Ofensywa lądowa Izraela w południowym Libanie, rozpoczęta we wtorek 1 października, nie czekała długo na odpowiedź Iranu: tego samego dnia wieczorem Teheran wystrzelił ok. 180 rakiet, w tym hipersoniczne pociski Fateh.
Irański atak poprzedziły miesiące, w których sojusznicy Iranu byli konsekwentnie eliminowani i dekapitowani przez izraelską armię. Możliwe, że obecna jego odpowiedź jest jedynie próbą zachowania twarzy w całej tej sytuacji – wiadomo, że na chwilę przed atakiem Teheran uprzedził o nim Stany Zjednoczone, zaś już po nim wydano komunikat, w którym mowa jest wprost, iż Teheran uważa sprawę za zamkniętą, i że nie będzie dalszych podobnych ataków, o ile teraz nie będzie ataków ze strony Izraela.
Wcześniej „surowe konsekwencje” były zapowiadane przez Teheran już po zamachu na Isma’ila Hanijję (polityka i negocjatora Hamasu, zabitego przez izraelski wywiad w lipcu br. w Teheranie), a ponownie w ostatnich dniach – po tym, jak izraelski wywiad zdetonował kilka tysięcy urządzeń komunikacyjnych należących do Hezbollahu, a zwłaszcza po zabójstwie jego przywódcy Hasana Nasrallaha.
„Żelazna Kopuła jest krucha jak szkło”
Lądowy atak na Liban był – z punktu widzenia Iranu – przekroczeniem przez Izrael kolejnej granicy. Teheran musiał pokazać, że wciąż jest najważniejszym strażnikiem sprawy islamskiej i jedyną siłą, która jest w stanie realnie postawić się „małemu szatanowi”, jak nazywa izraelskie państwo.
Atak rakietowy – podobnie jak jego poprzednia wersja, z kwietnia – był, wedle deklaracji Iranu, skierowany na cele militarne i szczęśliwie skończyło się niemal bez strat w ludziach. Prawdopodobnie jedyną ofiarą był, jak na ironię, Palestyńczyk z Gazy, przebywający czasowo w Jerychu, trafiony odłamkiem. Miliony Izraelczyków zdążyły w porę ukryć się w schronach.
Wiadomo jednak, że – wbrew zapewnieniom Izraela o skuteczności jego systemu przeciwlotniczego – wiele pocisków sięgnęło celów i poczyniło straty w infrastrukturze. Prezydent Iranu, Masud Pezeszkian, podczas posiedzenia rządu z zadowoleniem stwierdził, że „izraelska Żelazna Kopuła jest krucha jak szkło”.
„Pieprzyć ich obu”
Rozjaśnione od pocisków niebo nad Lewantem wzbudziło euforię Palestyńczyków. Ale sceptyczni wobec swojego rządu Irańczycy – a przynajmniej ci, z którymi udało mi się nawiązać kontakt – nie podzielają tego entuzjazmu.
„Pieprzyć ich obu” – pisze Ebrahim (imiona rozmówców na ich prośbę zostały zmienione), doktorant na jednej z polskich uczelni, który w chwili ataku był w Teheranie. Ma na myśli Izrael – oraz własny rząd. Spędzał w rodzinnym kraju wakacje, miał właśnie wracać do Polski przez Turcję, ale irańska przestrzeń powietrzna została zamknięta, a loty odwołane. Ebrahim czeka i liczy, że zgodnie z zapowiedzią opuści kraj jutro.
Jego reakcji trudno się dziwić. Poparcie dla irańskiego rządu jest w społeczeństwie znikome, wybory są masowo bojkotowane, a Irańczycy, zwłaszcza młodzi, chcieliby wreszcie zacząć normalnie żyć.
Choć oczywiście nie wszyscy podzielają zdanie Ebrahima: wielu Irańczyków żywi jak najgorsze uczucia wobec Izraela, a Hezbollah, finansowany przez Teheran, darzą większą sympatią niż własny rząd.
„Izrael chce tej wojny”
– To bardziej teatr niż wojna – odpowiada Dżamszid, zagadnięty przeze mnie na WhatsAppie. – To rozgrywka tych, którzy pociągają za sznurki. Ich celem jest strach. Uważam, że oba mocarstwa dogadały się między sobą.
Irańczycy lubują się w teoriach spiskowych. Według jednej z nich rząd w Teheranie tak naprawdę współpracuje po cichu z Tel Awiwem. To wyjaśnienie wygodne dla osób, które mają równie nieprzychylny stosunek wobec obu administracji.
– Mamy takie powiedzenie: „Światło używane w domu nie powinno służyć w meczecie” – dodaje Dżamszid. Co ma na myśli? Dżamszid: – Nasza ekonomia jest w kryzysie. Dlaczego marnujemy pieniądze na wtrącanie się w nie swoje konflikty?
– Izrael toczy niekończącą się wojnę i udowodnił wielokrotnie, że zależy mu na dalszej eskalacji, dopóki nie pokona wszystkich przeciwników – mówi z kolei Ahmad, którego zastaję w trakcie wycieczki do Afganistanu. Jest pasjonatem klasycznej literatury perskiej i postanowił odwiedzić ważne dla jej historii miejsca. – Być może to koniec trwającego od ponad 30 lat status quo, czyli pozornego pokoju. Choć przecież prowadziliśmy wojny rękami naszych sojuszników.
Pytam, czy nie boi się odwetu Izraela. Ahmad: – Bardziej boję się, co stanie się z naszym rządem. Nie zrozum mnie źle, nie popieram jego działań, wybory bojkotuję od 2009 r. Ale nowy prezydent Masud Pezeszkian i tak uważany jest za „gołębia”. Konserwatywna prasa od początku kadencji wiesza na nim psy, jego przeciwnicy polityczni w Teheranie uważają go za mięczaka. Jaką presję będą w stanie na niego wywrzeć? Nie wiem, ale nie popieram agresywnej polityki, nawet jeśli cel jest szlachetny.
„Jesteśmy silniejsi”
Chwilę po irańskim ataku izraelski premier Benjamin Netanjahu nagrał po angielsku orędzie do narodu irańskiego. Kierował je do licznej grupy, która nie popiera polityki ajatollahów. Wybrał metodę „kija i marchewki”, zaczynając od gróźb („Nie ma miejsca, którego nie możemy osiągnąć, by ochronić naszych ludzi”), potem szybko przechodząc do zapewnień o przyjaźni i szacunku, jaki rzekomo żywi do irańskiej historii i kultury. „Obudźcie się – apelował. – Każdego dnia wasz reżim prowadzi cały region w kierunku wojny, której nikt z nas nie chce. Wyobraźcie sobie, że wasz rząd wydaje pieniądze na polepszenie waszego życia, zamiast toczyć wojnę.
Wśród zapytanych przeze mnie Irańczyków dominuje obojętność, a nawet niechęć do działań własnego rządu. Retoryka Netanjahu mogłaby być dla nich kusząca, gdyby nie antyizraelskie emocje, które odczuwają od zawsze. Ale na ostatnie wydarzenia nie reagują takim strachem, jak mieszkańcy Zachodu. Dla wielu z nich „dziwna wojna” jest czymś normalnym, w końcu żyją w takim napięciu od niemal 40 lat.
Ale jest też inny powód. – Przecież jesteśmy od nich silniejsi – zarzeka się Amir, kolejny z moich rozmówców.
Amir uważa się za irańskiego patriotę i wierzy, że jego kraj jest regionalną potęgą, której nawet Izrael nie byłby w stanie pokonać.
Miejmy nadzieję, że nie będzie trzeba tego weryfikować.
Tekst ukończono 3 października o godzinie 10.00.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















