Reklama

Merkel namawia Erdoğana, aby stał się Orbanem

Merkel namawia Erdoğana, aby stał się Orbanem

19.10.2015
Czyta się kilka minut
Trudno było o gorszy termin wizyty Angeli Merkel u prezydenta Turcji.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan. Stambuł, 18.10.2015 r. / Fot. FP PHOTO /POOL / TOLGA BOZOGLU
F

Fakt, że kanclerz Niemiec zdecydowała się odwiedzić prezydenta Turcji właśnie teraz, w miniony weekend – na dwa tygodnie przed przedterminowymi wyborami w Turcji, które odbędą się w warunkach niemal wojny domowej z Kurdami – świadczy o jednym: coraz większej determinacji Angeli Merkel. Choć politycy opozycji – tej w Niemczech i tej w Turcji – krytykują ją, uznając, że jej podróż do Stambułu wspiera obiektywnie prezydenta Erdoğana na przedwyborczym finiszu, to ona najwyraźniej uważa, że priorytet, tj. kryzys migracyjny, uzasadnia taki krok.

Merkel jest bowiem przekonana, że Niemcy nie są w stanie samodzielnie (tj. na gruncie krajowym) powstrzymać napływu uchodźców-migrantów i jedynym wyjściem są działania międzynarodowe. A tu Turcja odgrywa kluczową rolę. Nie tylko Merkel, także inni politycy unijni są najwyraźniej pewni, że trzeba dogadać się z Erdoğanem – nawet za cenę przymknięcia oczu na jego autorytarny styl i represje wobec Kurdów – po to, aby wziął na siebie zadanie zatrzymania napływu migrantów z Bliskiego Wschodu do Europy. Szef MSW Niemiec Thomas de Maizière ujął to wprost: „główny klucz” do rozwiązania kryzysu migracyjnego leży w Turcji, gdyż „stąd przybywa bardzo wielu ludzi”, trzeba więc, mówił de Maizière w telewizji ARD, znaleźć ugodę uwzględniającą interesy europejskie, niemieckie i tureckie (w istocie, według danych Turcji, kraj ten przyjął dotąd 2,5 mln uchodźców, głównie z Syrii. Również przez Turcję wiedzie główny dziś szlak migracyjny do Europy z Bliskiego i Środkowego Wschodu).

W Stambule Merkel zaoferowała więc Turcji pomoc finansową (co najmniej kilka miliardów euro – na początek?) i ułatwienia w podróżowaniu jej obywateli do Unii. Jak mówiła otwarcie, w zamian oczekuje, iż Turcja zgodzi się szybko na zawarcie umowy o przyjmowaniu uchodźców-migrantów, którzy nie dostaną azylu w Unii. Wcześniej zaś, w rozmowie z dziennikiem „FAZ”, Merkel mówiła, że uważa, iż Turcja może zostać uznana za tzw. bezpieczny kraj pochodzenia. To kluczowe sformułowanie w niemieckim prawie azylowym: przybywający nie otrzymają azylu, jeśli przybyli z takich „bezpiecznych krajów”. O tym, jakie kraje włączyć na tę listę, decyduje Bundestag.

Można by więc powiedzieć, że Merkel namawiała Erdoğana, aby wykonał dla Europy podobną robotę, jaką dla Węgier usiłował wykonać Viktor Orbán – tylko na dużo większą skalę. Wszak pomysł zasadza się na tym, by Turcja stała się czymś w rodzaju „płotu” zatrzymującego migrację do Europy...

Ale zanim ktoś rzuci kamieniem w Merkel, niech przyjrzy się sytuacji w Niemczech: w pierwszych dwóch tygodniach października do Niemiec przybyło kolejnych 100 tysięcy ludzi...©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

... należałoby przesunąć jak najbardziej na zewnątrz. Wczoraj do znajomej z Rumunii, tłumaczki języka polskiego, napisałem w kwestii uchodźców co następuje: "...Pozwoliłem sobie na ten wstęp, bo chciałbym teraz zapytać się Panią o pewien problem polityczny, który dotyczy Rumunii-budowanie zapór granicznych przez Węgry, które mają także izolować Rumunię. Jeżeli ten fakt polega na prawdzie, to dla dobra pewnej wspólnoty(którą określam po swojemu "karpacką"), ale także wartości uniwersalnych(otwartość granic jako znak otwartości człowieka na człowieka), a przede wszystkim ze względu na dobro obywateli państwa rumuńskiego-nie dopuścić do izolacji Rumunii od Węgier i działać na wszelki mozliwy sposób, by nie tracić wspólnoty z Węgrami i swobodnego ruchu transgranicznego. W tej chwili Europa już się dzieli ze względu na problem uchodźców-jedni chcą całkowitej otwartości(jak Niemcy), inni izolują się całkowicie(jak Węgry). to problem bardzo złożony i trudno powiedzieć, jak własciwie zareagować-otwierać, czy zamykać się na uchodźców. Każde skrajne rozwiązanie jest najgorsze-bo na całkowitą otwartość pozwolić sobie nie mogą nawet najbogatsze państwa EU; ale ograniczenie ruchu przez granice państw EU z grupy Szchengen, a przede wszystkim całkowite zamknięcie się na ludzkie nieszczęście-jest nie do przyjęcia ze wzgledu na wartości cywilizacyjne. To trudny wybór-pomagać trzeba, ale musi być to pomoc wyważona, bo masowy napływ uchodźców do Europy, to nie tylko ucieczka ludzi przed zagrożeniem życia, ale sposób walki islamistów ze światem zewnętrznym. Europa jest konfrontowana z religijnym fundamentalizmem, ale tak naprawdę ze swoim własnym problemem braku wiążącej ją wspólnej wartości-jako EU nie mamy jasno określonej idei wspólnoty, bo żądając w imię "poprawności politycznej", by panowała pewna światopoglądowa "neutralność"(?), jesteśmy w sumie pozbawieni wartości cywilizacji. Kiedyś Europa była wspólnotą wartości wynikajacych z idei chrześcijańskich jako uniwersalna Christianitas. Ale ta skończyła się w czasach nowozytnych i obecnie jesteśmy wspólnotą konsumpcji, która staje się już ideą nadrzędną. Stad dla realizacji konsumpcji neguje się partnerską wspólnotę z drugim człowiekiem, tylko chce się go wykorzystać na własną konsumpcję-stad problem postępującego rozwarstwienia na biedę i bogactwo, i to nawet w tych krajach, gdzie demokracja dała podstawy społeczeństwom obywatelskim i egalitarnym. Teraz nawet "stara" Europa mentalnie cofnęła się od "ducha" na rzecz konsumenckiego "koryta". Na ten problem rożnie się reaguje. Węgry w pewnym momencie wybrały częściową izolację od EU. Ma to swoje uzasadnienie, choć działa wbrew idei wspólnoty wszystkich ludzi(stan idealny). W Europie widzi się ten problem, ale światowe lobby finansowe jest zbyt silne, by to zmienić. Byc może dlatego Węgry wybrały drogę naprawy poprzez częściową izolację od Brukseli. Ma to swoje uzasadnienie. Czas pokazuje, że polityka Orbana ma swoje racje. Te racje dostrzega się i w Polsce, a polityczna opcja wspierająca działania Orbana(partia PiS) moze w Polsce za tydzień przejać całkowitą władzę w Polsce-prezydent i wiekszość w parlamencie. Już teraz Polska zaczyna konkretną współpracę z Węgrami-pomoc w kontroli granicy węgierskiej. O ile ma to uzasdnienie w przypadku Serbii, o tyle izolacja Rumunii byłaby powaznym błędem, a Polska nie powinna tego wspierać. Podział na granicy węgiersko-rumunskiej, pociagnie za sobą podział w samej Rumunii- Transylwania może coraz bardzie ciążyć ku "węgierskiej" i "katolickiej" macierzy, wybierając izolację od "rumuńskiego chaosu". Tymczasem wieloetniczność i wielokulturowość Rumunii, choc stwarza pewne problemy zintegrowanej polityki panstwowej, jest dobrem wspólnoty narodowej przekraczajacej ideologiczno-religijne podziały. Izolacja Rumunii od Węgier to byłby błąd nie tylko polityczny na linii Węgry-Rumunia, ale błąd użycia "wartości chrześcijanskich" dla uzasadnienia izolacji. Chrześcijaństwo jest religią spotkania człowieka z człowiekiem, a nie sekciarskim dzieleniem ludzi na "swoich" i "obcych". Chrześcijaństwo jest katolickie, czyli powszechne, bo wychodzi do każdego człowieka z propozycją uniwersalnej wartości-dobra, które promuje wlasną ofiarą. I na tym wlaśnie polega też chrześcijańska ortodoksja. Chrześcijaństwo, które wikła się w polityczne podziały, przestaje być katolickie, czy chrześcijańskie w swej istocie. Niestety, ale wielu ludzi(w tym i hierarchów koscielnych) narzuca opaczną wizję wspólnoty Kościoła, jako system hierarchicznej władzy,w której sama władza człowieka nad człowiekiem jest najważniejsza. Stąd jest tendencja do wiązania koscioła z władzą świecką przez hierarchów i polityków. Europa ma problemy ze swoją identyfikacją duchową-czyli chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo jest niejednolite w podziałach konfesyjnych i instytucjonalnych. Te podziały należy przekraczać, by Europie i światu dać przykład drogi cywilizacji i rozwoju ludzkości. Polska i Rumunia, choć nie są krajami są siedzkimi, to jednak wiele mają wspólnego w problemach, które może rozwiązać zmiana ludzkiej mentalności pod wpływem nauki ewangelicznej. Różnorodność tradycji chrześcijańskiej: rzymski katolicyzm, prawosławie, protestantyzm; są bogactwem różnorodności, które powinny przekraczać partykularyzm podziałów pomiedzy ludźmi. To tyle co chciałbym Pani przekazać dla opisania moich niepokojów i koncepcji przeciwdziałania narastajacym problemom w Polsce, w Rumunii i w Europie"
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]