Reklama

Ładowanie...

Zmarł Eugeniusz Rudnik

Zmarł Eugeniusz Rudnik

14.06.2015
Czyta się kilka minut
Przypominamy tekst o nagradzanym filmie dokumentalnym poświęconym Rudnikowi. „Dokument o awangardowym muzyku i inżynierze Eugeniuszu Rudniku przypomina, że prawdziwa poezja znajduje się często na wyciągnięcie... ucha".
Eugeniusz Rudnik w filmie „15 stron świata” Zuzanny Solakiewicz Fot. Ula Klimek / ENDORFINA STUDIO
T

To jest tak, jakbyś otworzył książkę w nieznanym nam języku. A może otworzyliśmy ją w środku i trzymamy do góry nogami?”. W polsko-enerdowskim filmie science fiction „Milcząca gwiazda” z 1959 r., będącym adaptacją prozy Stanisława Lema, kosmonauci zastanawiają się, czy napotkany obiekt to maszyna czy istota ludzka. Cytowany fragment pojawia się znienacka w dokumencie o Eugeniuszu Rudniku. Nie dlatego jednak, że jeden z pionierów polskiej muzyki elektroakustycznej ma na swoim koncie obszerną, liczącą kilkadziesiąt pozycji filmografię (akurat przy wspomnianym filmie Kurta Maetizga nie pracował). Raczej dlatego, że jego przebogata twórczość muzyczna, przeżywająca obecnie kolejny renesans, znakomicie chwytała napięcie między tym, co ludzkie i nieludzkie. „Uczłowieczając” elektronikę, ów inżynier i artysta w jednej osobie poszukiwał w głosie człowieka i odgłosach stworzonej przezeń cywilizacji tego wszystkiego, co obce, zwierzęce czy wręcz kosmiczne.


Jan Błaszczak o Rudniku: „Niegdysiejszy inżynier elektronik i reżyser dźwięku, pracujący przy awangardowych dziełach Karlheinza Stockhausena, Krzysztofa Pendereckiego czy Arnego Nordheima, wyszedł już z cienia swoich wielkich mistrzów.” 

Młoda dokumentalistka Zuzanna Solakiewicz w swoim pełnometrażowym debiucie przygląda się Rudnikowi przy pracy. W Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia, z którym związany był przez ponad półwiecze, awangardowy kompozytor wygląda niczym Adam Słodowy: taśma magnetofonowa, nożyczki, szpule, ado tego staroświeckie pokrętła i potencjometry. Całej tej analogowej maszynerii i cierpliwemu rękodziełu pozostał wierny aż do dzisiaj, stając się żywą inspiracją dla twórców muzyki elektronicznej, didżejów i pasjonatów remiksu. Dowodem jest wydany niedawno czteropłytowy box, nazywany kostką Rudnika, w którym znalazły się zarówno oryginalne utwory artysty, jak i różnej maści współczesne „przetwory”. Film Solakiewicz przypomina, że twórca „ERdady” już wiele lat temu eksperymentował z tak modnym dzisiaj samplowaniem: poprzez repetycje, cofanie taśmy, multiplikację dźwięku, jego zagęszczanie czy zapętlanie.

W „15 stronach świata” mamy możliwość wśliźnięcia się do pierwotnego laboratorium dźwięku – dosłownie i w przenośni. Widzimy, jak ze ścinków taśmy powstają dźwiękowe poematy i miniatury, jak przysłowiowe „szumy, zlepy, ciągi” układają się w niepokojące trójwymiarowe zbitki i kolaże. Ów szczególny recykling służy bowiem uchwyceniu przestrzennej czy wręcz cielesnej natury dźwięku. Rudnik w swoich kompozycjach stara się go fizycznie dotknąć, ukazać jego geometryczną strukturę. Dźwięk porównuje do kryształu, przez który zobaczyć można rzeczywistość zniekształconą i otwartą – jak sugeruje tytuł dokumentu – na więcej niż tylko cztery strony świata. Potężne wrażenie robią pokazane w filmie eksperymenty z głosem ludzkim. Puszczany od tyłu, dekonstruowany, powtarzany w nieskończoność odsłania coś nienormalnego, dla niektórych może nawet diabelskiego, albo – jak chce sam Rudnik – coś z pierwiastka boskiego.

Autorka dokumentu, nakręconego na tradycyjnej taśmie 16 milimetrów i nagrodzonego m.in. Nagrodą Tygodnia Krytyki na festiwalu w Locarno, również poszukuje synestezji. Uciekając od banalnej ilustracyjności, stara się nie tyle usłyszeć, co zobaczyć dźwięk, znaleźć jego wizualny ekwiwalent. Z „kosmicznej”perspektywy fotografuje pejzaże i industrialne przestrzenie, przygląda się odrealnionym ludziom i przedmiotom, odnajduje w nich abstrakcyjne formy, korzysta z archiwaliów, niektóre fragmenty inscenizuje. Fonopoezja Rudnika nie tylko ożywia wyobraźnię, ale też nadaje obrazom dodatkowy, niepokojący wymiar. Uświadamia przy tym, w jak bardzo „okocentrycznym” świecie żyjemy, podczas gdy prawdziwa poezja znajduje się w nim często na wyciągnięcie... ucha. O twórczości Rudnika można by rzec, że wydobywa nas z dźwiękowego śmietnika, pozwala delektować się surową materią brzmieniową. Nawet PRL z czasów artysty, zanurzony w intrygującej fonosferze, jawi się niczym obca planeta.

Omawiając film o artyście tak niezwykłym, można też zadać przekorne pytanie: czy wprowadzając wspomniane wizualizacje reżyserka nie odbiera dźwiękom ich czystości i tajemnicy? Czy nie narzuca słuchaczowi nazbyt ukonkretnionej wizji? To już kwestia indywidualnego odbioru. Najlepiej przyjąć film Solakiewicz jako instrukcję, wcale nie uproszczoną, poruszania się po fascynującym świecie Eugeniusza Rudnika i po świecie dźwiękowym w ogóle. A potem odbyć tę podróż w piętnaście stron świata (i jeszcze dalej) na własną rękę. ©

15 STRON ŚWIATA – reż. Zuzanna Solakiewicz. Polska/Niemcy 2014. W kinach od 19 czerwca.

Autor artykułu

Anita Piotrowska / FOT. GRAŻYNA MAKARA
Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do magazynów „EKRANy” i „Kino”. Jest współautorką takich publikacji, jak: „Panorama kina najnowszego”, „Szukając von Triera”, „...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]