„Zaproszenie” przywodzi na myśl najlepsze komedie Woody’ego Allena

Film Olivii Wilde zręcznie manewruje między spektaklem towarzyskich niezręczności, sprośną farsą i ukrytym dramatem. Warto wybrać się do kina.
Czyta się kilka minut
Olivia Wilde, Penélope Cruz, Seth Rogen i Edward Norton w filmie „ZAPROSZENIE” („The Invite”) – reż. Olivia Wilde, dystryb. Monolith Films // materiały prasowe
Olivia Wilde, Penélope Cruz, Seth Rogen i Edward Norton w filmie „ZAPROSZENIE” („The Invite”) – reż. Olivia Wilde, dystryb. Monolith Films // materiały prasowe

Nie od dziś wiadomo, że domowe przyjęcia mogą przypominać wielkie i małe spektakle, wymagające reżyserii i aktorstwa. Dobrze wiedziała o tym pani Dalloway, przeżywająca iście sceniczną tremę przed przybyciem swoich londyńskich gości. A im większe są starania, by przedstawienie się udało, tym bardziej bywa spektakularnie, kiedy w precyzyjną dramaturgię wśliźnie się czynnik chaosu, zazwyczaj po opróżnieniu kolejnego kieliszka. 

Gdy jednak inscenizuje się ów chaos na scenie czy na ekranie, domaga się on szczególnej reżyserskiej kontroli – i jednocześnie odrobiny brawury. Taki jest właśnie film Olivii Wilde, w którym dwie pary małżeńskie spotykają się na sąsiedzkiej kolacji. „Zaproszenie” zręcznie manewruje między spektaklem towarzyskich niezręczności, sprośną farsą a ukrytym dramatem, z przebudzeniem na ciężkim kacu. 

Teatr i kino kochają takie nieudane domówki: wystarczy kameralna sceneria oraz błyskotliwie napisany scenariusz dla kilkorga aktorów, żeby małym nakładem środków i w lekkiej konwencji prowadzić obyczajowe obserwacje czy stawiać społeczne diagnozy. Mistrzem takich zakłóconych posiadów przy stole był, oczywiście na zupełnie innym diapazonie, nieśmiertelny Luis Buñuel.

W dzisiejszym kinie punktem odniesienia stały się lżejsze komedie, w rodzaju „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” (2016). I z góry wszystko wiadomo: gdy grupa dorosłych ludzi, najlepiej z tak zwanej klasy średniej i w średnim wieku, bo z takimi najłatwiej się utożsamić, spotyka się prywatnie w czterech ścianach, musi się to skończyć małym trzęsieniem ziemi. 

Popisowy suflet w wykonaniu gospodyni też raczej nie może się udać. Tak jak w amerykańskim „Zaproszeniu”, któremu zdecydowanie bliżej do filmu Paola Genovese niż do dyskretnych uroków burżuazji. Już sama obsada wskazuje, że czeka nas przede wszystkim występ gwiazdorskiego kwartetu. Odgrywającego z ikrą perypetie normalsów, aczkolwiek – zgodnie z konwencją – sprytnie wykadrowane ze społeczno-ekonomicznych realiów. 

Stojąca za kamerą Wilde osobiście wciela się w Angelę, perfekcyjną panią domu, która zaprosiła sąsiadów na kolację, żeby przeprosić ich za wcześniejsze niedogodności związane z remontem. Jej mąż, Joe (Seth Rogen), chciałby jeszcze napomknąć o innych zakłóceniach miru domowego – ich sympatyczni goście, czyli Piña (Penélope Cruz) i Hawk (Edward Norton), czasem zbyt głośno wyrażają swoją namiętność.

Lecz choć Joe do subtelnych nie należy, Angela zaś przez cały czas wydaje się mocno spięta, atmosfera zaczyna nieco się rozluźniać. Albowiem goście okazują się wyjątkowo otwarci i bezpruderyjni, a wkrótce, z braku wina, wjadą na stół cięższe alkohole tudzież inne substancje. Kiedy więc sąsiedzi zaczynają opowiadać o swoich eksperymentach seksualnych, uruchamiając w skromnej Angeli i rubasznym Joem rozmaite uśpione chochliki i przy okazji innego rodzaju niespełnienia, czy trzeba dodawać, że brzmi to jak erotyczne zaproszenie? 

Wszak świeżo upieczona i bezdzietna para to dla starego dobrego małżeństwa, które zapomniało, czym może być intymność i ciekawość drugiej osoby, ucieleśnione fantazje. Piña, z iście hiszpańskim temperamentem (i wyolbrzymionym przez Cruz akcentem), to seksowna seksuolożka, a Hawk, były strażak o wrażliwej duszy, owładnięty jest, podobnie jak Angela, pasją do orientalnych dywanów. 

Z czym ta beztrosko swingująca para pozostawi swoich głęboko sfrustrowanych gospodarzy? Większych niespodzianek nie będzie, chociaż w tego rodzaju filmach bardziej liczy się finezyjna trajektoria (by nie rzec, gra wstępna) aniżeli sam punkt dojścia. Oraz autentyczność emocji, ukrytych w ociekających seksem szermierkach słownych.

Amerykańska reżyserka, która już jako licealistka w hołdzie dla Oscara Wilde’a przyjęła jego nazwisko, teraz zaczerpnęła z niego również motto, wskazujące na odwieczne paradoksy łączenia się w pary. Sięgnęła po scenariusz Willa McCormacka i Rashidy Jones, powstały w oparciu o nagradzany hiszpański film „Sentimental” (2020) Cesca Gaya i będący adaptacją jego sztuki. Znać w „Zaproszeniu” wiele zapożyczeń, szczególnie z kina o teatralnym rodowodzie, jak „Kto się boi Virginii Woolf” (1966) Mike’a Nicholsa czy „Rzeź” (2011) Romana Polańskiego

Jednak i w tym przypadku ani literackość, ani teatralność nie przytłaczają, a kręcone na taśmie 35 mm zdjęcia Adama Newporta-Berry filmowo wyzyskują ograniczoną przestrzeń. Oto scenka z życia małżeńskiego, której wystarczy, by lekkość i ciężar odmierzono w aptekarskich proporcjach, niczym w najlepszych filmach Woody’ego Allena. Tych z czasów Diane Keaton i to właśnie jej pamięci zostało zadedykowane „Zaproszenie”. 

Są tu rzecz jasna także nuty satyryczne. Rutynie i słabej komunikacji w związku Angeli i Joego przeciwstawia się wyzwoloną i zaprzyjaźnioną z „kulturą terapii” postawę Piñi i Hawka. Z kolei gospodarze muszą pochwalić się przed nimi swoim mieszkaniem, po inteligencku acz ze smakiem przeładowanym. 

Ale choć świeżo po remoncie, skrywa dawno niewietrzone pokoje i wstydliwe zakamarki. Artystyczne dusze gospodarzy wspólna rzeczywistość skazała na życiowe kompromisy i wzajemne resentymenty. I tu udaje się temu filmowi rozbroić wszechobecną ironię. Okazuje się, że wykreowane przez Rogena i Wilde postacie nie są jedynie karykaturami współczesnych mieszczuchów, ale wrażliwymi istotami, zafiksowanymi na teatrze życia codziennego.

Pewnie można było te relacje rozpisać w sposób bardziej wyrafinowany i rozegrać mniej jednoznacznie owe „sąsiedzkie dźwięki”, kiedy jedni wolą robić remonty, a inni uprawiać seks. Głównych bohaterów wystawić można było na jeszcze większe ryzyko, niczym w niedawnej „Dramie” Kristoffera Borgliego, i na końcu zrobić im emocjonalną „rzeź”. Tyle że rozegrany w ciągu jednej nocy film Wilde zbudowany jest raczej ze świadomych (samo)ograniczeń niż niedostatków. 

A jeśli nawet zaprasza do transgresji w związku, to chwilę potem przypomina, że bolące plecy czy bałagan w kuchni mogą skutecznie od nich odwieść. Dostajemy bowiem film, który wcale nie udaje, że miał być czymś więcej niż mieszczańską „obyczajówką” – średnio kaloryczną, za to z wdziękiem podaną i doprawioną szczyptą pieprzu. Nakręconą w figlarnej kontrze do nowego purytanizmu i równocześnie pozbawioną golizny. Ot, w sam raz na suchy sezon ogórkowy.

 ZAPROSZENIE („The Invite”) – reż. Olivia Wilde. Prod. USA 2026. Dystryb. Monolith Films. W kinach. 

Olivia Wilde z bardzo popularnej aktorki (seriale „Dr House”, „Vinyl” czy filmy „Tron: Dziedzictwo”, „Kowboje i obcy”, „Richard Jewell”) w ostatnich latach stała się cenioną reżyserką. Zadebiutowała z przytupem młodzieżową komedią „Szkoła melanżu” (2019), a potem był ambitny thriller „Nie martw się, kochanie” (2022) z Harrym Stylesem. Ma za sobą także doświadczenia teatralne. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Domówka