Reklama

„Książę, co na Wiślech siedział"

„Książę, co na Wiślech siedział"

04.06.2007
Czyta się kilka minut
Rekonstrukcja panoramy XIII-wiecznego Krakowa (widok znad dzisiejszej Poczty Głównej). Na pierwszym planie tzw. Oratorium Dominikańskie, dalej nieistniejący dziś kościółek Wszystkich Świętych, za nim wczesnogotycki kościół oo. Franciszkanów. Na lewo gród, tzw. Okół. W jego centrum kościół św. Andrzeja, na prawo od niego nieistniejący kościół św. Marii Magdaleny, na lewo - kościoły św. Marcina i (uznawany za hipotetyczny) św. Idziego. Z tyłu wzgórze wawelskie z romańską katedrą św. Wacława i nieistniejącym kościołem św. Gereona. Na pierwszym planie Wawelu palatium książęce, na lewo od niego wieża obronna - stołp. Na dalekim planie zarysy klasztoru ss. Norbertanek i kościół Najświętszego Salwatora (kadr z fi lmu "Kraków 1000 lat temu", opracowanie MM interActive).
T

TYGODNIK POWSZECHNY: - Świętujemy 750-lecie lokacji Krakowa, ale miasto istniało już w epoce pierwszych Piastów...

PROF. JERZY WYROZUMSKI: - Kraków jest starszy niż władza Piastów, a u początków tej dynastii wcale się z nią nie łączył. Najstarsza wzmianka źródłowa o Krakowie pochodzi z roku 965 lub 966 - Mieszko I, władca państwa Polan, czyli Wielkopolski i Kujaw, przyjmował wtedy chrzest. Ibrahim ibn Jakub, w którego relacji Kraków pojawia się trzykrotnie, patrzył na Polskę z perspektywy Pragi i Magdeburga. Dzięki temu podróżnikowi arabskiemu dowiadujemy się, że państwo Bolesława Czeskiego rozciągało się od Pragi aż do Krakowa, a kupcy z Rusi i Krakowa zjeżdżali do Pragi, z czego wynika, że nasze miasto należało do Czech. Co więcej, musiało być punktem znaczącym; a skoro tak, trudno byłoby dziś obchodzić np. tysiącpięćdziesięciolecie miasta, bo tyle mniej więcej lat upłynęło od pierwszego o nim świadectwa - Kraków musi być znacznie starszy.

Skarb z Kanoniczej

- Mamy na to dowody?

- Owszem, i do dwóch przywiązuję szczególną wagę. Po pierwsze, do skarbu żelaznego z ulicy Kanoniczej 13 - to ok. 4 tys. płacideł metalowych, używanych w Państwie Wielkomorawskim i po jego upadku. Skarb znajdował się w drewnianej skrzyni, co umożliwiło datowanie metodą C14, dzięki czemu okazało się, że płacidła pochodzą z drugiej połowy IX wieku. Na obszarze Państwa Wielkomorawskiego nigdzie nie znaleziono równie wielkiego skarbu, co potwierdza tezę o ówczesnym znaczeniu Krakowa. Za drugą przesłankę uważam tzw. legendę pannońską - żywot św. Metodego, spisany po jego śmierci w 885 r. Pojawia się w niej opowieść o potężnym księciu, co "na Wiślech siedział" i urągał chrześcijanom, zaś św. Metody miał go ostrzec, że jeżeli się nie ochrzci, będzie do tego przymuszony na obcej ziemi. Dawniej sformułowanie "na Wiślech" odnoszono do Wiślicy, ale nie potwierdziła tego archeologia. Co przemawia za Krakowem? Miejsce to coś już znaczyło (tutejsze znaleziska archeologiczne pochodzą z okresu wpływów rzymskich - np. słynne piece garncarskie z Igołomii; w IV w. tworzy się luka kulturowa, ale w VIII stuleciu znów pojawiają się ślady archeologiczne - także na Wawelu, który z pewnością był siedzibą władców), ponadto Wawel znajdował się na rozlewiskach Wisły - "na Wiślech". Aż do XIX w. rzeka płynęła w Krakowie dwoma korytami, a Kazimierz de facto położony był na wyspie.

- Kiedy Kraków znalazł się w państwie Piastów?

- Najprawdopodobniej w roku 990, kiedy Mieszko I wojował z Bolesławem Czeskim. U czeskiego kronikarza Kosmasa (młodszego o dziesięć, piętnaście lat od Galla Anonima) czytamy, że podstępny Mieszko zajął Kraków i wyciął załogę czeską. Kronika Kosmasa to źródło wiarygodne, choć jest w nim pewien szkopuł: kronikarz osadza ten fakt w roku 999, a Mieszko zmarł w 992. Historiografia radzi sobie z tym na dwa sposoby: jedni historycy uważają, że nie chodzi tu o Mieszka, lecz o Bolesława Chrobrego, inni twierdzą, że Kosmas pomylił chronologię o około dziesięć lat także w innych sprawach. Dzisiaj przeważa to drugie podejrzenie. Jeśli odpowiada ono prawdzie, to wszystko się zgadza.

- Można jednak odnieść wrażenie, że Kraków zawsze orientował się na południe. Dowodem choćby wezwanie katedry, której patronem jest św. Wacław. Imię to kojarzone jest z rządzącymi na Wawelu na przełomie XIII i XIV w. Przemyślidami, popularniejszymi tu niż Władysław Łokietek.

- To były rachuby polityczne, albowiem mieszczanie krakowscy, a wśród nich Niemcy i Ślązacy, upatrywali korzyści w związkach ze Śląskiem i Pragą. Czechy były najprężniej rozwijającym się państwem Rzeszy, zaś władca czeski - jeśli mówimy o czasach Łokietka - wiele w niej znaczył: jako jeden z siedmiu elektorów, a także jedyny, oprócz króla Niemiec i cesarza w jednej osobie, władca koronowany. Przesłanki te sprawiły, że mieszczanie krakowscy postrzegali go lepiej niż książątko z Kujaw, które na dobitkę nie miało żadnych praw do miasta.

- Wróćmy do czasów dawniejszych. Jak wyglądają początki Kościoła krakowskiego?

- Jeżeli mówimy, że chrzest Polski przypada na rok 966, dotyczy to państwa Polan, a nie Małopolski i Śląska. Kraków przyjął chrześcijaństwo wcześniej, mniej więcej wtedy, kiedy Czechy, a pierwsze wpływy chrześcijaństwa sięgają tam okresu karolińskiego. W czasach Cyryla i Metodego nastąpiła chrystianizacja w obrządku słowiańskim. Na początku X w. Państwo Wielkomorawskie padło pod naporem Madziarów. Rechrystianizacja Czech zaczęła się ok. roku 930 za sprawą Kościoła niemieckiego: arcybiskupstwa salzburskiego i biskupstwa ratyzbońskiego. Na początku Czechy nie miały co prawda własnego biskupstwa, ale misja chrystianizacyjna musiała dotrzeć do Krakowa. Innymi słowy, początki tutejszego Kościoła bliższe są roku 930 niż 966.

- Czy z tamtego okresu pozostały jakieś ślady materialne?

- Myślę, że tak. We wczesnym okresie piastowskim na Wawelu znajdowało się osiem budowli sakralnych. Ich datowanie to klucz do wielu spraw, a z tym mamy kłopot. Ot, choćby rotunda Najświętszej Marii Panny, znana też pod wezwaniem św.św. Feliksa i Adaukta. Andrzej Żaki uważa, że powstała w latach 50. X wieku, ale Klementyna Żurowska przesuwa jej budowę na początki czasów piastowskich. Żadna ze stron nie dysponuje niepodważalnymi argumentami.

Moim zdaniem, w połowie X w. na Wawelu musiał znajdować się przynajmniej jeden kościół, a może i więcej. Nigdzie w państwie Polan - w Poznaniu czy Gnieźnie - nie ma tylu wczesnych budowli sakralnych co w Krakowie. To daje do myślenia. Ważna jest też notatka Thietmara, który opisał wizytę Ottona III w Polsce i utworzenie archidiecezji gnieźnieńskiej. Kronikarz powiada, że Gnieznu zostały podporządkowane - a nie utworzone! - trzy biskupstwa. Wymienia przy tym imiona: Poppona w Krakowie, Jana we Wrocławiu i Reinberna w Kołobrzegu. Tradycja lokalna Kościoła krakowskiego mówi też o dwóch biskupach przed Popponem: Prohorze i Prokulfie. Dlatego w r. 2000 proponowałem, by Kościół krakowski nie świętował tak gładko tysiąclecia. Jest przecież znacznie starszy!

Niemieccy świadkowie cudu

- Akt lokacyjny z 1257 r. dotyczył więc osady rozwiniętej cywilizacyjnie...

- Przed rokiem 1257 można się w Krakowie doliczyć dwudziestu ośmiu kościołów (z tego ośmiu na Wawelu, czterech na Okole). Kościoły wyznaczały zaś punkty osadnicze. Prawo niemieckie wprowadzono zatem w dużej aglomeracji osadniczej. Pojawiają się dwa pytania: gdzie usytuowany był przedlokacyjny Kraków i jaki miał charakter?

Pierwotny Kraków z pewnością znajdował się w okolicach kościoła św. Trójcy (Dominikanów), nazwanego w roczniku kapituły krakowskiej parafią miejską. W związku z żywiołowym tworzeniem się miast na zachodzie Europy, czyli tzw. rewolucją komun, której efektem ubocznym były margines społeczny i sekty religijne, powstały zgromadzenia dominikanów i franciszkanów, które prowadziły duszpasterstwo w centrach miast. Dominikanie pojawili się w Krakowie w 1222 r., a franciszkanie w roku 1237. Kraków był wówczas miastem na prawie polskim, przy czym nazwa ta ustaliła się ex post, gdy zaczęto ją przeciwstawiać prawu niemieckiemu. Różnica pomiędzy nimi polegała na tym jedynie, że miasto na prawie polskim nie posiadało samorządu, cieszyło się natomiast tzw. "mirem książęcym", czyli gwarancjami bezpieczeństwa targów i szlaków komunikacyjnych.

- Po co wobec tego w 1257 r. przeprowadzono lokację na prawie magdeburskim? Może nie było to konieczne?

- Sprawa jest skomplikowana, nawet jeśli chodzi o datę. Istnieją źródła z czasów Leszka Białego (rok 1228 i 1230), dotyczące Piotra Sołtysa. Z ok. 1240 r. pochodzi z kolei wiadomość o sołtysie Salomonie. Sołtys to instytucja prawa niemieckiego, dlatego kiedyś uważaliśmy, że były dwie lokacje. Ostatnio dochodzę jednak do wniosku, że była tylko jedna lokacja, w 1257 r. Ale w latach 20. XIII wieku, podobnie jak wcześniej w Pradze i niektórych miejscowościach na Śląsku, Leszek Biały nadał prawo niemieckie Niemcom mieszkającym w Krakowie. To szlachetna idea, bo przybyszom pozwalano się rządzić własnym prawami.

- Czy osadnicy niemieccy przybyli do opustoszałego Krakowa po najazdach tatarskich?

- Tatarzy nie zrównali Krakowa z ziemią, a jego mieszkańców nie wybili w pień, bo ludzie, przyzwyczajeni do najazdów, zdążyli zbiec z miasta. Polska po najazdach tatarskich nie była tak wyludniona, by trzeba było ściągać Niemców, ci mieszkali tu już od dawna. Gdy przygotowując dokumentację do kanonizacji biskupa Stanisława spisywano relacje o cudach, wśród świadków pojawili się również Niemcy. Niemcy występują też w dokumentach klasztoru mogilskiego. Ok. roku 1240 prawo niemieckie oderwało się od swego etnicznego pnia. Wtedy dopiero zaczęto je rozciągać na inne nacje. Do rozwiązania pozostaje tylko jedna zagadka: gdzie w Krakowie znajdowała się kolonia niemiecka?

- Ilu mieszkańców mógł liczyć trzynastowieczny Kraków?

- Nie wiemy, ponieważ pierwsze szacunki odnoszą się do pierwszej połowy XIV wieku. Na podstawie ówczesnych rachunków świętopietrza dochodzimy do wniosku, że w Krakowie wraz z Kazimierzem i Kleparzem mogło mieszkać do 18 tys. ludzi, co w skali polskiej jest wielką liczbą, ale Praga liczyła sobie wówczas 35 tys. mieszkańców.

Pięć pieczęci

- Co w istocie oznaczał akt lokacji? Czy przetrwał oryginał tego przywileju?

- Zacznijmy od drugiego pytania: oryginał zachował się do naszych czasów, choć brakuje przy nim dwóch z pięciu woskowych pieczęci; jako przywilej najwyższej rangi opatrzony był pieczęcią książęcą i pieczęciami najwyższych dostojników świeckich i kościelnych: kasztelana, wojewody, biskupa i kapituły krakowskiej. Wszyscy oni byli gwarantami przywileju. Brakuje pieczęci biskupa i kapituły, brakowało też pieczęci księcia Bolesława Wstydliwego, ale niedawno odnalazła ją krakowska archiwistka, Krystyna Litewkowa.

Co do pierwszej kwestii: proces lokacji był złożony. Miasta lokowane na prawie niemieckim wyjmowano spod bezpośredniej władzy urzędników książęcych - inaczej nie sposób mówić o samorządzie i sądownictwie miejskim. Toteż lokację zawsze poprzedzał immunitet, czyli wyjęcie poddanych spod prawa urzędników, sędziów książęcych itd. Potem określano teren, na którym immunitet ten miał obowiązywać.

W przypadku Krakowa podczas lokacji przesunięto rynek, co w roku 1257 poświadcza rocznik kapituły krakowskiej. Rdzeń miasta wytyczono w innym miejscu, ale przecież nie na pustkowiu, jak to czasami bywało. Tu pustkowia nie było - stał kościół św. Wojciecha, którego początki sięgają XI w., kościoły Mariacki, św. Jana, św. Szczepana... Nowy układ miejski trzeba było do nich dopasować. Dopiero u schyłku XIII w. obwarowano miasto murami, choć być może już wcześniej istniał płot lub fosa, która nie tylko miała funkcję obronną, ale wytyczała też granice władzy samorządowej.

Kolejnym elementem lokacji był samorząd. W przywileju czytamy, że Kraków ma być urządzony na wzór Wrocławia, lokowanego w 1242 r. (prawo niemieckie prawdopodobnie obowiązywało tam wcześniej, ale - podobnie jak w Krakowie - było początkowo przywilejem osadników niemieckich). W krakowskim dokumencie znajdujemy klauzulę, która wprawia historyków w zakłopotanie: miasto ma być wprawdzie urządzone jak Wrocław, ale ma się w nim dziać jak w Magdeburgu. Co to znaczy? W chwili lokacji Wrocław nie miał rady miejskiej, ta bowiem po raz pierwszy pojawiła się dopiero w 1244 r. w Magdeburgu - dwa lata po lokacji Wrocławia. W Krakowie słyszano o niej i chciano rządzić się podobnie. I rzeczywiście: w roku 1264 r. mamy poświadczoną krakowską radę miejską, co nie znaczy, że nie działała już wcześniej. Jej pierwsi członkowie byli zapewne mianowani.

- Rada była najważniejszym organem samorządu miejskiego...

- Różnie to bywało. W Magdeburgu najwyższym respektem cieszyła się ława, czyli organ sądowy. W polskich miastach lokowanych na prawie magdeburskim na czoło samorządu wysuwał się wójt - organizator miasta. Monarcha ofiarowywał mu wieczysty i dziedziczny przywilej, z którym łączyło się uposażenie, dochody z parcel itd. Nic więc dziwnego, że wójtowie stawali się z czasem zamożniejsi niż niejeden rycerz, a i niepokorni - stąd za Władysława Jagiełły powstała konstytucja skierowana przeciw "krnąbrnym i nieużytecznym sołtysom". Pierwotnie tuż za wójtem stała ława, a dopiero za nimi rada; zmieniło się to pod koniec XIII w. Znamy przypadki ze Świdnicy i Raciborza, z lat dwudziestych XIV w., które świadczą o rywalizacji między wójtem a radą. Aby wygrać rywalizację z tym książęcym namiestnikiem, rada zaprosiła tam do swego grona... samego księcia.

- Czy konsekwencją lokacji było masowe przenoszenie się ludzi ze wsi do miasta?

- Wójtowie ściągali rzemieślników i organizowali ławy rzemieślnicze. W akcie krakowskim Bolesław Wstydliwy zastrzegł, że wójtowie nie mogą ściągać do miasta ludzi poddanych władzy książęcej lub kościelnej - nawet jeśli chodziłoby o wolnych (groziło to zubożeniem dóbr ziemskich). Wójtowie zmuszeni więc byli poszukiwać osadników nawet za granicą.

- Czy fakt lokacji przyczynił się jakoś do rozwoju Krakowa jako stolicy kraju?

- To nie Kraków, ale Wawel był siedzibą książęcą i królewską. Tej różnicy dziś nie dostrzegamy. Do tego stopnia, że używamy nonsensownego pojęcia "gród podwawelski" - tymczasem gród znajdował się na Wawelu, a pod nim było podgrodzie, a potem miasto.

Kraków był ważną, choć jedną z kilku rezydencji "królestwa" (sedes regni principales). Średniowieczni władcy nie byli przykuci do jednego miejsca, a pojęcie stolicy wykrystalizowało się później. Kraków wcześnie zdystansował jednak Gniezno czy Poznań. Przypuszczamy, że już za Bolesława Szczodrego był najważniejszą siedzibą królestwa (skarbiec znajdował się na Wawelu, a skarbca nie trzymało się byle gdzie). Bolesław Krzywousty uczynił Kraków siedzibą wielkiego księcia. Co prawda w XIII w. Kraków jako miejsce rezydencjonalne stracił na znaczeniu, ale nikt nie wyobrażał sobie zjednoczenia Polski bez Krakowa.

- Od kiedy można mówić o Krakowie jako o stolicy?

- Pojęcie to pojawia się za Władysława Łokietka, a w czasach Kazimierza Wielkiego łączy się już nierozerwalnie z Krakowem. Nota bene, podniesienie miasta do rangi stolicy było politycznym podstępem Łokietka. Prawo do tronu polskiego rościł sobie Jan Luksemburg, zatem Łokietek zredukował niejako pojęcie Polski do Wielkopolski; koronował się w Krakowie, nie zaś w Gnieźnie, niczym rzekomo nie wadząc interesom Luksemburgów.

Trzeba sobie jednak zdać sprawę, jak rozumiano w tamtych czasach pojęcie stolicy. Była to najważniejsza siedziba królewska, miejsce koronacji i nekropolia władców. W tym sensie Niemcy nie miały stolicy, ta bowiem znajdowała się tam, gdzie właśnie rezydował monarcha: za Luksemburgów miastem stołecznym była Praga, za Habsburgów - Wiedeń. W Niemczech były miasta równie ważne jak stolica, choćby Norymberga - miasto sejmowe, Akwizgran - miasto koronacji. W Polsce większość tych ról pełnił Kraków (choć nie odbywały się tu np. posiedzenia sejmu). Nie wolno jednak przenosić naszych wyobrażeń na dawne wieki - nawet jeśli chodzi o stołeczność.

Jerzy Wyrozumski - historyk, profesor UJ; specjalizuje się w badaniu Polski średniowiecznej. Wydał m.in. "Dzieje Polski piastowskiej (VIII wiek - 1370 r.) t. II - serii "Wielka Historia Polski", "Historię Polski do 1505 r.", "Kazimierza Wielkiego", "Dzieje Polski średniowiecznej", "Kronikę Krakowa".

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]