Reklama

„Matczyny” klientelizm PiS

„Matczyny” klientelizm PiS

17.09.2018
Czyta się kilka minut
P

Przynajmniej czwórka odchowanych dzieci; stałe zamieszkanie w Polsce; ukończony wiek emerytalny – to główne warunki przyznania tzw. matczynej emerytury, czyli nowego świadczenia, które planuje wprowadzić już od stycznia 2019 r. rząd Prawa i Sprawiedliwości. Projekt ustawy w tej sprawie trafił niedawno do konsultacji społecznych.

Chodzi o wypłatę minimalnej emerytury, wynoszącej dziś 1029,80 zł, kobietom, które w ogóle nie pracowały bądź których składki emerytalne nie wystarczają do otrzymania takiej kwoty (w tym drugim przypadku państwo zapewni wyrównanie).

Wiek dzieci nie ma znaczenia, a o świadczenie będą się mogły ubiegać również kobiety, które czwarte dziecko urodziły przed wprowadzeniem w życie nowych przepisów. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej szacuje roczny koszt wypłat na 915 mln złotych.

Podoba się Panu pomysł przyznania „matczynych emerytur”?

To kolejne wprowadzone przez ten rząd świadczenie, które z pewnością trafi do grupy potrzebujących. Ale też kolejne, które każe pytać o zmieniający się kształt polskiej polityki społecznej. Staje się ona coraz mniej systemowa, a coraz bardziej selektywna. Wprowadzamy któryś już z kolei mechanizm zaspokajający realne potrzeby, ale niebiorący pod uwagę istniejących już części systemu. W dodatku znowu – podobnie jak w przypadku 500 plus – nikt z polityków nie śmie z sensownością tego rozwiązania dyskutować, bo nie wypada. Tymczasem to kolejny przykład PiS-owskiego klientelizmu, czyli kupowania poparcia w zamian za opiekę ze strony państwa.

Ale są też grupy, którym może on się nie spodobać. Np. ojcowie, którzy o to nowe świadczenie mogą ubiegać się tylko w przypadkach losowych, jak śmierć matki dzieci.

„Matczyna emerytura” ma nie tylko wypełniać socjalną lukę, ale też wpływać na zachowania. Efektem może być ugruntowanie stereotypu „zarabiającego ojca” oraz matki – „piastunki domowego ogniska”.

To świadczenie niesie ze sobą ryzyko dezaktywizacji kobiet?

Coraz wyraźniej widać, że głównym celem polityki społecznej PiS jest ten prokreacyjny. Tak jakby wyznacznikiem skuteczności władzy była liczba urodzeń, która zresztą nie wzrasta zgodnie z oczekiwaniami. Zapatrzeni w ten cel politycy nie biorą pod uwagę innych czynników. Np. tego, że już program 500 plus zwiększył ryzyko spadku aktywności kobiet. „Matczyna emerytura” sprawi, że to ryzyko jeszcze wzrośnie. ©℗

Prof. PIOTR BŁĘDOWSKI jest ekonomistą w Szkole Głównej Handlowej, specjalizuje się w polityce społecznej.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nie podoba mi się ton tego artykułu. Dokładnie żadne ze stwierdzeń. Ani że "trafi do grupy potrzebujących" (dużo jest innych grup potrzebujących nawet bardziej, np. niepełnosprawni) ani "zaspokajający realne potrzeby" (taka mowa-trawa) ani że "kupowanie głosów" (mojego nie można kupić)ani że "spadek aktywności kobiet" (to już zupełnie bez sensu - jak się jest młodym pracuje się z różnych powodów: dla pieniędzy, rozwoju, kariery, niezależności ale na pewno nie dla emerytury). Dla mnie komentarz może być tylko jeden - TO JEST SPRAWIEDLIWE. Dużo bardziej niż 500+ czy wcześniejsze emerytury. Koniec i kropka. Bo kobieta wielodzietna to nie "kobieta przy mężu" czy "niepracująca". Ja mam dzieci więcej niż czworo. I pracowałam dużo, choć nie zawsze z ZUSem. Bo jak żona pomaga w prowadzeniu rodzinnej firmy, to trzeba za nią płacić pełen ZUS, jak za pełnoetatowego pracownika, inaczej jest "niepracująca", mimo harówki na wiele etatów. A przy gromadce dzieci każdy grosz się liczył. Nie było 500+, odliczeń od podatku, kart dużej rodziny itd. A jednak wychowaliśmy dzieci bez pomocy państwa. Tylko teraz prawie nic mi się nie należy, nawet na minimalną emeryturę zabrakło lat. Więc powtarzam: TO JEST SPRAWIEDLIWE. Po prostu. I naprawdę, nie ma znaczenia, że to wprowadza PIS, ten sam, który demoluje demokrację.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]