Reklama

Najstarsza Europa

Najstarsza Europa

05.09.2006
Czyta się kilka minut
Podczas powitania szefa europejskiej dyplomacji Javiera Solany, który przybył do Tbilisi w styczniu 2004 roku na uroczystą inaugurację nowego prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego, Misza - jak go nazywają rodacy - z uśmiechem oznajmił: "Wy tam macie jakieś problemy z określeniem, co to jest stara Europa, a co nowa. My nie mamy takich problemów - my jesteśmy najstarszymi Europejczykami.
Siedziba władz miejskich w Gori, na dachu nowa flaga Gruzji, obowiązująca od Rewolucji Róż; przed budynkiem pomnik ziomka: Józefa Stalina /fot. W. Bartuzi
B

Była to kolejna dobitna deklaracja intencji przyłączenia się - czy może powrotu - Gruzji do świata Zachodu.

Co z tą Europą?

To Rewolucja Róż, w wyniku której Saakaszwili został demokratycznie wybranym prezydentem, stanowi głęboką jak Rów Mariański cezurę w pojmowaniu miejsca Gruzji w świecie. Nowa ekipa, która objęła władzę pod koniec 2003 r., w jednoznaczny sposób wyznaczyła kurs polityki zagranicznej: jak najszybsza integracja ze strukturami zachodnimi. W kwestiach bezpieczeństwa - przystąpienie do NATO. W kwestiach polityki i gospodarki - wejście do Unii Europejskiej oraz sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.

Dla Gruzji, pozostającej w orbicie wpływów Moskwy, to była odważna, wręcz rewolucyjna deklaracja. Obwieścili ją jeszcze w czasie "różanej" rewolucji jej liderzy, wykształceni na Zachodzie, niejednokrotnie bywalcy tamtejszych salonów, którzy zdobyli władzę pod hasłami demokratyzacji kraju i momentalnie otrzymali ogromny kredyt zaufania od zachodnich stolic. Była to też deklaracja wyjątkowa i przełomowa: a to dlatego, że tym razem, bodaj po raz pierwszy, należało potraktować ją poważnie.

Trzeba wszak pamiętać, że tego typu deklaracje były składane przy różnych okazjach przez poprzedniego prezydenta Eduarda Szewardnadzego i jego ekipę. Nikt jednak nie brał ich na serio: ani Zachód, ani Rosja, bojąca się jak ognia utraty wpływów w tym południowokaukaskim kraju, stanowiącym - jak to ujął profesor Brzeziński - "korek do butelki", którą dla Zachodu są bogate w ropę naftową i gaz państwa nadkaspijskie. Wszyscy, nawet sam Szewardnadze, zdawali sobie sprawę, że wizja członkostwa Gruzji w NATO czy w Unii jest nierealna. Prozachodnie deklaracje Tbilisi nie irytowały wtedy Moskwy, świadomej, że nawet jeśli Szewardnadze dostanie trochę więcej międzynarodowej pomocy albo odwiedzi którąś z europejskich stolic, realnie nic to nie zmieni.

Tymczasem gruzińska Rewolucja Róż wyniosła do władzy Saakaszwilego, a wraz z nim nowe pokolenie polityków. Kryterium doboru kadr w młodej ekipie polegało przede wszystkim na "nieumoczeniu" w poprzednim systemie. Saakaszwili przysięgę prezydencką złożył na grobie Dawida Budowniczego, historycznego władcy potężnej naówczas Gruzji [Dawid IV Budowniczy żył w latach 1073-1125]: król Gruzji, uważany za jednego z największych władców gruzińskich i w ogóle kaukaskich, wygnał Turków seldżuckich z kraju, a reformy armii i administracji, jakich dokonał, pozwoliły mu na zjednoczenie kraju i podporządkowanie sobie większości ziem kaukaskich; kanonizowany przez Gruziński Kościół Prawosławny - red.]. Zarazem Saakaszwili określił odzyskanie kontroli nad zbuntowanymi prowincjami i przywrócenie Gruzji Europie jako cel swojego życia.

Europa nie mogła pozostać obojętna wobec nabierających tempa w porewolucyjnej Gruzji przemian. Fiasko gruzińskiego eksperymentu oznaczałoby przekreślenie - być może na dziesięciolecia, a być może na zawsze - atrakcyjności wartości europejskich i transatlantyckich nie tylko dla Gruzji, ale także dla innych państw postradzieckich.

Z tego samego powodu - z tym że z drugiej strony patrząc - sukces tego eksperymentu zagroziłby wpływom Rosji w całym regionie.

Co z tą Gruzją, czyli odmienne stany świadomości

Europa nie mogła się nie zaangażować w gruzińskie przemiany, przyglądała się jednak aspiracjom Tbilisi z dużą dozą ostrożności. O położonej na uboczu i oddalonej od uczęszczanych szlaków Gruzji niewiele na Zachodzie wiedziano. Pozycję rankingową Tbilisi w oczach Europejczyków podniosła entuzjastyczna rewolucja - śmiała, bezkrwawa, dumna.

W czerwcu 2004 r. Bruksela zdecydowała o włączeniu całego regionu Kaukazu Południowego, czyli Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu, do powstającej wówczas Europejskiej Polityki Sąsiedztwa (to dokument programowy Unii, mający na celu wypracowanie strategii rozwoju stosunków z państwami sąsiadującymi z krajami Unii, nie zakładający automatycznego przyjęcia danego państwa do Wspólnoty, ale też nie wykluczający członkostwa kraju, który spełni wszystkie kryteria). Nie było wątpliwości, że Erewan i Baku zawdzięczają ten "awans" w stosunkach z Unią gruzińskiej Rewolucji Róż - gdyby nie triumf wartości demokratycznych w Tbilisi w listopadzie 2003 r., Kaukaz przez długie lata pozostałby na peryferiach zainteresowania Europy.

Aby asystować Saakaszwilemu i jego ekipie w przebudowie państwa, przysłano do Tbilisi na rok kilkunastu ekspertów w ramach misji "Rządy Prawa". Doradzali oni dwudziestoparoletnim gruzińskim ministrom, jak napisać od nowa niezbędne ustawy.

Współpraca, ogólnie dość owocna, nabierała nieraz cokolwiek komicznego wyrazu - zarówno "starzy", jak i "nowi" Europejczycy nie spodziewali się, że zetknięcie gruzińskiego zapału do reformowania państwa i lokalnej mentalności okaże się mieszanką wybuchową. Jednym z najciekawszych przykładów była praca nad ustawą o rzeczniku praw obywatelskich. Po otrzymaniu od odpowiedniego ministra projektu ustawy unijny ekspert złapał się za głowę: "A ten artykuł to skąd wzięliście?!". "Ten? A, to z ustawy o rzeczniku praw obywatelskich w Indonezji". "A ten, o tym, że rzecznik ma prawo do wglądu do zeznań podatkowych obywateli?!". - "Ten to chyba z ustawy stanu Alaska". Zrezygnowany biurokrata odpowiada: "No, ale przecież taka ustawa nie jest zgodna z europejskim duchem! A nawet gdyby była, to przecież jest niezgodna z waszą konstytucją!". - "Jaki dzień mamy dzisiaj? Czwartek? No to w tym tygodniu nie damy rady zmienić konstytucji...".

Ustawa niezgodna z europejskim duchem... Może w takim razie zgodna z amerykańskim? Okazało się, że Amerykanie również mają bardzo wiele pomysłów na to, jak ma wyglądać demokratyczna już Gruzja. A to zderzenie ducha europejskiego i amerykańskiego na kaukaskim cypelku Europy wywołało konflikt między Waszyngtonem a Brukselą (a w zasadzie między ekspertami obydwu stron) o wizję przemian politycznych w kraju rewolucyjnych róż.

Za przykład takiego zderzenia może posłużyć chociażby reforma sądownictwa. Bruksela sugerowała przemiany na wzór europejski. Ale sądownictwo to nie wzorzec metra przechowywany w międzynarodowym biurze miar i wag w S?vres pod Paryżem. Unia zapomniała, że jednolity wzorzec idealnego sądownictwa w duchu europejskim nie istnieje: w samej Unii wzorców jest wiele. Tymczasem Amerykanie forsowali znany wszystkim z niezliczonych filmów kryminalnych atrakcyjny z ich punktu widzenia model sądu z ławami przysięgłych.

Sprytni Gruzini chodzili natomiast od jednych ekspertów do drugich w oczekiwaniu na to, czyja oferta okaże się lepsza. Bo przecież za propozycjami nowych rozwiązań muszą iść pieniądze. A zatem - kto da więcej? Więcej z reguły dawali Amerykanie, a co szczególnie istotne - szybciej. Właśnie na europejską biurokrację i przewlekłe procedury najbardziej narzekano w Tbilisi - na decyzję o przyznaniu większej sumy trzeba czekać miesiącami, a przyjaciele zza oceanu dawali niemal od ręki. No i - jak stwierdził właściwy dyrektor departamentu w ministerstwie sprawiedliwości: "Przecież ławy przysięgłych są też w Wielkiej Brytanii, więc o co tyle szumu?".

Dwudzieste szóste państwo Unii

Gruzja w Unii już przecież jest. Takie wrażenie może w każdym razie odnieść nieświadomy miejscowych realiów i nieobyty w świecie zachodni turysta. Po pierwsze - przylatuje do Tbilisi samolotem z Frankfurtu, Wiednia, Pragi czy Rygi (bo z Warszawy bezpośredniego połączenia nie ma i nie wiadomo, czy kiedyś będzie), wysiada, pokazuje siedzącemu w szklanym pudełku "pogranicznikowi" paszport i już jest w Gruzji. Wizy nie trzeba, kontrola jest szybka i nieuciążliwa. Welcome to Georgia.

Wsiada więc w taksówkę do centrum i patrzy przez okno: na każdym budynku rządowym unijne flagi powiewają dumnie obok gruzińskich flag państwowych. Rondo, przez które przejeżdża w drodze z lotniska, ma w centrum piękny kwietnik, na którym misterna kompozycja z kwiatów tworzy czerwono-białą flagę nowej Gruzji z krzyżami świętego Jerzego i niebieską flagę Unii z żółtymi gwiazdami. Pewien dysonans poznawczy stanowi może tylko fakt, że ulica prowadząca z lotniska do miasta nosi imię George'a W. Busha. Ale to niuans.

Turysta zapewne nie ma pojęcia, że prezydent Saakaszwili kocha populizm (to taka maleńka słabość potężnego Miszy). Flagi unijne na budynkach rządowych, merostwach, urzędach na prowincji przypominają społeczeństwu strategiczny cel, ku któremu Gruzja podąża. Nikt ani na chwilę nie może zapomnieć o tym celu: prezydent odbywa konferencje prasowe czy wygłasza orędzia do narodu obowiązkowo na tle obu flag: tej państwowej i tej unijnej. Wzorem prezydenta czynią tak również ministrowie, wzorem ministrów ich zastępcy. W celu promowania turystyki i zachęcania zachodnich biznesmenów do przyjeżdżania do Gruzji, w czerwcu zeszłego roku Tbilisi jednostronnie zniosło obowiązek wizowy dla obywateli państw Unii, Szwajcarii, Norwegii, USA, Kanady i Japonii.

No i postawiono na język angielski - też po to, żeby być bliżej Europy (choć Gruzja jest przecież oficjalnie jej częścią, i to najstarszą). Angielski widać coraz częściej na ulicach czy przy drogach. Wcześniej większość napisów była po rosyjsku i po gruzińsku (Gruzini mają własny alfabet, niepodobny do innych). Dziś drogowskazy wypisane są w języku gruzińskim i alfabetem łacińskim. Rosyjski ciągle się spotyka, ale już nie tak często.

Postawiono też na staroeuropejskie tradycje. Zdziwił się bardzo Javier Solana, że są gdzieś na świecie jeszcze starsi Europejczycy niż w "starej" Europie. Zdziwił się również, gdy w czasie uroczystej inauguracji Miszy zagrano Beethovenowską "Odę do radości", hymn Unii Europejskiej. Ale jako wytrawny dyplomata, nic nie dał po sobie poznać.

Zmiany fundamentalne, ale czy trwałe?

Nadrzędnym celem Brukseli wobec Gruzji jest dziś asystowanie temu państwu w reformach tak, aby stworzyć podstawy zrównoważonego rozwoju, w duchu wartości europejskich.

I rzeczywiście: skala reform politycznych, gospodarczych i społecznych, jakie dokonują się w Gruzji po Rewolucji Róż, nie ma precedensu w regionie. Gruzja jest najszybciej zmieniającym się obecnie państwem Wspólnoty Niepodległych Państw - ciągle jeszcze należy do tego postradzieckiego pokracznego tworu, choć gruziński parlament periodycznie wierzga i przegłosowuje uchwały o wyjściu z nieudolnej wspólnoty, zdominowanej przez Rosję.

Tylko czy te zmiany mają charakter trwały? Czy społeczeństwo jest na nie gotowe? Bo chodzi tu przecież nie tyle o powierzchowny lifting polityczny, ile o przeoranie świadomości.

Przykład fali krytyki, jaka przetoczyła się przez kraj po ogłoszeniu projektu ustawy o przeciwstawianiu się przemocy w rodzinie, wskazuje, że nie wszystkie zamierzone zmiany pójdą jak po maśle. Otóż amerykańscy eksperci z jednego z prestiżowych ośrodków w USA napisali dla Gruzinów tekst tej ustawy. Jeżeli jej przepisy wejdą w życie, to już nie będzie można bezkarnie bić żony, dręczyć psychicznie męża czy znęcać się nad dziećmi (obecnie niby też nie można, ale...). Mają powstać specjalne ośrodki dla ofiar takich przestępstw (obecnie to wykroczenie), domy samotnych matek, ośrodki zatrzymań dla sprawców.

Ale ustawa nie podoba się wyborcom. Opinię, że "nie będzie mi prezydent mówił, co mam robić w domu", można usłyszeć w większości miejsc, w których spotykają się mężczyźni, aby przy słynnym gruzińskim winie debatować nad pędzącą rzeczywistością.

Kaukaz to Kaukaz, dom to rzecz święta.

Głowy Stalina znad pianina

A przeoranie świadomości społecznej jest wyzwaniem nie lada. W gruzińskich głowach i sercach krzyżują się różne sposoby myślenia, różne miłości do różnych idoli, różne dążenia i tęsknoty.

Na ulicach gruzińskich miast ciągle jeszcze można znaleźć choćby świadectwa wielkiego sentymentu dla rodaka, "Ojca Narodów" - Józefa Stalina. Jego pomnik w Gori stojący pod siedzibą merostwa jest większy niż figura świętego Jerzego (patrona Gruzji) na kultowym Placu Wolności w Tbilisi. Ale z drugiej strony, na stoiskach z pamiątkarską tandetą na tbiliskim odpowiedniku Pól Elizejskich - czyli na Alei Rustawelego - portretów Stalina i pamiątek po Sowietach jest znacznie mniej, niż było jeszcze dwa lata temu. Gruzini, mówiąc o swej tożsamości, chętniej nawiązują do dawnej historii, do lat świetności za panowania legendarnych władców: wspominanego już tu Dawida Budowniczego czy Tamary - niż do czasów sowieckich [Tamara - królowa Gruzji, żyła w latach 1160-1213, okres jej panowania uznawany jest za "złoty wiek" Gruzji; święta prawosławna i katolicka - red.].

Walcowanie różnych historycznych warstw świadomości zapewne potrwa jeszcze bardzo długo. A budowa zasobności zbiedzonej ostatnimi dziesięcioleciami Gruzji również nie pójdzie jak z płatka.

Gruzinom należałoby w tej sytuacji zadedykować motyw ze znanej piosenki Wojciecha Młynarskiego: "Nic że droga wyboista, ważne, że kierunek słuszny...".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Od 1992 r. związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]