Tony Kiritsis był przez cztery lata ofiarą nieuczciwych kredytów hipotecznych i kiedy w 1977 r. porywa syna prezesa firmy odpowiedzialnej za jego obecną ruinę, liczy się już nie tylko sprawiedliwość, ale i własna godność.
Film Gusa Van Santa jest fabularyzowaną kroniką uprowadzenia Richarda Halla, lecz także ironicznym spojrzeniem na różne formy przemocy. Druciana pętla na szyi porwanego, sprytnie połączona ze spustem strzelby, łatwo skojarzy się z innego rodzaju pętlą – tą, która doprowadziła oszukanego klienta do ostatecznego kroku.
Kamery zmieniają gniew w widowisko
Najciekawszy w całej sprawie okazał się jej wymiar medialny i właśnie na tym skupia się twórca „Słonia” i „Buntownika z wyboru”. Lokalna stacja telewizyjna z Indianapolis znajduje supergorący materiał, a dla młodej czarnoskórej reporterki może być on wielką życiową szansą. Charyzmatyczny radiowy didżej angażuje się w rozmowy na żywo z porywaczem, stając się negocjatorem między nim a stróżami prawa. Z kolei Kiritsis traktuje zwrócone nań kamery i mikrofony niczym tubę, która wreszcie da mu publiczny głos, jakkolwiek okaże się również narzędziem autokreacji.
Albowiem tytułowy desperat bardzo chciałby stać się masowym bohaterem, wcieleniem współczesnego rewolwerowca i samotnego mściciela, granego ongiś przez Johna Wayne’a, który zresztą czasami kradnie mu show. Tak oto, w konwencji thrillera, lecz z dużym przymrużeniem oka, opowiada Van Sant historię o bezsilnym gniewie w starciu z ekonomiczną i medialną władzą.
Porywacz i porwany w tej samej pułapce
Bill Skarsgård i Dacre Montgomery w rolach porywacza i porwanego uwiarygadniają fascynujący pojedynek – realnej siły i zarazem moralnych racji. Obaj bohaterowie w dosłowny i symboliczny sposób zdają się ze sobą związani (gdyby Kiritsis został zabity, natychmiast odpali się strzelba wycelowana w Halla) i w jednej ze scen, kiedy zabarykadowani w domu porywacza czekają na wypełnienie jego warunków, odbywają rozmowę zaskakująco szczerą.
Są zresztą w podobnym wieku i choć to syn wielkiego biznesmena wygrał los na życiowej loterii, także i on jest w pewnym sensie zakładnikiem ojcowskiego biznesu. A ojca gra sędziwy Al Pacino – pociąga za sznurki z drugiego planu i swą arogancją nie pozostawia złudzeń co do wyniku tej gry. Jakkolwiek ostateczny, pozaekranowy wydźwięk „Desperata” trochę go skomplikuje.
Rewolucja będzie transmitowana na żywo
Klimat amerykańskich lat siedemdziesiątych – zadymionych, wąsatych, nieufnych – świetnie wybrzmiewa w tej tragikomicznej historii, zwieńczonej głośnym utworem „The Revolution Will Not Be Televised”. Tym razem Gil Scott-Heron nie skanduje o ówczesnej rewolucji na tle rasowym, ale w ogóle o zmianach społecznych w dobie „społeczeństwa spektaklu” i ewidentnie odsyła do naszych czasów.
Van Sant pokazuje, jak łatwo zinstrumentalizować pojedynczy albo zbiorowy gniew. Nie osłabia tym oskarżycielskiej siły filmu wobec finansowych elit i trudno byłoby wątpić, po której stronie bije serce reżysera, specjalisty od amerykańskich niepokojów i buntowniczych portretów.
Ten najnowszy, oparty na faktach i na dokumencie „Dead Man’s Line” (2018), zamienia się w gorzką przypowieść o tym, jak transmitowane na żywo prywatne rewolucje mogą stać się narzędziem groźnego populizmu. Nie jest to jednak portret pozbawiony empatii dla pojedynczego człowieka w nierównej walce z finansowym drapieżnikiem. Zamiast ją romantyzować, wskazuje na jej niebezpieczne absurdy.
„DESPERAT” („Dead Man’s Wire”) – reż. Gus Van Sant. Prod. USA 2025. Prime Video, Pilot, tv smart, megogo, CANAL+ VoD, MOJEeKINO, polsat box go, TVP VoD, Nowe Horyzonty VoD, Rakuten TV, Player, Play Now.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










