Nad Europą

Nad Europą

31.10.2017
Czyta się kilka minut
Skąd bierze się nienawiść? Aby poróżnić człowieka z człowiekiem, nie potrzeba wiele. Wystarczy wsunąć między nich krzywe zwierciadło.
ARTYOM GEODAKYAN / TASS / FORUM
O

Ofiara jako zagrożenie

Wiosną 1999 r. wciąż trwała wojna w Kosowie. Uciekając przed czystkami etnicznymi, granice Kosowa opuściły setki tysięcy ­Albańczyków.

Schronienia szukali w całej Europie, także w Polsce. 9 maja w Filharmonii Krakowskiej odbył się Nadzwyczajny Koncert Charytatywny „Kraków dla Kosowa”, podczas którego zbierano środki na pomoc dla uchodźców. Wzięli w nim udział wybitni artyści, m.in. Danuta Michałowska, Anna Polony, Elżbieta Towarnicka, Jerzy Stuhr i Jerzy Trela. Organizatorka koncertu Anna Dymna poprosiła ks. Józefa Tischnera o kilka słów, które można by odczytać w trakcie koncertu.

27 kwietnia faksem z Londynu przyszedł zamówiony tekst. ­Tischner dał mu tytuł „Nad Kosowem”. W dołączonym liście napisał: „Droga Pani Aniu! Tekst ma kilka punktów. Można więc albo przeczytać go w całości na samym wstępie, albo w trakcie koncertu punkt po punkcie. Można także wybrać część najbardziej odpowiednią, a resztę pozostawić. Proszę zrobić wedle uznania. Łączę wiele serdeczności prosto spod lampy radiologicznej, przy pomocy której chcą mi zrobić aureolę, ale na szczęście aureola nie chce się trzymać. Duchem jestem z Wami. Ks. Józek”.

Tekst Tischnera przypomina o tym, że był taki czas, kiedy byliśmy bardziej solidarni z ­ofiarami wojen. Zwraca też uwagę na to, co jest najgłębszą przyczyną obojętności, niechęci, wreszcie – nienawiści. Jest nią fałszywy obraz drugiego. Patrzę na ofiarę, a widzę kogoś, kto mi zagraża. Patrzę na ludzi w ucieczce, a widzę agresorów. Dlatego zaraz obok przykazania: „Nie zabijaj” Tischner stawia drugie: „Nie będziesz dawał fałszywego świadectwa”. Dopóki mnożą się „fałszywe świadectwa”, powrót do etyki solidarności jest niemożliwy. ©
Wojciech Bonowicz

1.

„Ludzie ludziom zgotowali ten los”. To słynne zdanie Zofii Nałkowskiej, wypowiedziane nad komorami gazowymi z okresu drugiej wojny, było w swej bezkompromisowej prostocie prawdziwym objawieniem. Budowniczym komór gazowych szło bowiem o to, by przekonać świat, że to nie „ludzie ludziom”. To raczej „nadludzie” oczyszczają ludzkość z „podludzi”, którzy stali się zwyrodnieniem ludzkości. Znamienne, że argumentacja tego typu wciąż się powtarza. Gdy mówi się, że Serbowie niszczą Albańczyków, Albańczycy Serbów, Tutsi Hutu i Hutu Tutsi, wtedy człowiek – człowiek jako taki, po prostu: człowiek – pozostaje gdzieś w oddali i rozpływa się we mgle nieokreśloności. Niejeden myśli: „Zawsze tak było, narody niszczyły się od niepamiętnych czasów”. I tak przed naszymi oczami wije się spirala przemocy bez wyraźnego początku i wyraźnego końca. Kto zdoła ją zatrzymać? Wydaje się, że w każdym razie nie my. Widok takiej spirali wtrąca nas w stan obojętności. Mówimy: „Cóż mamy począć?”.

Ale oto przychodzą słowa pisarki: „Ludzie ludziom...”. Oczywistość tego odkrycia unieważnia wszelkie złudzenia i przekłamania. Nie ma „nadludzi” i „podludzi”. Są ludzie. Albańczycy, Serbowie, Niemcy, Polacy, Rosjanie, Żydzi, Tutsi i Hutu – oto ludzie. Jak się to dzieje, że ludzie ludziom gotują ten los? Jak dochodzi do tego, że znika naturalna wspólnota międzyludzka, a jej miejsce zajmuje niszcząca wszystko i wszystkich nienawiść? Może nigdy nie będziemy tego wiedzieć do końca. Nie znaczy to jednak, abyśmy nie mieli stawiać pytań.

Dlaczego ludzie ludziom gotują ten los?

2.

Jednym z wyjaśnień tragedii jest teoria „krzywych zwierciadeł”, wywodząca się z ducha kartezjanizmu. Aby poróżnić człowieka z człowiekiem, nie potrzeba wiele. Wystarczy wsunąć między nich krzywe zwierciadło. Odbita w takim zwierciadle twarz bliźniego jest wykrzywiona. Bliźni jest zawsze gorszy, niż sobie wyobrażamy, jest zakłamany, podstępny, zły. Moja twarz także wygląda jak ­wykrzywiona. Ja widzę wykrzywioną twarz bliźniego, bliźni widzi moją wykrzywioną twarz. Wtedy jakiś cichy, wewnętrzny głosik mówi nam: „Prostujcie się”. I tak się zaczyna. Człowiek „prostuje” człowieka. Może nawet jest przekonany, że w ten sposób Bogu wyrządza przysługę.

Ale wtedy właśnie, aby przerwać spiralę przemocy, rysuje się zadanie odejścia od zwierciadeł. Trzeba odwrócić się, odejść, rozbić wykrzywione lustra. Trzeba spojrzeć bezpośrednio i samemu stać się bezpośrednim. Trzeba mieć „oczy ku widzeniu i uszy ku słyszeniu”. Trzeba pokazać twarz i spojrzeć w twarz. Wtedy być może odkryje się to, co ludzkość odkryła przed wiekami i co nosi w swej pamięci nawet wtedy, gdy o tym nie chce wiedzieć. Odkryje idące z twarzy innego, wyzwolone ze złudzeń i przekłamań, proste i mocne wyzwanie: „Nie będziesz dawał fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. Ono jest jak uderzenie pioruna w ciemną noc. Ono otwiera na prawdę.

3.

Może jednak być jeszcze inaczej. Pamiętamy opowieść o Kainie i Ablu. Dlaczego Kain zabija Abla? Nie dlatego, że Abel jest zły i zagraża jego istnieniu. Wręcz przeciwnie. Abel ginie na skutek swej dobroci. Abel staje się wybrańcem Boga. Oznacza to, że wybrańcem nie jest i nie może być Kain. W Kainie lęgnie się zawiść. Zawiść jest nienawiścią skierowaną do bliźniego nie z racji jego złości, lecz z racji jego dobroci. Człowiekowi wydaje się, że bliźni – jakiś brat Abel – okradł go z jego dobra, z jego miłości. Gdyby nie Abel, wszystko byłoby inne. Bóg nie miałby wyjścia i musiał przyjmować ofiary Kaina. Wydaje się, że można zmusić Boga do miłości grzeszników, zabijając Jego świętych.

Logika nienawiści jest tu prosta: im lepiej, tym właśnie gorzej. Jeśli Albańczycy są w czymkolwiek lepsi od Serbów, tym gorzej dla Albańczyków. Albańczycy mają liczne potomstwo. Nie ma większego niebezpieczeństwa niż liczne potomstwo. Już Herod zdawał sobie z tego sprawę. Naprawdę wielkim niebezpieczeństwem ludzkości nie są potomkowie Kaina, lecz Abla. To w nich musi uderzyć nienawiść.

W takich przypadkach nie jest już możliwa obrona przez dowód niewinności. Nie ma bowiem większej winy niż właśnie niewinność. Wtedy też świat staje się piekłem człowieka. Mieszkańcy piekła nie spoczną, dopóki nie zmuszą wszystkich i nie utopią wszystkich w jednej wielkiej zbrodni. Chodzi o to, by zatarły się wszelkie granice między katem a jego ofiarą.

Dopiero w takim piekle pełnego sensu nabierają słowa: „Nie zabijaj”. Niezależnie od wszystkiego, od przyjętych lub odrzuconych ofiar, od powikłań twojej miłości, od bólu zawiści – nie zabijaj. Zawsze można znaleźć wiele powodów do zabijania. Strach odznacza się w tej dziedzinie niezwykłą twórczością. Trzeba zatrzymać tę twórczość. Nie spieraj się sam ze sobą i przeciwko sobie. Po prostu: „Nie zabijaj”.

4.

Podczas drogi krzyżowej, która zaprowadziła Chrystusa na Golgotę, wydarzyło się coś, co pozornie nie miało większego znaczenia dla całości rozgrywającego się tam dramatu. Oto w pewnym momencie zbliżyła się do Jezusa św. Weronika i wytarła Mu twarz z krwi, potu i kurzu. Czy przyniosło to ulgę cierpiącemu? Z pewnością jakąś ulgę przyniosło, ale nie była ona znacząca. Cóż może znaczyć otarte z brudu oblicze wobec bólu całego ciała? A jednak był to znaczący gest. Dowodził przede wszystkim tego, że Weronika nie uwierzyła w oskarżenia, jakie skierowano pod adresem skazańca. To był i jest człowiek. Gest ten rozbijał krzywe zwierciadła, jakimi go otoczono. Demaskował racje Kaina i unieważniał jego lęki. Krzyżowano niewinnego. Tradycja mówi, że na chuście, którą św. Weronika otarła święte oblicze, pozostało wierne tego oblicza odbicie.

Gest św. Weroniki urasta w naszych okolicznościach do miary znaczącego symbolu. Mamy wokół siebie ludzi umęczonych, wypędzonych, katowanych, którym wcześniej odebrano prawo do posiadana ludzkiej godności. Ludzie ci to odpryski kręcącej się spirali nienawiści. Gdzie jest początek spirali, gdzie może być koniec? Tego nie wiemy. Wiemy jednak, że aby mógł nastąpić koniec, musi pojawić się jakaś św. Weronika, która spod złoża przesądów i złudzeń wydobędzie na jaw człowieczeństwo umęczonych.

Czyż gest św. Weroniki nie jest szczególnym zadaniem sztuki? Sztuka dobrze zna różnorodność masek, jakimi otacza się człowieczeństwo człowieka. Rozbijanie tych masek uważa za swe powołanie, swój los. Sztuka jest jednym wielkim krzykiem o prawdę człowieka. Mówi się: „Gdy grzmią armaty, muzy milczą”. Ale to nieprawda. Gdy grzmią armaty, głos muzy uzyskuje niezwykłą siłę przekonania. Dopiero wtedy można zrozumieć: „nie dawaj fałszywego świadectwa”, „nie zabijaj”, a także – że to nie kto inny, lecz „ludzie ludziom gotują ten los”.

Zgromadziła nas tutaj sprawa Kosowa. Ważne jest, abyśmy zobaczyli głębię tej sprawy. Niewątpliwie chodzi o pomoc materialną. Ale w tym przypadku materia ma także stronę duchową. Pomagając bliźnim, potwierdzamy prawdę o człowieku, o jego człowieczeństwie – tę prawdę, której świat potrzebuje dziś bardziej niż chleba. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

-nie chowaj zapalonej lampy pod koszem. W powyższym artykule oddaje się głos tzw. "ksiedzu Tischnerowi", a pomija się światłą myśli teologii narodu głoszonej przez ks.prof. Czesława Bartnika. Brakuje katolickiego głosu Ojca Dyrektora nawołującego, że to Polska Ponad Wszystko. A gdzie głos świeżej młodości płomiennego proroka i kapłana Sprawy Narodowej, porywajacego za sobą rzesze młodych patriotów, a który wołał, by oczyszczać wspólnotę Ziemi i Krwi z nierządnego elementu, odważnie naznaczając go stygmatem ogolonej głowy. Przemilczani, pomijani, szykanowani, suspendowani...Biada ci Jeruzalem zabijająca swoich proroków...Odwiedzacie Jasną Górę-przybytek Królowej Polski, a uprawiacie nierząd z bożkiem kosmopolityzmu, toleracji, ekumenizmu i żydofilstwa. Spadnie na was kara-MANE TEKEL FARES

-jakby co...

Załóżmy że jedynymi ludzkimi dylematami, to problemy czysto techniczne, w żaden sposób nie powiązany z wszelkiej maści "…giami" , cóż się dzieje? Dochodzimy do wniosku że (pewna) sytuacja jest do rozwiązania obecnie, w odległej przyszłości ( jak to dzieje się w przypadku opracowaniem lotów kosmicznych), lub jest nierozwiązywalna - ale jako rozumne istoty godzimy się z faktami, przechodząc do kolejnych spraw. W grze nieistotny jest czynnik religii, montaż paneli słonecznych i ich użytkowanie będzie przebiegało identycznie, bez względu czy montażyście będzie wydawało się że "jego prawdy objawione" są istotniejsze od "świętych" tekstów sąsiada. Problemem jest niestety sama religia, i jej ciągła (nad)interpretacja. Teologowie prześwietlają każdą drobinę tekstów pod "mikroskopem" tym samym usilnie nie zauważając cóż dzieje się w skali makro… a dzieje się. Dwa graniczące ze sobą kraje, lub sąsiadujące ze sobą społeczeństwa (odmienne religijnie) to, stale tlący się lont. To zarzewie, "źródło wszelkiego zła" jak mawiał pewien znany biolog… czyste niebezpieczeństwo dla samych zainteresowanych, jak i kolejnych pokoleń mieszkających w takich punktach. Religia, jest tożsama z problemem. Nie mam pojęcia jak takiej OCZYWISTOŚCI można nie zauważać?

Są tacy co uważają, iż to Szatan rozsiał religie po świecie, na złość Panu Bogu. A że ludzie wielu 'oczywistości' nie dostrzegają albo pokracznie je interpretują? No cóż, 'człowiek' to bardzo nieudany model, jakiś Boży prototyp czy błąd w sztuce - niewykluczone, iż w kolejnych podejściach uda się Mu (teMu z koanu?...) coś sensowniejszego sklecić?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]