Krym: nowe represje

Rosja modyfikuje taktykę wobec społeczności tatarskiej na okupowanym Krymie: „paleta” narzędzi represji ulega poszerzeniu, a ich celem ma być – wolno sądzić – rozbicie solidarności wśród Tatarów.
Czyta się kilka minut

Dotąd jednym z problemów, przed jakim stała rosyjska bezpieka (FSB) w jej cichej wojnie z Tatarami, była bowiem spójność krymskotatarskiej wspólnoty. Gdy np. współcześni czekiści stawali przed domem działacza tatarskiego z nakazem zatrzymania lub/i rewizji – zwykle wczesnym świtem – zaraz zbiegali się sąsiedzi. Protestowali, blokowali, nagrywali (filmy trafiały do sieci), chcieli patrzeć czekistom na ręce, by nie podrzucili np. narkotyków. To, co miało być narzędziem zastraszania, stawało się więc pokazem siły Tatarów, a aresztowany mógł mieć poczucie, że nie jest sam. Tymczasem teraz o solidarność może być trudniej. Cena, jaką się za nią płaci, rośnie (w sensie dosłownym) i staje się mniej heroiczna, a bardziej dotkliwa.

Dotąd rosyjskie represje były proste i brutalne: kilkunastu działaczy tatarskich zginęło (sprawcy nieznani), kilkunastu zniknęło. Kilkudziesięciu dostało wysokie wyroki. Aby poddać społeczność kontroli, FSB usiłuje masowo werbować konfidentów i zastraszać co bardziej aktywne jednostki. Zdelegalizowano tatarski samorząd i media, w miejsce autentycznych muftich wprowadzono kolaborantów. I tak dalej.

Nie rozbiło to spójności Tatarów, a kolejne drakońskie wyroki przypominały o kwestii krymskiej światu. Temu, który – nawet jeśli oficjalnie nie godzi się z okupacją – to pogodził się z myślą, że nie ma narzędzi, by zmusić Rosję do oddania Krymu Ukrainie (wprawdzie sankcje osłabiają rosyjską gospodarkę, lecz nie zmusiły Putina do zmiany polityki).

Okupant sięga więc po nową metodę. Pewien Tatar (rodzina prosiła o anonimowość), który pobiegł protestować, gdy FSB przyszła po jego sąsiada, dostał kilkanaście dni tzw. aresztu administracyjnego (to jest do zniesienia) i grzywnę o równowartości 2 tys. dolarów. Dla kogoś, kto zarabia tyle w rok, to majątek. W przyszłości sąsiedzi mogą zastanowić się dwa razy, gdy na ich ulicy zjawią się „bobiki” (auta FSB starej, sowieckiej jeszcze produkcji; odpowiednik „suk” w PRL). Czy tak drastyczna forma represji – zagrożenie materialną ruiną za okazanie zwykłej solidarności – będzie skuteczna? Wiele zależy od tego, czy Tatarom uda się pozyskać (i skąd?) środki na fundusz, który pomagałby skazanym na takie grzywny.

Szkoda, że Zachód coraz rzadziej zabiera głos w sprawie okupacji Krymu. Zwłaszcza Polska powinna mieć powody, by o niej przypominać. W końcu jeśli Rosja ma mieć – jak sama twierdzi – historyczne prawo do Krymu, to ma je też do Warszawy. Stopa rosyjskiego żołnierza stanęła w obu miejscach w tym samym czasie – pod koniec XVIII wieku... ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2017