Reklama

Mój typ

Mój typ

06.09.2014
Czyta się kilka minut
Rozumiem swoje obowiązki, wynikające z przynależności do wąskiej grupy zawodowo czytających, ale chciałabym prawa do egocentrycznego zapatrzenia w twórczość własną.
C

Czy mogłaby pani napisać krótko dla naszych czytelników o swojej ulubionej powieści? – zapytała mnie dziś rano miła dziennikarka z pisma kobiecego. W pierwszej chwili chciałam odpowiedzieć: – Oczywiście. Na ile znaków, na kiedy, w jakim kolorze? Coś we mnie jednak wstąpiło, rzadko podnoszący głowę duch przekory, i rzuciłam: – Nie, na temat cudzych książek to mi się nie chce tak od rana, za darmo i ekspresowo.
Nie powinnam odmawiać, bo drugi raz nie poproszą, w dodatku w końcu jestem poważną literaturoznawczynią, edukowanie gdzie i kogo się da powinno stanowić cel mojego zawodowego życia. Dziennikarkę zatkało, słynę z gotowości wyświadczania przysług, a poza tym, w końcu: – To w ramach promocji dla pani nowej powieści – kusiła. A dla promocji pisarka daje się fotografować bez butów, że niby taka wyluzowana, na tle biblioteczki, że intelektualistka, w ogrodzie, że nie unika prac ręcznych. Profesorka zaś ma obowiązek wychodzenia do ludzi, bo w gabinecie nikt jej nie zobaczy. Po pokazaniu się wzrastają szanse na jakieś telewizyjne wystąpienie na temat pokoju na świecie.
Tyle że ja nie mam ulubionej powieści i niejeden raz już o niej pisałam. Tak jak nie mam pisarza, który wywarł na mnie przemożny wpływ i udzieliłam kilku wywiadów na temat jego oddziaływania. Podobnie nie pamiętam, co mnie ukształtowało artystycznie i konfrontowałam te szkoły i fakty w niejednej dyskusji z ukształtowaniami pokolenia, do którego należę.
Ośmielona własną, przedpołudniową bezczelnością, przyznaję się do ignorancji i arogancji. Z jednej strony rozumiem swoje obowiązki, wynikające z przynależności do wąskiej grupy zawodowo czytających, ale z drugiej chciałabym prawa do egocentrycznego zapatrzenia w twórczość własną. Jasne, problem poniekąd wypływa z mojej dwuzawodowości. Wypowiadam się jak najbardziej na temat literatury, nowej i starszej, biorę na krytyczny warsztat pisarzy, prądy, teksty, tomy i zjawiska. Występuję podczas dyskusji, paneli, festiwali, konferencji. Można rzec, że jestem ekspertką. Napisałam niejedną rzecz poważną o kanonie literackim, podając w wątpliwość kryteria go konstruujące. Jako badaczka literatury mam szereg wątpliwości, jako krytyczka staram się wznieść przynajmniej pięć centymetrów nad streszczenie treści utworu, więc skąd miałabym, tym razem w roli pisarki, wziąć odpowiedzi na, powiedzmy sobie szczerze, nieskomplikowane pytania?
Człowiek drążący świat sztuki rzadko miewa odpowiedzi dobre w popkulturowej komunikacji. I nie chodzi tu o zdolność zgrabnej frazy, zalecającego się do czytelników skrótu, przeciwstawione uczonemu wywodowi, przez nieżyczliwych, zwanemu intelektualnym ględzeniem. Nie w tym rzecz, że – pozostańmy przy moim porannym buncie – nie potrafiłabym wymyśleć jeszcze jednej swojej ulubionej książki, prezentującej atrakcyjnie zarówno mnie, jak i samo czytelnictwo. Ani o brak daru lekkiego pióra. Lekkie pióro można zamarkować, wyobraźnia podpowiada, co powinno być w moim typie. Pojawia się jednak dręczące pytanie – po co? Czemu ma służyć okienko na błyskotliwą prezentację typów literackich?
Zapewne podnosi prestiż pism zasadniczo zakrzątanych wokół czegoś innego, potwierdza ich szlachetność. Nie sądzę jednak, by odbiorczynie i odbiorcy byli zainteresowani takim, powiedzmy otwarcie, anachronicznym sposobem prezentowania kultury. Na zdrowy rozum: co kogo obchodzą moje lekturowe fascynacje? Stali felietoniści, recenzenci mogą wykonywać w kolorowych magazynach dobrą robotę. Pisarki i pisarze często pełnią rolę nowości z rynku sztuki i to jest zrozumiałe. Udzielamy wywiadów, pozujemy na tle swoich biurek. Ponieważ tak funkcjonujemy, trudno jednocześnie oczekiwać od nas powrotu na pozycję autorytetu, trendsetterki od książek z kanonu literackiego. Mój akapicik o zmieniającym życie bohaterze literackim nic nie waży, niczego nie wnosi, nie ma szans skłonić kogokolwiek do zanurzenia się w czymkolwiek.
Tak więc odmówiłam w poczuciu nieważności podobnej misji. I dlatego, że nie mam ulubionej powieści oraz niejeden raz o niej pisałam, wyczerpując ten temat.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]