Reklama

Los w zawieszeniu

Los w zawieszeniu

16.11.2003
Czyta się kilka minut
Bohaterowie powieści Imre Kertésza to ludzie, których “epoka katastrof" pozbawiła własnego losu. Skazani na chaotyczną codzienność, próbują utrzymać się na powierzchni życia.
N

Niejednokrotnie zwracano uwagę, że choć doświadczenie martyrologiczne Kertésza stanowi ważny kontekst jego twórczości, to jednak nie ma ona charakteru autobiograficznego. Jej celem staje się raczej obnażanie wstydliwych twarzy świata, próba ukazania człowieczeństwa zagrożonego przez nieludzkie okoliczności oraz, cytując najnowszą powieść, “spotworniałego świata naszych myśli".

Odnosząc się do znanego stwierdzenia Theodora Adorno o poezji, która po Oświęcimiu jest już niemożliwa, pisarz komentuje: “Ja bym powiedział, że po Oświęcimiu można pisać tylko o Oświęcimiu. Jest to, oczywiście, paradoks, tak jak paradoksalne było zdanie Adorno, zawiera się w nim jednak ziarenko prawdy, bo przecież literatura współczesna bez wpływu na nią holokaustu nie istnieje. Dotyczy to większości literatur narodowych".

Kertész urodził się w Budapeszcie w 1929 r., w rodzinie żydowskiej. Jako młody chłopiec był więźniem obozów koncentracyjnych: Oświęcimia i Buchenwaldu. Po wojnie powrócił do rodzinnego miasta. Przez wiele lat pracował jako dziennikarz. Późny debiut prozatorski, z powodów politycznych, miał miejsce, gdy pisarz ukończył 46 lat.

Debiutancka powieść “Los utracony" (1975) stała się głośna dopiero kilka lat później, także za sprawą niemieckiego tłumaczenia. Dwie kolejne powieści, tworzące wraz z “Losem..." tzw. “trylogię ludzi bez losu", to “Fiasko" (1988) i “Kadysz dla nienarodzonego dziecka" (1990). Głównym motywem trylogii jest doświadczenie holokaustu. “Opowiadam tę samą historię - utraconego ludzkiego losu, z różnych perspektyw, za każdym razem - z innej".

“Likwidacja" - najnowsza powieść Kertésza, nad którą pracował w Berlinie, gdy dowiedział się o werdykcie Akademii Szwedzkiej przyznającym mu nagrodę Nobla za rok 2002 - wprowadza kolejną zmianę perspektywy. Jej bohater, ukryty za inicjałem B., tłumacz i pisarz, nosi na swoim ciele trwałe znamię tragicznej przeszłości. Podobnie jak Gyurka z “Losu utraconego", B. przeżył Auschwitz. Jego doświadczenie jest jednak inne, obóz koncentracyjny był dla niego miejscem urodzin. Niewyjaśniony zbieg okoliczności pozwolił ocalić, dzięki pomocy blokowej, dziecko węgierskiej więźniarki żydowskiego pochodzenia. Numer obozowy wytatuowano mu na udzie; na ramieniu niemowlęcia było zbyt mało miejsca.

B. doświadczenie lagru niesie ze sobą przez “zdeformowane życie", próbując każdego niemal dnia odnaleźć sens egzystencji, który w jego rozumieniu polega na rozwiązaniu “zagadki zwanej Auschwitz". W centrum swojego rozumienia istnienia umieścił przekonanie, że “podstawową zasadą rządzącą życiem jest Zło". Dobro jest możliwe w świecie rządzonym przez Zło, ale za cenę życia osoby, która je czyni. Winą za Zło B. obciąża każdego: “wszyscy, którzy pozostali przy życiu, są winni", największą zaś winą człowieka jest to, że się narodził.

Inny świadek czasu holokaustu, Primo Levi, autor głośnej książki “Czy to jest człowiek", zwracał uwagę na specyfikę żydowskiego poczucia “winy". Żyd płacił niemal zawsze “tylko" za grzech swego istnienia: “skazanie za taką »winę« - twierdził Levi - było przeżywane jako niesprawiedliwość nie do pojęcia. (...) Ja odbierałem to jako wrażenie, że mamy do czynienia z czystym szaleństwem, ale metodycznym szaleństwem".

B., którego obsesją staje się sprzeciw wobec świata i wobec otoczenia, patrzącego “przez ramię" na jego zmagania z życiem, nie ma ochoty walczyć o powtórne ocalenie. Przyjaciel B. Obláth, filozof, diagnozuje jego postawę: “Robił wrażenie człowieka skrajnie zredukowanego, takiego, który tylko przeżył, jak sam mawiał, nie tragicznego, ale komicznego, bo pozbawionego własnego losu. A z drugiej strony cały czas żył ze świadomością swojej tragedii. (...) Auschwitz. I te czterdzieści lat, które potem przeżyliśmy. Mówił, że na to, jak bardzo nasze życie zostało zdeformowane w ciągu tych czterdziestu lat, ciągle jeszcze nie znalazł odpowiedzi. Ale szuka jej i chyba jest już blisko". Poszukiwaną odpowiedzią staje się samounicestwienie i ostatnia wiadomość zanotowana na kartce dla przyjaciół: “Nie gniewajcie się! Dobranoc!".

Historia pisarza B. w powieści Kertésza należy jednak w całości do czasu przeszłego, mimo mylącego momentami wrażenia, że toczy się w teraźniejszości. Autor powierza narrację jego przyjacielowi, Keserü, redaktorowi wydawnictwa zlikwidowanego po przemianach ustrojowych na Węgrzech. Keserü, pracując nad spuścizną B. pod koniec lat 90., kilka lat po jego samobójczej śmierci, wygrzebuje ze stosu papierów strzępy prywatnej historii artysty. Od czasu do czasu w rolę narratorów utworu wcielają się przyjaciele B., czasem taką funkcję przejmują obszerne cytaty z jego własnej sztuki; w niektórych fragmentach znajdziemy też odniesienia do wcześniejszych utworów Kertésza.

Keserü to właściwie drugi, “skrajnie zredukowany", bohater “Likwidacji". Obsesyjnie poszukując w spuściźnie przyjaciela śladów rzekomej “powieści życia", wertując i odczytując na nowo pozostawioną przez B. sztukę teatralną “Likwidacja", odtwarza okoliczności, które jej autora doprowadziły do samobójczej śmierci. Przy tej okazji otrzymujemy obraz zmagań wewnętrznych inteligenta pokonanego przez komunizm. W chaosie transformacji ustrojowej Keserü próbuje znaleźć oparcie dla własnej egzystencji. Nie jest to łatwe, bowiem rzeczywistość, w jakiej po upadku systemu znalazła się węgierska inteligencja, przynosi rozczarowanie: “Tu wszyscy marnują sobie życie. To taka tutejsza specjalność, taki genius loci. A ten, kto nie zmarnuje sobie życia, jest po prostu pozbawiony talentu".

Ratunek, jak mu się wydaje, może przynieść sztuka. Jednak i ona niesie wyłącznie dylematy. Monologi wewnętrzne, w których Keserü snuje rozważania nad przydatnością literackich doświadczeń, posiłkują się często opiniami B. Keserü przypomina sobie na przykład kategoryczne stwierdzenie przyjaciela, że niepodobna zrozumieć, jak przetrwało dzieło Leonarda i Michała Anioła. Wniosek jest porażający: ludzie po prostu go nie zrozumieli, inaczej dawno zostałoby zniszczone: “Na szczęście ludzie stracili wrażliwość na rzeczy wielkie, wrażliwi pozostali już tylko na zbrodnie; ale tę wrażliwość podnieśli do rangi sztuki".

Od ostatecznej “likwidacji" moralnej ratuje Keserü chwilowo dystans, jaki mimo wszystko, być może z racji wykonywanego zawodu, miał do przekonań B. Patrząc z okna swego mieszkania na krzątających się bezdomnych, dla których, jak kiedyś dla więźniów lagru, “jedyną rzeczywistością" jest teraźniejszość, uzmysławia sobie, że sprzeciw wobec świata może przywieść go, “jeszcze nie dziś ani nie jutro, ale może pojutrze", do ich grona.

“Likwidacja" to kolejna odsłona losów pokolenia, doświadczonego w różnym stopniu i formie przez totalitaryzmy. W jednym z wywiadów autor “Fiaska" mówił: “Runięcie murów, między którymi poruszaliśmy się wcześniej, poszukując możliwości oddechu, dało nam przestrzeń i poczuliśmy klimat wyzwolenia. Nałożył się jednak na to kryzys wartości i w pewnym momencie inteligencja spostrzegła się, że trudno nawet mówić o kryzysie, bo tych wartości po prostu nie ma. Były, a teraz ich nie ma".

Keserü, B., jego była żona Judit, kochanka Sára, jej mąż Kürti, Adam, Obláth - to krąg osób, które doznały “wstydu życia". Każdy z nich mógłby powiedzieć, niczym bohater “Losu utraconego": “my sami jesteśmy losem". Gdzieś poza zniewoleniem i nienawiścią możliwe jest wyzwolenie, nienazwane, co prawda, w “Likwidacji", ale przeczuwane przez tych, których stać jeszcze na sprzeciw. Jak byłą żonę B., Judit, która chce widzieć w świecie “miejsce, w którym można żyć". Wycieczka do muzeum w Auschwitz uświadamia jej, że nie ma w tym miejscu “nic do załatwienia", chcąc dalej żyć musi odrzucić “potworną spuściznę" męża, której zrozumieć i wytłumaczyć niepodobna.

Kafka napisał kiedyś, że “zło może uwieść człowieka, ale nie może zostać człowiekiem". Te słowa odnieść można do tragicznych doświadczeń B., artysty przeżywającego obozowe piekło w okolicznościach, które go nie przypominały, bowiem zostały wybrane i oswojone z własnej woli. W tym piekle jednak “można zginąć tak samo, jak w tamtym prawdziwym".

Imre Kertész w “Likwidacji" zdaje się przypominać, że zabicie w człowieku moralności nie jest możliwe, gdy zachowana zostanie podstawa człowieczeństwa, czyli tożsamość. Nie wolno tylko dopuścić, by człowiek znalazł się w sytuacji, gdy już nie będzie mógł sobie przypomnieć, kim jest naprawdę.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]