Reklama

Ławeczka

Ławeczka

11.05.2015
Czyta się kilka minut
Nie czują presji ani Miłosza, ani Mrożka, ani nikogo innego. O tym, jak pisze się w mieście literatów, opowiadają: Gaja Grzegorzewska, Zośka Papużanka i Wit Szostak. Prowadzenie: Łukasz Wojtusik
Gaja Grzegorzewska, Zośka Papużanka, Wit Szostak Fot. Mateusz Skwarczek
Od lewej: Gaja Grzegorzewska, Zośka Papużanka, Wit Szostak Fot. Mateusz Skwarczek / AGENCJA GAZETA
Ł

ŁUKASZ WOJTUSIK: Siedzieliście już na ławeczce ze swoim nazwiskiem? 

ZOŚKA PAPUŻANKA: Ławeczkę zobaczyłam dopiero dwa tygodnie temu, kiedy przypadkiem obok niej przechodziłam. Właśnie padało, więc nie mogłam nawet usiąść. Zresztą myślałam, że mi odpuszczą, bo protestowałam przeciwko posiadaniu własnej ławeczki literackiej. Wydawało mi się to śmieszne.

Jak się Wam żyje w mieście, w którym nawet na ławce nie można spokojnie usiąść bez odnoszenia się do pisarza?

WIT SZOSTAK: Ławeczki kojarzą mi się z nagrobkami. Kiedy je mijam, czuję się jak na cmentarzu: Gombrowicz, Witkacy...

Wiązanie pisarza z miastem jest modne. Czujecie się krakowskimi pisarzami?

GAJA GRZEGORZEWSKA: Jestem z Krakowa od dziada pradziada i czuję się z miastem związana. Ciągle jednak słyszę, że kalam własne gniazdo. Trudno więc powiedzieć, czy robię miastu dobrą robotę.

Kraków w Twoich kryminałach przedstawiony jest dość specyficznie. 

GG: Tak, bo irytuje mnie pokazywanie go w stereotypowy sposób.

Czyli w jaki?

GG: Tak jak np. w filmie ,,Nie kłam, kochanie”, w którym krakowianie jeżdżą dorożkami, jedzą w Wierzynku i zwierzają się mądrym kwiaciarkom. Taki obraz Krakowa jest przesłodzony i wstrętny.

Czujecie presję tworzenia w mieście, w którym żyli wielcy? 

ZP: Nie odczuwam presji nie tylko w pisaniu, ale też w żadnej innej czynności. Robię swoje.

Ale czy to miejsce, w którym piszesz, jest dla Ciebie ważne?

ZP: Jest, ale nie jako miejsce, w którym piszę, tylko jako miejsce, w którym żyję. Czuję się z Krakowem związana i mam do niego stosunek sentymentalny. Ale to jest chyba zdrowy sentyment.

Jedną z twarzy miasta poznajemy w „Betonowym pałacu”. Ta rzeczywistość, choć nadaje się do literatury, nieczęsto do niej trafia. Dlaczego decydujesz się na pokazywanie takiego „off Krakowa”?

GG: Nie chcę przedstawiać ujednoliconego, oklepanego obrazu. Poza tym dla autorki kryminałów ta ciemna, mroczna, nieprzyjemna strona miasta jest bardziej interesująca.

Kraków jest Miastem Literatury UNESCO. Czujecie, że żyjecie w mieście pisarzy? Że Kraków pisarzami stoi?

WS: Nie wiem, czy pisarzami, ale na pewno literackimi imprezami, na które autorzy są ściągani z całego świata. Adresowane głównie do czytelników festiwale są rewersem literackiego Krakowa. Jeśli chodzi o pisarzy, pojawia się inne pytanie: na ile Kraków jest miastem dla nich przyjaznym? Co władze miasta robią, by literaci, którzy z jakichś powodów tu osiedli, czuli się w Krakowie dobrze? I wreszcie: czy miasto ma jakiś obowiązek względem pisarzy?

Masz ławeczkę! 

WS: Na początku kariery pomocne było- by raczej stypendium. W kilku książkach zadaję pytanie, czym Kraków właściwie dla mnie jest? Na początku myślałem, że będę krakowskim pisarzem, który nie tylko jest z Krakowa i czasami o Krakowie pisze, lecz także wydaje swoje książki w krakowskich oficynach. Tak się jednak złożyło, że ani jedna z moich książek nie ukazała się nakładem tutejszego wydawnictwa. Jestem więc, w pewnym sensie, krakowskim pisarzem na wygnaniu.

ZP: Raz w życiu miałam styczność z pisarzem, który dostaje od państwa godne i uczciwe wynagrodzenie za to, co robi. Jest nim mój przyjaciel Aki, który pochodzi z Finlandii. Spotkaliśmy się w podobnym momencie życiowym: oboje mieliśmy za sobą uznany debiut, a nasze książki były nominowane do poważnych nagród literackich. On dostał od państwa dom i pieniądze, które nie były zadatkiem na kolejną książkę, tylko wynagrodzeniem, za które mógł się utrzymywać. Dobrze zadebiutował, więc państwo na niego postawiło, stworzyło warunki, by mógł dalej pracować.

GG: Marzy mi się coś takiego. Teraz, by pisać książki, muszę zarabiać innymi zleceniami.

Dawniej krakowscy pisarze spotykali się w kawiarnich, rozmawiali przy stolikach, pili i się kłócili. A teraz?

WS: Też to robimy. Nasze spotkania być może przejdą do legendy może za 20-30 lat. Dziś o własną legendę trzeba się zacząć troszczyć już za życia, potem jest za późno.

GG: Kraków ma podobno co najmniej sto różnych bohem i grup literackich, które gdzieś przesiadują. Ja nie przesiaduję teraz nigdzie, ale był taki czas, że siedziałam w towarzystwie Marcina Świetlickiego, u Księdza, w Psie, w Zwisie, w Dymie. Czasami nie wytrzymywałam tempa imprezy.

Czy w Krakowie można z pisarzem poimprezować?

ZP: Oczywiście, że tak. Tajemnicą poliszynela jest, że istnieją takie miejsca, w których niezależnie od pory dnia czy nocy zawsze znajdzie się przynajmniej dwóch pisarzy.

Środowisko jest hermetyczne?

WS: To przede wszystkim nie jest środowisko jednolite. Niektóre grupy są herme- tyczne, inne otwarte. Do niektórych stolików można się przysiadać ot tak, po prostu, a inni ukrywają się do tego stopnia, że mają swoje stoliki w prywatnych lokalach.

ZP: A jeszcze inni są nieprzysiadalni.

Przestrzenią spotkań z czytelnikiem są też krakowskie księgarnie. Mówi się o tym, że mniejsze uginają się pod presją dwóch wielkich korporacji księgarskich. Jak wyglądają spotkania autora z publicznością?

WS: Na pewno księgarze muszą wymyślić siebie i swoją działalność na nowo. Zwłaszcza teraz, kiedy popularność zdobywają księgarnie internetowe. Dobrym pomysłem są księgarnio-kawiarnie, gdzie można nie tylko kupić książkę, lecz także spotkać się z kimś, popracować.

Podczas Międzynarodowego Dnia Książki doradzaliście w księgarniach, które książki warto kupić.

ZP: Ja byłam w księgarni Pod Globusem, którą lubię i w której sama często kupuję. To miłe – zobaczyć, po jak różne książki ludzie przychodzą. Wiele osób szukało poradników z przepisami kuchennymi siostry zakonnej czy wywiadów z duchownymi. Rzadziej pytali o literaturę polską i obcą. Zaskoczyło mnie, że do księgarni przychodzi bardzo dużo dzieci i młodzieży, ich wiedza o współczesnej, pisanej dla nich literaturze, jest imponująca. Nieprawdą jest, że młodzi ludzie nie czytają.

WS: Ja doradzałem w księgarnio-kawiarni De Revolutionibus. Zawsze można tam trafić na coś ciekawego. Odwiedzający tego dnia księgarnię pytali głównie o prozę, ktoś zagadnął o filozofię, ktoś inny o dwujęzyczne wydania polskiej literatury. To byli bardzo różni czytelnicy. Jedni kupowali i wychodzili, inni pijąc kawę, rozpoczynali lekturę od razu. Takie miejsca definiują spotkanie z książką na nowo. Dla mnie to było bardzo ciekawe doświadczenie. I choć zgodziłem się na nie bez większego entuzjazmu, to dość szybko przekonałem się, że było warto.

Ile książek sprzedaliście?

ZP: Kilkanaście.

WS: Kilka, ale pocieszam się tym, że w mojej księgarni ruch bywa mniejszy.

Krakowscy czytelnicy są bardziej wymagający? 

GG: Czytelnicy, nie tylko krakowscy, są podczas spotkań z autorami coraz bardziej wymagający. Zadają pytania skomplikowane – nieraz do tego stopnia, że trudno zapamiętać, od czego zaczynali, zabierając głos. Najgorsze są jednak takie pytania, które zawierają jakąś tezę. Padają one najczęściej podczas spotkań w bibliotekach, na które przychodzą niespełnieni autorzy albo krytycy, którzy zaczynają swoje wypowiedzi od stwierdzenia, że „oni też piszą...”.

ZP: Albo: „nie podoba mi się pani książka, ale…”. GG: Są też tacy, którzy mówią: „nie czytałem żadnej pani książki, ale uważam, że powinna pani przeczytać moją...”. A zadane po nim pytanie, zwykle trudne, ma raczej upokorzyć autora.

Po Wrocławiu można wędrować śladami bohaterów Marka Krajewskiego. Chciałabyś mieć swoją literacką ścieżkę: śladami bohaterów książek Gai Grzegorzewskiej?

GG: Sama wybrałam się na taką wycieczkę. W Edynburgu można spacerować śladami inspektora Rebusa, czyli bohatera Iana Rankina, który jest absolutną gwiazdą w mieście. To jest podobny przypadek do tego, o którym opowiadała Zośka. Pisarz rozsławił miasto, a miasto się odwdzięczyło. Spacerowanie szlakiem bohatera, który towarzyszy ci od lat, jest ciekawym przeżyciem. Moich czytelników taki spacer też mógłby zainteresować.

WS: Pod względem szlaków literackich Kraków wydaje się dobrze opisany. Mamy „Przewodnik literacki po Krakowie” Ewy Zamorskiej-Przyłuskiej: można w nim znaleźć informacje o dziełach, których akcja rozgrywa się w mieście i o książkach tu powstających. Niedawno ukazał się też przewodnik po fantastycznym Krakowie Pawła Dunina-Wąsowicza.

A wyobrażacie sobie, że za 20 lat macie w Krakowie swój cokolik, pomniczek?

ZP: Mamy już ławeczki.

Można się uchronić przed brązownictwem? 

GG: Kraków kocha brąz.

ZP: Jeśli robi się coś zajmującego, brązu się nie uniknie. Jedyne pocieszenie odnajduję w tym, że brąz pojawia się dopiero wtedy, kiedy jest się już w grobie. Nie trzeba na ten brąz patrzeć.

GG: Gdybym miała mieć swój pomnik, to chciałabym, żeby był wesoły, przyjemny i z kotem.

Nie boicie się, że z młodych pisarzy staniecie się strażnikami tego, co wypada, a czego nie powinno się robić w Krakowie?

WS: Nie znam żadnej wypowiedzi Wisławy Szymborskiej, Czesława Miłosza czy Sławomira Mrożka, z której wynikałoby, że czegoś w Krakowie nie wypada robić. To pocieszające.

ZP: Nie chodzi o Czesława Miłosza czy Wisławę Szymborską, którzy się na te tematy rzeczywiście nie wypowiadali. Boję się jednak tego, że pojawia się tendencja, by ludzi, którzy napisali jedną czy dwie książki, pytać o wszystko. Wiem, że są tacy, nawet kilku znam, którzy lubią o ,,wszystkim” mówić i udają, że się na tym ,,wszystkim” znają. Ja nie lubię i nie udaję. Nie lubię też, kiedy ktoś zadaje mi takie pytania i wymaga ode mnie odpowiedzi. I dziwi się, kiedy wypowiadać się nie chcę.

WS: Teraz wszyscy – niezależnie od tego, czy napisali jakąś książkę, czy nie – mówią o „wszystkim”. Tak zresztą chyba było zawsze. Pisarze byli nazywani sumieniem epoki. Niedawno zmarł Günter Grass, uważany za sumienie Niemiec. Na szczęście etatu „sumienie Polski” nie trzeba obsadzać. To może oznaczać, że etos pisarza i przypisywana mu rola społeczna ulegają zmianie. ©

Prowadzący rozmowę jest dziennikarzem radia TOK FM, autorem audycji „Krakowskie Przedmieście”.

GAJA GRZEGORZEWSKA (ur. 1980) jest absolwentką filmoznawstwa, autorką kryminałów. Laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru (2011 r.) przyznawanej za najlepszą powieść kryminalną roku.

ZOŚKA PAPUŻANKA (ur. 1978) jest absolwentką teatrologii, niedawno obroniła doktorat z literaturoznawstwa, pracuje jako nauczycielka języka polskiego. Autorka tekstów piosenek wykonywanych w krakowskich kabaretach i spektaklach Teatru Lalki i Aktora Parawan. Jej debiutancka powieść „Szopka” była nominowana do Paszportu „Polityki” (2012 r.) oraz Nagrody Literackiej Nike (2013 r.).

WIT SZOSTAK (ur. 1976) jest doktorem filozofii. Za książkę „Fuga” nominowany do Nagrody Literackiej Nike (2013 r.), a za „Sto dni bez słońca” do Paszportu „Polityki” (2014 r.). W przeszłości związany z fantastyką. Jego krakowska powieść „Dumanowski” została wystawiona w Narodowym Starym Teatrze i zaadaptowana na potrzeby słuchowiska radiowego przez Jana Klatę i Sebastiana Majewskiego.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

GG- sorki ale ta pani nie zasługuje na miano pisarki- mimo usilnych starań i promocji
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Wit Szostak, Michał Sowiński
Miljenko Jergović, Michał Sowiński
Adam Hochschild, Michał Sowiński

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]