Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Krew mnie zalewa

Krew mnie zalewa

16.10.2016
Czyta się kilka minut
Dorota Masłowska, pisarka: Czarny protest jest zerwaniem z wyuczoną bezradnością i poczuciem, że tylko mężczyźni mogą mówić o poważnych sprawach.
Fot. Grażyna Makara
Fot. Grażyna Makara
B

BŁAŻEJ STRZELCZYK: Wszystkie figury kobiet w Twoich piosenkach są raczej towarzyszkami mężczyzn, a nie silnymi i przebojowymi feministkami.

DOROTA MASŁOWSKA: Te teksty są o kobietach, które żyją à propos mężczyzn, a nie same przez siebie.

Żona piłkarza na przykład.

Ona w sferze deklaracji może nawet być feministką, bo na przykład dotarło do niej, że modnie jest być zbuntowaną i wrzucać na Instagrama zdjęcia z fuckami. Ale pisząc tę piosenkę myślałam o takiej kobiecie, która z jednej strony pasożytuje na świetności swojego wybranka, z drugiej gnije w jego cieniu. Żona piłkarza godzi się na świecenie odbitym światłem; czerpie z tego sporo profitów, również taki, że nie musi podejmować się żmudnej samorealizacji, ale...

...musi prać mu sznurówki w korkach.

Nie wiem, czy musi, może chce. W końcu nie ma nic innego do roboty, więc chce być chociaż kreatywną garderobianą.

Ale z drugiej strony pisałam tę piosenkę cztery lata temu. Z tego, co widzę, polskie WAGs [Wives And Girlfriends – stosowany przez brytyjskie tabloidy skrót oznaczający partnerki piłkarzy – red.] nie chcą być już wydawaczkami pieniędzy męża, nie chcą być jego urodziwym cieniem. Ten stereotyp utrzymuje się raczej w zawistnych narracjach internautów: „leci tylko na jego pieniądze, a jest nikim” i „wieś z niej nigdy nie wyjdzie”.


Wywiad Błażeja Strzelczyka z Dorotą Masłowską  zainspirowa Dominikę Kapustę z Wydziału Sztuki UP w Krakowie do stworzenia animacji, która prezentujemy poniżej. Animacja Kapusty powstała w pracowni Motion Graphics na kierunku Digital Design. Prowadzący: Piotr Filipiuk, Przemysław Liput


A żona prezydenta? 

Akurat żona prezydenta jest całkiem podmiotowa, bo on pyta ją: „co z tą Polską?”.

Pyta? On tylko wzdycha retorycznie. 

Nie wiadomo. Jedno jest pewne: ona nie odpowiada. Żyjemy w takiej kulturze, która przygotowała dla nas role asystentek, inspicjentek; towarzyszek życiowych zmagań mężczyzn, pytających ich: „jak było w pracy?”.

Osobista siła i determinacja kobiety, by żyć pełnym życiem, by być swojego życia podmiotem, to jedno; drugie to fakt, że funkcjonujemy w kulturze, w zbiorze żywych mitów, stereotypów i różnych „wszyscy mówią, że”. A te mity są w Polsce mizoginiczne i udupiające dla kobiet na każdym poziomie.

A Ty wchodzisz w taką rolę?

Jak śpiewam w piosence – nie jestem w stanie wytworzyć takiej relacji „przez ega powody”. Ale widuję takie domy.

Gdzie?

Wbrew pozorom, nie jest to Polska „B”, „C”, „D”, „E” czy nawet „F”. Żyję w Polsce „A” i widuję takie zależności między mężczyznami i kobietami. Mnie to akurat nie dotyczy.

Bo?

To raczej ja jestem przytłaczająca.

A co Cię dotyczy?

Np. to, co dzieje się teraz. Przyjeżdżasz i chcesz rozmawiać o poważnych sprawach społecznych, które bezpośrednio, na co dzień, mnie dotykają. A ja mam jakąś głęboko uwewnętrznioną postawę, że się nie znam, że co ja tam będę mówiła. Niby nie mam szczególnych problemów z artykulacją, ale od razu pojawiają się myśli: „ale w sumie, to co ja tam wiem?”, „kogo obchodzi moje zdanie?”, „może po prostu zażartuję?”.

I zrzucasz odpowiedzialność na płeć?

To nie jest zrzucanie odpowiedzialności. Choć jest w tym też jakaś wyuczona bezradność. Ale generalnie wynika to z głęboko wdrukowanego przekonania, że to mężczyźni rozmawiają o poważnych rzeczach. W kwestiach politycznych – oddajmy głos osobom myślącym logicznie, chłodno i nie targanym hormonami. Zapytajmy naszych mężów i ojców.

Zwłaszcza w sprawie kobiet.

Zwłaszcza. Ja chętnie się wypowiem, jak będzie o pogodzie i kuchni. Ciężko sobie to uprzytomnić i ciężko z tym walczyć. To są głębokie wieloletnie wdruki, dom, szkoła, kościół.


CZYTAJ TAKŻE:

Co sprawia, że polskie kobiety mówią „dość!”? Dlaczego tak wiele z nich decyduje się wziąć udział w czarnym proteście? Sprawdziliśmy u źródła.


 

Mówiłaś kiedyś tak: „Nie chodzę na żadne marsze. Jestem trochę wyabstrahowana społecznie. Nie potrafię do niczego należeć i z niczym się utożsamić. Nie nadaję się do marszu, bo zaraz bym gdzieś skręciła, zboczyła”.

No to fajnie, że tak mówiłam, ale sytuacja polityczna radykalnie się zmieniła. Rządy PO mogły być zniechęcającym, kolesiowskim marazmem, a to, co się obecnie wydarza w historii Polski, oprócz tego, że jest kuriozalne, jest też ogromnie niebezpieczne. Skala demolki jest tak duża, że nie można tłumaczyć się już kokieteryjnie swoją aspołecznością, nie można się na to godzić.

Na co konkretnie?

Ostatnio akurat na zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Ale też w ogóle ten poziom dyskusji! W takich okolicznościach pójście w czarnym marszu nie jest lajfstajlową fanaberią, chęcią pokazania się w czarnym ubraniu na mieście. Poczułam to mocno tam, w tłumie, widząc starsze panie dmące w kibicowskie trąbki, że wspólne wyjście na ulice daje poczucie siły, sprawności, solidarności. Na chwilę odczynia tę bezradność, bezsilność, która mnie na co dzień ogarnia, jak czytam gazetę czy idę ulicą. Nie mogę patrzeć na ludzi.

Jakich ludzi?

Na tych gości z wytatuowaną „Polską Walczącą” i ze scenami z powstania warszawskiego na plecach, i w koszulkach „Śmierć wrogom ojczyzny”, od których się zaroiło na ulicach. Tak wygląda patriotyzm jutra – urojenia wielkościowe i szukająca obiektu nienawiść. Rządzący chyba nie przemyśleli, jakie mentalne potwory wypuścili z lochów na ulice i jak je z powrotem do tych lochów zagonią, kiedy nie będą już im potrzebne w politycznej rozgrywce. Zalewa mnie krew. Czuję na sobie, jak infekuje mnie ta nienawiść na każdym kroku.

Jak było na czarnym proteście?

Przejmująco. Byłam z córką i moim chłopakiem, i to było dla nas bardzo ważne.

Bo?

Bo czułam, jak drżą kamienice od skandowania tysięcy ludzi. Był pożar, olbrzymia energia. W jakimś sensie karnawał. Szkoda że czarny.

Chodzi tylko o aborcję?

Myślę sobie, że projekt ustawy jest pomysłem koszmarnym w sensie medycznym, prawnym i obyczajowym, ale to wierzchołek góry lodowej.

Nie chcę gadać o aborcji. 

Dlaczego?

Nie chcę, żebyśmy się kłócili.

To o czym chcesz rozmawiać?

O kobietach.

Tylko wiesz, sam pomysł forsowania tej ustawy wynika z pewnego wyobrażenia o kobietach, które nie są ludźmi wystarczająco, żeby o sobie zadecydować. Gdyby pozwolić im na aborcję, robiłyby ją sobie co miesiąc.

Paweł Kukiz: „Trzeba było zdawać sobie sprawę, komu się dawało to ciało, i kiedy się dawało, i jak się dawało, że się nie rozleciało”. Wcześniej Rafał Ziemkiewicz na Twitterze: „No cóż, kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej niech rzuci pierwszy kamień”. Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych: „A co się dzieje z prawami kobiet w Polsce? Jeśli ktoś uważa, że nie ma innych zmartwień, to niech się bawi”.

To są słowa skrajnie bulwersujące, demaskujące tych wszystkich mężczyzn, którzy w porządnej demokracji powinni za nie wylecieć z hukiem z życia publicznego. To są obyczajowe relikty; goździki i rajstopy na Dzień Kobiet, a na ścianie kalendarz z gołą babą myjącą samochód. W prawicowej narracji kobiety to lekko upośledzona mniejszość, którą trzeba trzymać za mordę, nawet jeśli jest ona brzydka.

Więc co zrobiły kobiety w czarny poniedziałek? Nie, nie wyszły, nie manifestowały. W narracji Prawa i Sprawiedliwości „zostały wyprowadzone” . Tak jak wyprowadza się psy.

Przecież to jest zwykłe chamstwo.

No dobrze, to jest chamstwo, ale to nie jest naskórkowa, kosmetyczna nieprzyzwoitość, tylko głębokie, twarde przekonania. Co więcej: to chamstwo przysparza tym gościom poklasku, taka „zdroworozsądkowa kawa na ławę”, „wreszcie ktoś powiedział, jak jest”. I błędne koło toczy się dalej. To jest nieprawdopodobne, jak bardzo mentalnie nie nadążamy za rzeczywistością. Cały ten postęp technologiczny, smartfony, drony i okulary Google’a. A z drugiej strony w pewnych warstwach społecznych kobiety są nadal „świnką”, zwierzęciem, mięsem. Niesamowite jednak, że takie słowa mogą padać z sejmowej mównicy i w ten sposób trafiać do oficjalnego obiegu.

Zostaliśmy wrobieni?

Tak. I jesteśmy wrabiani. To pewnie zaczyna się gdzieś na poziomie niebieskich ubranek dla chłopców i różowych dla dziewczynek. Dziewczynki mają być delikatnie, wrażliwe, „takie ciche”. Chłopcy silni i niezależni. Nawet jako rodzice niespecjalnie weryfikujemy te tendencje, bo „tak się robi”: lalka dla córki, klocki dla synka. To jest obopólnie krzywdzące, bo wrażliwość czy siła nie są przypisane do płci. W dużych miastach jest już pod tym względem dużo łatwiej, bo dziewczynka może chodzić na robotykę, a chłopiec na taniec. Ale w małym mieście już niekoniecznie, bo „wyrośnie na pedała”.

A czarny protest i to, o czym opowiadasz, nie jest raczej wielkomiejską przypadłością? Życie toczy się gdzie indziej. 

Kobietom w dużym mieście na pewno łatwiej wyjść na ulicę. Małe miasta rzeczywiście mają totalnie inną dynamikę obyczajową. I tak to się bardzo zmieniło przez falę migracji zarobkowej, która rozhermetyzowała małe społeczności: ludzie zaczęli wyjeżdżać, poruszać się po zupełnie innych kontekstach kulturowych, żyć poza ustalonym, tradycyjnym schematem. Ale życie w małym mieście cały czas oferuje wąski wachlarz potencjalnych ścieżek rozwoju twojej biografii. Dla kobiet zwłaszcza, bo mniej zarabiają i mają gorsze prace, są pod większą presją obyczajową. Więc łatwiej ulegają temu przekonaniu, że najważniejsze w życiu to znaleźć partnera, z którym zbudują przewidywalny gospodarczo podmiot. Czyli rodzinę. Dom z samochodem.

Czujesz z nimi wspólnotę?

Myślę, że czarny protest to właśnie była wspólnota starych, młodych, grubych, chudych, z dużych i małych miast. Słuchających TOK FM z tymi słuchającymi Radia Maryja, bo one pewnie szczególnie dużo wycierpiały w imię swoich przekonań religijnych.

Ładna fraza: „idziemy w czarnym proteście także w imieniu kobiet słuchających Radia Maryja”.

Myślę, że tak. Przecież tradycyjny katolicyzm skrajnie tłamsi kobiety. Tym bardziej jest fascynujące, jak te różne niemłode kobiety lgną i cisną się wokół charyzmatycznego mężczyzny, tańczą, jak on im zagra, oddają mu swoje pieniądze. Tam muszą fluktuować jakieś molekuły erotyzmu, fascynacji jego męską siłą...

Kpisz?

Nie, mówię poważnie. Tadeusz Rydzyk zrobił rzecz niezwykłą. Wyczuł rynek: zorganizował tym kobietom samotność, lęk przed cierpieniem i śmiercią, frustrację. Stworzył konkretną propozycję dla ludzi starych, o których świat konsumpcji zapomniał, bo pieniędzy ledwo starcza im na leki. To jest pocieszne, ale też nie sposób nie czuć empatii. Zdaję sobie sprawę, że nie mam pojęcia o tym, jak to jest być staruszką w Polsce 2016. Właściwie musi to być piekło. Sama pewnie słuchałabym Radia Maryja.

Można słuchać Radia Pogoda.

Jest świetne.

Sam słucham, zwłaszcza po południu, gdy jest program z piosenkami na zamówienie. Ludzie dzwonią do radia i mówią np.: „Gorące pozdrowienia i dużo zdrowia dla sąsiada, pana Kazimierza, śle Krystyna”.

Też słucham. Bardzo fajnie, że seniorzy mają swoje radio, bez techno i drum’n’bassu, które jednocześnie nie pierze im mózgu. A wracając do Radia Maryja – to pokazuje, jakim ta kobieca bezsilność, bezradność, brak wentyla jest właściwie rynkiem. Inną osobą, która dobrze to wyczuła, jest „Ewa Chodakowska – trenerka wszystkich Polek”.

Proszę?

Wydaje mi się, że to zjawisko o podobnym mechanizmie i wcale nie dużo mniejszym rozmachu. Charyzmatyczna trenerka, niezależna, spełniona i atrakcyjna, namówiła niepoliczalne rzesze Polek do uprawiania sportu. Kobiety otaczają ją kultem i nazywają się jej „wyznawczyniami”. W internecie jest pełno skleconych na jakichś kalkulatorach po prostu filmików dokumentujących tzw. przemiany. Czyli: „w styczniu jeszcze ważyłam 400 kilo, teraz jest wrzesień i ważę 62. Jestem szczęśliwa i wolna”. Odzyskanie władzy nad swoim ciałem to odzyskanie władzy nad swoim życiem.

„Zamieniłam się w atrakcyjną pięćdziesiątkę”.

To wielkie wyzwolenie, nawet w kategoriach fizycznych. Siedzisz ileś tam lat na kanapie przed telewizorem, jedząc w depresji lody z pudełka, a tu nagle wstajesz i walczysz. Odzyskujesz samostanowienie. Masa historii „wyznawczyń” mówi właśnie o tym: jak odzyskały samodecyzyjność, siłę, kontrolę nad własnym ciałem.

Chcesz powiedzieć, że ta seksowna pięćdziesiątka to kobieta wyzwolona?

Oczywiście jeśli zrobiła to dla męża, żeby nie odszedł, to nie bardzo, ale jeśli zrobiła to dla siebie? Walczysz ze słabością swojego ciała, ale to jest często symboliczna walka z latami gnicia, niemocy. Z brakiem przyszłości, z nieudanym małżeństwem, takim kompletnym życiowym udupieniem.

Rozumiem, że ćwiczyłaś?

Ja? No pewnie. Ale ja ćwiczyłam nawet jeszcze z Cindy Crawford i Melanie B., więc nie jestem tu modelowym przykładem.

Ale ćwiczyłaś, żeby mi się podobać? 

Tobie, bez wątpienia. Chcę się podobać sobie, ale nie mogę wykluczyć, że maczają też w tym palce producenci ciuchów, kremów, tuszów do rzęs i mat do jogi...

Wygimnastykowana, umalowana, niech jeszcze będzie perfekcyjną panią domu. 

Na ten temat to już naprawdę nie mogę się wypowiadać.

Gdyż?

Jestem jedynie nieperfekcyjną panią domu.

A jak Ty wychowujesz w tym wszystkim Malinę?

To jest trudne zadanie, bo nawet jeśli jestem świadoma tych wszystkich urobień, mechanizmów i wdruków, to i tak jej jakoś tam je sprzedaję, chcę czy nie chcę. Różowych ciuchów akurat nigdy nie chciała nosić, ale tak naprawdę nie wiem, co jej tam wciskam pokątnie. Dlatego świat zmienia się wolniej, niż chcemy. Nasze ciała przewodzą kulturę i historię, to jest bardzo silne.

To mężczyźni są wszystkiemu winni?

Ja wiem? Też są trochę ofiarami kultury „maczo”, której wymagania nie zawsze spełniają. Też bezrefleksyjnie przyjmują jakiś model. Ostatnio pasjonuję się „szkołami uwodzenia”. To chłopcy, którzy robią sobie taki latający uniwersytet w kwestii podrywania dziewczyn. To jest zupełnie niesamowite zjawisko.

Coaching?

Coś w tym stylu, taki oddolny i przez nikogo nienadzorowany. Więc nagle widzę to całe pokolenie bezradnych seksualnie chłopców, którzy dojrzewali w wirtualnym świecie gier i pornosów, i jakby utracili ludzkie właściwości. Również taki elementarny instynkt seksualny: intuicję, która pozwala ci eksplorować świat relacji damsko-męskich.

I czego oni się uczą?
Wypreparowanych formułek, żeby podtrzymać rozmowę z dziewczyną, jakichś takich gotowców. Tricków neurolingwistycznych, tzw. kotwic, jak nakręcać dziewczynę seksualnie, jak nią manipulować.

Regularna instrukcja obsługi.

Z jednej strony. Ale z drugiej strony poradnik konsumenta. Kobiety są w tym świecie totalnym towarem, zwierzyną łowną.

To marginalne zjawiska. 

Niby tak, ale z drugiej strony wiele mówiące. To, że tych chłopców nikt nie pilnuje w kwestii politycznej poprawności, powoduje, że mówią, co im ślina na język przyniesie. A ślina przynosi na język rzeczy zazwyczaj bardzo uwewnętrznione, podświadome, właśnie takie: „wszyscy mówią, że”. Dlatego ich weterynaryjny stosunek do kobiet bardzo rymuje mi się z tym na kompletnym bezczelu prezentowanym oficjalnie przez Kukiza czy Ziemkiewicza.

Potrzebna jest awantura? 

O to, żeby kobiety zostały uznane za pełnoprawnych ludzi. O to, żeby walcząca o siebie kobieta nie słyszała „oj tam, oj tam, za mało ma seksu”. Czarny marsz to był trochę taki przemarsz naszych wojsk. ©℗

DOROTA MASŁOWSKA (ur. 1983) jest pisarką, dramatopisarką, felietonistką. Autorka książek „Wojna polsko-ruska” i „Paw królowej” (Nagroda Literacka Nike) oraz „Kochanie, zabiłam nasze koty”. Przed dwoma laty nagrała płytę „Społeczeństwo jest niemiłe”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W punkcie widzenia pani Doroty uderza mnie to, co wśród popierających "czarny protest" wydaje się być powszechne: przypisywanie sobie roli ambasadorów "większości" kobiet, wszystkich kobiet w zasadzie, bo te, które się nie przyłączyły, to kobiety stłamszone, bez własnego zdania, zastraszone przez mężczyzn. Jak dla mnie, to bardzo duże nadużycie, a przy okazji obraża moje świetnie wykształcone i obyte w świecie siostry i część koleżanek zarówno z mniejszych miast jak i ze światowych metropolii. Druga sprawa to poziom wulgarności "czarnego protestu", obecnych tam haseł, personalnych ataków. Rzeczywiście, według utartego stereotypu to mało kobiece (mało różowe i delikatne), ale nie uznałbym również, że to wyjątkowo męskie (jeśli do takiej równości z mężczyznami uczestniczki protestu chciały dążyć), bo prymitywny "maczo" to mimo wszystko nie wzorzec, nawet dla stereotypowo ubieranego na niebiesko chłopczyka z klockami. Wulgarne, to po prostu wulgarne i nie do usprawiedliwienia. I ostatnia kwestia: ciąża to nie sprawa kobiety, ale rodziców, obojga rodziców oczekiwanego dziecka. Prawa kobiet nie mogą wykluczać praw ojca ani, przy ich poparciu dla aborcji, zwalniać ich z odpowiedzialności za powołane życie. Zdecydowanie prawdziwą solidarnością kobiet byłyby, moim zdaniem, protesty z żądaniami skutecznego ścigania alimenciarzy i żądania, by rodzice dzieci niepełnosprawnych mogli liczyć na prawdziwe wsparcie ze strony państwa i cieszyli się szacunkiem. Nie pamiętam takich "czarnych protestów", gdy ci właśnie rodzice razem ze swoimi dziećmi protestowali w sejmie. Czy solidarność kobiet nie obejmuje takich mam i takich spraw? Dlaczego wtedy nie ma tej energii i siły od których drżą kamienice?

Oczywiście protesty w sprawie alimenciarzy by się przydały, jednak tu chodziło o coś innego. Bez względu na to, czy mamy rodzinę, czy nie, szanującego męża, czy jesteśmy rozwiedzione, ale możemy zajść w ciążę, sprawa zakazu aborcji w tej formie, co proponowało Ordo Iuris, dotyczyło każdej kobiety w wieku rozrodczym. Kobiety nie są głupie, naprawdę potrafią same zrozumieć, co dla nich oznaczały niektóre zapisy tamtej ustawy.

Nie miałem zamiaru polemizować z sensownością protestu ani z wartością projektu Ordo Iuris, chciałem zwrócić jedynie uwagę na używanie sformułowań typu: "kobiety nie są głupie" i, jak rozumiem, dlatego protestowały, bo stawiają one jedne kobiety jako mądre, co to czytać umieją, ponad tymi co albo ubezwłasnowolnione przez mężczyzn, albo, niestety głupie i nie czytają, i dlatego do protestu nie dołączają. Tymczasem jest wiele racjonalnych i sensownych powodów, by do protestu nie dołączać (choćby z powodu wulgarności transparentów) i wiele mądrych i inteligentnych kobiet, które maja po prostu inne zdanie, także na temat samej ustawy i w kwestii aborcji. Nie rozumiem przyznawania sobie prawa do "jedynego słusznego zdania" i obrazania myślących odmiennie w imię wolności.

Nie miałem zamiaru polemizować z sensownością protestu ani z wartością projektu Ordo Iuris, chciałem zwrócić jedynie uwagę na używanie sformułowań typu: "kobiety nie są głupie" i, jak rozumiem, dlatego protestowały, bo stawiają one jedne kobiety jako mądre, co to czytać umieją, ponad tymi co albo ubezwłasnowolnione przez mężczyzn, albo, niestety głupie i nie czytają, i dlatego do protestu nie dołączają. Tymczasem jest wiele racjonalnych i sensownych powodów, by do protestu nie dołączać (choćby z powodu wulgarności transparentów) i wiele mądrych i inteligentnych kobiet, które maja po prostu inne zdanie, także na temat samej ustawy i w kwestii aborcji. Nie rozumiem przyznawania sobie prawa do "jedynego słusznego zdania" i obrazania myślących odmiennie w imię wolności.

A mi wydaje sie że ten <konflikt> jest symptomem czegoś zupełnie innego, jeszcze nie nazwanego.Obie strony tylko czują że coś je uwiera i będzie tak dopóty, nie zostanie bardziej wyklarowane - dookreślone. Aborcja to symbol tylko w tej sprawie . Bardziej już o macierzyństwo chodzi. Czym jest, jego społeczną percepcję, napięcia wynikające z jego idealizacji. Protesty są wulgarne. To właśnie ta emocjonalność wyniosła kobiety na ulice i eskaluje Kobieta matka, ziemia znosi wszystko i daje. Ma dawać życie, wykarmić i się zaopiekować. Piękne i spełaniające. Jednak po przeciwniej stronie paradoxu życia stoi śmierć jako jego dopełnienie.Protesty kobiet odbieram bardzo symbolicznie. Cala ta sprawa wzbudza we mnie frustrację, wynikającą z postrzegania kobiety, ziemi, pierwiastka żeńskiego , jako źródla niewyczerpanych zasobów. wierze że kobieta chce i pragne dawac życie - każda - nie ważne w jakiej postaci, rodzić, budować , zaprowadzać porządek, harmonię, zmiękczać zbyt twarde.. Ale nie może tego robić jeśli nie jest szanowana. To co żeńskie jest współcześnie nader wyeksploatowane. Sprawa aborcji jest zapalnikem który odpala ten głos.

O tym, że na marszu wykorzystane zostaną transparenty o niekoniecznie przyjemnej dla oka i ucha treści można było się przekonać dopiero w trakcie trwania protestu lub po nim z reportaży telewizyjnych i prasowych. Wiele kobiet pojęcia nie miało jakie będą treści konkretnych transparentów, poza oczywistymi w stylu mój "brzuch=moja sprawa", żądamy pozostaiwenia obecnej ustawy w spokoju", czy "nie dla projektu Ordo Iuris". Sama bym się nie spodziewała innych transparentów, niż te, więc proszę nie twierdzić, że kobiety nie poszły na marsz z powodu wulgarności transparentów, których nie widziały na oczy przed tym protestem. Z drugiej strony: wulgarność słowa "cipa" jako określenia zewnętrznych narządów płciowych kobiety jest dyskusyjna (zapewne chodzi Ci o użycie tego słowa na transparentach). Nie dla każdego jest to wulgaryzm, za to bezwzględnie wulgarne jest określenie tak kobiety jako osoby, na co wielu mężczyzn sobie pozwala i nic złego w tym nie widzi. Czy Twoim zdaniem kibole i ONRowcy nie są wulgarni na swoich marszach?

Przywoływanie argumentu o rzekomej wulgarności transparentów jest pożałowania godną próbą odwracania kota ogonem. Jeśli cześć transparentów zawierała słowa "macica" lub "cipka", i to one mają być owymi wulgarnościami dla autora powyższego komentarza - to coś nie tak z autorem, bo na pewni nie z hasłami. Ktoś, kogo razi "macica" lub "cipka", dla którego najwyraźniej określenia i sprawy związane z płciowością stanowią jakieś absurdalne tabu - moim zdaniem ma duży problem z samym sobą, nie z cipką. Litościwie pomijam pokraczną logikę argumentacji "nie poszły na protest, bo im się transparenty nie podobały" tym bardziej, że kierowanej w stronę kobiet, które owe "wulgaryzmy" znają jak własną... no kieszeń na przykład.

A swoją drogą ciekawy jestem jak ci od zarzucania wulgarności "to" nazywają? Według mnie język polski jest dość ograniczony w tych określeniach.

nomen omen ;)

Pan Doktor do pacjentki: pani vaginus vulgaris ma grzybicę. Proszę oto recepta.

Moje uwagi do pańskiej wypowiedzi: - Manifestowały kobiety, bo taka była formuła tej manifestacji. Co nie znaczy, ze mężczyźni nie popierają jej haseł. Było na marszu wielu panów, przynajmniej w Warszawie, czym manifestowali swa niezgodę na cofanie Polski do sredniowiecza - Przeciwstawienie "mądrych" manifestantek "głupim" kobietom siedzącym w domach jest jak najbardziej słuszne. Nie ma, Szanowny Panie, symetrii w ich poglądach i nie możemy przekonywać, ze wszystkie poglądy na ten temat zasługują na szacunek. Proszę wybaczyć, ale np. przekonanie, ze zycie zygoty jest ważniejsze od zycia kobiety, która nosi ja w swoim łonie i bez której ta zygota nie przetrwa ani minuty samodzielnie, świadczy o kompletnej bezmyslnosci, atrofii uczuciowej, braku empatii i zdolności do głębszej refleksji. I trudno ten zestaw cech nazwać inaczej jak głupotą i charakteropatia

Jeśli adwersarze od początku traktują siebie jako głupich, bo myślących inaczej, nie ma szans na żadną rozmowę i właśnie na to chciałem zwrócić uwagę. Protesty w takim wypadku nie służą temu, by wziąć udział w dyskusji, z której ktoś jest niesłusznie wyłączany, a jedynie próbą narzucenia swojej woli siłą, czyli niczym innym, jak tym, przeciwko czemu teoretycznie są organizowane. Zarzut, że życie zygoty miałoby być ważniejsze niż życie kobiety jest oznaką zawinionej ignorancji i absurdalny z różnych powodów: 1. Okres prenatalny to po zygocie również embrion i płód, a że w sytuacji gwałtu aborcja może być dokonana do 12 tygodnia ciąży, a w innych przypadkach do momentu osiągnięcia samodzielnego życia przez płód, to sprowadzanie tego życia do zygoty jest upraszczającym nadużyciem, co u protestujących zdaje się być normą. 2. Istota walki o zakaz aborcji leży w tym, że poczęte życie ma tę samą godność, co życie matki, a nie, jak raczy Pani sugerować, przewartościowywania któregokolwiek życia, co, z kolei, czyni Pani, traktując poczętego człowieka jako "zygotę" mniej wartościową niż jego matka. 3. Nikt z pro life ani z przedstawicieli Kościoła nie nakazywał ryzykować życia kobiecie w zagrożeniu życia, właśnie dlatego te, które podejmują takie ryzyko traktujemy z wyjątkowym szacunkiem, a niektóre zostają ogłoszone świętymi. Sytuacja zagrożenia życia ma swoją przyczynę, chorobę, coś, co sprawia, że życie jest zagrożone. W takim przypadku podjęte działanie, aby wyleczyć kobietę, jest zgodnie z zasadą działania o podwójnym skutku. Poczęte dziecko umiera i jest to skutek pewny, ale nie aborcja w sensie wyboru jednego życia w miejsce drugiego. Celem działania lekarza nie jest aborcja, ale usunięcie ogniska choroby. Być może dla Pani to skomplikowane, ale etyka (nie tylko w tej kwestii) jest dziedziną subtelną i niezwykle ważną (rady etyki są instytucjami państwowymi przy różnych podmiotach). Obawiam się, że właśnie traktowanie z góry adwersarzy, sugerowanie ich braku wykształcenia (wbrew faktom) czy braku szerokiego spojrzenia przy własnym nieuznawaniu faktów i niewiedzy, jest największym problemem protestujących. I choćby z powodu takiej nieuczciwości i manipulacji nie dołączyłbym do tego ruchu. A propos nieuznawanych faktów: badanie IBRISu, ulubionego przez popierających protesty polityków, wskazuje że większość kobiet w Polsce popiera ochronę życia od poczęcia i jest przeciw aborcji. Dodatkowo protesty odbywają się pod hasłami obrony demokracji. Tymczasem protestujące traktują siebie jako reprezentantki WSZYSTKICH kobiet, łącznie z tymi, które są "zmanipulowanymi słuchaczkami Radia Maryja" i dla ich dobra, wbrew ich woli skandują swoje hasła. W taki sposób można wprowadzić każdą dyktaturę. W imię dobra, oczywiście.

Oczywiście, Drogi Panie, nie ma na ten temat zadnej rozmowy. Podobnie jak nie ma rozmowy z osobami skrzywionymi mentalnie. Żadne meandry myślowe pod pozorem rozwazań etycznych i rozszczepiania włosa na czworo nie ukryją prawdy, ze członkowie ruchów pod fałszywym, oszukańczym tytułem "pro life" zamierzają przeprowadzić całkowity zakaz aborcji, który obowiązywałby pod odpowiedzialnoscia karną nawet w przypadkach zagrozenia zycia matki. Z takimi poglądami się nie dyskutuje. Rzeczników takich poglądów eliminuje się z przestrzeni publicznej jako niebezpiecznych dla otoczenia.

Trudno bez komentarza zostawić takie wyznanie antyaborcyjne wiary. Tak, idealnie pasują tu słowa jego autora: "W taki sposób można wprowadzić każdą dyktaturę. W imię dobra, oczywiście". AD1. "Upraszczającym nadużyciem i normą" stało się sprowadzanie przez zwolenników absolutnych zakazów i karania za aborcję całego zagadnienia do haseł "dziecko poczęte" czy "zabijanie dzieci" w odniesieniu do zapłodnionej komórki jajowej. Czy też, jak ostatnio w wykonaniu posła Żalka, skandaliczne i bezprecedensowe przyrównywanie aborcji do "zabijania szczeniąt łopatą". To są te gigantyczne zafałszowania i nadużycia, którymi aktywiści antyaborcyjni i funkcjonariusze kościoła katolickiego dokonują moralnego szantażu na społeczeństwie. To są zatrute jadem nienawiści owoce zdrojów religijnego zaślepienia. AD2. Dogmatyczne założenie, iż "poczęte życie ma tę samą godność, co życie matki" jest niczym innym, jak elementem owego szantażu. Nie - NIE JEST ŻYCIE ZYGOTY TYM SAMYM, CO ŻYCIE MATKI, a już porównywanie "godności" jednego i drugiego jest po prostu klasycznym pseudointelektualnym bełkotem. To brednia wynikająca ze skażonego religijną ideologią interpretowania kościelnych spekulacji na ten temat. I tyle. +++ Szanownemu/j Panu/i zwrócę uwagę, że zarówno plemnik jak i komórka jajowa kobiety są z całą pewnością żywe i ludzkie - mamy czekać, aż kolejny fanatyk religijny zabierze się za ochronę jajeczek i plemników??... Na zakazy i karanie masturbacji??!... Teologia katolicka, a za nią bezmyślni i fanatyczni antyaborcjoniści zakładają, że oto w momencie zapłodnienia dokonuje się przeistoczenie jednej formy ludzkiego życia, póki co nie objętej ochroną kościoła, w inną, znacznie lepszą, bo pobłogosławioną przez samego Ducha Świętego. Idiotyzm takich interpretacji podkreśla fakt, że kościół chce określać nawet warunki, w jakich to zapłodnienie ma się odbywać - w pochwie kobiety, podczas kopulacji - inaczej owo "dziecko poczęte" w postaci zapłodnionego jaja nie będzie już ani takie święte, ani błogosławione. No i będzie miało bruzdy na czole... Czy Szanowny/a Pan/i pochylił się kiedyś nad tą kościelną, kosmiczną bzdurą?... Zalecam. Kolejnym karygodnym nadużyciem katolickiej teologii jest wywyższenie życia ludzkiego ponad wszelkie inne formy życia - i to wywyższenie również wynika wyłącznie z fanatycznego zaślepienia interpretacją religijną, jest tego zaślepienia pysznym i obrzydliwym wyrazem. ad 3. Nawet ci, którzy chcieliby organizować życie publiczne według zasad religijnych, fanatycy zapatrzeni w Koran czy w Biblie - nie znajda w niej wskazówek uzasadniających takie podejście. Wystarczy słynne "cesarzowi co cesarskie" by zrozumieć, jak Ewangelie ten temat przedstawiają. Ale fanatykom i ślepym dogmatykom wcale nie o wierność Ewangelii chodzi, a o totalitarna władzę na ludźmi. I to jest, Proszę Sz. P. sedno sprawy i jej istota - niezależnie od tego, co sobie zmanipulowani płynącym z ambon i biskupich pałaców stekiem ohydnych kłamstw, bzdur i pomówień "działacze pro life" myślą na ten temat.

Mądry wywód. Zgadzam się. Chyba mam zbyt bujną wyobraźnię, bo pomyślałem sobie, że przyjdzie nam się z ilości plemników "zużytych" rozliczać kiedyś. Heh.

I znowu, jak wielu mających te same poglądy, umyka Panu Kobieta i jej zdanie. Pan wie lepiej, więc zainteresowana powinna pochylić karnie głowę, spuścić wzrok i powiedzieć oto ja Pańska służebnica. nie mam swojej mądrości, doświadczenia, swojego zdania, wolnej woli. Mam narzucaną mi mądrość i nie śmię jej podważać. Niechże Pan nareszcie dopuści do siebie, że obok mogą żyć kobiety innej wiary, niewierzące, agnostyczki. I co mają się wyprowadzić z Polski? A może szybciutko gonić do najbliższego kościoła, opłacić "co łaska, ale nie mniej niż 500" i dać się ochrzcić? Świat jest różnorodny i nikt tego nie zmieni. Chociażby był to najświętszy biskup, albo "prof" Chazan stosujący metodę odwlekania do momentu kiedy biedna Kobieta była już skazana na traumę urodzenia niezdolnego do życia płodu. Najlepiej prowadzić z nią jałowe dyskusje, mniej więcej takie jak na tym forum. Może dobrze byłoby , żeby ktoś z tą Panią pogadał? Gdyby ona zechciała, w co wątpię. Zmieńcie naturę i nie pozwólcie jej eliminować tej ogromnej liczby kobiecych jajeczek zaraz po zapłodnieniu. Skąd to się bierze? Błąd jakiś? Czy złośliwość Kobiety? No chyba , że w takich przypadkach także należałoby Kobietę zamknąć w więzieniu. Kiedy nareszcie Wy, tak dobrze obkuci w temacie doprowadzicie do wprowadzenia do szkół mądrej edukacji seksualnej. To jest jedna z metod na mniejszą ilość przypadkowych ciąż. Nikt, oczywiście z najlepiej wiedzących nawet się o tym nie zająknie. A natura robi swoje z młodymi ludźmi.

j.w.

Po pierwsze, poproszę o przykłady "wulgarnych transparentów". Może to co "wulgarne" dla Państwa, okaże się zupełnie nieszkodliwe dla mnie. A całą rzecz w Polsce polega na tym, że grupa ludzi, mająca swoje określone zdanie, rości sobie prawo do narzucania tego zdania innym. To nawet widać w poprzednich postach - Kobieta, rodzicielka, matka i wychowawczyni. A co jeśli Kobieta nie chce być matką? Musi być? W przypadku ostatnich protestów grupa, głównie facetów, doznała wzmożenia na temat obowiązków Kobiet. próbowała je zmusić do określonej roli. Muszą rodzić, muszą być Matkami, bo taka jest ich historyczna rola. Nie wzięli pod uwagę faktu, że to Kobiety mają prawo same decydować o roli jaką chcą pełnić. No i Kobiety im - tej grupie zadufanych w sobie facetów, powiedziały nie. My zadecydujemy jak, z kim, kiedy i czy w ogóle. A wam panowie w czerni i purpurze wara od tego. I na tym polega zgoda społeczna, należy brać pod uwagę, iż ktoś może myśleć inaczej. mam nadzieję, że Kobiety będą czujne i będą śledzić dalsze poczynania tych panów razem z tą organizacją o niejasnych powiązaniach finansowych i towarzyskich, grającą rolę społecznego strażnika moralności.

Dawanie zycia to nie tylko rodzenie dzieci. To też stwarzanie harmoni, tworzenie porządku, budowanie, stwarzanie rzeczywistości, tak by była pełniejsza i lepsza.Rozumienie dawać życie - rodzić dzieci, to sprowadzanie nas ludzi to biologicznego parteru. A wsólcześnie patrząc jak wygląda Ziemia i relacje spoleczne - wprowadzanie porządku , harmoni wydaje sie nawet istotniejsza i rzekłabym sprawą zapomnianą. Aborcja w Polsce- Trump w USA (po wszystkim co powiedział skasowany w sondażach przez kobiety dopiero po ujawnieniu jego `wystepków`) to symptomy. Tego jak kobiecośc jest postrzegana tj. Jako zasób niewyczerpany który mozna eksploatowac bez końca. I to kwestia tego jak traktowana jest planeta ziemia ( pierwiastek żeński) i to jak traktowane sa kobiety, i jak idealizuje sie macierzyństwo. To postrzeganie żenskoci - zdominowane przez oczekiwania męskie , bardzo kobiety juz uwiera. Co nie zmienia faktu ze kobiety chca i potrzebują dawać życie ( wrozumieniu przedtswionym przezemnie na wstepie. Konflikt jest nie nazwany, niedookreślony. Choć z drugirj strony to wlasnie silne emocje sa tym nośnikiem angażującym kobiety, czyniącym społeczny ruch. Czy widzisz jakiś problem w tym że transparenty sa wulgarne? Ja nie. Jednak stwierdzam fakt że takowe sie pojawiały nie zamierzam czarować rzeczywistości ,że było inaczej. Kobiety są wściekłe. Jedyne co powinny to nauczyc sie świadomie , konsrukywnie i mądrze zarządzać tą siłą. I wtedy zacznie się nam wszystkim dziać lepiej.

Bardzo ciekawy artykuł, ale ja jednak sądzę, że dziennikarz, czy ten, co prowadzi rozmowę, powinien się troszkę "powadzić" z gościem. A tutaj mamy dialogi typu: Błażej: to jest chore Dorota: to jest nienormalne! Błażej: Oni są kompletnie pogrzani! Dorota: Pogrzani? Oni nie wiedzą co mówią Jednak ciekawiej by było, jakby przeprowadzający rozmowę przynajmniej udawał, że się nie zgadza, żeby gościowi dać szansę jakiejś obrony swoich poglądów

"Te wszystkie wypindrzone dupki podobne do siebie, jakby je w jednej fabryce robili, Warszawa, Kraków czy Poznań, korporacja, mieszkanko na strzeżonym osiedlu, pierdolony kotek i jego kuweta, bo na dzieci jeszcze „się nie zdecydowały”, wydaje im się, że o wszystkim decydują, takie pewne siebie, samorealizacja, samodoskonalenie i inwestowanie w siebie, a do tego ci ich, kurwa, „partnerzy”, bo to przecież nie chodzi o żaden romans, tylko właśnie „partnerzy”, wykastrowane toto zupełnie, bo się baby własnej boją nawet bardziej niż szefa w robocie – czy oni w ogóle sypiają ze sobą?"

Cytat cytatem a ilu tak właśnie myśli?

Dziękujemy za ten cytat:))) Nie wiem, przyznam, kto to Twardoch, niemniej głębia tego podsumowania robi wrazenie i oby przekonała niektórych "obrońców zycia", ze znajduja się w bardzo kiepskim towarzystwie:)))

Dzień dobry pani kalino16, spieszę donieść, iż Twardoch - wzięty i modny, ostatnio autor książek. Cytat pewno z jego głębi wypłynął. Pozdrawiam

No, proszę....zaczynam odstawać kulturalnie:))) Nie wiem czemu, ale chyba nie zainteresuje się bliżej ta twórczoscia:)))

E tam odstawać od razu. Nie wszystko się zdoła przeczytać. A tych uważanych za wiodących też niekoniecznie na pewniaka trzeba. Ale faktycznie facet ma dziwne podejście do Kobiet. ja czytałem ten wywiad z którego pochodzi cytat. Nie jestem pewien czy autor cytatu nie ma jakiegoś problemu z kontaktami pomiędzypłciowymi - nazwijmy to tak. Ale ilu takich z problemami wyraża w ten sam sposób swoje zdanie? Było widać ich wzmożenie po protestach Kobiet. A swoją drogą, jeśli można zmienić temat, to dlaczego Kobiety protestują pod Urzędami a nie pod Kuriami. Przecież to stamtąd poszło hasło i wytyczne. Opory jakieś? Kulturowe? A tak to Pierwszy Prezes przykrywa tym tematem dalsze psucie i zawłaszczanie Polski. Nikt ne zwraca uwagi na ustawianie Sądów, prokuratorów którzy będą mogli "nie zgadzać się z wyrokami", skok na prasę regionalną itd. Gdyby Panie i Panowie zrobili raban w okolicach biskupów to nie byłoby Pierwszemu Prezesowi tak łatwo zaćmiewać innych spraw.

Świete słowa! Ludzie reagują nerwowo na to, co im zagraza bezpośrednio, a przecież gdyby ta paranoiczna ustawa o całkowitym zakazie aborcji została uchwalona, groziłaby smiercią lub kalectwem milionom kobiet, a ich partnerom perspektywa utraty towarzyszki życiowej. Ale żeby protestować przeciwko psuciu państwa i niszczeniu instytucji demokratycznych, trzeba mieć świadomość obywatelską, a tego w Polsce jak na lekarstwo. A dlaczego manifestacje nie pod Kuriami? Bo duchowni robia to, co powinni, czyli mówią, co dobre, a co złe. Wielu z nas (ja tez) uważa aborcję za zło. Osobiście jestem przeciwna aborcji "na zyczenie". Powiem więcej - nie sadzę, zeby w każdym przypadku należalo przerywać ciążę z gwałtu, no, chyba ze chodzi o mlodziutka, nieletnia dziewczynkę. Nie należy w moim pojęciu uniemozliwiac rozwoju zdrowego płodu tylko dlatego, ze jego ojcem jest łobuz. Ale sa sprawy, których nie można załatwić bezdusznymi paragrafami, a należy do nich zdrowie i zycie kobiety, a także perspektywy chorego, uszkodzonego plodu. I to nie Kurie decydują, czy idiotyczna ustawa przejdzie, ale posłowie w sejmie. Jak wiemy, pełno tam przygłupów i kompletnych charakteropatów, na których tylko bat by się przydał, bo manifestacje, to zbyt łagodny srodek.

Znana aktorka Sonia Bohosiewicz miała zamiar protestować razem z panią Masłowską i innymi paniami w pamiętny "Czarny Poniedziałek". Przedtem jednak zdecydowała się zapoznać z propozycją nowelizacji ustawy regulującej dopuszczalność aborcji. Po lekturze tejże doszła do wniosku, że hasła pod którymi miały wystąpić kobiety mają się nijak do proponowanych przez Ordo Iuris zmian w polskim prawie i ostatecznie nie przyłączyła się do protestów. Pytam: ile z uczestników/-ek protestu było tak uczciwych jak pani Bohosiewicz i zapoznało się z projektem ustawy instytutu Ordo Iuris ? Przypuszczam, że nie więcej jak 5 procent protestujących. I jeszcze uwaga dotycząca Szczepana Twardocha. Ta efektowna, bezpruderyjna, barwna, dowcipna i prawdziwa wypowiedź nie miała nic wspólnego z wypowiedzią pani Masłowskiej. Przytoczyłem ją aby pokazać, że są ludzie mniej wystraszeni od pani Doroty, a za to trzeźwiej od niej myślący.

Projekt ustawy antyaborcyjnej autorstwa Ordo Iuris jest w internecie, każdy mógł go sobie przeczytać, ja tez. Jeśli ktoś tego nie zrobił, nic straconego, prasa pisała o tym wystarczająco dużo. To, czego nie było w projekcie expressis verbis, a o czym donosily media, to zakaz badań prenatalnych. Oczywiście gdyby ustawa przeszła, z badań prenatalnych w ramach NFZ byłyby z pewnoscia nici, bo który lekarz zaleciłby takie badania i po co, ze strachu, ze trafi do wiezienia. Tak więc Pana zarzuty wobec uczestniczek marszów sa jak kula w płot. Poza tym te marsze zapewne miały to znaczenie, które przypisuje im Masłowska - jako wynik emancypacji kobiet, które dotad siedziały za piecem i nie dawały glosu. Ja, przyznam, nigdy nie byłam w tej sytuacji. W mojej rodzinie zawsze rządziły kobiety i one dyktowały co i jak ma być. Dziadek był oficerem sanacyjnym, a ojciec głównym księgowym PRL-owskiego zjednoczenia przemysłu, a mimo to słuchac swoich kobiet musieli. Jestem przedstawicielką pierwszego pokolenia w mojej rodzinie, której nie słuchał się mężczyzna, co źle się dla niego ostatecznie skończylo:))) Co do pana Twardocha, Kukiza, Ziemkiewicza i innego podobnego tałatajstwa - szkoda nawet zajmować się takim chłamem. W dyby i wybatozyc:)))

Nareszcie, nareszcie, nareszcie ci którzy protestowali najpierw pod hasłem "Wszyscy jesteśmy Bolkami", a teraz stanęli w obronie prawa do aborcji przestali powoływać się na papieża Franciszka. I to jest niewątpliwie dobra zmiana.

O, przepraszam!!! Moim papieżem jest Benedykt XVI! A na Franciszka nie powołuje się, bo go nie słucham. Nie mam powodu.

A ja, jeśli Pani pozwoli, jestem za: solidną edukacją seksualną (nie uczeniem się na pornolach z internetu), bezproblemowym dostępem do wszelkich środków antykoncepcyjnych, prawem Kobiet do wyboru kiedy, jak i z kim, tępieniem wszystkich objawów "maczyzmu" także wśród ludzi na świeczniku, nieprzedawnianiem przestępstw gwałtu i pedofilii i surowym karaniem za nie (także tych w sutannach), ostrym ściganiem przestępców alimentacyjnych i stosujących przemoc domową,prawdziwą pomocą wszelkich instytucji ( w tym obligatoryjnie kościelnych) Kobietom zajmujący m się opieką nad dziećmi niepełnosprawnymi, no i tak dalej. Może wtedy nie musielibyśmy dyskutować o zygotach, jajeczkach i plemnikach.

Racja, podpisuje się:))

Modny - niemodny: na pewno wulgarny.

Dorota Masłowska zdaje się mówić: wykastrujmy facetów. A my ? A my się nie damy. Zrobimy to dla kobiet, które nie chcą tego czego chce pani Dorota.

Tak się ostatnio porobiło, że samotnie opiekuję się trzema dziewczynami, a nawet próbuję je wychować. Wszystkie moje córki są nieletnie i chodzą do liceum. Wczoraj próbowałem zachęcić najmłodszą z nich aby pomogła mi zrobić obiad dla rodziny. Zośka podeszła do tematu lekceważąco co spowodowało moją silną irytację. Poniosły mnie nerwy i trochę na Zośkę pokrzyczałem. Wieczorem poszedłem do kościoła. Przed głównym wejściem do świątyni siedział sobie malutki, wyziębiony i wystraszony gołąbek.

I co? Nagruchał Panu do słuchu, co o tym wszystkim myśli...

Wziąłem go na ręce i zaniosłem do ogródka przy plebanii.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]