się dopiero wtedy, kiedy ta sprawa stanie się faktem, a nie tylko przedmiotem wewnętrznych rozmów redakcyjnych i wydawniczych. Wydawało się to oczywiste, bowiem dopiero wtedy będziemy mogli w sposób odpowiedzialny i z szacunkiem dla Państwa, Czytelników "TP", o tym poinformować. Naiwnie zaufałem tym zapewnieniom... Wywiadu zresztą, mimo wcześniejszej mojej o to prośby, nigdy nie otrzymałem do autoryzacji. Wspominam o tym także dlatego, że nie odpowiadam za różne dziwne rzeczy w wywiadzie, będące prawdopodobnie efektem pracy redaktora tekstu. Ale czego można wymagać od kogoś, kto nie odróżnia "klauzuli" od "klauzury".
Przechodząc do meritum: duchowny musi być posłuszny swoim przełożonym i na emeryturę przechodzi wtedy, kiedy wymagają tego od niego kościelne reguły. Otóż rzeczywiście, moi zakonni przełożeni polecili mi powrócić do wspólnoty, co jako zakonnik przyjmuję bez komentarzy.
Nie oznacza to - bynajmniej! - mojego "odejścia" z "Tygodnika Powszechnego". Nawet, jeśli w feralnym wywiadzie takie słowo padło, odnosiło się ono do pełnionej przeze mnie funkcji redaktora naczelnego. Przełożeni zakonni nie żądają ode mnie zerwania współpracy z "Tygodnikiem" , raczej wprost przeciwnie.
Jest mi ogromnie przykro, że do publicznej wiadomości ten fakt dociera tą drogą. Jest mi niezmiernie przykro, że stało się to w wyniku nadużycia mojego zaufania (mojej naiwności?).
Tymczasem z nikim się nie żegnam! - bo od emerytury dzieli mnie kilka miesięcy. A i wtedy też żegnał się nie będę, bo w "Tygodniku" przecież pozostanę.
Ks. Adam Boniecki
Oświadczenie Wydawcy "Tygodnika Powszechnego"
Ksiądz Adam Boniecki pozostaje Redaktorem Naczelnym "Tygodnika Powszechnego" oraz Wiceprezesem zarządu spółki z o.o. Tygodnik Powszechny co najmniej do końca rozpoczętej w roku 2007 trzyletniej kadencji zarządu spółki. Upływa ona z dniem odbycia Zwyczajnego Zgromadzenia Wspólników spółki, co nastąpi najwcześniej pod koniec marca 2011 r. z udziałem Fundacji Tygodnika Powszechnego oraz Grupy ITI.
O podjętych przez to zgromadzenie decyzjach, dotyczących zmian we władzach "Tygodnika Powszechnego", Czytelnicy dowiedzą się jako pierwsi z naszych łamów.
Mam pewność, którą w moim najgłębszym przekonaniu podzielają także Czytelnicy, że nawet - posłuszny decyzjom władz zakonnych - przechodząc na emeryturę z funkcji Redaktora Naczelnego, ksiądz Adam pozostanie w samym sercu "Tygodnika" i służyć będzie pismu i jego Czytelnikom swoimi tekstami oraz swoją mądrością, rozwagą i autorytetem, pełniąc jednocześnie za pośrednictwem naszego pisma swoją ważną rolę w Kościele i w polskim życiu publicznym.
Jacek Ślusarczyk
Dyrektor Wydawnictwa
i Prezes zarządu
Tygodnik Powszechny Sp. z o.o.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















