Reklama

Ławrow: nie napadliśmy na Ukrainę

Ławrow: nie napadliśmy na Ukrainę

w cyklu ROSYJSKA RULETKA
11.03.2022
Czyta się kilka minut
Zdjęcia z bombardowanego szpitala położniczego w Mariupolu obiegły cały świat. I tylko minister Ławrow ich nie oglądał.
Ranna ciężarna kobieta ucieka z ostrzelanego szpitala położniczego w Mariupolu, 9 marca 2022 r. Fot. AP/Associated Press/East News
W

Wojna to krew i łzy. I podłość najeźdźców, i chwała obrońców. Rosyjska propaganda ma ulubione chełpliwe powiedzonko, powtarzane zawsze, gdy mowa o honorze rosyjskiej armii i rosyjskiej polityki: „My swoich nie porzucamy / nie zostawiamy na pastwę losu”. Wojenna rzeczywistość nie po raz pierwszy weryfikuje ten pusty slogan.

Ilu rosyjskich żołnierzy wysłanych przez Putina na Ukrainę poległo? Nie wiadomo. Ukraiński sztab generalny twierdzi, że już 12 tysięcy, ministerstwo obrony Rosji zawiesiło się z liczeniem ofiar mniej więcej tydzień temu, gdy poinformowało o 498 ofiarach śmiertelnych po stronie rosyjskiej. Równie kiepsko idzie liczenie tych, którzy trafili do ukraińskiej niewoli. Doradca ministra spraw wewnętrznych Ukrainy mówi, że wzięli co najmniej dwa tysiące rosyjskich jeńców. Powstała specjalna strona internetowa „Okupant”, na której zamieszczane są nazwiska jeńców. Dotychczas wpisano około czterysta osób. Krewni mogą się dzięki temu spisowi dowiedzieć, co się dzieje z chłopakami, którzy przestali dzwonić i pisać. Rosyjskie ministerstwo obrony uruchomiło gorącą linię, gdzie można spróbować uzyskać informację. Spróbować – to słowo klucz.


Czytaj także: Sieć w końcu uległa presji opinii – Rosję czeka pożegnanie z hamburgerem. McDonald’s to 850 restauracji i prawie 200 tysięcy miejsc pracy.


 

„Nowaja Gazieta” opisała charakterystyczny kazus: rosyjski żołnierz zginął w pierwszych godzinach wojny, wtedy jeszcze zadziałał mechanizm powiadamiania rodziny o tragedii i matka otrzymała komunikat z miejscowej wojskowej komendy uzupełnień o śmierci syna, notabene przez WhatsApp. Gdy próbowała się czegokolwiek dowiedzieć od dowództwa przez telefon, już wprowadzono blokadę danych. Ciała poległego żołnierza matce nie wydano.

Na Telegramie jest ukraiński kanał „Szukaj swoich”, na którym są nagrywane telefonem krótkie filmiki z wypowiedziami jeńców. To przeważnie bardzo młodzi ludzie, którzy dopiero zaczęli służbę kontraktową (lub jeszcze nie zaczęli, pojawiło się wiele danych o udziale w bojach żołnierzy poborowych; Putin przyznał to dziś pośrednio, wydając polecenie, aby kategorycznie poborowych nie wysyłać). Rosyjskie ministerstwo obrony odbija piłeczkę: to fejki! Fejków faktycznie nie brakuje, tym trudniej ocenić skalę zjawiska. Ale wiele tych filmów jest świadectwem niepodważalnym i wiele mówi o lekceważącej postawie resortu obrony wobec żołnierzy rzucanych na front.

Rodzice zaniepokojeni zniknięciem synów bezskutecznie wydeptują progi wysokich wojskowych gabinetów, wszędzie napotykając milczenie. Oficjele zasłaniają się tajemnicą wojskową. Komitet Matek Żołnierzy – prężna organizacja pozarządowa z czasu wojen czeczeńskich, pomagająca rodzinom w poszukiwaniu zaginionych bez wieści – podobnie jak inne organizacje pozarządowe w Rosji nie ma obecnie samodzielnego głosu i niewiele może zrobić.


Czytaj także: Kreml tępi wszelkie próby mówienia prawdy o wojnie w Ukrainie. Na terytorium Rosji utrudniono lub zamknięto dostęp do sieci społecznościowych. Ostatnie niezależne redakcje zostały pozbawione głosu.


 

– Dziennie odbieramy ponad tysiąc zgłoszeń – mówi prawnik, współpracujący z Komitetem Matek Żołnierzy. – Tym, którzy są pewni, że ich synowie znaleźli się w niewoli, radzimy, aby zgłaszali się do prokuratury wojskowej i Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Obie strony liczą na to, że nastanie taki dzień, gdy dojdzie do wymiany jeńców. Wcześniej jednak trzeba zawrzeć jakiekolwiek wstępne porozumienie – choćby o zawieszeniu ognia na jakiś określony czas, utworzeniu korytarzy humanitarnych (dotychczas strona rosyjska regularnie zrywa takie porozumienia, ostrzeliwując trasy, którymi poruszają się cywile). A rozmowy idą niesporo.

10 marca w tureckiej Antalyi spotkali się ministrowie spraw zagranicznych Rosji i Ukrainy, Siergiej Ławrow i Dmytro Kułeba. „Negocjacje Kułeba-Ławrow posłużyły stronie rosyjskiej przede wszystkim do zademonstrowania nieustępliwości wobec Kijowa oraz wysłania sygnału, że Rosja zamierza kontynuować agresję aż do kapitulacji Ukrainy. Wydaje się, że udział Moskwy w rozmowach wynikał głównie z potrzeby pokazania własnemu społeczeństwu rzekomych dobrych intencji oraz był swego rodzaju gestem wobec Ankary, która uporczywie proponowała swoje pośrednictwo. Strona ukraińska jedynie potwierdziła stanowisko, że jest zainteresowana dialogiem o zakończeniu agresji, ale nie zamierza kapitulować” – napisali autorzy analizy zamieszczonej na stronie Ośrodka Studiów Wschodnich.

Ławrow na konferencji prasowej po rozmowach zaprezentował kolejne szczytowe osiągnięcie rosyjskiej dyplomacji, polegającej od lat na kłamaniu w żywe oczy. „Nawiązując do pańskiego pytania, czy planujemy napaść na inne państwa: nie, nie planujemy. Na Ukrainę też nie napadliśmy”. Jeszcze przed wojną Ławrow bez mrugnięcia powieką twierdził, że Rosja w ogóle nigdy w historii na nikogo nie napadała.


Ewakuacja ostrzelanego szpitala położniczego w Mariupolu, 9 marca 2022 r. Fot. AP/Associated Press/East News

A tak Ławrow skomentował doniesienia o zaatakowaniu przez rosyjskie lotnictwo 10 marca rano szpitala położniczego w Mariupolu: „ten szpital od dawna był obsadzony przez (ukraiński) batalion Azow i innych radykałów, którzy wygonili wszystkie pacjentki, pielęgniarki i cały personel. Nie po raz pierwszy widzimy patetyczne okrzyki z powodu tak zwanego barbarzyństwa dokonywanego przez rosyjską armię”.

Zdjęcia z bombardowanego szpitala obiegły cały świat. I tylko minister Ławrow ich nie oglądał. Nie oglądało ich też rosyjskie ministerstwo obrony, które zapewnia, że żadnych nalotów nie realizowało. Powtórzyło też wersję Ławrowa o rzekomym zajęciu szpitala przez batalion Azow.


Czytaj także: Zamknięta giełda, kolejne sankcje, wycofujące się firmy – nad rosyjską ekonomią słychać łopot czarnych skrzydeł. Jak odczuje to zwykły Rosjanin? Jak odczuje to Putin?


 

A wspomniane zdjęcia wykonał fotograf Jewhen Małoletka: „Sfotografowaliśmy i nakręciliśmy to, co zostało ze szpitala po nalocie. To był szpital pełen ludzi. Robiłem zdjęcia, gdy pacjenci opuszczali budynek. Nie było tam żadnego Azowa”.

„Ostrzał szpitala dziecięcego i położniczego przez stronę rosyjską stał się jednym z najstraszniejszych symboli tej zbrodniczej wojny, którą Putin i jego armia prowadzą przeciwko narodowi ukraińskiemu – pisze w portalu „Grani” ukraiński dziennikarz Witalij Portnikow. – Do niedawna klasycznym zbrodniarzem wojennym naszych czasów był Adolf Hitler. Wydawało się, że nic nie może się równać z komorami gazowymi, pociągami śmierci i egzekucjami niewinnych ludzi, kobiet i dzieci w wąwozach i lasach. Teraz już wiemy. Mało kto mógł sobie wyobrazić jeszcze kilka dni temu, że w środku Europy pod okiem kamer rosyjskie lotnictwo dokona ataku na szpital położniczy. Z takim samym okrucieństwem, z jakim dokonuje zniszczeń w dzielnicach mieszkaniowych Charkowa, Czernihowa i Sum”.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]