Reklama

Najwyższe prawo, najwyższa niesprawiedliwość

Najwyższe prawo, najwyższa niesprawiedliwość

25.09.2017
Czyta się kilka minut
Antysądowy populizm wyrasta na niezrozumieniu zasad, którymi kierują się sądy. Jeśli one same nie zabiorą się za skuteczną komunikację, takie akcje jak ostatnia rządowa kampania oczerniająca mogą być coraz skuteczniejsze.
PIOTR KAMIONKA / REPORTER
O

Ostatnie decyzje Sądu Najwyższego, dotyczące Mariusza Kamińskiego i Julii Przyłębskiej, zdenerwowały wiele osób, zwłaszcza tych, które odważnie protestowały w obronie niezależności sądów. Oczekiwano, że postępowanie koordynatora służb specjalnych będzie się toczyło dalej, aż do skazania, a ono zostało zawieszone. Oczekiwano, że sąd zbada legalność powołania prezes TK, a ten stwierdził, że sprawa jest bezprzedmiotowa. W internecie pojawiły się emocjonalne wpisy, oskarżające sędziów o zdradę, tajemny układ z rządzącą partią, a w najlepszym przypadku o tchórzostwo.

Nie jest moim zamiarem oceniać decyzje Sądu Najwyższego. Były one uzasadnione literą prawa, a frustracja społeczeństwa była związana albo z rozczarowaniem, że sędziowie nie sięgnęli poza literę prawa, po jego ducha (sprawa Kamińskiego), albo z pęknięciem medialnie nadmuchanej bańki, w której sprawa sędzi Przyłębskiej...

10782

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jest chociażby instytucja wznowienia postępowania. Trudno wyobrazić mi sobie sytuację w praktyce kiedy nie można by doprowadzić w ten czy inny sposób do dwóch sprzecznych ze sobą rozstrzygnięć, z odpowiednim, bardziej lub mniej karkołomnym, uzasadnieniem. Wyroki często zapadają większością głosów składu orzekającego. Czy wtedy o wyroku decyduje prawo czy jednak mniej lub bardziej arbitralna decyzja większości?

Proszę o dodatkowe wyjaśnienia: przekroczenie terminu alpelacji dla niewinnego człowieka zagraża integralności systemu, a wielomiesięczna (wieloletnia? wieczna?) bezkarność polityków łamiących wprost konstytucję i najważniejsze zasady ustrojowe przy braku reakcji sądów tej integralnosci nie zagraża? To brzmi trochę jakby lewiatan sądowniczy był organizacja samą w sobie i sama dla siebie.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]