Reklama

Moja laudacja dla Karola

Moja laudacja dla Karola

11.12.2016
Czyta się kilka minut
Jego wnuk ma na imię Jacek. Domyślam się, że to po najbliższym przyjacielu Karola, Jacku Kuroniu. A gdybyśmy mieli Karolowi nadać drugie imię, to pewnie nazwalibyśmy go Solidarność. Szkoda, że takie imię nie istnieje.
il. Marcin Bondarowicz
N

Nawet jeśli zabrzmi to kokieteryjnie, jednak wypowiedzieć muszę i spytać zarazem: do czego to doszło, że ja – skromny zakonnik, dominikanin – głoszę swoją LAUDACJĘ na cześć profesora Karola Modzelewskiego, jednego z najwybitniejszych mediewistów polskich?

Kiedy pan redaktor naczelny Piotr Mucharski poprosił mnie o to, zgodziłem się, bo trzeba głośno mówić „o tym, co dobre i co prawdziwe”, jak pisze Leszek Kołakowski. Otóż z życia Karola (tu zostawiam naukę o średniowieczu, którą się profesor zajmuje, a która nigdy nie była mi bliską) odczytać wypada, pytając i o dobro, i prawdziwość...

W moje życie, i wielu nas w ówczesnym Wrocławiu, gdzie znalazł się w drugiej połowie lat 60., po wyjściu z więzienia – wszedł on jako legenda: ten, co wraz z Jackiem Kuroniem rzucił wyzwanie „władzy ludowej” swoim „Listem otwartym do partii”. Karol stał się dla mnie od razu ważnym odniesieniem do wielu kwestii dziejących się w Polsce. I nie tylko!

Nie tylko, bo przez swoją barwną osobowość pokazywał otoczeniu – tym, co utrzymywali z Nim bliski kontakt – że wobec nikogo nie można żywić nienawiści. Bo przecież nawet wtedy, w przaśnym komunizmie (przy całkowitej i słusznej niechęci społeczeństwa do Związku Radzieckiego), wielu z nas ową nienawiść, a może tylko krańcową niechęć nosiło w sobie.

Tymczasem Karol wspominał, mówił, opowiadał o dobrych, serdecznych i bardzo nieszczęśliwych Rosjanach. Negował niechęć, a może właśnie nienawiść. Uczył oddzielać komunizm od Rosjan.

Opowieść o Rosji to była opowieść o Mamie, czułej i wrażliwej, i o Zygmuncie Modzelewskim, który dał mu nazwisko i wychował. Minister Modzelewski (nie przestając być członkiem zespołu ludzi, którzy przechwycili – dzięki Stalinowi i za przyzwoleniem cynicznych polityków zachodnich – władzę w Polsce) okazał się dobrym i mądrym ojcem. Karol uczył, że świat nie jest czarno-biały i że w ludzkich poszukiwaniach, szczególnie uczonych – przecież sam jest uczonym, i to wybitnym – tkwi wielkie dobro.

Przydał się też nam, członkom KIK-u wrocławskiego, chłodny prysznic z Jego strony odnośnie do przebiegu obchodów Milenium Chrztu Polski. Mam na uwadze treść, formy i akcenty wielu kazań, które siłą rzeczy preferowały formę obronną, obrony wiary, ale przecież nie były też wolne od nacjonalizmu i niedostrzegania w Polsce ludzi innych wyznań, jak również niewierzących osób poszukujących...

Muszę wspomnieć o trzech wydarzeniach zasługujących na moją wobec Karola szczególną wdzięczność.

Przede wszystkim, gdy w swoim czasie (czyli przed moim wstąpieniem do zakonu, co miało miejsce w roku 1981) dwóch funkcjonariuszy SB dokonało u mnie „przeszukania mieszkania”, jak oni to nazywali, czyli rewizji – po pobycie Stanisława Barańczaka, który zostawił plik najnowszego „Oświadczenia” KOR-u – znaleźli oni nie owe oświadczenia, ale „list” Kuronia i Modzelewskiego do partii. Wezwano mnie na komendę MO i choć esbek był kulturalny, bałem się! Poszedłem do Karola, prosząc o radę: co robić? Udzielił mi doskonałej rady. Ponieważ kapitan Ryszard Chodubski prosił, by nikomu o wezwaniu nie mówić, Karol nakazał, żeby rzeczywiście nie mówić, tylko poinformować kilka osób telefonicznie. Wybrałem ks. kard. Henryka Gulbinowicza, Tadeusza Mazowieckiego i Jerzego Turowicza. Poinformowałem ich wszystkich o zdarzeniu, co interlokutorzy z SB przyjęli bez słowa, a ja już nigdy nie byłem wzywany do wrocławskiej komendy MO.

U Karola też – i to jest drugie wydarzenie – poznałem lepiej (wraz z późniejszym prowincjałem naszego zakonu Maciejem Ziębą) o. Aleksandra Hauke-Ligowskiego. Ojca Aleksandra zaprosiliśmy do KIK-u wrocławskiego zaraz po jego głodówce (w dobrym towarzystwie m.in. Bohdana Cywińskiego, Tadeusza Mazowieckiego i Ozeasza Szechtera – ojca Adama Michnika) w warszawskim kościele św. Marcina. Niestety, albo właśnie „stety”, ówczesny przeor klasztoru wrocławskiego nie przyjął na nocleg ojca Aleksandra (bo się bał!). Poszliśmy z nim do Karolów i tam przegadaliśmy czas do rana, kiedy to odprowadziliśmy gościa na dworzec. A ja byłem już pewny, że skoro u dominikanów są „tacy”, to trzeba tam wstąpić. Tak, tak, Karol ma spore zasługi, żem dominikanin...

No i jakby zwieńczeniem tej relacji jest fakt, iż kilkanaście miesięcy temu w naszej bazylice, tu w Krakowie, chrzciłem wnuka Karola. Dziecko otrzymało wdzięczne imię – Jacek. Powiedziałem od ołtarza, że z uroczystości cieszy się nie tylko ten Jacek (święty!), który jest nad nami w tej kaplicy, ale i ten drugi Jacek...

Po mszy świętej Karol podszedł do mnie w zakrystii i zapytał, czy miałem na myśli Jacka Kuronia i czy uważam, że jest w niebie. Odpowiedziałem, że tak, że o nim myślałem, i dodałem: „A kto ma być w niebie, jak nie Jacek Kuroń?”...

Tu kończę, bo i tak nie sposób „zajechać kobyły historii” Karolowego życia, bogatego jak rzadko które. Bezprzykładnie obfitego w boje z polską historią, niestrudzonego w solidarności ze słabszymi.

Żyj nawet 120 lat, co, jak mówi Biblia, udało się Mojżeszowi. I służ mądrością pod opieką nie tylko świętego Karola, ale i świętych Jerzego i Jacka. ©

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Solidarność. Szkoda, że takie imię nie istnieje" ależ istnieje - ma twarz pana Dudy, który obiecuje wysłać aktyw robotniczy aby przepędził protestujących warchołów Podpowiadam dobry patent - tak jak w 1968r niech związkowcy wezmą trzonki od łopat
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

O. Józef Puciłowski OP
Ks. Jan Kaczkowski, Błażej Strzelczyk
Marcin Żyła

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]