Ludzie są dobrzy

Wszędzie na świecie istnienie boli tak samo. Jak rozładować napięcie, które przynosi codzienne, wyboiste ze swej natury życie? Jacques, bohater "Dobrego serca", wielokrotny zawałowiec i mizantrop, korzysta z dobrodziejstw przemysłu terapeutycznego - słuchając relaksacyjnej muzyki wspomaganej nawiedzonym instruktażem, to znów uczestnicząc w zajęciach terapii śmiechem czy też inną wymuszoną ekspresją.
Czyta się kilka minut

Islandzki reżyser Dagur Kári nie wierzy w tak proste recepty. Snuje swoją rubaszną nowojorską bajkę trochę na przekór złotym receptom filmowym, w duchu Jarmuscha, Kaurismäkiego czy całej tradycji nordyckiego kina opowiadającego z kamienną twarzą najbardziej tragikomiczne historie.

Reżyser "Nói Albinói" czy "Zakochani widzą słonie", lubuje się w portretowaniu społecznych odszczepieńców, niepasujących do rozpędzonego tłumu, wiodących życie na jego mniej lub bardziej malowniczych obrzeżach. W "Dobrym sercu" zderza ze sobą dwóch takich wyrzutków: Jacques’a - starego właściciela mocno podupadłego baru z pianolą, i Lucasa - młodego kloszarda o samobójczych skłonnościach. Czyli starego diabła i młodzieńca z sercem na dłoni. Na tym jednak proste przeciwstawienie się kończy. Pierwszy, schorowany gbur i malkontent skutecznie odstraszający klientów, wbrew wszystkiemu garnie się do życia. Drugi, naznaczony nieuleczalną dobrocią (ale i twarzą-enigmą Paula Dano), żyć nie chce. "Dobre serce" opowiada o tym, jak ich naznaczy zadzierzgnięta w szpitalu znajomość. O ludziach, którzy mają odwagę (choć ktoś powie: mają pecha), żeby żyć inaczej niż inni.

Ciekawe wydaje się to, że w filmach Káriego nieudacznictwo jest przypadłością dobrowolną, niezdeterminowaną przez żaden społeczny system, koszmarne dzieciństwo czy jakąś zewnętrzną instancję. Zarówno w przysypanej śniegiem, sennej islandzkiej wiosce, w gwarnej duńskiej metropolii letnią porą, jak i w mitycznym Nowym Jorku istnienie może tak samo boleć i z równą łatwością podważyć można obowiązujące standardy udanego życia. Pewnie dlatego filmy reżysera z Islandii tak bardzo przemawiają do młodych na całym świecie: zastępując pouczający ton wielopiętrowym absurdem, twórca "Nói Albinói" daje odczuć słodki, ale również cierpki smak ucieczki w skrajny indywidualizm.

Oglądając trzeci film w jego karierze, nietrudno dostrzec, że przechodząc na język angielski, reżyser jednocześnie zwija i rozwija skrzydła. Jego minimalistyczne, zanurzone w ulotnym nastroju, "północne" kino stało się bardziej zdyscyplinowane, konwencjonalne, ale i bardziej pełnokrwiste, bogatsze w szczegół. Dość przypomnieć postacie przewijające się przez obskurny bar Jacques’a: menażerię ludzi (i zwierząt!) naznaczonych podobną melancholią. Gdzieś pod spodem tli się jednak pasja życia, danego co prawda raz i nie na zawsze, ale właśnie dlatego przeżywanego intensywnie tu i teraz.

Prawdziwe życie toczy się, jak wiadomo, gdzie indziej, na jakichś wyśnionych egzotycznych wyspach. Kári dokonuje jednak zatarcia planu baśniowego z realistycznym. Czyż nie jest bajką świat, w którym pies bezkarnie paraduje po szpitalu w foliowych ochraniaczach, a personel medyczny wypisując bezdomnego pacjenta robi zrzutkę na jego kieszonkowe? Czyż nie jest bajkowym świat, w którym biedak rozdaje innym biedakom wszystko, co ma, a kotu odstępuje ostatnią konserwę? U Káriego dobro jest czymś surrealistycznym, jak miejscowy zakład krawiecki, prowadzony przez brzydkiego karła z komunistyczną przeszłością i jego piękną żonę. Jak stewardesa, która boi się latać.

Czy zatem prawdziwe, bezinteresowne dobro istnieje? Najbardziej krzepiąca i przekonująca pozostaje myśl taka: w międzyludzkiej przyrodzie nic nie ginie. Dobra energia bez przerwy krąży: zanika i nieustannie się odnawia. Choćby miała się objawić w postaci dosłownej - jako przeszczepione serce. Choćby miała być tylko energią absurdalnej opowieści, która sprawia, że na moment czujemy się lepsi.

"DOBRE SERCE" ("The Good Heart") - scen. i reż. Dagur Kári, zdj. Rasmus Videb?k, muz. Orri Jonsson, Dagur Kári, wyst. Brian Cox, Paul Dano, Isild Le Besco i inni. Prod. Dania/ Islandia/USA/Francja/Niemcy 2009. Dystryb. Gutek Film.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2010