Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Mistrzostwa świata

Mistrzostwa świata

20.02.2012
Czyta się kilka minut
Gdy przyjrzeć się polskim zmaganiom o Oscary, uderza prawidłowość: najwyżej docierało kino historyczne. Czy jesteśmy ciekawi tylko poprzez szczególny rodzaj doświadczenia?
Agnieszka Holland fot. Hubert Komerski
O

Oczywiście lepiej jest mieć nominację, niż nie mieć” – to zdanie wypowiedziane przez Agnieszkę Holland robi dziś karierę jako najzdrowsze z możliwych podejście do oscarowych przedbiegów. Już sam fakt, że 26 lutego usłyszymy w Teatrze Kodaka tytuł polskiego filmu i zobaczymy na widowni naszych artystów, przynosi radość i dumę. Zwłaszcza że „W ciemności” to film w gruncie rzeczy arcypolski, zaplątany w naszą historię – niełatwą również dla nas samych. To także film, najtrywialniej mówiąc, znakomicie wykonany, i choć w sensie ścisłym jest międzynarodową koprodukcją, można go uznać za wizytówkę polskiego kina. Zdjęcia Jolanty Dylewskiej wpisują się w światową ekstraklasę. Kreacje Roberta Więckiewicza czy Kingi Preis zwracają uwagę nie tylko rodzimych widzów i krytyków. Przy tym wszystkim problematyka filmu, mimo osadzenia w bardzo konkretnym miejscu i czasie, pozostaje żywa również gdzie indziej.

JAK TO MOŻLIWE, że z człowieka w warunkach najbardziej nieludzkich wychodzi czasem „piękne zwierzę”? Jaki splot zewnętrznych okoliczności i osobistych predyspozycji decyduje o bohaterstwie? Ile możemy powiedzieć o sobie czy innych, dopóki nie przyjdzie czas prawdziwej próby? Opowieść Holland o brawurowych wyczynach Leopolda Sochy mimo całej swej efektowności jest w gruncie rzeczy bardzo „nieamerykańska”. Nie oglądamy spektakularnej przemiany polskiego antysemity i szmalcownika, ale rodzaj amoku, który człowiekowi pełnemu kompleksów i przyziemnych pragnień każe przekraczać samego siebie. I który nie może się w tym przekraczaniu zatrzymać, jakby zatracił instynkt samozachowawczy.

Więckiewicz znakomicie wygrywa plebejskość swego bohatera – ten „biedny Polak” zrazu obojętnie patrzący na pacyfikowane getto lwowskie, ten pazerny, gorszy „sąsiad”, który nagle zyskuje władzę nad życiem kilkunastu ludzi, robi coś, czego do końca sam nie jest w stanie pojąć, bo swoich czynów dokonuje niejako wbrew sobie. Dzięki tak skonstruowanej postaci przestajemy patrzeć na czasy Zagłady poprzez postawy wyłącznie skrajne. Filmowy Socha uczłowiecza, a zarazem niuansuje relacje polsko-żydowskie, wyrywa je z naznaczonych wzajemnym resentymentem schematów. W tym sensie jest to film dla nas ważny niezwykle i żadne nagrody czy ich brak tego faktu już nie zmienią.

Gdyby przyjrzeć się polskim zmaganiom o Oscary, uderza zastanawiająca prawidłowość. Spośród produkcji fabularnych to właśnie kino historyczne, którego wielu z nas się wstydzi jako przejawu narodowej obsesji czy myślenia koniunkturalnego, docierało najwyżej. „Pianista” (2002) miał aż 7 nominacji, w tym 3 zwycięskie statuetki. „Katyń” (2007) nominowany był w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego. W tej kategorii startowały także wyprodukowane w Niemczech „Gorzkie żniwa” (1985) Agnieszki Holland. Na 9 stricte polskich tytułów z tą samą nominacją co najmniej połowa odnosiła się bezpośrednio do rodzimej historii (by wymienić tylko „Człowieka z żelaza” Wajdy i „Potop” Hoffmana). Czyżby rozdrapywanie zdarzeń minionych było naszą lokalną specjalnością? A może właśnie poprzez szczególny rodzaj doświadczenia historią jesteśmy dla świata ciekawi? Nie pozostaje nic innego, jak przyjąć to za dobrą monetę i trzymać kciuki również za „Różę” Wojciecha Smarzowskiego, która w przyszłym roku ma duże szanse zawalczyć o nominację.

W opinii tych, których niespecjalnie wabi oscarowy splendor, zupełnie inna okoliczność jest dla filmu Holland niezwykle nobilitująca. „W ciemności” stanął bowiem w ścisłym finale obok tytułu, z którym nawet przegrana może uchodzić za zaszczyt. Mowa oczywiście o arcydzielnym „Rozstaniu” Asghara Farhadiego, który bije na głowę wszystkie dziesięć tytułów ubiegających się o główną statuetkę Amerykańskiej Akademii. Również dla polskiej reżyserki doskonały film Irańczyka jest faworytem (ma też nominację za scenariusz oryginalny). Nie zapominajmy jednak o tym, że Oscar dla filmu nieanglojęzycznego bywał w ostatnich latach najbardziej kontrowersyjnym i zaskakującym z werdyktów. Dlaczego japońskie „Pożegnania” uznano za lepsze od izraelskiego „Walca z Baszirem”? Wedle jakich kryteriów argentyński „Sekret jej oczu” pobił „Białą wstążkę” i równie wybitne „Ajami”? Podobne przykłady można mnożyć. Jednocześnie wokół decyzji Akademików narastają co roku rozmaite teorie spiskowe. Wedle jednych tematyka Holocaustu musi się przebić – taką opinią próbuje się czasem dyskredytować artystyczne wartości filmu Holland. Zdaniem innych nagroda dla irańskiego reżysera na uchodźctwie byłaby znaczącym gestem politycznym. A może najwyższy czas, by nagrodzić film z Izraela, którego kinematografia, znakomita od kilku lat, często docierała do finału, ale nigdy nie na podium? W tym roku reprezentuje ją „Hearat Shulayim” Josepha Cedara, nominowanego w 2008 r. za film „Beaufort”.

PORZUĆMY JEDNAK SPEKULACJE I KALKULACJE. Nie ulega wątpliwości, że Oscar jest dla każdego filmu lokomotywą sukcesu – generuje większą widownię, stwarza możliwości twórcom, przynosi sławę krajowi pochodzenia. Potraktujmy niedzielną uroczystość niczym półfinały mistrzostw świata. W tym roku już w nich jesteśmy!

ANITA PIOTROWSKA jest krytyczką, stałą recenzentką filmową „Tygodnika Powszechnego”.

Redakcja dodatku: Andrzej Franaszek, Michał Okoński
Współwydawca: Fundacja Tygodnika Powszechnego

Za pomoc w opublikowaniu dodatku podziękowania zechcą przyjąć: Pan Aleksander Gudzowaty oraz Centrum Dialogu im. Marka Edelmana

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do pisma „EKRANy”, „Kino” i miesięcznika psychologicznego „Charaktery”. Jest współautorką takich publikacji, jak: „Panorama kina...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]