Reklama

Największy twardziel wśród chrząszczy

Największy twardziel wśród chrząszczy

26.10.2020
Czyta się kilka minut
Kolekcjonerzy nie mają z nim łatwo: chrząszcza Phloeodes diabolicus nie da się przyczepić szpilką do korkowej gabloty. Jego pancerz jest zbyt twardy. I tak wytrzymały, że owad może przetrwać nawet przejechany samochodem.
JESUS RIVERA / UNIVERSITY OF CALIFORNIA
I

Inżynierowie z USA i Japonii postanowili zbadać, jak to możliwe.

Pancerz zbudowany jest z elementów zachodzących na siebie niczym luźno ułożone puzzle. Pod naciskiem cała struktura układa się w ściśle przylegające warstwy. Badaczom udało się skopiować to rozwiązanie w sztucznych materiałach, co otwiera drogę do praktycznych zastosowań.

Większość chrząszczy potrafi latać. Żyjący w suchym środowisku P. diabolicus obrał inną ewolucyjną ścieżkę: jego pancerz anatomicznie odpowiada pokrywom skrzydeł u innych gatunków. Zaczął się zrastać, by chronić organizm przed utratą wody. Potem stał się świetnym zabezpieczeniem przed drapieżnikami. Dzięki temu P. diabolica dożywają dwóch lat – to kilka razy dłużej niż typowe chrząszcze. ©℗

 

Na podst. „NATURE”

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zwierzątko faktycznie wygląda, jakby przeszło przez ogień piekielny, i pewnie stąd przydomek diabolicus - w liczbie mnogiej diabolici, nie diabolica, drogi Autorze. Błąd wybaczalny wobec problemów z naukową nazwą gatunku. We wszystkich publikacjach, w tym najnowszych, będących pokłosiem artykułu w Nature, jest to Phloeodes diabolicus, ale Wikipedia upiera się, że to nazwa nieaktualna i ma być Nosoderma diabolicum. Mamy więc pierwszy kłopot z linneańską nomenklaturą: jak prawidłowo nazywa się ten rodzaj taksonomiczny? Czy Nosoderma i Phloeodes to po prostu synonimy? Winny zamieszania jest najprawdopodobniej John L. LeConte, który w artykule o nowo odkrytych przez siebie gatunkach kalifornijskich chrząszczy (Annals of Lyceum of Nat. Hist. New York, 1851) wymienił ten właśnie jako jedyny w rodzaju Nosoderma, nadając mu przydomek diabolicum. Nazwa Phloeodes w ogóle tam nie pada. Natomiast w przygotowanym o dekadę później dla Smithsonian Institute dziele "Classification of the Coleoptera of North America" tom 1, 1862, zalicza N. diabolicum (wciąż pod tą samą dwuczłonową nazwą!) do rodzaju Phloeodes jako jeden z dwóch gatunków (obok N. pustulosum), a np. N. porcatus do Pellopsis, którego nie należy mylić z rodzajem... Nosoderma, jaki w ogóle nie występuje "na naszym terytorium", czyli w Ameryce. Cały ten mętlik nazewniczy w jednym akapicie na stronie 216. Biez wodki nie razbieriosz. To nie koniec zagadek. Chrząszcz rzeczywiście występuje w pustynnych regionach Arizony i Kalifornii, ale te pierwsze okazy opisane w 1851 roku zostały znalezione w okolicach San Diego i San Jose pod korą dębu. Ponadto larwy z zasady żyją pod korą drzew, przeważnie topoli, żywiąc się nitkami grzybni w rozkładającym się drewnie, a dorosłe osobniki również nie gardzą takim pożywieniem. Gdzie są drzewa, tam chyba aż takiego dramatu z wodą nie ma. W "Nature" autorzy wymieniają "water collection and retention" tylko jako jedną z możliwych funkcji oskórka (na pewno nie u każdego z 350 tys, gatunków chrząszczy), odsyłając w przypisie do artykułu o chrząszczach pustynnych z Namibii ("bez odpowiednika gdziekolwiek indziej w świecie"), skazanych na pozyskiwanie wody z mgieł nad pozbawionymi roślinności wydmami. Skąd konkretnie Autor wziął informację, że pierwotną funkcją pancerza ze zrośniętych pokryw skrzydeł u kalifornijskiego P. d. miała być ochrona przed utratą wody? I jeszcze jedno sprostowanie: w "Nature" akurat nie piszą o wieku P. D., tam jednak, gdzie piszą, zgodnie podają 8 lat. Czy oznacza to cały cykl życiowy ze stadium larwalnym włącznie, czy długość życia dorosłego osobnika (mało prawdopodobne), to też warto byłoby doprecyzować. Ale clou tych wszystkich doniesień, czyli podpatrzenie u Matki Natury konkretnego rozwiązania technicznego (rzecz znacznie rzadsza niż się wydaje) to naprawdę coś. Pozdrawiam Autora.

zawirowania nazewnicze ciekawe, dziękuję. łacina, cóż, do powtórki. wilgoć i wiek z tekstu dziennikarskiego w Nature: https://www.nature.com/articles/d41586-020-02976-0 (takiego właśnie podpisu używamy, gdy opieramy się na informacjach z innego tekstu dziennikarskiego)

Nie ma czym się przejmować. Znajomość łaciny była przyrodnikom niezbędna w czasach LeConte'a, którego artykuł z 1851 r. poprzedzony jest tylko krótkim wstępem po angielsku, a dalej mamy 90 stron w języku... No właśnie, chciałem napisać "Wergiliusza", żeby się nie powtarzać ;), ale przecież ta łacina XVIII i XIX-wiecznych naturalistów to właściwie osobny język, ze słownictwem zaledwie latynizujacym i nierzadko swoista gramatyką. Rodzaj gramatyczny nazw bywa arbitralny, zwłaszcza w przypadku zlatynizowanych nazw zaczerpniętych z innych języków lub pochodzących od nazwisk i nazw miejscowych. Np. genus Phloeodes jest rodzaju męskiego, ale oryginalny grecki przymiotnik φλοιώδης (od φλοιός=kora) to może być równie dobrze mianownik l.p. rodzaju męskiego, jak i żeńskiego. Nosoderma z kolei na pierwszy rzut oka wygląda jak rodzaj żeński, ale pochodzi od νόσος (=choroba) + δέρμα (=skóra) i odmienia się na wzór wyrazów na -ma zapożyczonych z greki do historycznej łaciny (systema, schema, anathema), czyli wg III dekl. temat spółgłoskowy (-t), rodzaj nijaki. Liczba mnoga zatem to Nosodermata. Nic dziwnego, że Międzynarodowa Komisja Nazewnictwa Zoologicznego, zamiast odsyłać uczonych do podręczników gramatyki, wydała w tej materii proste, konkretne wskazówki: [https://code.iczn.org/formation-and-treatment-of-names/article-30-gender-of-genus-group-names/]. Ciekawym przykładem specyficznie botanicznej odmiany łacińskiej jest przymiotnik paluster. Zająłem się nim kiedyś na pewnym łacińskim forum w odpowiedzi na pytanie osoby o nicku Maggie [http://latinaomnibus.pl/forum/viewtopic.php?t=8012], a ponieważ forum od tamtego czasu zmieniło adres w sieci, musiałem wyguglać stary wątek. I zupełnie nieoczekiwanie przy okazji zidentyfikowałem z dużym prawdopodobieństwem Maggie jako panią dr Magdalenę Szczepaniak z UJ. Wygląda na to, że podniosła temat w związku z artykułem, który ukazał się niedługo potem pt. "Uwagi dotyczące nomenklatury Gladiolus palustris (Iridaceae)" [http://bomax.botany.pl/cgi-bin/pubs/data/article_pdf?id=3984]. Ot, nikomu niepotrzebne przyczynkarstwo - powie ktoś - ale w naukach na ogół (może z wyjątkiem matematyki i fizyki) przyczynki często lepiej zachowują świeżość i znaczenie od wielkich syntez. Jeśli pani Magdalena to przypadkiem przeczyta, to pozdrawiam ją po latach serdecznie.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]