Lasy społeczne dla wielkich miast i pieniądze dla gmin z chronioną przyrodą. Rząd pokazuje mapy i projekty

Reforma leśnictwa i ochrony przyrody bardzo powoli i nieśmiało przechodzi od ładnych haseł do konkretów. Zaczyna od tych najłatwiejszych.
Czyta się kilka minut
Wiceminister klimatu i środowiska, Mikołaj Dorożała podczas konferencji prasowej, która dotyczyła działań zmierzających do utworzenia lasów społecznych wokół aglomeracji. Warszawa, 30 lipca 2024 r. // Fot. Tomasz Gzell / PAP
Wiceminister klimatu i środowiska, Mikołaj Dorożała podczas konferencji prasowej, która dotyczyła działań zmierzających do utworzenia lasów społecznych wokół aglomeracji. Warszawa, 30 lipca 2024 r. // Fot. Tomasz Gzell / PAP

We wtorek na konferencji prasowej w Ministerstwie Klimatu i Środowiska zobaczyliśmy mapę Polski z 13 pinezkami w okolicach wielkich miast. To tam ma spełnić się jedna z obietnic resortu: lasy społeczne.

Społeczne, czyli jakie? – Mają pełnić ważną rolę z punktu widzenia rekreacji, kontaktu z przyrodą, ale także rozwijać ideę zielonych pierścieni wokół dużych miast – mówił wiceminister i główny konserwator przyrody, Mikołaj Dorożała. – Będzie można w nich zbierać grzyby, jagody, jeździć na rowerze. W lasach tych nie będą prowadzone intensywne wycinki.

To kompleksy leśne blisko dużych miast: Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Łodzi, Poznania, Katowic, Bydgoszczy, Torunia, Szczecina, Kielc, Bielsko Białej i trójmiasta Gdańsk-Sopot-Gdynia. Resort chwali się tym, że tworzy nową szansę na kontakt z przyrodą dla 13 milionów osób, którzy mieszkają w tych ośrodkach.

Mapa aglomeracji, wokół których mają powstać lasy społeczne / Materiały prasowe Ministerstwa Klimatu i Środowiska

Krytycy twierdzą, że „lasy społeczne” to wydumane pojęcie, a wyznaczone przez ministerstwo obszary niczym nie będą się różnić od reszty. I mogą mieć sporo racji, przynajmniej na początku. Poza pinezkami wbitymi w mapę poznaliśmy tylko jeden konkret: podstawową rolą tych lasów ma być funkcja społeczna: rekreacja, spacery, sport.

Ustawa o lasach w Polsce nadaje im trzy funkcje: przyrodniczą, gospodarczą i społeczną. Jak wygląda realizacja tej pierwszej, wiemy z parków narodowych, druga – z większości terenu zarządzanego przez Lasy Państwowe. Jak będzie wyglądać ta trzecia? Tutaj wpływamy na nieznane wody, inspiracje możemy czerpać z innych państw oraz pracy polskich naukowców i leśników. Czy ministerstwo poprzestanie na ogólnikach i dumnych hasłach, a wybrana trzynastka okaże się pechowa, czy faktycznie powstanie nowy model zarządzania takimi lasami, jak Trójmiejski Park Krajobrazowy czy lasy w zachodniej części Wrocławia? Na sprawdzenie tego Dorożała wyznaczył urzędnikom i leśnikom termin do końca października.

Pewne jest jedno: lasy społeczne nie będą przypominać rezerwatów ani parków narodowych, wręcz przeciwnie. Wiele prac trzeba będzie prowadzić choćby ze względów bezpieczeństwa. – Z punktu widzenia wpływu na zdrowie, zwłaszcza psychiczne, nie jest tak bardzo istotne, jak rzeczywiście bioróżnorodny jest las, ale ważniejsze jest to, jak potrzebny jest dla danej społeczności – powiedział wicedyrektor Lasów Państwowych Bogdan Jaroszewicz.

Przymiotnik „społeczne” ma tu jeszcze jedno znaczenie. Punktem wyjścia do wyboru szczęśliwej trzynastki była debata prawie 150 organizacji pozarządowych oraz przede wszystkim mapa lasów spornych przygotowana przez organizację Lasy i Obywatele. To były lasy, o które ludzie chcieli walczyć.

Będzie tylko trudniej

Od pierwszego dnia pracy nowego rządu reforma leśnictwa idzie jak po grudzie – nikt zresztą nie spodziewał się, że będzie łatwo. Postulat zapisany w umowie koalicyjnej jest bardzo ambitny: „20 proc. najcenniejszych obszarów leśnych zostanie wyłączonych z wycinki”. Lasy społeczne to kolejny (zapewne w okolicach jednego procenta) kawałek tej drogi do 20 proc. Pierwszym krokiem było moratorium, które w styczniu tymczasowo i interwencyjnie wstrzymało wycinki na dziecięciu obszarach cennych przyrodniczo.

Moratorium, choć nadal budzi kontrowersje, zostało przedłużone, a teraz resort zabiera się za lasy społeczne, bo to... najprostszy z dostępnych kawałków układanki. Wyznaczanie terenów cennych przyrodniczo (na to ministerstwo dało sobie czas do końca listopada), przy obecnym stanie napięć między resortem, leśnikami i branżą drzewną, będzie ogromnym wyzwaniem.

Dość powiedzieć, że choć wiceminister Dorożała i jego szefowa, Paulina Hennig-Kloska, odmieniają słowa „dialog” i „współpraca” przez wszystkie przypadki, to atmosfera jest od nich daleka. Z prac i dyskusji wycofali się ostatnio przedstawiciele branży drzewnej. „Wszystkie nasze dotychczasowe działania, merytoryczne argumenty, dostarczane analizy i publikacje, nie zostały nawet w najmniejszy sposób wzięte pod uwagę przy pracach dotyczących przedmiotowego tematu” – poinformowała Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego. Inni, w tym wielu leśników, nawołuje do dymisji wiceministra, a nawet aktywiści (którym Dorożała dziękował na ostatniej konferencji) mają do prac resortu wiele zastrzeżeń. Wiele z nich jest zasadne: na tym etapie ministerstwo nie pokazało jeszcze żadnych wyliczeń, jak utworzenie lasów społecznych wpłynie na kluczowe z perspektywy branży pozyskanie drewna.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

– Ubolewam nad tym. Mam nadzieję, że będziemy mogli dalej pracować. Te prace trwają od kilku miesięcy, to czasami są trudne rozmowy. (...) Nie powinno się odchodzić od stołu w momencie, kiedy się przy tym stole jest – skomentował fiasko rozmów wiceminister.

Pieniądze dla samorządów

Inna, potencjalnie przełomowa wiadomość dla ochrony przyrody w Polsce, nadeszła z Ministerstwa Finansów. W projekcie ustawy o dochodach samorządów zapisano dotacje dla gmin, które leżą na terenach cennych przyrodniczo. Oczywistym od lat jest, że taki np. park narodowy może być zarówno skarbem, jak i przekleństwem dla budżetu gminy. Między innymi dlatego od ponad 20 lat w Polsce żaden park narodowy nie powstał – ze względu na opór samorządów, dla których utracone zyski wygrywają z ochroną przyrody.

Nowy projekt ustawy, zaprezentowany przez ministra Andrzeja Domańskiego, zakłada rekompensaty dla samorządów za ich „potrzeby ekologiczne”. Mechanizm z pozoru jest dość prosty: za każdy hektar parku narodowego gmina dostanie 620 złotych, rezerwatu - 310 złotych i odpowiednio mniej za parki krajobrazowe czy obszary Natura 2000.

Diabeł tkwi w szczegółach, samorządy już zapowiedziały wiele poprawek, ale zarówno włodarze gmin, jak i przyrodnicy uznają to za krok w dobrą stronę. „To historyczny moment i ogromna szansa na przełamanie impasu w tworzeniu nowych obszarów chronionych” – skomentował Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”