Reklama

Lektury kanoniczne

Lektury kanoniczne

02.12.2008
Czyta się kilka minut
Zastanawiającą ułomnością polskiego rynku książki była do niedawna nieobecność na nim pozycji z kanonu myśli politycznej. Publikowano, w różnych seriach, kanon literatury pięknej.
W

Wielki udział miała w tym "Rzeczpospolita", również "Gazeta Wyborcza" i "Dziennik. Polska. Świat. Europa" położyły tu wielkie zasługi, ostatnio dołączyła do nich "Polityka", wydając serię "Polska Literatura Współczesna".

O sensie takich działań świadczą pytania moich studentów, którzy chcą odrobić lekturowe i kulturowe zaległości. Z powodu chronicznego braku czasu odsyłam ich do ciekawego tekstu profesor Anny Nasiłowskiej, która w ostatnim "Niezbędniku inteligenta" "Polityki" wnikliwie omówiła kilka zestawów książek niezbędnych. Z radością stwierdziłem, co u starca zaczynającego siódmą dekadę życia jest odczuciem dosyć śmiesznym, że kanon literatury pięknej mam w miarę dobrze opanowany. Komu to zawdzięczam? Oczywiście ważne były własne poszukiwania, ale wielu informacji dostarczali lepiej oczytani przyjaciele, wiele skorzystałem także z wieloletniej lektury pism literackich.

Trudno jednak wymagać od przeciętnego polskiego inteligenta wiedzy o dziesiątkach tomów, wirujących zachęcająco w literackim Parnasie. Zwracam się więc do Tomasza Fiałkowskiego, by jako osoba niezwykle oczytana zaproponował w rubryce Lektora swoją prywatną listę lektur niezbędnych. Kanon lektur politycznych powinien z kolei przedstawić profesor Marcin Król. Tysiące rozwijających się intelektualnie młodych ludzi, a także setki ambitnych staruszków przyjęłyby te propozycje z wielką wdzięcznością. Być może skłoniłoby to również inne, niezwykle zasłużone dla polskiej kultury osoby do sporządzenia własnych zestawów. Z utęsknieniem wyczekiwałbym na przykład listy Marii Janion i Michała Głowińskiego.

W elektronicznym wydaniu "Tygodnika Powszechnego" powinien być ładny link do strony prezentującej różne propozycje lektur kanonicznych. W części poetyckiej mogłaby się pojawić lista profesora Mariana Stali (nota bene jednego z moich ulubionych felietonistów) obok propozycji profesora Piotra Śliwińskiego i doktora Bronisława Maja. Nie wykluczam, że do współpracy dałby się namówić Jarosław Marek Rymkiewicz. Zasoby takich zestawień, chociaż bardzo rozproszone, już przecież istnieją.

Koniec roku przyniósł na szczęście przełom w publikacji politycznych lektur kanonicznych. Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne wznowiły "Korzenie totalitaryzmu" Hannah Arendt, dzieło, bez którego trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek dyskusję o dwudziestowiecznej przemocy systemowej. Dotąd musieliśmy sięgać po tomy opublikowane przez "Krytykę" na początku lat 90. Tamto kultowe wydanie ma druk charakterystyczny dla podziemnych książek i przy lekturze traci się wzrok, a poza tym na starym papierze kurz wyjątkowo mocno się trzyma i czytelnicy-alergicy ryzykują życiem.

Nowe wydanie jest piękne: dwa tomy w twardej oprawie, dobrze redakcyjnie opracowane. Zachodzę w głowę, dlaczego tak długo na nie czekaliśmy: książka była nieobecna na rynku aż piętnaście lat! W tym czasie studia skończyły trzy pokolenia studentów i utrudniony kontakt z wielkim dziełem Arendt był dla nich niezasłużoną krzywdą. W końcu mamy dziesiątki dobrych wydawnictw specjalizujących się w tej problematyce - nikt nie pomyślał, by "Korzenie totalitaryzmu" wznowić!?

Jest też i druga dobra wiadomość: Rebis wrócił do klasycznego dzieła Aleksandra Sołżenicyna "Archipelag GUŁag", jednej z najważniejszych książek XX wieku. Jej publikacja w Paryżu w roku 1973 była wstrząsem dla całej zachodniej lewicy, zwłaszcza francuskiej. Po lekturze monumentalnego dzieła, stanowiącej wynik wieloletniego literackiego śledztwa byłego więźnia sowieckich obozów koncentracyjnych, trudniej było prowadzić poważne dyskusje o niedostatkach systemu kapitalistycznego. Jego ułomności okazały się niczym wobec zbrodni popełnianych przez dziesiątki lat przez system komunistyczny.

Aleksander Sołżenicyn, znany w Polsce w inteligenckich kręgach z "Jednego dnia Iwana Denisowicza" (1962), stał się po publikacji "Archipelagu GUŁag" pisarzem wyklętym przez władze. Nie pamiętam niestety, kiedy po raz pierwszy przeczytałem tę książkę. Pamiętam jednak, że brałem ją do ręki jak relikwię. Tego typu wyznania brzmią może śmiesznie, ale wiedziałem, jak wiele osób ryzykowało, bym mógł ją spokojnie w domu przeczytać.

Publikacja "Korzeni totalitaryzmu" i "Archipelagu GUŁag" to wielkie wydarzenia. Trzeba jednak dobrą promocją przekonać młodych ludzi do kontaktu z nimi. Z tymi książkami wiąże się wiele czytelniczych emocji mojego pokolenia. Przechowywane w pamięci i przywoływane w dyskusjach, odegrały wielką rolę w ostatecznym odrzuceniu komunizmu. Dlatego zawsze powinny być dostępne na księgarskich półkach, współtworząc wielki kanon dzieł myśli politycznej.

Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Warszawa 2008, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne;

Aleksander Sołżenicyn, Archipelag GUŁag 1918-1956, tom I-III, przeł. Jerzy Pomianowski (Michał Kaniowski), Poznań 2008, Dom Wydawniczy Rebis.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]