Reklama

Rosji grozi katastrofa gospodarcza

Rosji grozi katastrofa gospodarcza

w cyklu ROSYJSKA RULETKA
03.03.2022
Czyta się kilka minut
Zamknięta giełda, kolejne sankcje, wycofujące się firmy – nad rosyjską ekonomią słychać łopot czarnych skrzydeł. Jak odczuje to zwykły Rosjanin? Jak odczuje to Putin?
Kolejka przed sklepem Ikea na przedmieściach Moskwy. Firma zapowiedziała zamknięcie wszystkich swoich sklepów w Rosji od 4 marca. / fot. AP/Associated Press/East News
G

Gdy nadlatuje czarny łabędź, zmienia wszystko. To, co miało stać i podtrzymywać konstrukcję, leży. Plan trzeba zmieniać w biegu, wstawiać podpórki, ratować się prowizorką. Wtedy nadlatuje drugi czarny łabędź. Z magazynów wyciągane są odłożone na gorsze czasy zasoby. Jeszcze ich na trochę wystarczy. Ale oto nad horyzontem pojawia się kolejny czarny łabędź, a za nim jeszcze jeden, i jeszcze. Co wtedy?


ROSYJSKA RULETKA: CZYTAJ WIĘCEJ TEKSTÓW ANNY ŁABUSZEWSKIEJ >>>


Podobne pytanie zadaje sobie dziś w objętej sankcjami Zachodu Rosji wielu ludzi – i fachowców od ekonomii, i majętnych oligarchów, i zwykłych szarych obywateli. Nad rosyjską gospodarką od kilku dni przelatują stadami czarne łabędzie. Odłączono od SWIFT wiele rosyjskich banków, paraliżując tym samym rozliczenia. USA objęły restrykcjami Centralny Bank Rosji – aktywa banku zostały de facto w Stanach Zjednoczonych zamrożone. Na sankcyjnej liście znalazły się grube ryby rosyjskiego biznesu, osoby z obsługi medialnej Kremla, wysocy urzędnicy, a także pieszczoszek Putina: Rosyjski Fundusz Inwestycji Bezpośrednich, który miał przyciągać zagranicznych inwestorów do Rosji. Szło mu i wcześniej niezbyt dobrze, teraz inwestorzy wymiękli.

Toast za śmierć giełdy

Odmeldowują się coraz to nowe zachodnie firmy prowadzące biznes w Rosji. Shell ogłosił, że wychodzi ze wszystkich wspólnych projektów gazowych z Gazpromem. Z powodu inwazji Rosji na Ukrainę zawieszają działalność IKEA i Jysk. Zaznaczył się trend wśród europejskich odbiorców do ograniczania zakupów rosyjskiej ropy naftowej. Samoloty jeszcze latają po Rosji na liniach wewnętrznych (Europa zamknęła połączenia z Rosją), ale w związku z sankcjami zagranicznych producentów za jakiś czas zabraknie do nich części. Boeing już ogłosił, że wstrzymuje dostawy części zamiennych. Wielka Brytania, a za nią inne kraje, zamknęła porty dla rosyjskich statków. Bojkotem objęto rosyjskich sportowców. Nawet paraolimpijczyków. Netflix zawiesza rosyjskie projekty filmowe. Itd., itp.

Występujący w programie TV RBK, analizującej wydarzenia w gospodarce Aleksandr Butmanow, ekspert ds. strategii giełdowych, wypił symboliczny toast wodą gazowaną za śmierć giełdy papierów wartościowych (decyzja o tymczasowym zamknięciu giełdy obowiązuje do dziś). Zaczął: - Nie mówię „dzień dobry”. Prowadząca zareagowała niemal instynktownie: - No tak, teraz nikt tak nie mówi.

Zwykły obywatel karmiony propagandową papką spływającą obficie z telewizora o wspaniałych zwycięstwach w „operacji specjalnej”, mającej na celu „denazyfikację i demilitaryzację” Ukrainy rządzonej przez banderowców i nazistów (taka jest ustalona linia propagandowa rosyjskich władz, za odstępstwa od niej grożą kary), początkowo nawet nie zauważył, że coś się zmieniło. Został poinformowany, że Zachód coś knuje i wciągnął Rosję w konflikt w Ukrainie, ale rosyjska gospodarka jest przygotowana na niecne zamiary burżujów i da im odpór. Przekaz płynący z kremlowskich mediów uspokajał: poradzimy sobie, Zachód to nie cały świat, mamy zasoby, nic się nie dzieje.

ZSRR na własnej skórze

Zaklęcia nie do końca zadziałały. Przezorni Rosjanie jednak licznie ruszyli do bankomatów po swoje oszczędności (w pierwszej dobie po inwazji pobór gotówki z bankomatów dwunastokrotnie przewyższył dzienną normę, w kolejnych dniach było podobnie). Szczęśliwcy, którzy jeszcze przed spadkiem kursu rubla dotarli do kantorów wymiany walut, zdołali wymienić ruble na dolary lub euro. Oficjalna propaganda dokłada wszelkich starań, aby wygasić panikę, ale Rosjanie nadal wolą mieć rubla, a jeszcze chętniej dolara w garści niż obietnice władz na dachu.

Od lat pracujący za granicą rosyjski ekonomista Maksim Mironow w swoim profilu Twittera przystępnie wyjaśnił, co będą oznaczać sankcje nałożone na rosyjską gospodarkę w krótszej i dłuższej perspektywie. „Już wkrótce Rosjan czeka deficyt podstawowych towarów. Nie mówię tu o iPhonach, których importu zakazano, a o jedzeniu, odzieży, samochodach, sprzęcie gospodarstwa domowego itd. Rosja jest uzależniona od handlu z zagranicą. A przecież już teraz widzimy, że operatorzy wstrzymują transport kontenerów do Rosji. Nawet jeżeli Rosja znajdzie kogoś, kto je dostarczy za potrójną cenę, to pozostaje kwestia: a jak za to zapłacić. Dochody z eksportu znacznie się zmniejszą, na dodatek nabywcy będą masowo rezygnować z rosyjskich towarów. Widzimy, że nawet nieobjęte sankcjami naftowe firmy nie są w stanie znaleźć kupujących. Gazprom objęto sankcjami, co oznacza, że nie wiadomo, czy będzie zarabiał".


ATAK NA UKRAINĘ | CODZIENNIE NOWE KORESPONDENCJE, ZDJĘCIA I ANALIZY| CZYTAJ NA BIEŻĄCO W SERWISIE SPECJALNYM >>>


Mironow pisał dalej: "Rosyjski Bank Centralny (RBC) zgromadził co najmniej 650 mld dolarów. Tylko że połowa tych zasobów została zamrożona, a co będzie ze złotem, nie wiadomo. Mało który bank zechce je kupić od RBC, aby samemu nie narazić się na sankcje lub kary. Wielu pokłada nadzieje w nowych zakładach przemysłowych, jakie powstały w Rosji. Tyle że te zakłady to głównie montownie samochodów czy innego sprzętu, pracujące na komponentach z importu. W ciągu najbliższych miesięcy produkcja w nich stanie. Skutki: deficyt towarów, masowe bezrobocie, spadek napływu pieniędzy z podatków do budżetu. Internet, jaki znamy, też przestanie w Rosji działać. Już zablokowano masę stron, spowalniane są Twitter i Facebook. Rolnictwo. 40 procent materiałów siewnych pochodzi z importu, jeśli chodzi o ziemniaki, to nawet 90 procent. Co oznacza, że zanim rosyjscy rolnicy coś wymyślą w zamian, będzie słabo. Wszyscy, którzy mogą wyjechać z kraju, wyjadą. Być może władze wprowadzą wizy wyjazdowe (jak w ZSRR). Jedyny plus całej tej historii widzę dla tych, którzy tęsknili za ZSRR: będą mogli na własnej skórze poczuć tamte wspaniałości. Tyle że nie będzie to łagodny ZSRR typu Chruszczowa-Breżniewa-Gorbaczowa, a ZSRR w rękach szalonego dyktatora”.

Kaganiec cenzury

Media już sobie przypominają ograniczenia wolności słowa z czasów ZSRR. De facto wprowadzono wojenną cenzurę. Rosyjskie media od dawna mają nałożony ciasny kaganiec, pozostały jedynie wysepki, jak rozgłośnia radiowa Echo Moskwy, TV Rain czy „Nowa Gazeta”. Władze postanowiły pod pretekstem walki z antywojenną retoryką zniszczyć również te ostatnie reduty wolnego słowa. Zarząd „Echa” podjął decyzję o zamknięciu radia. TV Rain ogłosiło tymczasowe zawieszenie działalności. „Nowa Gazeta” jeszcze się trzyma i pisze, jak jest. Może jeszcze działa czar Pokojowej Nagrody Nobla, której laureatem jest redaktor naczelny Dmitrij Muratow. Agencja kontroli mediów Roskomnadzor wprowadziła kategoryczny zakaz używania w publikacjach słowa „wojna” w odniesieniu do wydarzeń na Ukrainie. W ujęciu oficjalnej propagandy to „operacja specjalna”, niemal gołębie przedsięwzięcie mające na celu pomoc dwóm świeżo uznanym za państwa „republikom ludowym” Donbasu. Trzeba ich bronić przed ludobójstwem ze strony bandyckich władz Ukrainy. Tak i tylko tak wolno pisać i mówić. Kto się wyłamuje, wylatuje z gry. Rosyjskie społeczeństwo jest też chronione tarczą cenzury przed wiadomościami o stratach w szeregach rosyjskich wojsk (dopiero wczoraj po raz pierwszy ministerstwo obrony Rosji przyznało w oficjalnym komunikacie, że zginęło kilkuset żołnierzy), a także przed doniesieniami o bestialskich atakach na cele cywilne i śmierci cywilów z rąk najeźdźców.


Czytaj także: Zdjęcia z bombardowanego szpitala położniczego w Mariupolu obiegły cały świat. I tylko minister Ławrow ich nie oglądał.


Nie wolno również w żaden sposób protestować przeciwko wojnie. Antywojenne pikiety i większe zgromadzenia (a odbywają się takowe od tygodnia) kończą się brutalnymi interwencjami policji, zatrzymaniami uczestników, przepychankami. Do tej pory zatrzymano ponad 7 tysięcy osób. Wyjście na ulice z protestem to akt wielkiej odwagi w dzisiejszej Rosji. Znamienna była wczorajsza demonstracja w Petersburgu (najbardziej aktywnym mieście, jeśli chodzi o protesty antywojenne): policja zatrzymała Jelenę Osipową, weterankę, która przeżyła blokadę Leningradu w czasie wielkiej wojny ojczyźnianej. Filigranową staruszeczkę trzymającą w rękach antywojenne plakaty własnej produkcji wzięło pod pachy dwóch zbirów w policyjnych mundurach. Obłęd.

Putin śpi spokojnie

Nad obrazem wojny (vel operacji specjalnej) pracują nie tylko kremlowskie gadzinówki (głównie telewizja – medium o największym zasięgu; niemal połowa rosyjskiego społeczeństwa czerpie wiedzę o świecie właśnie z telewizji), ale także np. nauczyciele. Dzisiaj odbyły się w szkołach w całej Rosji lekcje, podczas których przeprano młodzieży mózgi, wtłaczając wyznaczoną odgórnie interpretację tego, co postanowił Putin. Analizowano jego przemówienie. Młodzież ma się tego nauczyć i stosować w życiu. W żadnym razie nie chodzić na demonstracje. Duma rozpatrzyć ma wkrótce wniosek o wysyłanie na front tych, którzy będą protestować. Władze planują zaostrzenie kar za wszelkie antywojenne aktywności obywateli. Czy będą one skuteczne?

Na razie Putin może spać spokojnie. Jak melduje WCIOM (zbliżona do Kremla pracownia socjologiczna), 68 procent respondentów „raczej popiera” prezydenta. Ci, którzy go nie popierają, piszą petycje, listy, apele o pokój. To głównie inteligencja – architekci, pisarze, artyści scen, naukowcy itd. Na pewno mniejszość. Ale jakże znamienna mniejszość.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]