Reklama

Muszla i morze, czyli nowa „Dogmatyka"

Muszla i morze, czyli nowa „Dogmatyka"

21.04.2006
Czyta się kilka minut
We wrześniu 1983 roku spotkałem się we Francji ze zmarłym rok temu Paulem Ricoeurem. Zapytałem go między innymi, czy czuje się bardziej filozofem, czy teo­logiem. "Jestem oczywiście filozofem - odpowiedział. - Ale filozofem, który nie potrafi wziąć w nawias swojej wiary chrześcijańskiej. Jak bowiem można filo­zofować na takim poziomie abstrakcji, w oderwaniu od tego, co ży­ciowo istotne, ważne?.
Benozzo Gozzoli, "Św. Augustyn czytający listy św. Pawła", fresk w San Gimignano (1464-65)
"

"Jest jeszcze coś - mówił dalej Ricoeur - na co zwrócił mi uwagę Henri Marrou, wielki znawca św. Augustyna. W Hipponie, algierskim Annaba, odkopano fragmenty świąty­ni, w której Augustyn wygłosił większość swoich kazań. Kilkanaście metrów na kilkanaście... Proszę powiedzieć, czy Augustyn, głosząc te kazania, pisząc komentarze do Biblii i »Wyznania«, jeden z najznakomitszych przykładów narracji o ludzkim przeżywaniu czasu, zastanawiał się nad tym, czy jest filozofem, czy też teologiem"?

Potem, odchodząc nieco od tematu, dorzucił: "Niech ksiądz zwróci uwagę, jakie tematy podejmował Augustyn w swoich kazaniach. Łaska, grzech, natura, tożsamość Chrystusa, bycie chrześcijaninem... I ci ludzie go rozumieli, słuchali i fascynowali się jego mowami. Jak bogata musiała być ich kultura filozoficzna i teologiczna".

Sześć tomów, a jednak tylko muszla...

Ta sama myśl krążyła mi po głowie, gdy w wydanym właśnie pierwszym tomie "Dogmatyki »Więzi«" (wydawnictwu życzę, żeby ta nazwa się utrwaliła) czytałem długą opowieść ks. Grzegorza Strzelczyka o Nestoriuszu i jego problemach z przyznaniem Maryi tytułu Bogurodzicy, o zdejmowaniu z pałaców cesarskich w Konstantynopolu wizerunku Chrystusa i zastępowaniu go zwykłym krzyżem, o tym, jak Jan Damasceński dochodził do tego, że u podstaw jedności działania Chrystusa leży jedność Jego osoby, która po Wcieleniu wyraża się przez obie natury. Wiara i kultura teologiczna tamtych ludzi kształtowała ich biografie, angażowała wszystkie siły, pozwalała przetrwać okrucieństwo dziejów.

To do tamtej kultury odwołujemy się po tylu wiekach, gdy niemal bezwiednie powtarzamy: "Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu". Z prawdą Bożą, z dogmatem jest jednak tak, że nie wystarczy go powtarzać. Trzeba nim żyć i wokół niego kształtować kulturę. Trzeba to czynić tym bardziej, gdy czasy - jak przypomina Józef Majewski - są dogmatom niechętne, a "myślenie »bez dogmatu« uchodzi za kryterium autentycznej mądrości".

Polska kultura chrześcijańska od dziesiątków lat cierpi na brak podręcznika akademickiego z zakresu dogmatyki; podręcznika, którego autorami byliby polscy teologowie, znający rodzime realia historyczno-kulturowe i religijne, i uwzględniający je w swoim wykładzie. Wielotomowa "Dogmatyka" ks. Wincentego Granata, powstała na przełomie lat 50. i 60. zeszłego wieku, jest świadectwem wielkiego zrywu świętego teologa, rektora KUL-u i mistrza naszych mistrzów: Nossola, Napiórkowskiego i Hryniewicza. Dzisiaj jednak ma przede wszystkim wartość historyczną. Dlatego z wdzięcznością i nadzieją trzeba powitać inicjatywę Biblioteki "Więzi", aby wydać nasz własny podręcznik teologii dogmatycznej.

Dzieło, jak zapowiadają redaktorzy: Elżbieta Adamiak, ks. Andrzej Czaja i Józef Majewski, będzie się składać z sześciu tomów, obejmujących całość klasycznych działów (traktatów) dogmatyki. Pierwszy trzymamy właśnie w ręku, dwa następne ukażą się w 2006 roku, a kolejne zaplanowano na 2007. Są skierowane do alumnów seminariów, do przyszłych katechetów i prawdziwych pasjonatów, którzy od lat, nie zważając na pełne troski pytania ("co ty po tej teologii będziesz robić?") i złośliwe komentarze ("na księdza Pani się uczy?"), pochylają się na naszych uniwersytetach nad greką i łaciną, unią hipostatyczną i tutioryzmem, Ratzingerem i Salijem, papieską wizją rodziny i środków społecznej komunikacji.

Twórcy podręcznika należą do średniego i młodszego pokolenia polskich dogmatyków. Pracują pod auspicjami starszych: abp. Alfonsa Nossola, bp. Jacka Jezierskiego, o. Stanisława C. Napiórkowskiego i ks. Jerzego Szymika, którzy tworzą radę naukową całego przedsięwzięcia. Autorami poszczególnych tomów są księża, ojcowie zakonni i - chyba po raz pierwszy u nas - świeccy. Reprezentują wszystkie znaczące środowiska teologiczne w kraju. Są zakochani w swojej dyscyplinie, co Józef Majewski, mąż Darii i ojciec Nataszy oraz Antoniego, wyznaje wprost: "naprawdę można zakochać się w dogmatach". Są też pokorni, czego wyrazem motyw muszli, pojawiający się jako znak rozpoznawczy na okładce i stronie tytułowej.

Muszla przywodzi bowiem na myśl św. Augustyna, który ujrzał we śnie dziecko, próbujące za pomocą muszelki przelać wody morza do dołka wykopanego w piasku. Morzem, przypomina Józef Majewski, jest niezgłębione misterium Boga, muszelką - teologia. Majewski pisze nawet o "muszelkowej naturze teologii". Ten sam symbol znalazł się w herbie Benedykta XVI. Może muszla na okładce nowej polskiej dogmatyki jest kolejnym znakiem naszego pragnienia, by towarzyszyć pokornej posłudze Piotrowej wielkiego współczesnego teologa?

Bóg "przedmiotem"?

Wszystkich, którzy nie wiedzą jeszcze, w jakim sensie teologia jest nauką, zachęcam do przeczytania "Wprowadzenia do teologii dogmatycznej" pióra Józefa Majewskiego. Współcześnie za naukę uważa się metodyczne badanie rzeczywistości empirycznej. Jeśli jednak naukowe miałyby być tylko twierdzenia, których sensowność da się zweryfikować na podstawie doświadczenia, to co z samym tym twierdzeniem? Przecież nie poddaje się ono takiej weryfikacji! I dlaczego ciągle stawia się pytania o naukowy charakter teologii, a nie zadaje się ich w stosunku do estetyki czy literaturoznawstwa?

Naukowość, przypomina Majewski, w przypadku teologii oznacza: metodyczne, systematyczne badanie i rozwijanie poznanej w wierze rzeczywistości Bożego Objawienia oraz jej odbicia w życiu i doświadczeniu społeczności Kościoła. Gdy Bóg daje się poznać człowiekowi, nie udziela mu samych komunikatów, lecz daruje siebie, wypełnia sobą, swoim zbawieniem. Wiara, którą przyjmuję Jego darowanie się, staje się doświadczeniem ogarnięcia, przylgnięciem do Niego w poczuciu, że Boża bliskość ocala, przy całej świadomości niepojętości tajemnicy. Teologię można zatem rozumieć bardzo prosto - jako refleksyjny wyraz mojej, Twojej wiary.

Czy w takim razie Bóg może być "przedmiotem" teologii? Majewski zaznacza, że jeśli już chcemy używać tej terminologii, to dla ścisłości należałoby w tym przypadku posługiwać się cudzysłowem. Polskie słowo "przedmiot" wiernie oddaje bowiem sens łacińskiego obiectum, które zostało złożone z przyimka ob, oznaczającego "przed", i iacere - "rzucać, kłaść". Przedmiot to zatem coś, co "kładzie się przed", co "przed się stawia", a tym samym co można obserwować, badać. A przecież Boga nie da się tak "przed-stawiać".

Co może również oznaczać - i Majewski wyraźnie to podkreśla - że teologia skazana jest na zmaganie się o przynależność do królestwa nauk: jest dyscypliną mądrościową, ma charakter mistagogiczny - wprowadza w nieskończone misterium Boga. Oznacza to także zadanie oczyszczania się z tego wszystkiego, co może podważać jej status poznania systematycznego i krytycznego.

Miłość trudna a konieczna

Jak w tym kontekście polscy dogmatycy widzą swoją dyscyplinę? W podręczniku jest ona rozumiana jako nauka teologiczna, która zajmuje się metodyczną interpretacją całokształtu wiary w historycznie ogłoszone słowo Objawienia Bożego, przyjętego i przekazywanego w wiążącym sumienie katolika nauczaniu Kościoła, oraz refleksją nad doświadczeniem chrześcijańskim w określonym czasie i określonej kulturze.

Kluczową sprawą staje się dzisiaj podejście teologii do "wiążącego sumienie katolika nauczania Kościoła", jej relacja do nauczania papieża, soborów i kolegium biskupów, czyli - jak przywykliśmy mówić bodaj od XIX wieku - Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Niektórzy widzą w jego istnieniu zagrożenie dla poszukiwań teologicznych. Majewski przedstawia tę sprawę inaczej. Magisterium - podkreśla - stanowi wewnętrzny element twierdzeń teologicznych. Problem w tym, żeby obie strony prowadziły rzeczową rozmowę, unikały małostkowości i nie bały się trudnych zagadnień. Autor "Wprowadzenia" wyraźnie pokazuje, jaką trudność stanowi na przykład promowana za pontyfikatu Jana Pawła II forma nauczania, polegająca na tym, że papież aktem, który nie angażuje jego Magisterium uroczystego (ex cathedra), może stwierdzić istnienie prawdy nieomylnej na tej zasadzie, że deklaruje, iż wszyscy biskupi rozproszeni po świecie, w przeszłości i dzisiaj, są zgodni co do konkretnego nauczania.

Podejmując kwestię interpretacji orzeczeń dogmatycznych, Majewski zwraca uwagę na kilka podstawowych reguł, ważnych - dodajmy - nie tylko dla studenta teologii, ale także na przykład dla głosiciela i słuchacza niedzielnych kazań. Należy więc: 1. ustalić kwalifikację teologiczną tego nauczania (na przykład, czy chodzi o ogłoszenie nauki wiążącej sumienie katolika, czy też o ostrzeżenie kierowane pod adresem pewnej nauki); 2. odróżniać treść orzeczenia od argumentacji w niej zawartej (choćby na temat niedopuszczania kobiet do święceń); 3. uwzględnić rodzaj literacki (jeśli hiperbole są do przyjęcia w Piśmie Świętym - pyta kard. Avery Dulles SJ - to dlaczego boimy się zauważać je także w oświadczeniach kościelnych?); 4. ustalić wizję świata stojącą za danym orzeczeniem (nie należy uważać za wiążącą wizji historycz­nej, która jest zakładana przez ten dogmat, ale która nie jest w nim nauczana. Wierzących obowiązuje na przykład nauka o grzechu pierworodnym, ale nie oznacza to wcale, że obowiązuje ich konkretna wizja prapoczątków ludzkości);

5. ustalić, na jakie pytanie odpowiadało dane orzeczenie, uwzględniając jego kontekst; 6. uwzględnić hierarchię prawd, czyli ich związek z podstawą wiary, nie zapominając, że należy przyjmować z tą samą wiarą wszystkie dogmaty.

Reguły te najowocniej udało się zastosować w dialogach ekumenicznych. W rezultacie trzy kwestie dogmatyczne, które w przeszłości stały u źródeł tragicznych rozłamów w chrześcijaństwie, dzisiaj okazały się komplemen­tarnymi ujęciami prawd wiary. Chodzi o sprawę domniemanego monofizytyzmu tzw. Kościołów przedchalcedońskich (ważny czynnik rozpadu chrześcijaństwa w V wieku), o spór wokół Filioque, który przyczynił się do podziału chrześcijaństwa w wieku XI, i o naukę o usprawiedliwieniu, jedną z głównych przyczyn podziału Kościoła w wieku XVI. Uzgodnienia ekumeniczne w tych sprawach potwierdzają nadzie­ję, że reinterpretacja spornych dogmatów jest możliwa.

Niezwykła przygoda chrystologii

Ks. Grzegorz Strzelczyk z Uniwersytetu Śląskiego, autor traktatu chrystologicznego, kreśli najpierw jego przejrzysty program. Osoba Jezusa Chrystusa - stwierdza - jest nam dostępna poprzez świadectwa, których część (Nowy Testament, orzeczenia dogmatyczne) ma charakter wiążący dla chrześcijanina. Ale na świadectwach sprawa się nie kończy: pokolenia wierzących wciąż przeżywają obecność Jezusa Chrystusa. Oznacza to, po pierwsze, że w chrystologii nie mamy do czynienia z "relikwiarzem" źródeł, ale z żywą rzeczywistością. A po drugie, że powinna ona "utrzymywać dynamiczny kontakt z życiem wiary konkretnych chrześcijan, do których jest skierowana - ma bowiem pomagać im w zrozumieniu własnego doświadczenia". Jej zadaniem staje się prześledzenie tego, jak, począwszy od Nowego Testamentu, dokonywał się historyczny rozwój pojmowania tożsamości Jezusa Chrystusa.

Pierwszy rozdział, "Chrystologia Nowego Testamentu", rozpoczyna się tak: "Nowy Testament stanowi świadectwo pewnego etapu dojrzewania świadomości chrystologicznej. Etap ten obejmuje mniej więcej okres drugiego pięćdziesięciolecia I wieku". Myślę, że dzisiaj można "zaryzykować" tezę bardziej konserwatywną: Nowy Testament stanowi świadectwo dojrzewania świadomości chrystologicznej pierwszych uczniów i wspólnot, gromadzących się wokół Jezusa Chrystusa. Już w pytaniach, które stawiali oni Cieśli z Nazaretu, i w zapisach ich świadectw kształtuje się pierwsza sieć przekonań na temat tożsamości Jego osoby.

Temat ten znajduje explicite swój wyraz w cytowanych przez św. Pawła hymnach i wyznaniach z pierwszych dziesięciu, może dwudziestu lat po Śmierci i Zmartwychwstaniu, na przykład w Credo z 1 Kor 15, 3b-5, i w hymnie z Flp 2, 6-11, szeroko zresztą (w przeciwieństwie do Credo) omówionym w podręczniku. Później na te warstwy nałożyły się redakcje i ujęcia teologiczne, dokonywane istotnie w drugim pięćdziesięcioleciu I wieku. Ich owocem jest Nowy Testament.

Wspomniane ujęcia dotyczyły m.in. podejścia do Starego Testamentu. Ks. Strzelczyk zasadnie twierdzi, że z czasem ukształtował się wśród wierzących zbiór mesjańskich zapowiedzi, "dobrany" w świetle osoby i dzieła Jezusa. W zbiorze tym przecinały się i zbiegały rozmaite tradycje, a ideą jednoczącą stało się przeświadczenie, że w Jezusie urzeczywistniła się nowa i zarazem definitywna interwencja Boga w historię Izraela, a przez niego w historię świata.

Czynników, które wpłynęły na ukształtowanie się chrystologii Nowego Testamentu, było zresztą więcej: pytanie o tożsamość Jezusa poprzez doświadczenie Jego ziemskiego życia i wydarzeń paschalnych; odczytanie Starego Testamentu w świetle tego doświadczenia; potrzeba głoszenia wiary w środowiskach żydowskich i w środowisku hellenistycznym, czyli - jak ciekawie pisze autor - "poza ochronną strefą mentalności monoteistycznej"; polemika ad intra i ad extra.

Wyłaniającą się z Nowego Testamentu tożsamość Jezusa Chrystusa ks. Strzelczyk przedstawia z perspektywy Jego pochodzenia, z perspektywy życia publicznego i z perspektywy wydarzeń paschalnych. W tych trzech perspektywach klarownie ukazuje tytuły: Syna Człowieczego, Syna Bożego (tylko przez pomyłkę zapewne, omawiając relację do Ojca, pomija ważny tekst Ewangelii św. Marka: 14, 36), Pana i Chrystusa. Odsłania najgłębszy sens działań symbolicznych i egzorcyzmów. Wyznaje bezradność w odpowiedzi na pytanie: za kogo Jezus uważał sam siebie - wszystko, co na ten temat wiemy, objawiało się w Jego czynach, pośrednich słowach i relacjach.

Następnie długo prowadzi nas przez meandry chrystologii, począwszy od chrystologii judeochrześcijańskiej, przez apokryficzną (nazwaną w podręczniku "ludową"), przez początki refleksji sys-tematycznej u apologetów i katechetów, wielkie sobory starożytności (Nicea, Efez, Konstantynopol i Chalcedon), utrwalanie obrazu Jezusa w sporze z monoteletyzmem i ikonoklazmem, chrystologię średniowiecza i nowożytności, aż po tendencje ostatnich lat: zainteresowanie żydowską tożsamością Jezusa, powrót do kwestii Wcielenia, zainteresowanie chrystologią mistyków.

Zachęcam do uważnej lektury stronic poświęconych syntezie nauki Ariusza, communicatio idiomatum i kryzysowi nestoriańskiemu, streszczeniu chrystologii św. Tomasza z Akwinu i genezie "poszukiwania historycznego Jezusa" w filozofii Kartezjusza, Spinozy i Kanta - są znakomite. Szkoda tylko, że wybrane ujęcia współczesne ks. Strzelczyk zamyka na dziełach Bartha, Rahnera i von Balthasara. Chrystologia najbliższa wielkiej tradycji soborów chrystologicznych, Ojcom Kapadockim i św. Maksymowi rozwinęła się po II Soborze Watykańskim w pracach von Balthasara, w encyklikach i katechezach Jana Pawła II, a także w dokonaniach Josepha Ratzingera i Christopha Schönborna, i znalazła dojrzały wyraz w "Katechizmie Kościoła Katolickiego".

Czy Chrystus wierzył?

Ostatnia część chrystologii podręcznika "Więzi" jest częścią systematyczną. Czytelnik znajdzie w niej odpowiedź na kilka frapujących pytań. Oto przykład: jeżeli konsekwencją zjednoczenia natury Boskiej i ludzkiej w Chrystusie jest zarówno posiadanie przez Niego boskiej wszechwiedzy, jak i konieczność zdobywania in­formacji poprzez doświadczenie i naukę, to czy

i w jaki sposób jedna wiedza wpływa na drugą? Przecież ludzki umysł Jezusa nie mógł zdobyć takiej wiedzy, która nie byłaby już zawar­ta w Jego boskiej wszechwiedzy. Jednocześnie w ramach ograniczeń ludzkiej natury, Jezus nie był w stanie tej wszechwiedzy objąć...

Problemy te stawiano już w średniowieczu. W odpowiedzi zaczęto Jezusowi przypisywać stan poznania, jakim cieszą się zbawieni w nie­bie, uczestnicząc już w pełni boskiej wiedzy (visio beatifica). Interpretacja ta może jednak prowadzić do "znaczącego odrealnienia człowieczeństwa Chrystusa". Dlatego współcześnie - zauważa ks. Strzelczyk - jej miejsce zajmuje koncepcja poznania mistycznego lub charyzmatycznego: "ludzki umysł Jezusa poznawał (także własną tożsamość!) przede wszystkim zwykłymi dla człowieka drogami, poprzez doświadczenie i refleksję". O wyjątkowej "jakości" Jego wiedzy decydował zaś z jednej strony fakt niezwykle intensywnego, mistycznego kontaktu z Ojcem, z drugiej - szczególne dary Ducha Świętego.

Inna kwestia: czy Jezus w czasie ziemskiego życia opierał swoją relację z Ojcem na wierze i nadziei - jak każdy człowiek? Jeśli za myślą scholastyczną przyjmiemy, że cieszył się On visio beatifica, to jasne jest, że w swoim ziemskim życiu nie kierował się tymi sprawnościami. Słuszniejsze jednak wydaje się przyznawanie Jego ludzkiej świadomości wiary i nadziei. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby to, co należy do istoty życia duchowego człowieka, nie stało się udziałem Jezusa Chrystusa i nie zostało tym sa­mym podniesione do nadprzyrodzonej godności. Dopiero w tej perspektywie można uchwycić drama­tyzm niektórych scen ewangelicznych, na przykład modlitwy w Ogrójcu.

Spojrzenie w przyszłość

Największą zasługą pierwszego tomu "Dogmatyki" jest jego charakter... podręcznikowy. W latach 70., okresie naszych studiów teologicznych, bardzo brakowało nam rzetelnych podręczników. Słusznie piszą we wstępie redaktorzy, że podręcznik "nie tworzy wielkiej, nowatorskiej teologii, ale ma ją prezentować". Nowatorstwa i wyobraźni Majewskiemu i Strzelczykowi, o czym wiemy z innych ich publikacji, nie brakuje. Udaje im się jednak powściągnąć cugle ambicji. Cechą tego podręcznika jest dojrzałość - ciekawie przedstawia podstawowe zagadnienia, nie prowadząc studenta na szlaki, które mogłyby go zniecierpliwić lub zniechęcić.

Autorzy kładą nacisk na syntetyczną jedność refleksji biblijnej, historycznej i systematycznej, orzeczeń sformułowanych przez Urząd Nauczycielski i myśli teologów, stojącej często u podstaw tych orzeczeń, a niekiedy z nimi kontrastującej. Są kompetentni i klarowni. Literatura, na której się opierają, jest rzetelnie przetrawiona. Prezentację uzupełniają dobrze opracowanym słownikiem. Posługują się "normalnym" językiem (może z wyjątkiem nieszczęśliwego "samoudzielania się" - czemu nie pisać "darowanie się Boga"?), bez teologicznych łamańców. Dostrzegają płeć odbiorców, pisząc: "studentki, studenci", "teologowie i teolożki". Dużo i dobrze mówią o potrzebie przywoływania w teologii najgłębszych ludzkich doświadczeń i nawiązywania do kontekstu lokalnego.

Właśnie - uwzględnianie najgłębszych doświadczeń wiary i rodzimego kontekstu. Jest tu pewien problem. W pierwszej części książki znalazłem kilka pięknych nawiązań do tego programu, ale im dalej, tym mniej ich było. Wybór tekstów źródłowych z chrystologii kończy się na... Janie Damasceńskim. Mam nadzieję, że w pozostałych tomach nie zabraknie uwzględnienia współczesnej wizji świata naznaczonej ewolucją; bogactwa doświadczeń, związanych z medialnym obrazem świata; przemyślenia współczesnych wizerunków Chrystusa lub prób ich zastępowania innymi; wreszcie odniesień do poezji, powieści, muzyki, malarstwa, architektury, rzeźby, filmu, w których być może najlepiej daje się uchwycić religijno-kulturowy kontekst Kościoła w Polsce. Tworzą go także: hagiografia, nauczanie pielgrzymie Jana Pawła II, opracowania teologiczne i filozoficzne wyrosłe z naszej tradycji (Tischner, Żychiewicz, Salij, Życiński).

Druga myśl dotyczy Urzędu Nauczycielskiego. Za pontyfikatu Jana Pawła II rozwinął się nurt nauczania, którego początki sięgają być może Leona XIII, a w którym dokumenty soborowe, encykliki, konstytucje i katechezy papieskie rzadko koncentrują się na określaniu dogmatów i orzekaniu błędów, częściej podejmują palące zagadnienia teologiczno-dogmatyczne, społeczne i moralne, prezentując przy tym znaczące rozwiązania trudnych kwestii i ciekawe propozycje argumentacyjne. Jestem przekonany, że nie inaczej będzie za pontyfikatu Benedykta XVI, wytrawnego dogmatyka i teologa fundamentalnego.

Wydaje się, że wbrew przekonaniu ugruntowanemu przez ostatni Kongres Teologii Polskiej, spora liczba naszych teologów nie tyle grzeszy komentowaniem orzeczeń Magisterium, ile raczej ich nieznajomością. Sądzę na przykład, że zarówno dogmatyka, jak i teologia fundamentalna może dużo skorzystać z nauczania Jana Pawła II na temat władzy Jezusa, relacji Jezusa do Ojca, rozwoju Jego samoświadomości, wielkich soborów chrystologicznych i Filioque, tajemnic życia ziemskiego i Zmartwychwstania.

Ale zostało nam jeszcze pięć tomów. A dobry początek został już zrobiony. Nowa polska "Dogmatyka" na pewno dobrze się przysłuży procesowi kształcenia studentów naszych wydziałów teologii. Przyda się ona także filozofom, historykom, polonistom i przedstawicielom innych dyscyplin teologicznych. Ważne, żeby we wszystkich traktatach udało się zachować styl, język i wysokie standardy. I by do standardów tych dorastali sami wykładający. Dlaczego nie pamiętamy większości naszych podręczników? Bo nawet wielkiego w swojej prostocie "Tatarkiewicza" można obrzydzić, sprowadzając historię filozofii do dat, nazwisk i niezrozumiałych pojęć.

"Dogmatyka", tom 1, red. Elżbieta Adamiak, ks. Andrzej Czaja, Józef Majewski; Józef Majewski, "Wprowadzenie do teologii dogmatycznej"; Grzegorz Strzelczyk, "Traktat o Jezusie Chrystusie", Warszawa 2005, Biblioteka "Więzi".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]