Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Mój typ

Mój typ

06.09.2014
Czyta się kilka minut
Rozumiem swoje obowiązki, wynikające z przynależności do wąskiej grupy zawodowo czytających, ale chciałabym prawa do egocentrycznego zapatrzenia w twórczość własną.
C

Czy mogłaby pani napisać krótko dla naszych czytelników o swojej ulubionej powieści? – zapytała mnie dziś rano miła dziennikarka z pisma kobiecego. W pierwszej chwili chciałam odpowiedzieć: – Oczywiście. Na ile znaków, na kiedy, w jakim kolorze? Coś we mnie jednak wstąpiło, rzadko podnoszący głowę duch przekory, i rzuciłam: – Nie, na temat cudzych książek to mi się nie chce tak od rana, za darmo i ekspresowo.
Nie powinnam odmawiać, bo drugi raz nie poproszą, w dodatku w końcu jestem poważną literaturoznawczynią, edukowanie gdzie i kogo się da powinno stanowić cel mojego zawodowego życia. Dziennikarkę zatkało, słynę z gotowości wyświadczania przysług, a poza tym, w końcu: – To w ramach promocji dla pani nowej powieści – kusiła. A dla promocji pisarka daje się fotografować bez butów, że niby taka wyluzowana, na tle biblioteczki, że intelektualistka, w ogrodzie, że nie unika prac ręcznych. Profesorka zaś ma obowiązek wychodzenia do ludzi, bo w gabinecie nikt jej nie zobaczy. Po pokazaniu się wzrastają szanse na jakieś telewizyjne wystąpienie na temat pokoju na świecie.
Tyle że ja nie mam ulubionej powieści i niejeden raz już o niej pisałam. Tak jak nie mam pisarza, który wywarł na mnie przemożny wpływ i udzieliłam kilku wywiadów na temat jego oddziaływania. Podobnie nie pamiętam, co mnie ukształtowało artystycznie i konfrontowałam te szkoły i fakty w niejednej dyskusji z ukształtowaniami pokolenia, do którego należę.
Ośmielona własną, przedpołudniową bezczelnością, przyznaję się do ignorancji i arogancji. Z jednej strony rozumiem swoje obowiązki, wynikające z przynależności do wąskiej grupy zawodowo czytających, ale z drugiej chciałabym prawa do egocentrycznego zapatrzenia w twórczość własną. Jasne, problem poniekąd wypływa z mojej dwuzawodowości. Wypowiadam się jak najbardziej na temat literatury, nowej i starszej, biorę na krytyczny warsztat pisarzy, prądy, teksty, tomy i zjawiska. Występuję podczas dyskusji, paneli, festiwali, konferencji. Można rzec, że jestem ekspertką. Napisałam niejedną rzecz poważną o kanonie literackim, podając w wątpliwość kryteria go konstruujące. Jako badaczka literatury mam szereg wątpliwości, jako krytyczka staram się wznieść przynajmniej pięć centymetrów nad streszczenie treści utworu, więc skąd miałabym, tym razem w roli pisarki, wziąć odpowiedzi na, powiedzmy sobie szczerze, nieskomplikowane pytania?
Człowiek drążący świat sztuki rzadko miewa odpowiedzi dobre w popkulturowej komunikacji. I nie chodzi tu o zdolność zgrabnej frazy, zalecającego się do czytelników skrótu, przeciwstawione uczonemu wywodowi, przez nieżyczliwych, zwanemu intelektualnym ględzeniem. Nie w tym rzecz, że – pozostańmy przy moim porannym buncie – nie potrafiłabym wymyśleć jeszcze jednej swojej ulubionej książki, prezentującej atrakcyjnie zarówno mnie, jak i samo czytelnictwo. Ani o brak daru lekkiego pióra. Lekkie pióro można zamarkować, wyobraźnia podpowiada, co powinno być w moim typie. Pojawia się jednak dręczące pytanie – po co? Czemu ma służyć okienko na błyskotliwą prezentację typów literackich?
Zapewne podnosi prestiż pism zasadniczo zakrzątanych wokół czegoś innego, potwierdza ich szlachetność. Nie sądzę jednak, by odbiorczynie i odbiorcy byli zainteresowani takim, powiedzmy otwarcie, anachronicznym sposobem prezentowania kultury. Na zdrowy rozum: co kogo obchodzą moje lekturowe fascynacje? Stali felietoniści, recenzenci mogą wykonywać w kolorowych magazynach dobrą robotę. Pisarki i pisarze często pełnią rolę nowości z rynku sztuki i to jest zrozumiałe. Udzielamy wywiadów, pozujemy na tle swoich biurek. Ponieważ tak funkcjonujemy, trudno jednocześnie oczekiwać od nas powrotu na pozycję autorytetu, trendsetterki od książek z kanonu literackiego. Mój akapicik o zmieniającym życie bohaterze literackim nic nie waży, niczego nie wnosi, nie ma szans skłonić kogokolwiek do zanurzenia się w czymkolwiek.
Tak więc odmówiłam w poczuciu nieważności podobnej misji. I dlatego, że nie mam ulubionej powieści oraz niejeden raz o niej pisałam, wyczerpując ten temat.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]