Na pastelowym plakacie widzimy cztery uśmiechnięte twarze: trzech matek i jednego ojca, co z grubsza oddaje proporcje. Wiadomo wszak, kto najczęściej zajmuje się opieką nad dzieckiem z niepełnosprawnością czy w spektrum autyzmu. Serial „Matki pingwinów” rozkłada ów ciężar na poszczególne rodziny i postacie, różnicując ich status społeczno-ekonomiczny czy specyfikę sytuacji życiowej. Już tu mogą pojawić się kontrowersje, bo jedynie Tatiana (Magdalena Różczka) przypomina zdesperowane matki protestujące w naszym Sejmie przeciwko niewidzialności – swoich dzieci i własnej.
Niezależnie jednak od tego, z jak bardzo podkoloryzowaną rzeczywistością mamy do czynienia, nowa produkcja Netfliksa wyreżyserowana przez Klarę Kochańską-Bajon i Jagodę Szelc, według scenariusza tej pierwszej oraz Doroty Trzaski i Niny Lewandowskiej, spełnia swoje podstawowe zadanie, jakim jest przywracanie widzialności. Jest masowo oglądana i komentowana.
Fakt, iż niektóre z twórczyń znają problem od podszewki, a przed kamerą występują także dzieciaki z rozmaitymi diagnozami, jest bez wątpienia siłą serialu, aczkolwiek musi rzucić się w oczy jego „warszawskość” czy wręcz elitarność. W integracyjnej szkole Cudowna Przystań, nie licząc umęczonej matki Michała z dystrofią mięśni, trudno znaleźć przeciętnych Kowalskich. Jest za to homoseksualny ojciec autystycznej Heli, z zawodu wykładowca akademicki, czy żyjąca w luksusie mama Toli z zespołem Downa.
Główną zaś bohaterką okazuje się rozwiedziona Kama, pracująca jako zawodniczka MMA. Trudno uznać ją za największą spośród filmowych siłaczek, ale to wokół niej, a właściwie wokół jej problemu z akceptacją, toczy się wielowątkowa akcja. Grana przez Maszę Wągrocką sportsmenka nie chce bowiem przyjąć do wiadomości faktu, iż z jej synkiem jest „coś nie halo”. Po drodze zaliczamy walki ze szkolnym systemem i walki na ringu, zauroczenia, kontuzje i nagłe choroby, a do tego snobistyczne kinderbale, ekstremalne wycieczki i kryminalne afery. Czy nie za dużo tego jak na pionierską produkcję, mającą przede wszystkim oswajać z prześlepianym zjawiskiem, jakim jest bycie rodzicem „dziecka specjalnej troski”?
Mimo że serial wpisuje się w „politykę reprezentacji”, realizowaną od lat przez giganta streamingu, niektórzy widzowie będący w temacie mogą mieć problem z identyfikacją. Bo w „Matkach pingwinów” znajdziemy wiele rozpoznawalnych mechanizmów czy dobrze uchwyconych drobiazgów, lecz najmniej tego, co składa się na codzienność. Galopada atrakcji przykrywa cały ten niewidzialny znój i rutynę, ciągłe poskramianie chaosu, chwile bezsilności, te wszystkie zmagania z „trzema schodami” czy z „dobrymi radami” postronnych – i oczywiście głodowe zasiłki.
Nie mamy jednak do czynienia z filmem dokumentalnym czy realistycznym dramatem społecznym. A kultura popularna nie jest od mówienia nam, jak jest, lecz właśnie od tworzenia fantazji. Pozwalają one uciec od trudnej rzeczywistości, ale czasem próbują także ją twórczo przepracować albo nawet dyskretnie zhakować zbiorowe wyobrażenia o niej. Jeśli ktoś po tym serialu zacznie dostrzegać takie osoby, jak nieuprzywilejowana Tatiana, albo spojrzy trochę inaczej na bezczelną influencerkę lansującą się w dobrej sprawie, będzie to już mały sukces.
Zwłaszcza że przy całej swej pogoni za atrakcjami „Matki pingwinów” unikają narracji heroicznej, bardzo częstej w takim kinie. Polskie filmy w rodzaju „Chce się żyć”, „Sonata” czy „Śubuk”, skądinąd udane i potrzebne, heroizowały zarówno rodziców, jak i dzieci z niepełnosprawnościami, często celebrując ukryty w młodym bohaterze geniusz.
Tutaj, choć mamy na przykład ponadprzeciętnie inteligentnego Michała na wózku, to dorośli muszą wykazać się prawdziwymi supermocami i nie czeka ich za to żadna spektakularna nagroda. Najpierw zaś muszą pokonać własne słabości – arogancję i ignorancję, skłonność do drobnych nadużyć i uprzedzeń. Zamiast wygrywać to wielkimi emocjami i na wysokim C, twórczynie „Pingwinów” dostarczają nade wszystko dobrej jakości rozrywkę, przemycając do niej i tak sporo, jak na wykalkulowaną serialową formułę.
MATKI PINGWINÓW – reż. Klara Kochańska-Bajon, Jagoda Szelc. Prod. Polska 2024. Sezon 1, odc. 1-6. Netflix
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















