Miejsce w szeregu

Sąd Miejski w Moskwie uznał: Michaił Chodorkowski, rosyjski oligarcha, były szef koncernu naftowego Jukos, i jego wspólnik Płaton Lebiediew - są winni. Prokuratura postawiła im jedenaście zarzutów, w tym niepłacenie podatków, przywłaszczenie mienia, fałszowanie dokumentów.
Czyta się kilka minut

Sąd odczytywanie wyroku rozłożył na wiele dni, czyniąc z tej czynności istny spektakl. Główne i najtragiczniejsze role przypadły oskarżonym. Najbardziej przydatnymi władzy aktorami okazały się obok prokuratury grupki manifestantów, domagające się na wzór tradycji ZSRR “sprawiedliwego wyroku dla grabieżców narodu". Rosyjskie media znudziły się już przedstawieniem i o to elitom rządzącym chodziło. Prasa kpi, że Chodorkowskiego skazano na odczytywanie wyroku.

Oligarcha dorobił się fortuny na prywatyzacji lat 90. XX w. Podczas transformacji była to w Rosji najkrótsza i najczęściej nieczysta droga do majątku. Wielu biznesmenów ją wybrało i mimo brudnych rąk pozostaje na wolności. Dlaczego właśnie Chodorkowski padł ofiarą Putina? Bo zaangażował się w politykę. Krytykował posunięcia Kremla, finansował nieprzychylne prezydentowi media. Zaczęły chodzić słuchy, że sam ma ochotę na fotel prezydencki. Nie zaprzeczał. Wtedy miarka się przebrała. Chodorkowski nie umiał w putinowskiej Rosji zachować się poprawnie.

Putin, w odróżnieniu od Borysa Jelcyna wydał walkę niezależnym mediom i finansującym je biznesmenom. Dla Chodorkowskiego przestrogą mógł być los jego przyjaciół: Borysa Bieriezowskiego i Władimira Gusinskiego. Pierwszy - właściciel stacji “ORT", “TW6" i kilku gazet - przyczynił się do wyborczego sukcesu Putina, lecz potem zainicjował szereg protestów przeciwko niemu. Drugi był właścicielem holdingu Media Most - wchodząca w jego skład telewizja NTW krytykowała Putina. Prokuratura zmusiła obu biznesmenów do emigracji i podporządkowała sobie ich media. Chodorkowski tej lekcji nie zrozumiał.

Potentaci finansowi w Rosji muszą znać miejsce w szeregu. Proces Chodorkowskiego ma być dla nich przestrogą. Ani kroku w przód, ani kroku w tył i żadnych ambicji politycznych. Wydawałoby się, że Roman Abramowicz, oligarcha, wg amerykańskiego magazynu “Forbes" jeden z najbogatszych ludzi świata, właściciel londyńskiego klubu piłkarskiego Chelsea, właściwe miejsce w szeregu już znalazł. Za Jelcyna miał przydomek “bankiera rodziny", bo wtedy oligarchowie należeli do “rodziny prezydenta". Teraz Abramowicz siedzi cicho z daleka od Moskwy - to na Czukotce, to w Londynie. Sprzedał część udziałów, m.in. w kompanii Sibnieft, Rosyjskim Aluminium i Telewizji ORT. Nawet to nie zapewni mu jednak nietykalności: w Rosji mówi się, że Abramowicz to najsmaczniejszy kawałek tortu, na który prezydent Putin ma ochotę. Na tę okoliczność na pewno ma już przygotowany akt oskarżenia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 22/2005