Dwa kolejne sądy odrzuciły zażalenie Stowarzyszenia Marsz Niepodległości na decyzję warszawskiego Ratusza, który nie udzielił zgody na coroczne demonstracje 11 listopada. Ktoś powie, że w starciu Rafał Trzaskowski vs. narodowcy mamy 3:0, ale sprawa jest bardziej skomplikowana i – jak co roku – wszyscy są w niej przegrani, choć każdemu się wydaje, że odniósł przynajmniej moralne zwycięstwo.
Marsz Niepodległości 11 listopada
Trudno zrozumieć, dlaczego organizatorzy marszu złożyli w magistracie aż sześć wniosków dotyczących tej samej manifestacji, różniących się jedynie czasem trwania jej części „stacjonarnej” (od półtorej doby do dwóch tygodni). Pewnie gdzieś tkwi ukryty sens tej operacji, niemniej do głównego nurtu medialnego się nie przebił, choć akurat na kwestie czytelności komunikacyjnej organizatorzy wielkich zgromadzeń powinni być wyczuleni.
Sprawa nie jest zamknięta i wiele wskazuje na to, że w końcu któryś z wniosków nie będzie przypominał rebusu, a Trzaskowski go zatwierdzi. Jego stosunek do narodowców jest, co prawda, znany, ale podejrzewam, że prezydent woli mieć ich na wytyczonej trasie i pod jakąś kontrolą, niż sprawić, że policja ganiać będzie za nimi po całym centrum Warszawy.
Ujarzmić żywioł Marszu Niepodległości
Problem z marszem jest systemowy. Trzaskowskiego boli to, że skrajne środowiska właściwie zmonopolizowały najważniejsze święto wspólnoty polskiej, a przekazy medialne, które co roku płyną przy tej okazji, raczej przeczą słowu „wspólnota”. Prezydent stolicy to samo mówi zresztą o miesięcznicach smoleńskich i ma rację, bo w katastrofie w 2010 r. zginęli przecież nie tylko politycy związani z prawicą. Co ciekawe, sam PiS też – choć dysponował przez 8 lat wszystkimi narzędziami, łącznie z telewizją i radiem na rozkaz – nie dał rady zapanować nad marszem 11 listopada. Umizgiwał się, sypał banknotami, próbował „subtelnie” dzielić środowisko narodowe – to ostatnie nawet mu się do pewnego stopnia udało – ale bez żadnych korzyści własnych.
Jarosław Kaczyński sądzi, że przy okazji zamieszania z pozwoleniem na demonstrację i w ogólnie napiętej atmosferze politycznej zyska parę punktów, rezygnując z tradycyjnego spędzania tego dnia w Krakowie i pojawiając się na marszu w Warszawie. Na dodatek ręka w rękę z zatwierdzonym dzień wcześniej kandydatem PiS w przyszłorocznych wyborach na prezydenta. Prezes uwielbia intrygi, więc byłby zapewne szczęśliwy, gdyby domniemany nominat KO w tym samym wyścigu, Rafał Trzaskowski, wysłał na swą konkurencję służby porządkowe.
Tylko co to wszystko ma wspólnego ze świętowaniem Dnia Niepodległości?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















