Kto upilnuje strażnika

Prawo weta, przyznane wojewodom w stosunku do projektów wybranych przez samorząd do finansowania z funduszy europejskich, jest oparte na niewypowiedzianym założeniu: że samorząd może kierować się nagannym lokalnym partykularyzmem, a zagrożenia takiego nie ma w przypadku wojewody. To założenie bardzo dyskusyjne.
Czyta się kilka minut

Wojewodowie nie pochodzą z Marsa. Nie udało się nawet wprowadzić zasady, że wojewodą jest ktoś z innego województwa. Szczególnie tam, gdzie marszałek wywodzi się z opozycji wobec ogólnopolskiego rządu - jakiegokolwiek, nie tylko akurat tego - wojewoda jest zazwyczaj najaktywniejszym liderem partii rządzącej w danym województwie. Oznacza to, że po upływie kadencji będzie najpewniej kandydatem w wyborach parlamentarnych. Zatem jego decyzje najpewniej będą w co najmniej takim samym stopniu, jak decyzje wojewódzkich samorządowców, motywowane troską o przypodobanie się wyborcom we własnej niszy politycznej. Bez niej nie ma w praktyce szans na wyborcze zwycięstwo. Wojewoda znajdzie się pod presją lokalnych interesów - nie tylko własnych, ale także wpływowych posłów z województwa. Nic dziwnego, że koncepcja weta, choć otwarcie kontestowana przez premiera, okazała się priorytetem dla klubu parlamentarnego. W warunkach obecnej ordynacji każdy polityk drugiego szeregu musi mieć taką niszę. Posłowie chcieliby posiadać narzędzie zabiegania o swoje interesy. Weto im to narzędzie daje.

Bardzo łatwo sobie wyobrazić, że wojewoda będzie tak długo wetował projekty w miejscowościach, z których pochodzą członkowie wojewódzkich zarządów, aż zmienią oni swoje negatywne zdanie wobec projektu marnego, ale zlokalizowanego w tej miejscowości, z której pochodzi wojewoda lub stojący za nim poseł koalicji rządzącej.

Sejmik tworzą przedstawiciele całego województwa. Przed nim odpowiada marszałek i zarząd. Wojewoda "wisi" zazwyczaj na najbardziej wpływowym pośle, zależnym z kolei od poparcia zdobywanego w jednym mieście bądź powiecie. Weto wojewody wcale nie oznacza zatem ochrony przed chorobą terytorialnych gierek. Ono powiększa zagrożenie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51/2006