Reklama

Moje ciało jest moje

Moje ciało jest moje

09.05.2016
Czyta się kilka minut
Byłam wesołym dzieckiem, w szkole przodowniczką. A potem zaczęłam gasnąć. Gasnę tak od trzydziestu lat.
il. Magda Wolna
D

Dwie kobiety: siadają naprzeciw siebie za stołem. Pierwsza jest wysoką, szczupłą szatynką. Ma na sobie popielatą sukienkę, przyozdobioną srebrnym wisiorem, który znajomej terapeutce kojarzy się bardziej z ciężarem niż z ozdobą. Zamknięta postawa – ramiona schowane do wewnątrz. Druga: ciemne, długie włosy, sukienka w kratę i cień uśmiechu na twarzy.

Dwa imiona: Dominika (z bierzmowania) i Kasia (pierwsze). Są ważne: rzadko się zdarza, by w historiach takich jak ta opisywani nalegali, by nie zmieniać ich imion („Mam dosyć maski” – powie Katarzyna).

Dwa miejsca: wsie, z których pochodzą. Jedna oddalona od drugiej o kilka kilometrów.

Dwie historie: po co je opowiadają? Trochę dla siebie, trochę dla innych („bo jeśli chociaż jedna osoba po przeczytaniu…”). Zrobią to – po krótkiej rozmowie przy stole – osobno, każda w towarzystwie terapeutki, która je do tego zachęciła. A wcześniej wysłała do „TP” e-mail: „To przeraża, bo podobne historie dzieją się tu i teraz, również w tzw. katolickich rodzinach”.


CZYTAJ TAKŻE:


GDYBY HISTORIĘ ICH DZIECIŃSTWA opisać po pozorach – tak jak mogli ją widzieć np. sąsiedzi – mogłaby wyglądać tak:

Dominika jest piękną dziewczynką. Do tego stopnia, że inne matki we wsi nadają córkom to samo imię. W szkole zadaje pytania, odrabia wszystkie zadania, dobrze się uczy. Wulkan energii, przynajmniej do pewnego momentu.

W domu odpowiedzialna za wszystko. Kiedy mama idzie do pracy, ona zajmuje się siostrą. Nosi na szyi klucze. Gotuje mleko. Chodzi po zakupy.

Rodzice? Mama trochę chłodna, trzyma ludzi – w tym córki – na dystans. Sama była sierotą, w córce bardziej będzie szukać oparcia, niż je dawać – ale tego nikt nie musi wiedzieć. Tym bardziej nie wyróżnia się tata. Owszem, popija, ale we wsi Dominiki to nie sensacja. Poza tym zabiera córkę na raki i ryby. Mama się niepokoi, gdy jedzie nad rzekę po pijaku – ale i to nie jest tam wielkim odstępstwem od normy.

Kiedy ma sześć lat, tata trafia do szpitala. Potem jest stypa i pogrzeb. Dominika znów zaradna do przesady: podczas przygotowywania zwłok myśli wraz z dorosłymi, co zrobić, żeby buzia taty tak się nie otwierała.

Na miejscu ojca pojawia się po jakimś czasie wujek. Miły, przywozi niemiecką czekoladę. Potem bije, pije i jest agresywny, ale na zewnątrz nie widać pewnie z tego wiele. Jest jeszcze dziadek. Na tle babci – podobnie jak mama chłodnej – sprawia dobre wrażenie. Kiedy mama robi Dominice awanturę, wyzywając ją od „franc”, dziadek jest nad wyraz współczujący.

Kasię z kolei przez pierwsze cztery lata wychowują dziadkowie. Ci od strony mamy – najwspanialsi pod słońcem. Potem dziewczynce rodzi się siostra, więc rodzice chcą mieć oboje dzieci przy sobie. Tata pije i źle traktuje mamę. Ale szczegóły nie wydostają się pewnie za ściany ich domu. Ponadto są w życiu Kasi wujkowie (bracia mamy), a także dziadek. W dobrej komitywie z wnu- czką, co nie jest przecież niczym złym.

Są też w jej życiu elementarne zasady, które wpaja babcia. Zasada główna: „Bądź zawsze grzeczna, dobra i miła”. W tym też nie ma nic niezwykłego: podobne rady słyszą zapewne we wsi Kasi dziesiątki dziewczynek.

Na to „bądź grzeczna” Katarzyna będzie reagowała odruchem wymiotnym. Ale dopiero za 20 lat.

GDYBY PRZEZ TE LATA ktoś z jej otoczenia – np. nauczycieli, sąsiadów – chciał wysłuchać pełnej historii dzieciństwa KASI, brzmiałaby inaczej:

– Mieszkaliśmy z dziadkami: my na piętrze, oni na dole. Nasz pokój, mój i moich trzech sióstr, sąsiadował z pokojem rodziców. Mama często spała u nas, a tata przychodził i wrzeszczał: że jest jego żoną, że ma iść do niego spać. Szła. A nazajutrz próbowała wszystko łagodzić. Dostałam przekaz: „mężczyzna dopnie swego”. I drugi: „bliskość to seks i przemoc”.

Tata raczej nas nie bił, choć raz to zrobił, i to mocno. Uderzył moją siostrę, a ja – mając 18 lat – powiedziałam: „Jeśli zrobisz to mnie, pójdę na policję”. Chlasnął mnie z otwartej ręki w twarz, więc na tę policję poszłam. Poczuwał się do wychowywania, gdy zrobiłyśmy coś złego. A kiedy TO się działo, jego nie było. Pił, a potem kładł się spać.

Pierwszy był chyba wujek, najmłodszy brat mamy. To się musiało zacząć, gdy miałam 8-10 lat. Zabierał mnie do stodoły. Pamiętam siano, na którym czasami z dzieciakami spaliśmy. Na początku wkładał mi w majtki rękę. I taka scena: już po wszystkim wchodzę na okno w stodole, kilka metrów nad ziemią. Zastanawiam się, czy z tego okna nie zlecieć. Potem dochodzę do wniosku, że przecież babcia żyje, i co ona pomyśli?

Następna scena: jesteśmy na noc u dziadków – rodziców mamy. Mamy i taty nie ma, wyszli na zabawę. Śpię sama, w dużym pokoju, i nagle wujek wchodzi do mojego łóżka. Zdejmuje mi dół piżamy, a ja, zaspana, nie wiem w ogóle, co się dzieje. Potem… odbywa ze mną stosunek. Ubrałam piżamę, pobiegłam do babci i mówię, żeby go stamtąd zabrała. A ona tylko, że mogę dzisiaj zostać u niej. Czy coś mu powiedziała? Nie wiem, ale chyba u niego była.

Nikt mnie na drugi dzień nie obejrzał. Nikt ze mną nie pojechał do lekarza. Odbyło się tylko wielkie przepytywanie. Nie pamiętam szczegółów. Stoją mama, tata, babcia. I zadają pytania – bardziej mnie niż wujkowi. A potem wszyscy jakby nigdy nic siadają razem do obiadu.

O dziadku, tym od strony ojca, trudniej mówić. Na parter schodziliśmy często. Babcia była zimna, ale dziadek i dał cukierka, i lizaka, iwłączył bajki.

Wkładał mi ręce w majtki, to pamiętam z wcześniejszego okresu. A z późniejszego, jak miałam 12, może i więcej lat, przypominam sobie takie zdarzenie. Jestem sama w pokoju u góry. On wchodzi. Kiedy usiadł na łóżku, chodziłam po pokoju, żeby tylko obok niego się nie znaleźć. Aż w końcu jakimś sposobem sprawił, że usiadłam. Pamiętam, że miałam spodnie dresowe na gumie. Zawiązałam sobie tę gumę tak mocno, jak tylko się da. Posadził mnie na kolanach. Próbowałam się wyrwać, a on mnie przytrzymywał i jakoś tę rękę wsadził. Wreszcie krzyknęłam: „Dziadek, nie rób mi tego!”.

Wybiegłam na ulicę. A wieczorem zdobyłam się na to, by opowiedzieć o wszystkim mamie. Poszła do niego na dół. Potem wróciła i powiedziała, żebym zawsze, będąc sama w pokoju, ryglowała drzwi. Nic więcej.

Wujek żyje. Nie mam z nim kontaktu. Mama zaprosiła go na moje wesele, bo za nie płaciła… Nie przyszedł. Przyszedł dziadek, bo jak bym wytłumaczyła, że nie został zaproszony? Zmarł trzy dni przed narodzinami mojej córki. „Pokój z tobą, dobrze, że cię nie ma” – powiedziałam w duchu.

PEŁNIEJSZA HISTORIA DZIECIŃSTWA DOMINIKI WYGLĄDAŁABY TAK:

– Tata zmarł, jak miałam sześć lat. Mam takie wspomnienie: któregoś wieczoru obiecał, że jak wróci, to się ze mną położy. Czekałam. Wrócił, ale pijany, więc jak się u mnie położył, to dla mnie zabrakło miejsca...

Zawsze mi się wydawało, że mama musiała być silna: przeżyła śmierć rodziców, potem męża. Ale nigdy się nie przytulałyśmy. Poza tym się jej bałam, bo wybuchała. Pamiętam, że raz spieszyłyśmy się na szczepienie. A ona zrobiła kurczaka w białym sosie, którego nie chciałam jeść. Jak mi jeszcze powiedziała o szczepieniu, z nerwów nie byłam w stanie niczego przełknąć. Tak mnie uderzyła w twarz, że przez kilka lat miałam podniesione dziąsło.

Byłam wesoła. W szkole przodowniczka. A potem zaczęłam gasnąć. I to gaśnięcie trwa od ponad trzydziestu lat.

Pamiętam dziadka, który siada przy mnie w pokoju i opowiada. O współżyciu. Że „robią to” ptaszki, zwierzątka, rybki. Mówi też, że „babcia mu nie daje”. Nie potrafię sobie przypomnieć, jak mnie nastraszył, żebym nikomu niczego nie mówiła. Zostało mi tylko wspomnienie lęku.

Pamiętam też okrągły stolik: babcię, dziadka grających w karty, i siebie na jego kolanach. Wkłada mi rękę w majtki. Tak, teoretycznie babcia mogła tego nie widzieć, ale pani psycholog mówiła mi niedawno, że musiała coś poznać: człowiek, który coś takiego robi, inaczej się zachowuje, zmienia się na twarzy…

Co babcia o nim myślała? Chyba go traktowała jak pantoflarza. Może z nim nie spała? Może był niedowartościowany? Kiedyś mi opowiadała, że na wojnie zginął jakiś jej kawaler. Miałam wrażenie, że tamtego kochała naprawdę…

Jak opisać, co czułam, kiedy mi to robił? Bezdech. Wiedziałam, że dzieje się coś złego, ale nie umiałam się obronić.

Babcia raz nas nakryła. Była w domu, a on wziął mnie na strych. Schodzimy do kuchni, a babcia z kaszubskim zaśpiewem: „Tera wa mnie powieta, co wa tam u góry robili!”. Zamarłam. Nie wiem, co odpowiedziałam, ale wzięłam winę na siebie.

Masturbował się przy mnie. Stary dziad, nie miał erekcji na zawołanie, więc musiał się pobudzać. A potem ze mną współżył: w pokoju, na podłodze. Ja biernie leżałam.

Nie miałam pewnie jeszcze dziesięciu lat, kiedy stanęłam przed lustrem i pierwszy raz pomyślałam o sobie: „dziwka”. Co myślałam o nim? Kochałam go, bo był moim dziadkiem, który plótł kosze z wikliny. Chodził ze mną na strych, pokazywał łapki na myszy…

Nie pamiętam, kiedy to się skończyło. Pewnie miałam ze 13 lat. Zmarł w 1991 r. Na pogrzebie łza mi nie spadła. Ludzie wyszli ze stypy. Posprzątałam, pomyłam…

GDYBY KTOŚ – SĄSIAD, nowo poznana koleżanka – chciał opisać ich dorosłe życie po samych pozorach, najpierw zobaczyłby dwie piękne kobiety.

Choć Dominice (39-letniej) nie bardzo spodobałoby się to określenie. Być może ktoś, kto by go użył, spotkałby się z chłodną reakcją? I pomyślał, że to kokieteria? Jeśli na obliczu Dominiki zobaczyłby ślady uśmiechu, to tylko na kilka sekund – po chwili jej twarz się zmienia, jakby się odkształcała i wracała do swojej naturalnej formy.

Na twarzy Kasi (32-letniej) nie zauważyłby śladów smutku. Nie widziałby przecież tych kilku momentów, kiedy – opowiadając o dzieciństwie – musi przerwać, żeby złapać oddech. Jakby właśnie przechodziła zawał serca.

Gdyby chciał poznać podstawowe fakty z ich życia, dowiedziałby się, że Dominika ma trzy córki i męża, że opiekuje się domem, a mąż to rolnik; że Kasia ma kochającego męża i dwuletnią córeczkę.

Usłyszałby, że kobiety mieszkają kilka kilometrów od siebie. I że mieszkały blisko siebie również w dzieciństwie. We wsiach, w których kiedyś ludzie budowali się tylko wzdłuż drogi, a teraz również z dala od niej; w miejscach, w których przybyło kilka sklepów i jest ogólnie trochę ładniej. Choć jedno się nie zmieniło: ludzie – oficjalnie – nie „wtrącają się” w prywatne życie innych.

Na koniec mógłby usłyszeć, że kobiety są od niedawna zaprzyjaźnione. Że dobrze się czują w swoim towarzystwie. Że razem śmieją się i żartują.

PEWNIE BY SIĘ ZDZIWIŁ słysząc np., że jedna od czterech lat nie współżyje z mężem, a druga patrzy na każdego mężczyznę podejrzliwie.

– Zawsze byłam w stosunku do facetów wycofana – opowiedziałaby DOMINIKA. – Nigdy nie miałam kolegów. Znajomość z mężczyzną oznaczała od razu związek. Z poprzednim mężem rozwiodłam się w wieku 26 lat. Mieszkaliśmy z jego rodzicami, teściowa wchodziła bez pukania do pokoju. Prosiłam, by założyć patent. „Nie ma potrzeby” – mówił, bo bał się matki.

Jeszcze podczas trwania tego małżeństwa zakochałam się w innym facecie. Ale i to się rozwaliło. Wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak, ale nie bardzo wiedziałam co. Na pewno przyciągałam facetów połamanych.

Obecny mąż jest rolnikiem. Mieszkam znów z teściami. Teść jest alkoholikiem, tępi mnie i poniża. Nie mamy nawet własnego piętra, u góry nasz pokój sąsiaduje z ich pokojem. Mąż nie przeciął swojej pępowiny do dziś.

Nie współżyjemy od czterech lat. W ogóle nie pamiętam, bym kiedykolwiek chciała seksu. I jeszcze jedno: żadnemu ze swoich partnerów nie pozwalałam dochodzić do końca. Taki pozostał mi wstręt… Nawet dzieci nie powstały z normalnego współżycia, ale ze stosunku po stosunku.

Pewien ksiądz powiedział mi, że teraz mogę żyć w czystości, bo to jest konkubinat. Pomyślałam, że mnie wybawia. Tak jakbym wtuliła się w ramiona Boga i mówiła: moje ciało jest moje. Tak, to tylko pretekst, wiem. Przynajmniej do czasu, gdy uzyskam zaświadczenie o nieważności poprzedniego małżeństwa…

Co na to mąż? Przez pierwszy miesiąc w ogóle się nie odzywał. Teraz owszem, ale nadal tego nie rozumie. Chociaż przede mną też miał partnerkę, która była w dzieciństwie gwałcona. „Ona – mówi – musiała mieć gorzej, bo zrywała się w nocy i krzyczała”. Pyta, za jakie grzechy tak cierpi. Odpowiadam tym samym pytaniem.

Moje ciało mnie nie cieszy. Nie chcę patrzeć na siebie w lustrze. Nie lubię swoich piersi. Szybko się myję, nie biorę kąpieli. Dlaczego nie lubię, jak ktoś mi mówi, że jestem piękna? Może dlatego, że myślę o sobie: brzydka i zła.

Wiele razy mówiłam sobie, że nie chcę być taka jak moja mama. Ale jak byłam bita, tak oddawałam, głównie najstarszej. Najlepszą relację mam z najmłodszą. Potrafi komunikować emocje. „Mamo, ty mnie nie słuchasz” – uwielbiam, jak tak mówi. Uczę się.

– Z nawiązywaniem relacji z mężczyznami nie mam generalnie problemu – powiedziałaby KASIA. – Chodzi o to, że dla mnie nie ma sytuacji mężczyzna–kobieta, które byłyby seksualnie neutralne.

Mój mąż jest pierwszym mężczyzną, z którym byłam dosadnie szczera. Znamy się od dzieciństwa. Spotykaliśmy się na imprezach rodzinnych. Ale z początku był dla mnie za spokojny: miałam rozrywkowych kolegów, po nim nie oczekiwałam nic ciekawego.

Jak mi się oświadczał, powiedziałam: chcesz być ze mną, to musisz znać prawdę. I jeśli będziesz w stanie mnie wziąć z tym wszystkim, to proszę bardzo. Byłam pewna, że nie da rady, ale był we mnie wpatrzony jak w obrazek.

Współżyliśmy przed ślubem, a potem koniec. Nagle. On myślał, że tamte historie to przeszłość. Nie mógł zrozumieć. I ja wtedy też nie rozumiałam.

BYĆ MOŻE POSTRONNY OBSERWATOR byłby zaskoczony, słysząc, że te dorosłe kobiety potrzebują terapii.

Całkiem możliwe, że – znając już ich historie – pomyślałby to samo, co powiedziała Kasi babcia: „Masz wspaniałego męża, tamto jest przeszłością, nie przejmuj się”. A gdyby w końcu zrozumiał, w czym rzecz, może zdumiałby się, jak można przez tyle lat wypierać dawne zdarzenia.

Tak jak Dominika, która oglądała w telewizji filmy o ofiarach molestowania. Nawet tym ofiarom współczuła, nawet obserwowała, czy nikt na nią nie patrzy, kiedy ona spogląda w telewizor. Nie miała jednak poczucia, że te filmy są też jakby o niej.

Jak Kasia, która przez lata zdążyła zwątpić, że to, co się wydarzyło, było naprawdę. Bo jak to możliwe, że jedni dorośli gwałcą dziecko, a inni – w tym na co dzień bawiący się z nią, uśmiechający i odprowadzający do szkoły – nie reagują?

Albo jak matka Dominiki. Od roku – po pierwszej rozmowie z córką – nie śpi dobrze. Przeszłość córki „idzie jej w ciało” (tak określiła to siostra Dominiki). Ale podczas tamtej rozmowy rzuciła: „Widziałam, jak zgasłaś, ale myślałam, że to po śmierci ojca”.
Wreszcie: jak matka Kasi, która przyciśnięta przez córkę pytaniem, czy pamięta w ogóle rozmowę rozliczeniową z wujkiem (nazajutrz po gwałcie), odpowiedziała: „Nie pamiętam”.

KASIA: W 2012 r., podczas rekolekcji, jedna z zakonnic dawała świadectwo. Też była molestowana – przez kuzyna. Ta opowieść była dla mnie jak cios w twarz. Tak jakbym nie wiedziała, że TO się również dzieje w innych rodzinach. Podeszłam do tej zakonnicy dopiero podczas innych rekolekcji. Bo z początku miałam do niej żal. Dlaczego ona o tym mówi, skoro ja mam to już głęboko zakopane?

Od jakiegoś czasu dojrzewa we mnie myśl, żeby stanąć z moim wujkiem twarzą w twarz. Żeby tamto straciło na mocy i by on za to odpowiedział prawnie. Z drugiej strony: od razu staje mi przed oczami babcia. Jak ja mu zniszczę życie, przecież ma żonę i dzieci…

Mąż zawsze mi się podporządkowywał. Byłam dla niego jak matka i babcia. I nie miałam do niego szacunku. W trakcie terapii odkryłam, jak mało mam do niego zaufania, jak bardzo mam do niego żal, że jest w ogóle moim mężem, i jak bardzo patrzę na niego przez pryzmat przeszłości: że będzie mnie zmuszał do seksu, wyśmiewał, poniżał.

Powiedziałam mu w którymś momencie: masz wolność. Przestałam go namawiać na wspólny rozwój, terapię, działanie. Zrozumiał, że go zostawiam. Ocknął się i zaczął coś ze sobą robić, coś dla nas... Spędzamy czas, rozmawiamy na trudne tematy. Czasami nie wychodzi, ale próbujemy.

„Bądź grzeczna i miła” to moje przekleństwo. A błogosławieństwo? „Bądź sobą. Nikt nie ma prawa cię dotykać, przytulać, całować, jeśli tego nie chcesz”. Uczę tego córkę.

DOMINIKA: Starając się o stwierdzenie nieważności poprzedniego małżeństwa, trafiłam na testy psychologiczne. „Ty nie akceptujesz swojej kobiecości” – powiedziała psycholożka, oglądając wyniki. I spytała, co się stało. „W te pędy na terapię!” – krzyknęła usłyszawszy odpowiedź.

Terapia łączy się u mnie ze sferą duchową, nie potrafię tego oddzielić. Jeżdżę na rekolekcje, w których uczestniczą też inne osoby skrzywdzone w dzieciństwie. Te kontakty trzymają mnie przy życiu.

Uczę się kochać męża, dzieci.

Na terapii dowiedziałam się, że mam dużą zdolność do regeneracji, wzrastania. Teraz wiem, że mam prawo do emocji, że mam prawo czegoś nie chcieć, że nie żyję po to, by cierpieć. To mój sukces: przestałam się winić. Kiedyś przyśniła mi się figurka Matki Bożej Niepokalanej: cierpiała przez moje „grzechy”. Wiem, że to moja projekcja: przez całe dzieciństwo bałam się, że to ja robię coś strasznie złego.

Chciałabym się nie bać męża… Wiem już, że współżycie jest stworzone dla człowieka. Ale boję się z tym zmierzyć. Dobrze, że jeszcze nie muszę.

GDYBY MOGŁY POROZMAWIAĆ SWOBODNIE z kimś z – żyjących bądź nie – bohaterów tamtych historii, żadna nie wybrałaby sprawcy.

DOMINIKA miała już zresztą spotkanie z dziadkiem – we śnie. On siedzi przy stole, coś je, a ona się zbliża, tak jakby chciała mu coś powiedzieć. Nie robi tego: nie jest w tym śnie dość silna.

Porozmawiałaby więc z ojcem:

Jest rok 2016, mam już prawie 39 lat. Pamiętam wiele chwil spędzonych z Tobą i z mamą. Nie wszystkie były miłe. Często zastanawiałam się, czy byłabym tzw. córeczką tatusia, i zawsze powtarzam sobie, że tak: dawałbyś mi kieszonkowe w ukryciu, pozwalałbyś na to, na co nie pozwala mama… Dziś wiem już, jak bardzo zostałam okaleczona brakiem Ciebie, i wiem, że nie byłbyś idealny. Nie miałeś dobrej rodziny. Rozumiem też, dlaczego popijałeś. Gdy umarłeś, Twój tata zrobił mi wielką krzywdę. Może gdybyś żył, wszystko by się nie wydarzyło?! Chcę Ci wszystko wybaczyć, najbardziej to, że nas zostawiłeś. Obecnie marzę, że choć raz mi się przyśnisz. Twoja Dominika.

KASIA nawiązałabykontakt z sobą samą – tą sprzed lat. Z trudem przyszłaby jej nawet kolejna rozmowa z matką. Zresztą, też ma to już przećwiczone: podczas sesji rozmawiała przecież z krzesłami, które terapeutka kazała brać za ludzi. Kiedy stanęła obok mamy-krzesła, nie mogła wydobyć słowa. Spotkała się też z dziadkiem – we śnie, jak Dominika. Trzy noce pod rząd, w tych samych sytuacjach… Woła mamę, ale ona nie słyszy.

Droga Kasiu – powiedziałaby sobie samej. – Chcę Cię przeprosić, że zawsze traktowałam Cię jak dorosłą. Zabieram Cię dziś z tego miejsca, od tamtych ludzi. Dzisiaj przy mnie możesz krzyczeć, tak mocno, jak tylko chcesz. Możesz rozpaść się na kawałki. Już nie musisz być dorosła, jak zawsze o Tobie myślałam. Krzycz, jak bardzo chciałaś, żeby Cię ktoś pokochał, jak nienawidziłaś swego ciała, jak bardzo – po latach – byłaś sama dla siebie przedmiotem, jak się boisz ludzi. Siedzę obok Ciebie i słucham, trzymając za rękę. Wreszcie rozumiem Twój lęk, wstyd, wściekłość, nienawiść. Masz do nich prawo! Przepraszam Cię, że przez długi czas też byłam dla Ciebie dorosłym oprawcą. Teraz możesz wreszcie rozwinąć skrzydła, bo nikt nie ma nad Tobą władzy. Twoja Katarzyna. ©℗


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

masa wujków w sutannach z poczuciem kompetencji do udzielania odpowiedzi pełnej "zrozumienia i empatii" wobec ofiary przemocy. Albo milczy lub "nie widzi" wraz z sąsiadami. Rodzina chodzi na mszę, dzieci ...grzeczne. Wszystko gra po bożemu.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]