Kraków bez Herty Müller. Czy w Polsce jest jeszcze miejsce na debatę publiczną?

Nie chodzi o „lewacki terror”, bo z „prawackim” bywa tak samo. Nasze instytucje kultury nie mają narzędzi, by zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom spotkań, których gość budzi kontrowersje.
Czyta się kilka minut
Herta Müller podczas spotkania w Krakowie. Kwiecień 2013 r. // Fot. Jan Graczyński / East News
Herta Müller podczas spotkania w Krakowie. Kwiecień 2013 r. // Fot. Jan Graczyński / East News

Protesty przed spektaklami Frljicia i przed promocjami książek Grossa. Grzegorz Braun zrywający wykład Jana Grabowskiego. Wszechpolacy uniemożliwiający rozmowę z Oksaną Zabużko

Protest jako metoda uciszania

Rzec by można, patrząc z realizmem na skromną ochronę instytucji kultury oraz opieszałość policji w podobnych sytuacjach: trudno się dziwić Cricotece i Międzynarodowemu Centrum Kultury, że wobec pogróżek propalestyńskich aktywistów zdecydowały się odwołać spotkanie z Hertą Müller, a w zamian zaproponować noblistce, by zgodziła się na rozmowę wideo.

W liście organizatorów do Müller nie było przecież intencji zamknięcia jej ust, cenzurowania poglądów, opowiedzenia się po którejś ze stron konfliktu izraelsko-palestyńskiego, a tylko przyznanie się do imposybilizmu. 

Imposybilizm po krakowsku

Tak. Jesteśmy za wolnością debaty publicznej. Tak. Podziwiamy autorkę, która swoim pisaniem i swoimi wyborami życiowymi rzuciła wyzwanie tyranii Ceaușescu. Tak. Chcemy słuchać tego, co ma do powiedzenia, nie tylko o „Piosenkach, które odpędzają strach” – pokazanego w Cricotece spektaklu na podstawie jej prozy. Tak, w ogóle lubimy duże i piękne słowa. 

Tylko, wiecie, to jest Polska, i Kraków, i rok 2025. My po prostu nie jesteśmy w stanie zorganizować tu spotkania publicznego w taki sposób, żeby zapewnić jego uczestnikom bezpieczeństwo, jeśli gość lub temat budzą kontrowersje.

To konkluzja bardziej przygnębiająca niż stwierdzenie faktu, że skłonność do przemocy i zamykania ust ludziom o odmiennych poglądach nie ogranicza się do przedstawicieli „ciemnogrodu” czy „naziolstwa”. 

Albo że ludzie tak chętni do przekraczania tabu, gdy chodzi np. o czyjeś uczucia religijne, z łatwością ustanawiają własne tabu, naruszone ponoć przez noblistkę w jej wypowiedziach o europejskim antysemityzmie i terrorystach z Hamasu. I że w tym wszystkim najmniej chodzi o literaturę.

Kto bierze odpowiedzialność za debatę publiczną?

W 2013 r. we Wrocławiu narodowcy i pseudokibice zakłócili wykład Zygmunta Baumana. Prezydent miasta wezwał wówczas antyterrorystów, którzy wyprowadzili z sali blisko sto osób. Bauman dokończył wykład. Po roku kilkunastu najbardziej agresywnych osobników skazano na kary aresztu i grzywny. 

Pytanie do wszystkich stron – i tej protestującej przeciwko zaproszeniu Herty Müller do Krakowa, i tej krytykującej list organizatorów spotkania do noblistki, i tej nadzorującej funkcjonowanie instytucji kultury oraz odpowiedzialnej za bezpieczeństwo publiczne – czy są gotowe wejść na tę ścieżkę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kraków bez Herty Müller