Reklama

Luki w kanonach

Luki w kanonach

26.01.2010
Czyta się kilka minut
Brak statusu strony, brak ochrony przed wielokrotnymi przesłuchaniami, wlokące się procesy: prawo kanoniczne w znikomy sposób zabezpiecza interesy ofiar seksualnej przemocy księży.
S

Skala stosowania przez duchownych przemocy na tle seksualnym jest różna: od nadużyć, w których dochodzi do przestępstw przez wiele lat - jak w Irlandii, gdzie w szkołach katolickich powstały patologiczne więzi wśród wychowawców, którzy legitymizowali proceder wykorzystywania uczniów - po przypadki seksualnego wykorzystania przez duchownego pojedynczych osób.

Przyczyn zjawisk upatruje się m.in. w wadliwej formacji, dopuszczającej do święceń osoby homoseksualne bądź takie, które utknęły w mrocznym zaułku pedofilii. Nie sposób nie przyznać temu racji, jednak źródeł nadużyć należy szukać też w kościelnych uregulowaniach prawnych.

Pośród wypowiedzi papieży o postępowaniu w sprawach przemocy seksualnej duchownych, można wskazać wiele tekstów pełnych współczucia dla ofiar nadużyć, a także nawoływania, by sprawcy ponosili nie tylko odpowiedzialność moralną, ale również karną. Nie sposób zakwestionować roli Kościoła w trosce, aby rządy, budując normy prawne, chroniły właśnie pokrzywdzonych - osoby, które z reguły stoją na płaszczyźnie intelektualnie, materialnie i emocjonalnie niższej niż sprawcy.

Jednak lektura norm prawa kanonicznego odnoszących się do problemu ukazuje, jak dalece obowiązujące w Kościele uregulowania odbiegają od wartości głoszonych przez jego zwierzchników. Gdy do prawnika zgłasza się osoba, która jest ofiarą seksualnego nadużycia, a sprawcą może być duchowny, należy rozstrzygnąć, czy ochrony swojego interesu lepiej jest poszukiwać w prawie kościelnym, czy państwowym. Niewątpliwie lepszym jest sądownictwo państwowe, ponieważ to jego normy w sposób pełniejszy zabezpieczają prawa osoby pokrzywdzonej. Wielu norm i gwarancji nowożytnego systemu prawnego w prawie kanonicznym nie znajdziemy, pomimo że ostatni Kodeks Kanoniczny ogłoszono w 1983 r.


Po stronie ofiar: o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym, internetowym wydaniu specjalnym.


I choć w październiku 2009 r. Benedykt XVI podpisał w motu proprio "Omnium in mentem" wprowadzenie pewnych zmian w Kodeksie, to napiętnowany przez Papieża problem pedofilii wśród duchowieństwa - choćby podczas wizyt w USA i Australii - nie doczekał się prawnego uściślenia.

Przesłuchanie

W prawie kanonicznym pokrzywdzony nie ma statusu strony. Kan. 1596 zezwala na udział osoby trzeciej w sprawie w charakterze strony, ale za zgodą sędziego, który, zanim ją wyda, ocenia zasadność takiego wystąpienia. Z kolei w procesie świeckim, jeżeli pokrzywdzony złoży wniosek w terminie, sąd nie może pozbawić go prawa występowania w procesie na prawach strony (art. 49, 53, 54 KPK).

Otrzymanie takiego statusu ma fundamentalny charakter dla możliwości ochrony praw poprzez branie udziału w rozprawach, składanie wniosków dowodowych, odwoływanie się od wyroku. Prawo kanoniczne, odmiennie od prawa państwowego (art. 306 KPK), nie przewiduje możliwości zaskarżenia przez pokrzywdzonego orzeczenia o umorzeniu sprawy po przeprowadzeniu wstępnego dochodzenia: decyzję taką podejmuje ordynariusz i jest ona niezaskarżalna (kan. 1718).

Praktyka pokazuje, że szczególnie trudne są procesy, w których osobą pokrzywdzoną jest małoletni. Przesłuchania ofiar przemocy seksualnej są dramatyczne, ponieważ łączą się z koniecznością ponownego zmierzenia się z przeżytym bólem i nadużytym zaufaniem. Wobec tych okoliczności ustawodawca państwowy wprowadził w art. 185a KPK specjalną instytucję. Na jej mocy pokrzywdzony, wobec którego dopuszczono się przestępstwa na tle seksualnym, jest przesłuchiwany tylko raz.

Czynność ta, pomimo że ma miejsce na etapie przedjurysdykcyjnym, przeprowadzana jest na posiedzeniu sądu z udziałem psychologa, a prokurator, obrońca oraz pełnomocnik pokrzywdzonego mają prawo wziąć w nim udział. Z przesłuchania sporządza się protokół, potem odczytywany na rozprawie. Dzięki tej instytucji sędzia, z pomocą biegłego z zakresu psychologii, potrafi przesłuchać dziecko tak, by wyjaśnić wszystkie zawiłości sprawy i prawidłowo ustalić fakty. Nadto przesłuchanie przez sąd, w obecności obrońcy, nie narusza praw oskarżonego.

Niestety - w przepisach prawa kanonicznego taka instytucja nie istnieje. Stanowi ono, że nie należy dopuszczać do składania zeznań małoletnich poniżej 14. roku życia i upośledzonych umysłowo. Przesłuchanie tych osób może jednak odbyć się na podstawie dekretu sędziego, w którym uzasadni się taką potrzebę (kan. 1550), lecz próżno doszukać się norm pozwalających dotrzeć do prawdy, a jednocześnie chroniących dziecko przed kolejnym wstrząsem - który występuje zawsze, gdy pokrzywdzony powraca w relacji do dramatycznych wydarzeń.

Zakon i diecezja

Czas, by Kościół dostrzegł i ochronił przy pomocy przepisów prawa tych, którzy są bezbronni ze względu na swój wiek i zostali dotknięci szczególną formą nieprawości. Prawo kościelne jest w tym kontekście odległe od rzeczywistości.

Trudno wyjaśnić tę dysproporcję dóbr: prawo kanoniczne sankcją karną uderza w duchownego zajmującego się w sposób stały i zorganizowany handlem. Z kolei ksiądz, który ma w swoim komputerze pliki z pornograficznymi zdjęciami dzieci - wpisując się w ten sposób w łańcuch nieludzkiego ich wykorzystywania - pozostaje zgodnie z kanonami kościelnymi bezkarny.

Odpowiedź na te zarzuty może niestety tylko pozornie stanowić kan. 1399, zawierający zasadę ogólną, z której wynika, że "zewnętrzne naruszenie prawa Bożego lub kanonicznego tylko wtedy może być ukarane sprawiedliwą karą, gdy domaga się tego szczególna ciężkość przekroczenia i przynagla konieczność zapobieżenia zgorszeniom lub ich naprawienia". W praktyce spotykamy się z regułą, że normy o znacznym stopniu ogólności mają niezwykle rzadko zastosowanie do konkretnych przypadków, zwłaszcza na gruncie prawa karnego.

Potwierdzenie tej reguły znajdziemy w komentarzu autorstwa J. Syryjczyka (Kanoniczne prawo karne, Warszawa 2003, s. 185): "Zasada wyrażona w kan. 1399 ma charakter wyjątkowy i ze względu na podane ograniczenia (uwarunkowania) może mieć rzadkie zastosowanie. Tym bardziej, że w praktyce przełożeni kościelni wymierzają kary tylko wtedy, gdy uprzednio zostały one ujęte w ustawie lub nakazie karnym". Braki powyższych norm prawnych powodują konsekwencje nie tylko w niewłaściwej praktyce funkcjonowania kościelnego wymiaru sprawiedliwości, ale doprowadziły de facto do polaryzacji w sposobie traktowania ofiar przemocy na tle seksualnym.

Z mojej praktyki zawodowej wynika, że niektórzy przełożeni zakonni dostrzegają te problemy i w zakresie własnej jurysdykcji wprowadzają akty prawne, które - nie pozostając w sprzeczności z normami kościelnymi - w znaczący sposób pozwalają na poprawę sytuacji prawnej osób pokrzywdzonych. Intryguje jednak, że z tego typu uregulowaniami nie spotkałem się w polskich diecezjach. Praktyka pokazuje również, że gdy sprawcą przestępstwa jest zakonnik, to jego przełożeni nie zakładają a priori, że osoba podająca się za ofiarę jest kimś nieuczciwym, kto chciałby wyłudzić odszkodowanie. W przypadku duchownych diecezjalnych bywa przeciwnie.

Bez zadośćuczynienia

Są dwie cechy charakteryzujące osoby pokrzywdzone. Po pierwsze, prawie zawsze są to osoby związane w jakiś sposób z Kościołem przez różne wspólnoty. Po drugie, deklarują, że nie chcą otrzymać od Kościoła finansowego odszkodowania. Fakt, że inicjują wszczynanie procedur prawnych, wynika z chęci zapobieżenia kolejnym przestępstwom i krzywdzeniu innych.

Niestety w kwestii odszkodowań prawo kościelne odbiega od norm prawa świeckiego: kan. 1729 pozwala na dochodzenie szkód, które strona poniosła z przestępstwa. Oryginalny tekst posługuje się rzeczownikiem damnum, czyli terminem prawa rzymskiego, który oznacza szkodę w jej materialnym znaczeniu. Przemoc na tle seksualnym, zwłaszcza ta wobec dziecka, nie powoduje szkód o charakterze materialnym: dzieci nie mają majątku, który mogą stracić, nie grozi im utrata pracy, a co za tym idzie np. niespłacenie długów. Ich szkoda sprowadza się do cierpienia, które przybiera postać izolacji, myśli samobójczych, poczucia winy i naznaczenia, utraty godności. Prawo państwowe zakłada w takim przypadku wypłatę rekompensaty finansowej za ból i cierpienie, które jest nazywane zadośćuczynieniem. Taka instytucja nie istnieje w prawie kanonicznym, co po raz kolejny pokazuje, że jego normy nie zapewniają pokrzywdzonemu adekwatnej pozycji w procesie.

Nic ponad legalizm

Należy także wyjaśnić rolę listu, pochodzącego od Kongregacji Nauki Wiary z dnia 18 maja 2001 roku. Jego część dotyczy przestępstw na tle seksualnym i była reakcją Watykanu na sytuację w USA. Istota norm zawartych w tym liście sprowadza się, po pierwsze, do wzmocnienia obowiązku zawartego w kan. 1717, precyzując, że obowiązek wszczęcia postępowania wstępnego powstaje już chociażby na podstawie informacji prasowych (pada sformułowanie o "prawdopodobnej wiadomości o przestępstwie"), czego kanon nie wskazywał. Po drugie, list wymaga, aby po zgromadzeniu dowodów sprawę skierować do Watykanu, który oceni konieczność prowadzenia procesu.

List jest niewątpliwym wzmocnieniem w Kościele zasady legalizmu - czyli obowiązku ścigania z urzędu przestępstw - i niestety tylko w tym zakresie można go interpretować. Dokument nie wprowadza norm ochronnych dla ofiary, choćby z tej przyczyny, że w ogóle się nią nie zajmuje: określenia "ofiara" czy "pokrzywdzony" w nim nie występują. Nie zawiera zapisów zobowiązujących ordynariuszy do stworzenia w diecezjach przepisów regulujących i uwzględniających sytuację prawną ofiar przestępstw. Procedura zawarta w liście Kongregacji w niesłychany sposób wydłuża proces i oddala perspektywę jego zakończenia.

Odnowienie

Jan XXIII, ogłaszając 25 stycznia 1959 r. zwołanie Soboru, oznajmił, że będzie on przygotowaniem do odnowienia prawa kanonicznego (por. Wstęp do Kodeksu Prawa Kanonicznego). Nowy Kodeks został dany Kościołowi konstytucją apostolską 25 stycznia 1983 r. Gdy słyszę, że Kościół "kroczy przez wieki, nie biegnie", to rozpiętość tych dat jest najlepszym tego przykładem.

Ale nie chcę być fatalistą: Sobór podkreślał rolę Kościołów partykularnych, podnosząc ich rangę i nadając znaczenie, którego przedtem nie miały. Dlatego właśnie na konferencjach episkopatów, a zwłaszcza na poszczególnych biskupach ciąży obowiązek stworzenia procedur, które nie naruszając praw podejrzanego, zapewnią sądowi warunki do poznania prawdy, a jednocześnie spowodują, że proces karny nie okaże się kolejnym przeżyciem, które zwielokrotni u ofiary traumę doznaną w wyniku przestępstwa.

Nie przekona mnie argument, że skoro takie przypadki należą do rzadkości, to nie ma potrzeby tworzenia przepisów. Gdyby takie przepisy miały ochronić tylko jedno dziecko, z pewnością warto, by powstały, bo Kościół to, co prawda, wspólnota, ale wartość tej wspólnoty wyznacza jej personalizacja: odsyłam choćby do encykliki "Redemptor hominis". Ponadto, stworzenie jednoznacznych norm będzie miało wartość odstraszającą dla sprawców, jak również stanie się sygnałem dla społeczeństwa obywatelskiego, że kościelna instytucja nie chroni duchownych, którzy dopuszczają się drastycznych niegodziwości.

Michał Kelm jest adwokatem, członkiem Okręgowej Rady Adwokackiej we Wrocławiu; w swojej praktyce zawodowej wielokrotnie uczestniczył w procesach dotyczących przestępstw na tle seksualnym.


ogłoszenie społeczne

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]