Mówimy partia, czyli domysły

Człowiek żyjący w czasach słusznie ćwierć wieku temu minionych nawykł do spekulacji na temat zamiarów władzy i jej kształtu, przywykł do snucia na ten temat domysłów i do analizowania na okrągło.
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz / / Fot. Grażyna Makara
Stanisław Mancewicz / / Fot. Grażyna Makara

Jest to aparat wrośnięty w owe stare organizmy, jak nie przymierzając huba w drzewo. Pokolenia następne, przyszłe na świat w czasach letniej bądź ciepłej wody na zawołanie, tych nawyków są pozbawione. Gen specyficznej analizy i nietypowych domniemań został z pokoleń owych wymyty albo może przemienił się w gen jakiś inny – nie wiadomo. Wiadomo tyle, że gdy do władzy dochodzi tak archaiczna formacja jak dziś, pokolenia wód ciepłych są bezradne. Jeżeli w ogóle snują jakieś domysły, to wyrażają je za pomocą nieśmiałych memów bądź refleksji i obserwacji na poziomie podstawowym. Pokolenia te są takoż bezustannie zdziwione i sporadycznie oburzone. Zauważmy, że tydzień, który już szczęśliwie za nami, był dla starych wiarusów czasem pięknym, był przygodą dawno nie zaznaną i przywołał młode nasze lata. Tygodnie i lata, które przed nami, to niewątpliwie czas żniwowania, bowiem ziarno pod łany ezopowych komunikatów władzy zostało rzucone, podlane i właśnie pierwsze z niego pędy wschodzą. Przejdźmy teraz do rzeczy.
Formowanie rządu im. Beaty Szydło było spektaklem dla ludzi młodych – jako się rzekło – tajemniczym, nietypowym i niejasnym, zaś dla starca pierwszego z brzegu procesem typowym właśnie, kryształowo jasnym, wskazującym, że oto krajem będzie rządzić partia. Odrzucić należy wszelkie złudzenia, nadzieje bądź marzenia, że oto partia ta będzie mówić różnymi głosami. Będzie mówić głosem jednym, wszystkie inne głosy będą nietrwałe. „Słowa nasze, nawet co ważniejsze słowo / ściera się w użyciu, jak ubiór, co sparciał” – pisał przenikliwy poeta blisko wiek temu, a i my w istocie potwierdzić możemy, że tak ważne ostatnio słowo „drużyna” szalenie w tych dniach sparciało.


Skorośmy już tego sławnego wiersza użyli, użyjmy kolejnego z niego cytatu, by sprawdzić, czy aby poezja ta nam pasuje. Rzecze Narrator: „Chcę, by zajaśniało na nowo / najdostojniejsze ze słów – partia. / Jednostka! Co komu po niej?! / Jednostki głosik cieńszy od pisku / Do kogo dojdzie? – ledwie do żony! / I to, jeżeli pochyli się blisko”. No więc w istocie jednostka wobec wołania partii może sobie co najwyżej pójść do kina na Bonda, z mężem oczywiście, i piszczeć na nim – tzn. na Bondzie – dowolnie. Przywoływanie kolejnych strof wydaje się powtarzaniem tez już tu zawartych, choć przyznajmy: właśnie z powtarzania wzięło się to, z czym mamy do czynienia, brnijmy dalej zatem i powtarzajmy z uporem: „Jednostka – zerem, jednostka – bzdurą, / sama – nie ruszy pięciocalowej kłody, / choćby i wielką była figurą, / cóż dopiero podnieść dom pięciopiętrowy”. Rzeczywistość nakłada się tu z fantazją poety. Zapowiedzi i określenia, z którymi mieliśmy do czynienia przez ostatnie lata, były przedstawiane w tym duchu i w tym sosie: kłody, domy, figury, zera i bzdury. Nikt się niemal tym obrazom nie oparł i zdecydowana większość uległa marzeniu następującemu: „Dziś jam subiektem, a jutro ścieram cesarstwa z mapy. / Mózg klasy, sprawa klasy, siła klasy, chluba klasy – / oto czym jest partia”. Czyj to jest wiersz? Trzeba było, jako my, starcy, pilnie się uczyć, po to, by mieć go na podorędziu, na wszelki wypadek do końca dni naszych.


I na koniec rzecz nie z naszego świata. Od kilku dni pięknoduchy oglądają relacje z Kanady: zdjęcia i filmy przedstawiające tamtejszego premiera i jego rząd. Obrazy te jakoś przypominają tym z nas, którzy młodość pełną marzeń spędzili w schyłkowej gierkowszczyźnie i rodzącej się jaruzelszczyźnie, o zapachach i kolorach Zachodu, jakże wtedy wyraźnych. Otóż w istocie – rzec tu trzeba wyraźnie, że rząd kanadyjski i jego prezes nie są w najmniejszym nawet detalu podobni ani do naszego rządu, ani do naszego prezesa. Nigdy przenigdy podobni nie będą, a na pewno nie przez najbliższe kilka lat. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2015