Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Moja laudacja dla Karola

Moja laudacja dla Karola

11.12.2016
Czyta się kilka minut
Jego wnuk ma na imię Jacek. Domyślam się, że to po najbliższym przyjacielu Karola, Jacku Kuroniu. A gdybyśmy mieli Karolowi nadać drugie imię, to pewnie nazwalibyśmy go Solidarność. Szkoda, że takie imię nie istnieje.
il. Marcin Bondarowicz
N

Nawet jeśli zabrzmi to kokieteryjnie, jednak wypowiedzieć muszę i spytać zarazem: do czego to doszło, że ja – skromny zakonnik, dominikanin – głoszę swoją LAUDACJĘ na cześć profesora Karola Modzelewskiego, jednego z najwybitniejszych mediewistów polskich?

Kiedy pan redaktor naczelny Piotr Mucharski poprosił mnie o to, zgodziłem się, bo trzeba głośno mówić „o tym, co dobre i co prawdziwe”, jak pisze Leszek Kołakowski. Otóż z życia Karola (tu zostawiam naukę o średniowieczu, którą się profesor zajmuje, a która nigdy nie była mi bliską) odczytać wypada, pytając i o dobro, i prawdziwość...

W moje życie, i wielu nas w ówczesnym Wrocławiu, gdzie znalazł się w drugiej połowie lat 60., po wyjściu z więzienia – wszedł on jako legenda: ten, co wraz z Jackiem Kuroniem rzucił wyzwanie „władzy ludowej” swoim „Listem otwartym do partii”. Karol stał się dla mnie od razu ważnym odniesieniem do wielu kwestii dziejących się w Polsce. I nie tylko!

Nie tylko, bo przez swoją barwną osobowość pokazywał otoczeniu – tym, co utrzymywali z Nim bliski kontakt – że wobec nikogo nie można żywić nienawiści. Bo przecież nawet wtedy, w przaśnym komunizmie (przy całkowitej i słusznej niechęci społeczeństwa do Związku Radzieckiego), wielu z nas ową nienawiść, a może tylko krańcową niechęć nosiło w sobie.

Tymczasem Karol wspominał, mówił, opowiadał o dobrych, serdecznych i bardzo nieszczęśliwych Rosjanach. Negował niechęć, a może właśnie nienawiść. Uczył oddzielać komunizm od Rosjan.

Opowieść o Rosji to była opowieść o Mamie, czułej i wrażliwej, i o Zygmuncie Modzelewskim, który dał mu nazwisko i wychował. Minister Modzelewski (nie przestając być członkiem zespołu ludzi, którzy przechwycili – dzięki Stalinowi i za przyzwoleniem cynicznych polityków zachodnich – władzę w Polsce) okazał się dobrym i mądrym ojcem. Karol uczył, że świat nie jest czarno-biały i że w ludzkich poszukiwaniach, szczególnie uczonych – przecież sam jest uczonym, i to wybitnym – tkwi wielkie dobro.

Przydał się też nam, członkom KIK-u wrocławskiego, chłodny prysznic z Jego strony odnośnie do przebiegu obchodów Milenium Chrztu Polski. Mam na uwadze treść, formy i akcenty wielu kazań, które siłą rzeczy preferowały formę obronną, obrony wiary, ale przecież nie były też wolne od nacjonalizmu i niedostrzegania w Polsce ludzi innych wyznań, jak również niewierzących osób poszukujących...

Muszę wspomnieć o trzech wydarzeniach zasługujących na moją wobec Karola szczególną wdzięczność.

Przede wszystkim, gdy w swoim czasie (czyli przed moim wstąpieniem do zakonu, co miało miejsce w roku 1981) dwóch funkcjonariuszy SB dokonało u mnie „przeszukania mieszkania”, jak oni to nazywali, czyli rewizji – po pobycie Stanisława Barańczaka, który zostawił plik najnowszego „Oświadczenia” KOR-u – znaleźli oni nie owe oświadczenia, ale „list” Kuronia i Modzelewskiego do partii. Wezwano mnie na komendę MO i choć esbek był kulturalny, bałem się! Poszedłem do Karola, prosząc o radę: co robić? Udzielił mi doskonałej rady. Ponieważ kapitan Ryszard Chodubski prosił, by nikomu o wezwaniu nie mówić, Karol nakazał, żeby rzeczywiście nie mówić, tylko poinformować kilka osób telefonicznie. Wybrałem ks. kard. Henryka Gulbinowicza, Tadeusza Mazowieckiego i Jerzego Turowicza. Poinformowałem ich wszystkich o zdarzeniu, co interlokutorzy z SB przyjęli bez słowa, a ja już nigdy nie byłem wzywany do wrocławskiej komendy MO.

U Karola też – i to jest drugie wydarzenie – poznałem lepiej (wraz z późniejszym prowincjałem naszego zakonu Maciejem Ziębą) o. Aleksandra Hauke-Ligowskiego. Ojca Aleksandra zaprosiliśmy do KIK-u wrocławskiego zaraz po jego głodówce (w dobrym towarzystwie m.in. Bohdana Cywińskiego, Tadeusza Mazowieckiego i Ozeasza Szechtera – ojca Adama Michnika) w warszawskim kościele św. Marcina. Niestety, albo właśnie „stety”, ówczesny przeor klasztoru wrocławskiego nie przyjął na nocleg ojca Aleksandra (bo się bał!). Poszliśmy z nim do Karolów i tam przegadaliśmy czas do rana, kiedy to odprowadziliśmy gościa na dworzec. A ja byłem już pewny, że skoro u dominikanów są „tacy”, to trzeba tam wstąpić. Tak, tak, Karol ma spore zasługi, żem dominikanin...

No i jakby zwieńczeniem tej relacji jest fakt, iż kilkanaście miesięcy temu w naszej bazylice, tu w Krakowie, chrzciłem wnuka Karola. Dziecko otrzymało wdzięczne imię – Jacek. Powiedziałem od ołtarza, że z uroczystości cieszy się nie tylko ten Jacek (święty!), który jest nad nami w tej kaplicy, ale i ten drugi Jacek...

Po mszy świętej Karol podszedł do mnie w zakrystii i zapytał, czy miałem na myśli Jacka Kuronia i czy uważam, że jest w niebie. Odpowiedziałem, że tak, że o nim myślałem, i dodałem: „A kto ma być w niebie, jak nie Jacek Kuroń?”...

Tu kończę, bo i tak nie sposób „zajechać kobyły historii” Karolowego życia, bogatego jak rzadko które. Bezprzykładnie obfitego w boje z polską historią, niestrudzonego w solidarności ze słabszymi.

Żyj nawet 120 lat, co, jak mówi Biblia, udało się Mojżeszowi. I służ mądrością pod opieką nie tylko świętego Karola, ale i świętych Jerzego i Jacka. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Solidarność. Szkoda, że takie imię nie istnieje" ależ istnieje - ma twarz pana Dudy, który obiecuje wysłać aktyw robotniczy aby przepędził protestujących warchołów Podpowiadam dobry patent - tak jak w 1968r niech związkowcy wezmą trzonki od łopat
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]